[Frank]
I znów wszystko było dobrze.
Po tym, jak policja zabrała ze sobą Maxa Shidleya, zaledwie po dniu poszukiwań znaleziono Julesa. Obaj stanęli przed sądem najwyższym. Nie interesowało mnie, na ile zostali zamknięci w więzieniu. Liczyło się dla mnie to, że zapłacili za swoje czyny i że nic mi, Gerardowi, ani Margaret nic nie groziło. Szkoda mi było jej najbardziej, chociaż mnie życie niemało skopało po dupie. Miała męża tyrana i nie mogła nic na to poradzić. Kto wie, co by jej zrobił gdyby wcześniej prawda wyszła na jaw? Być może nasłałby na nią Julesa.
Margaret Collins, bo tak miała na nazwisko Margaret, zanim wyszła za Maxa, postanowiła wyjechać z Newark, nie chciała już tu mieszkać, chciała o tym wszystkim zapomnieć i na nowo ułożyć sobie życie. Pojechała do Los Angeles. Cóż, życzę jej szczęścia.
Mikey Way oraz Kristin, nie znam niestety jej nazwiska, zamierzają wziąć ślub i zamieszkać w Nowym Jorku. No to... W sumie im też życzę szczęścia.
A ja?
Cóż, a ja właśnie siedzę w niedużym mieszkaniu w kamienicy, w wygodnym, skórzanym fotelu i oglądam telewizję. Tak, wróciłem do mieszkania Gerarda Waya, mojej jedynej miłości i jest wspaniale. Chodzę grzecznie do szkoły, Gerard chodzi grzecznie na studia i do pracy i tak jakoś nam życie leci. Jestem naprawdę szczęśliwy, że wszystko się wyjaśniło. Lepiej nie mogło już chyba być.
Gdy tak znudzony siedziałem, po całym mieszkaniu rozległo się uporczywe pukanie do drzwi. Zerwałem się z fotela i pognałem w kierunku przedpokoju. Przekręciłem klucz w zamku, nawet nie patrząc kto przyszedł. Otworzyłem drzwi na roścież, a na moją twarz wpłynął szeroki uśmiech. Gdy widziałem tę osobę, nie mogłem się po prostu powstrzymać od nie uśmiechnięcia się.
Był cały przemoczony.
Gerard rzucił się na mnie obejmując mnie swoimi ramionami i mocno przyciskając do siebie. Poczułem jak moje ubranie przesiąka wilgocią. Zamknął drzwi kopniakiem i oddalił się ode mnie nieznacznie, aby pogrążyć nasze wargi w gorącym pocałunku. Gdy oderwał się ode mnie, przekręcił klucz w drzwiach i spojrzał na mnie. Jego buzia była rumiana, zapewne od chłodu panującego na dworze, a do twarzy kleiły się mokre od deszczu, czerwone włosy, które miały już sporo odrostów. Odgarnął moje czarne włosy za ucho i pocałował mnie krótko w policzek. Pod wpływem jego pocałunków nogi się pode mną uginały.
- Jak ci minął dzień, skarbie? - spytał swoim cudownym głosem.
- Dobrze - odpowiedziałem krótko. - A jak tobie?
- Też nieźle, ale czuję, ze teraz będzie jeszcze lepiej - i znów mnie pocałował. - Kocham cię.
- Och, wiem Gee. Ja ciebie też kocham.
Zdjął z siebie przemoczony płaszcz i powiesił go na wieszaku. Następnie pozbył się swoich czarnych glanów, które ładnie odstawił koło szafki.
Poszedł do salonu, a ja razem za nim. Rzucił swój plecak na podłogę obok kanapy i rzucił się na nią i wygodnie ułożył na poduszce. Stanąłem obok kanapy, na której leżał i spojrzałem na niego rozbawiony. Wydął wargi przyglądając mi się z zastanowieniem i wyciągnął do mnie ręce niczym małe dziecko proszące, żeby je wziąć na ręce i przytulić. Pociągnął mnie za nadgarstki, a ja opadłem na niego i z trudem wygodnie się ułożyłem. Objął mnie swoimi silnymi ramionami i przytulił mnie mocno do siebie, jakby się bał, że zaraz mu ucieknę. Uśmiechnąłem się szeroko i wyplątałem się z jego uścisku. Oparłem się na rękach i pocałowałem go krótko, lecz on chciał znacznie więcej. Podniósł się do siadu, a ja razem z nim. Zbliżył się do mojej twarzy. Delikatnie pocałował mnie. Po chwili nasze usta męczyły się nawzajem wolnym pocałunkiem.
Gerard objął mnie mocno w pasie i ostrożnie podniósł się z kanapy. Nie przerywając pocałunku wstaliśmy i stanęliśmy przed kanapą. Oparł swoje ręce na moich biodrach, a ja przyłożyłem dłonie do jego twarzy. Rozchylił moje wargi językiem, a ja posłusznie zrobiłem mu pole do popisu. Zaczęliśmy się przemieszczać w stronę sypialni. Gdy spotkałem się z zimną powierzchnią drewnianych drzwi, Gerard oderwał się ode mnie i spojrzał na mnie znacząco. Dobrze wiedziałem co oznacza to spojrzenie jego zielonych oczu.
Po wejściu do sypialni...
Chyba nikomu nie muszę tłumaczyć co się działo.
________________________________________________________________________
Witajcie!
Tak, wreszcie epilog, wreszcie udało mi się go napisać... Tak strasznie szybko mi czas leci, że aż w ogóle zapominam, że prowadzę bloga, że mam Facebooka i jeszcze kilka innych kont... xD
No więc wydaje mi się, że w ogóle spieprzyłam i ostatnią część tego opowiadania, i epilog, możecie poczuć się trochę rozczarowani (ja się trochę tak czuję, bo myślałam, że wyjdzie lepiej, ale wyszło jak wyszło), no ale, mam nadzieję, że się Wam jednak podobało.
Co dalej... Jak na razie zamierzam jeszcze skończyć short story, które już tam kiedyś zamieściłam i dalej nie mam bladego pojęcia co, może będą jakieś one shoty w przypływie weny i chyba przerwa dopóki czegoś fajnego nie wymyślę, więc jeśli zapytacie czy coś dłuższego teraz planuję to nie, niczego nie planuję. Chyba, że nagle dostanę natchnienia i dokończę Life Ain't Just A Joke ale to jest raczej ostatnie na co miałabym na razie ochotę.
Jak tam w ogóle Wam mijają wakacje?
Mi strasznie szybko... I trochę nudno (hehe, ironia losu, nudno? Raczej tak nie powinno być, tyle rzeczy bym mogła zrobić...).
No to chyba tyle jak na razie, spodziewajcie się za niedługo (chyba, bo za niedługo wyjeżdżam, więc nie wiem czy się wyrobię do wyjazdu, może jak wrócę to dopiero będzie) następnej części short story.
Trzymajcie się cieplutko.
xoxo
Nancy.