Tak, wiem... Strasznie was zaniedbuję xD
Tak wiem, ostatni rozdział pojawił się chyba z trzy tygodnie temu... xD
Nie mam czasu, musicie wybaczyć, a po za tym jestem dalej uziemiona. Bratu nie chce się naprawić komputera. Na laptopie przesiaduję bardzo mało, a mój telefon nie nadaje się do pisania.
W ogóle, bardzo krótko, no ale. Myślę, że postaram się coś bardziej sensownego i dłuższego napisać w najbliższym czasie...
_________________________________________________________________
Tydzień przed końcem wakacji.
[Frank]
Raz. Późne popołudnie, raczej wieczór, nie wiem, straciłem poczucie czasu. Jak zwykle nudziło mi się. Gerard siedział zaszyty w swojej pracowni, a ja leżałem w salonie na kanapie. Dwa. Nie było co robić, nie było gdzie wyjść. Trzy. Z nudów zacząłem liczyć chmury za oknem, które jak zwykle nie zapowiadały cudownej pogody. Cztery. Jestem głupi, ale co z tego. Pięć. Stop, Frank. Spojrzałem na zegarek zamieszczony nad telewizorem, który wskazywał godzinę dwudziestą dwadzieścia trzy. Jakże ten czas szybko leci, gdy się liczy chmury... Zgłodniałem. Zerwałem się natychmiastowo z kanapy, przerywając moje szalenie porywające zajęcie i udałem się do kuchni w celu przygotowania dla siebie i Gerarda posiłku. Tak, Frank. Dla ciebie jest tylko jedna droga w życiu- bycie gosposią domową. Chociaż, jakby się dobrze zastanowić... Dla takiego mężczyzny jak Gerard mogę prać, sprzątać, gotować... Otworzyłem lodówkę. Naleśniki. Najprostsze do przygotowania. A jednak byłbym złą gosposią, bo umiem tylko zrobić naleśniki. Wyjąłem potrzebne składniki i zacząłem robić kolację.
Gdy naleśniki były już upieczone, wysmarowane dżemem i ułożone na talerzyku, powoli udałem się do pokoju mojego chłopaka. Stanąłem przed drzwiami i zapukałem. Po usłyszeniu niemrawego "Wejdź" wszedłem do pokoju, w którym zastałem Gerarda stojącego przed płótnem, w czarnej, bez rękawów i zwisającej na jego torsie podkoszulce oraz ciemnych, jeansowych rurkach, które idealnie opinały jego długie, zgrabne nogi. Na płótnie widniały jakieś niezindetyfikowane kolorowe plamy, które mógł zrozumieć tylko artysta, którym ja nie jestem. Odstawiłem talerz z naleśnikami na biurko i usiadłem na krześle. Chwyciłem jednego naleśnika i zacząłem jeść. Gerard odłożył pędzle i farby. Odwrócił się przodem do mnie i podszedł. Ruchem ręki nakazał mi wstać, więc wstałem. Usiadł na krześle i objął mnie rękami w pasie, po czym przyciągnął mnie do siebie. Wylądowałem na jego kolanach. Skończyłem jeść i spojrzałem na niego. Przybrał przesłodką minę i zatrzepotał rzęskami.
-Co?- spytałem.
Pokiwał głową w stronę naleśników.
-Mam cię nakarmić, bobasku?
Przytaknął. Zaśmiałem się krótko i chwyciłem naleśnika. Gee otworzył buzię.
-Leci samolocik!- zachichotałem.
Gerard ugryzł naleśnika.
-Zuch chłopak.- cmoknąłem go w czoło.
