[GERARD]
-Boże i jeszcze ten wkurzający facet od chemii: "Czy ktoś wie, co się stało z Frankiem Iero?" Tak proszę pana, oswojone murzyny Simona* go porwały.- mówiła wkurzona Jamia.
Siedzieliśmy na stołówce. Frank dalej się nie odnalazł... Ale mi go brakuje. Teraz, gdy odnalazłem miłość musieli mi ją zabrać... Tylko w jakim celu? Czym im zawinił, że go porwali?
Nagle przy naszym stoliku stanął Jason i Simon. Zacząłem pić kawę, którą sobie kupiłem.
-Och, Gerard. A gdzie twój Frankie?- zapytał słodkim głosikiem Simon.
Chłopcy wybuchli śmiechem. Zakrztusiłem się kawą.
-Kurwa, zaraz ci wpierdolę!-krzyknąłem, odstawiłem kubek z kawą i wstałem.
Jamia mnie powstrzymała. Chwyciła mnie za ręce i wykręciła je do tyłu.
-O boże, tylko się tak nie bulwersuj. Złość piękności szkodzi.- zaśmiał się.
Odeszli. Co za wkurwiający ludzie.
-Jamia, czemu mnie zatrzymałaś?! Zabiłbym gnoja i by było po kłopocie.
-Gerard, ogarnij się...- powiedział Ray.-Musisz żyć dalej. Zobaczysz, znajdą go.
-A Simona i Jasona wyślą do pierdla.- dodał Bob.
-Mam nadzieję...- mruknąłem i dokończyłem pić kawę.
Zadzwonił dzwonek na lekcje. Udaliśmy się do klas.
***
-Dzień dobry, droga młodzieży!- powiedział pan od chemii, profesor Wright.
-Dzień dobry.-odpowiedzieli wszyscy.
Do klasy weszła jakaś niska dziewczyna. Miała czarne włosy i była dosyć ładna.
-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie.- powiedziała dziewczyna.
-O, dobrze, że jesteś Lindsey. Usiądź tam.- wskazał moją ławkę. Moją. No chyba nie.- Usiądź i przedstaw się.
Lindsey podeszła do wskazanego przez pana Wright'a miejsca. Czyli obok mnie.
-A więc. Nazywam się Lindsey Ballato, ale możecie do mnie mówić Lyn-Z.- powiedziała i usiadła na krześle.
-No to wracamy do lekcji. Na czym to ostatnio skończyliśmy?- zapytał nauczyciel.
Jakiś lizus z pierwszej ławki mu odpowiedział, ale ja postanowiłem się wyłączyć na całą lekcję. Otworzyłem swój szkicownik i zacząłem coś bazgrać.
Po chwili Lyn-Z szturchnęła mnie w ramię.
-Przedstawisz mi się?- zapytała.
-Nie.-powiedziałem najbardziej chamskim tonem, na jaki było mnie stać.
-Czemu?
-Bo nie.
-Okej. Czyli do końca roku nie będę wiedziała z kim siedzę w jednej ławce?
-Nie.
-Fajnie.
-Ostatnia ławka! Gerard Way i Lindsey Ballato! Przestańcie gadać!- powiedział profesor.
-No, to już wiem, jak się nazywasz.- uśmiechnęła się zwycięsko.
-Umówcie się po lekcjach na randkę i wtedy sobie pogadacie.- dodał pan Wright.
-Proszę pana, ale Gerard to gejuch!- krzyknął ktoś. Jason.
Klasa wybuchła śmiechem.
-Morda tam, Jason!- krzyknął Ray.
Klasa momentalnie ucichła. Lyn-Z spojrzała na mnie dziwnie. Boże, co za ludzie.
-Co, coś ci nie pasuje?- mruknąłem.
-Nie, nie...- odpowiedziała.
Wziąłem ołówek do ręki i dokończyłem rysować swój rysunek.
***
Wychodziłem ze szkoły, gdy ktoś mnie zatrzymał. Lindsey Ballato. Kurwa co za idiotka, niech się odczepi. Ledwo ją poznałem już mi działa na nerwy.
-Yhhh, czego?- zapytałem.
-Chciałam się zapytać, czy dasz się wyciągnąć na kawę?- zapytała.
-Nie.- odpowiedziałem.
-No proszę!- powiedziała.
-Nie.
-Jezu, czy na każde moje pytanie musisz odpowiadać "nie"?
-Tak.
-Ha! Pierwsza odpowiedź "tak"! To pójdziesz ze mną na kawę?
-Nie.
-Proszę.-błagała.
-Nie.
-Gerard, proszę.
-Dobra no, ale tylko dlatego, bo mi już dupę trujesz.
Podszedłem do mojego Harley'a. Podałem jej kask.
-To twój?- zapytała.
-Nie, kurwa, nie mój. Próbuję go właśnie ukraść, żeby zrobić wrażenie na idiotce.
-Dzięki, wiesz?
-Nie ma za co.- posłałem jej ironiczny uśmieszek.
Wsiadłem na pojazd, a ona zaraz po mnie i oplotła mnie w pasie swoimi rękami.
To będzie najgorsze popołudnie świata...
***
-A więc, jesteś gejem i twój chłopak zaginął?- zapytała.
-Taaa...- odpowiedziałem.
Wpatrywałem się w dno prawie pustego kubka. Nawet ta resztka kawy wydawała być się bardziej interesująca od tej laski nawijającej bez przerwy. Mam już dość tego popołudnia. Chcę do domu. Chcę się przytulić. Do Franka. Teraz.
-Wiesz co? Ja już będę się zbierał do domu. Jestem padnięty.- powiedziałem.
Wstałem i założyłem skórzaną kurtkę.
-Okej.- powiedziała.
Wyszedłem z kawiarni i wsiadłem na mojego Harley'a. Ruszyłem do domu.
____________________________________________________________________________
*Oswojone Murzyny Simona= w rzeczywistości Oswojone Murzyny Marcina, czyli kolega mojej koleżanki. Nie mam bladego pojęcia skąd to się wzięło, ale pasowało to tu xD
Komentarze życiem!!! <3
OdpowiedzUsuń