Ile weny. Aż za dużo!
Trzy rozdziały jednego dnia... O masakra.
___________________________________________________
[FRANK]
-Powiedziałem, że masz ładny tyłek.- wybuchłem śmiechem. Zaraz, co ja przed chwilą powiedziałem? Że ma ładny tyłek? Brawo, Frank. Jesteś idiotą.
Rozdwojenie jaźni- wykryto.
-Idiota.-mruknął Gerard, po czym zdzielił mnie książką w łeb.
-Au! Za co?- krzyknąłem z oburzeniem.
-Za żywota.- powiedział. Usiadł z powrotem przy stole.- No Frankie, jeszcze raz spróbuj to zadanie i kończymy.
Skinąłem głową z rezygnacją i otworzyłem zeszyt. Jakie to trudne. Gerard, dlaczego ty mi to robisz? Chcesz mi mózg zlasować?
Skończyłem to iście trudne zadanie i dałem mu zeszyt.
-Skończyłeś?
-Ta...
Spojrzał na zeszyt z zadaniem.
-No i widzisz! Jak chcesz, to potrafisz!- powiedział z entuzjazmem.
Uśmiechnąłem się do niego.
-Nawet głupi Frank Iero coś czasem potrafi.- wyszczerzyłem swoje zęby.
Oddał mi zeszyt. Dopił kawę i wstał od stołu.
-To ja już pójdę.- mruknął pod nosem.
-Czemu? Przecież do twojego brata przyszła koleżanka i cię nie wpuści do domu...
-No w sumie tak, ale nie chcę ci truć dupy.
-Aj tam nie trujesz. Jak pójdziesz to będę skazany na samotność. No pliisss! Nie zostawiaj mnie samego w tym pustym domu!- spojrzałem na niego z miną pieska błagającego o jedzenie. Na to wszyscy lecą. Nawet moja mama, hehe.
-No dobra... Zostanę.- westchnął.
-Haha! Wiedziałem, że się zgodzisz.- krzyknąłem i klasnąłem dłonią o dłoń. Wstałem z krzesła.- Proponuję, abyśmy coś obejrzeli. Zamówię pizzę.
-Okej.-odpowiedział.
Zamówiłem pizzę i poszedłem z nim na górę do mojego pokoju.
-Hm, to co obejrzymy?- zapytał.
Może "Gerard Way nago"? Albo "Gerard Way i penetrowanie językiem jamy ustnej Franka Iero"? Boże Iero, idioto, ogarnij się. Zabujałem się w nim po uszy...
-Jakiś horror?
-Jestem za.
-To może... "Frankenstein"? Mój ulubiony.-odparłem.
-Może być.- odpowiedział Gee.
Podszedłem do laptopa. Wziąłem go.
-Chcesz oglądać tu-na laptopie, czy na dole-na telewizorze?
-Obojętnie.
-To chodź na dół.
Zeszliśmy na dół. Podłączyłem laptopa do telewizora i odpaliłem film. Do drzwi zadzwonił dzwonek. Pizza przyszła.
Zapłaciłem za pizzę i wróciłem do salonu. Gerard siedział na kanapie i wpatrywał się w ekran telewizora. Usiadłem koło niego. Zjedliśmy pizzę.
Przez cały film Gerard siedział sztywno. Zero uczuć. Idealny 'poker face'. Gdy film się skończył Gerd wstał.
-No, to ja już może pójdę.-powiedział.
-Okej.
Podeszliśmy do drzwi. Gerard założył glany i kurtkę. Stanął przede mną. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. Podszedł bliżej i przyłożył swoją drżącą, zimną dłoń do mojego policzka. Dzieliło nas kilka centymetrów. Gerard lekko przechylił swoją głowę i przymknął powieki. Złożył na moich ustach delikatny, lecz czuły pocałunek. Ochoczo oddałem mu go. Otworzyłem usta, a Gerard wsadził tam swój język. Nasze języki przez chwilę się o siebie ocierały. Gerd oderwał się ode mnie. Przytulił mnie mocno i wyszedł z domu.
Otrząsnąłem się z osłupienia.
Gerard.
Tak.
Ten.
Gerard.
Mnie.
Właśnie.
Pocałował.
Zaraz normalnie zacznę skakać i piszczeć, jak trzynastolatka, która zobaczyła 'łan gejrekszon' na żywo.
Najlepszy dzień mojego pojebanego życia.
Poszedłem do salonu i wyłączyłem telewizor. Wyrzuciłem pudełko po pizzy i poszedłem na górę do swojego pokoju.
Wyjąłem z kieszeni telefon i spojrzałem na wyświetlacz. 19:47. Szybko ten czas zleciał. Pora iść spać... Jutro znowu trzeba iść do tej durnej szkoły.
Powędrowałem do łazienki w celu wzięcia prysznica.
Gdy skończyłem się myć rzuciłem się na łóżko i zacząłem rozmyślać o wszystkim, i o niczym.
Co miał oznaczać ten pocałunek? Było to dla niego zwykłe pożegnanie (ta, zwykłe pożegnanie kumpla w ten sposób, okej...), czy może coś więcej?
Jego usta były takie... Cudowne. Miękkie i ciepłe. Delikatne... Takie... Boże, idealne. Ciężko to wszystko określić.
Zamknąłem powieki.
Szybko zasnąłem.
Otrząsnąłem się z osłupienia.
Gerard.
Tak.
Ten.
Gerard.
Mnie.
Właśnie.
Pocałował.
Zaraz normalnie zacznę skakać i piszczeć, jak trzynastolatka, która zobaczyła 'łan gejrekszon' na żywo.
Najlepszy dzień mojego pojebanego życia.
Poszedłem do salonu i wyłączyłem telewizor. Wyrzuciłem pudełko po pizzy i poszedłem na górę do swojego pokoju.
Wyjąłem z kieszeni telefon i spojrzałem na wyświetlacz. 19:47. Szybko ten czas zleciał. Pora iść spać... Jutro znowu trzeba iść do tej durnej szkoły.
Powędrowałem do łazienki w celu wzięcia prysznica.
Gdy skończyłem się myć rzuciłem się na łóżko i zacząłem rozmyślać o wszystkim, i o niczym.
Co miał oznaczać ten pocałunek? Było to dla niego zwykłe pożegnanie (ta, zwykłe pożegnanie kumpla w ten sposób, okej...), czy może coś więcej?
Jego usta były takie... Cudowne. Miękkie i ciepłe. Delikatne... Takie... Boże, idealne. Ciężko to wszystko określić.
Zamknąłem powieki.
Szybko zasnąłem.

Ja wiedziałam, że ta nauka nie może się na tym nie skończyć ;D
OdpowiedzUsuńLecę nadrabiać dalej xd