23 maja
[Frank]
Gówniana szkoła, głupi nauczyciele i głupie, naiwne bachory... Zaraz. Nazywam bachorami ludzi, którzy są w wieku szesnastu lat, czyli są moimi rówieśnikami? Tak, brawo Frank. W sumie, co to ma do rzeczy? I tak ich wszystkich nienawidzę. Ludzie to zwykli idioci, pomijając moich rodziców i moją cudowną babcię, która świetnie rysuje i piecze pyszne ciasta. Tak, uwielbiam jej ciasta... Wiele bym dał, aby teraz skosztować chociaż jedno z nich, ale to niemożliwe... Babcia wyprowadziła się na starość do Europy, a dokładniej mówiąc do Włoch. Jeszcze tylko dwa miesiące nauki i wreszcie do niej wyjadę razem z rodzicami. Nie mogę się doczekać.
Siedziałem w klasie. Co za nudy, lekcja do dupy. Nudziło mi się, bo... yyy... Cóż, uczyłem się najlepiej w całej klasie. Byłem bardzo zdolny, ale i tak mnie to obecnie gówno obchodziło. Teraz liczy się tylko, żeby skończyć naukę i zacząć normalnie żyć. Tak, imprezowanie mi w głowie. Trochę dziwne, ale nie chodziłem na imprezy w tym wieku. Wszyscy moi znajomi mogli wychodzić, gdzie tylko chcieli, a ja musiałem zostawać w domu pod ręką moich, czasami, zbyt opiekuńczych rodziców, przez co ludzie ze mnie szydzili... Bywa i tak. Jedynym prawdziwym przyjacielem jest dla mnie, jak na razie Andrew Overblown- chłopak chodzi ze mną do klasy, znamy się od piaskownicy. Jest synem przyjaciela mojego taty. Andrew siedział kilka ławek dalej i słuchał uważnie głosu nauczyciela, który obecnie tłumaczył jakieś zadanie. Podziwiam go, za takie skupienie na lekcji. Jest świetnym przyjacielem, zawsze słucha co do niego mówię. Odzwierciedla się to również na lekcjach. Zawsze słucha, w domu nic się nie musi uczyć, a i tak zdaje do następnych klas z bardzo wysokimi ocenami. Farciarz. Ja nie słucham na lekcji, a mimo to potrafię napisać najtrudniejszy sprawdzian nawet, bez przygotowania i oczywiście zdaję go na wysoką ocenę. Tak wyszło. Wyrwałem kartkę z tyłu zeszytu i nabazgrałem na niej wiadomość.
"Ej, Andi, wpadniesz dzisiaj do mnie? Mam nową grę na konsolę, trzeba ją rozpracować, hehe :)"
Spojrzałem na nauczyciela. Stał tyłem do klasy. Złożyłem szybko kartkę w samolocik i posłałem ją do mojego przyjaciela. Patrzyłem na niego z wyczekiwaniem. Przeczytał liścik i chwycił pióro. Po chwili dostałem wiadomość zwrotną.
"Wybacz, Frank. Dzisiaj nie mogę... Jadę z mamą do cioci Sissy, do Nowego Jorku ... Masakra. :("
Spojrzałem na niego. Na jego twarzy widać było grymas niezadowolenia. Na mojej również się pojawił. Zgniotłem kartkę w kulkę i celnie wrzuciłem ją do kosza. Nauczyciel był zbyt pochłonięty pisaniem jakiś bzdetów na tablicy, aby zauważyć, że Frank Iero rzuca kulkami z papieru, gratulacje. Spojrzałem na wyświetlacz mojego IPhone'a, który leżał sobie spokojnie na ławce i nikt nie śmiał zwrócić na niego uwagi. Czternasta osiemnaście. Jeszcze tylko dwie minuty. Schowałem do piórnika wszystkie moje długopisy porozwalane na ławce i zasunąłem go. Wrzuciłem niechlujnie książki i piórnik do plecaka. Telefon wylądował w kieszeni spodni. Stukałem nerwowo palcami o ławkę wyczekując na dzwonek. Nauczyciel mozolnie skrobał kredą po tablicy, chociaż i tak wszyscy uczniowie siedzieli już spakowani i gotowi do wyjścia z sali. Czasami dziwię się nauczycielom, że im się chce, bez względu na to, że nikt ich nie słucha... Oprócz Andrew'a oczywiście.
Z rozmyślań wyrwał mnie dzwonek kończący zajęcia, a który rozpoczynał upragniony przez wszystkich weekend. Podbiegłem do Andi'ego. Szedł powoli przez korytarz. Dziwne, nie poczekał na mnie? Eh, co mu się stało?
-Ej, Andi, co jest?-zagadałem do niego.
Chłopak drgnął z zaskoczenia. Spojrzał w moją stronę. Coś tu nie pasowało. W jego oczach było widać smutek. Przecież jedzie tylko do cioci, prawda? Chyba nic jej nie jest, a przynajmniej przez poprzednie kilka dni nie skarżył się na nic.
-Szkoda gadać.- odezwał się po dłuższym milczeniu.
-Jesteśmy przyjaciółmi, mi możesz powiedzieć wszystko.- zapewniłem go.
Spuścił głowę w dół. Jego długie, blond włosy opadły na jego twarz, przysłaniając zielone tęczówki. Ah, wspominałem, jak wygląda? Chyba nie. No więc, Andrew jest wyższym ode mnie chłopakiem. Tak, jak zwykle jestem najniższy w całej klasie. Przecież mój ojciec jest wysoki, czemu nie odziedziczyłem po nim wzrostu? Cóż za ironia losu. Wracając do mojego przyjaciela. Jest szczupły. Ubiera się zwyczajnie, najczęściej koszule w kratę, jeansy i trampki. Laski na niego lecą, nie to co na mnie. Niemal wychudzony, niski chłopak o bladej cerze i ciemnych, długich włosach. Nikt mnie nie chce. Tylko babcia mnie kocha. Czasem zastanawiam się, czy rodzice choć trochę mnie kochają, bo ciągle dla nich liczy się tylko praca, praca i jeszcze raz praca. Ja ich kocham najbardziej na świecie, ale nie wiem, czy odwzajemniają moje uczucia. Chciałbym, żeby tak było.
-No więc, co się stało?- zapytałem ponownie.
Spojrzał na mnie ponownie.
-Widzisz Frank, bo nie wyjeżdżam na dzień, czy tam na dwa, tylko na zawsze. Mama znalazła tam nową pracę, lepiej płatną, a wiesz, że ciężko nam po śmierci ojca...-wspomniał o swoim zmarłym tacie i na jego twarz wpłynął smutek.
-Szkoda... Będzie mi ciebie bardzo brakowało.
-Mi ciebie również. Ale wiesz, zawsze możemy do siebie pisać, spotykać się co jakiś czas...
-Myślę, że to dobry pomysł, co prawda nie będzie tak jak zawsze, ale to najlepsze rozwiązanie.- powiedziałem.- Kiedy wyjeżdżasz?
-Jak tylko wrócę do domu.
-Naprawdę? Tak szybko?- spytałem z niedowierzaniem.
-Tak...- mruknął pod nosem, zmartwiony tym faktem.
-Ej, tylko mi tu nie bucz.- klepnąłem go po ramieniu.- Odprowadzę cię pod dom, co ty na to?
-Zgoda.- posłał do mnie lekki uśmiech, a ja odwzajemniłem ten gest.
***
Siedzieliśmy na chodniku, pod domem Andrew'a w ciszy, jak za dawnych czasów. Z jego domu wynoszono meble, a my po prostu siedzieliśmy i się napawaliśmy swoją obecnością, której przez długi czas będzie nam brakowało.
-Andrew, możemy jechać!- krzyknęła jego mama, gdy wyszła z domu.
Chłopak popatrzył na mnie z smutkiem. Wstaliśmy z ziemi.
-No to przyszedł czas, żeby się pożegnać...- szepnąłem i spuściłem głowę. Było mi cholernie smutno, że tak nagle muszę go żegnać, kogoś, kogo znam tyle lat i prędko takiej osoby nie poznam.
-Ej, ale nie smuć się. Proszę, wtedy nie będę mógł znieść, że zostawiam cię tu samego na pastwę losu...- powiedział cichutko z drżeniem w głosie.
Spojrzałem na niego. W jego oczach stanęły łzy. Nie wiedziałem, że komuś przyjdzie za mną tak tęsknić. Rzuciłem się w jego ramiona. Staliśmy w uścisku. Rozpłakaliśmy się. Mam nadzieję, że chociaż nie urwiemy ze sobą kontaktu. Oderwaliśmy się od siebie.
-Nie żegnam się z tobą na zawsze.- wydusił z siebie.
-Tak więc, do zobaczenia, przyjacielu.
-Do zobaczenia.
Ostatni raz się do siebie przytuliliśmy. Andrew pobiegł do samochodu, gdzie czekała na niego mama. Pani Overblown wyjrzała przez okno samochodu.
-Do widzenia, Frank!- krzyknęła.
-Do widzenia!- krzyknąłem.
Odjeżdżał. Andrew zaczął mi machać przez szybę. Również mu odmachałem. Stałem pod starym domem mojego przyjaciela i patrzyłem, jak samochód znika za zakrętem. Odwróciłem się przodem do domu. Jakiś facet zawiesił tabliczkę głoszącą, że dom jest na sprzedaż. Będę miło wspominał czasy spędzone tutaj z Andi. Głośno westchnąłem i udałem się w stronę domu.
Niech no zgadnę...zamieszka tam rodzinka Way..xd
OdpowiedzUsuńNikt nie kocha Frankiego... oprócz babci i tysięcy fanek xD
Czekaam ;)
xoxo.
NOPE, NOPE, NOPE! Nie zamieszka tam żadna rodzinka Way XD
UsuńBuahahaha, mam zupełnie inny pomysł, hehe :D
Poprawiłaś styl! :D Czekam na część dalszą opowiadania ;)
OdpowiedzUsuńJest w trakcie pisania xD Jak dobrze pójdzie, to ją dzisiaj dodam.
Usuń