Zjadł całego, a potem chwycił następnego. Tym razem on mnie karmił. Po zjedzeniu wszystkiego, Gerard przytulił mnie do siebie i pocałował w policzek. Usiadłem w wygodniejszej pozycji, czyli okrakiem na nim i musnąłem jego wargi. Gerard chciał zdecydowanie więcej. Jedną rękę oparł na moim biodrze, a drugą wplótł w moje włosy, przyciągając moją twarz bliżej do swojej i pocałował mnie. Powoli, z wielką czułością, męczył moje wargi. Okręcał wokół swojego palca moje włosy i pogłębiał pocałunek. Przejechałem językiem po jego dolnej, a następnie po górnej wardze, na znak, że może działać dalej. Rozchyliłem swoje usta, a Gerard wepchnął tam swój język, który momentalnie połączył się z moim w szalonym tańcu. Pieścił mój język, moje podniebienie. Poczułem, jak unoszę się. Mężczyzna wstał z krzesła. Otworzył kopniakiem drzwi i wyszedł z pomieszczenia. Otworzył drzwi do sypialni i wszedł do niej. Oderwał się ode mnie i rzucił mnie na łóżko. Spojrzał na mnie z pożądaniem i wskoczył na łóżko. Ściągnął moją podkoszulkę i rzucił ją gdzieś za siebie. Usiadł na mnie okrakiem. Wsparł się rękami po obu stronach mojej głowy i wpił się w moje usta. Przez dosłownie chwilę się z nimi bawił, a potem oderwał się od nich i usiadł wyprostowany. Przejechał swoją chłodną dłonią po moim torsie, przyprawiając mnie o porządny dreszcz. Zaczął się wiercić, pobudzając tym zachowaniem moją męskość. Sam był już nieźle pobudzony i jak się domyślam również napalony. Przygryzł wargę i uśmiechnął się. Pochylił się nade mną i zaczął obcałowywać moją klatkę piersiową. W niektórych miejscach przygryzał moją delikatną skórę, albo robił malinki. Nie mam bladego pojęcia czemu, ale cholernie mnie to wkurzało i podniecało jednocześnie. To było takie wspaniałe.
Przygryzł mocno mój sutek. Odepchnąłem go od siebie. Gerard rzucił mi pytające spojrzenie. Uśmiechnąłem się diabelsko i popchnąłem go tak, że teraz to ja siedziałem na nim. Cmoknąłem go w usta. Przeniosłem spojrzenie na jego zielone oczy. Pocałowałem go ponownie, zjeżdżając niżej na szyję. Mocno przygryzłem jego skórę w tym miejscu. Gerard jęknął. Rozpiąłem jego spodnie i zrzuciłem je z niego. Wsunąłem rękę pod materiał jego bokserek i zacząłem się bawić jego członkiem. Patrzyłem na twarz Gerarda, cały czas uśmiechając się do niego. Zwiększyłem swoje ruchy. Mężczyzna głośno jęczał. Byłem pewien, że zaraz dojdzie, lecz ja przerwałem swoje czynności.
-A więc to tak się bawimy?- spytał, głośno dysząc.
-Tak, skarbie.- szepnąłem wprost do jego ucha.
Gerard zaczął się podnosić. Klęczeliśmy na łóżku. Chłopak intensywnie wpatrywał się w moje oczy. Wpił się brutalnie w moje wargi i zaczął ściągać moje spodnie. Pozbył się ich. Rozchylił moje wargi swoim ciepłym językiem. Penetrował moje podniebienie, czasem zahaczając o mój język, który bez skutków walczył o dominację. Powoli zsuwałem z jego tyłka bokserki, a gdy już ich na sobie nie miał, zaczął ściągać moje. Przerwał pocałunek i popchnął mnie. Opadłem na łóżko. Gerard obślinił swoje trzy palce. Gwałtownie rozchylił moje nogi. Wsadził we mnie po kolei palce i chwilę nimi poruszał. Byłem gotowy. Bez żadnej zapowiedzi Gerard we mnie wszedł. Z mojej krtani wyrwał się głośny krzyk. Poczułem silny ból, jak zawsze zresztą, podczas stosunku z facetem.
-Wszystko w porządku?
No tak, on zawsze musiał być troskliwy.
-Tak, Gerard. Kontynuuj, kocie.
Zaczął bardzo powoli się poruszać, co mnie zdenerwowało. Ta cała jego delikatność. Walnąłem go pięścią w brzuch. Gerard zrozumiał, że chcę więcej, więc podjął się coraz to szybszych ruchów. Spojrzał na mnie przelotnie i chwycił w swoją dłoń moją nabrzmiałą męskość. Poruszał swoją ręką bardzo szybko, jak również pchnięcia były coraz to szybsze. Głośno jęczeliśmy, wykrzykiwaliśmy nawzajem swoje imiona. Czułem, że i on, i ja byliśmy blisko finału. Ostatnie mocne pchnięcie wraz z równie mocnym uściskiem dłoni na moim członku. Wytrysnąłem wprost na jego podbrzusze, a wewnątrz siebie poczułem przyjemne ciepło. Doznaliśmy spełnienia. Gerard osunął się na łóżko obok mnie i mocno mnie do siebie przytulił. Czułem jego płytki oddech na policzku. Złożył na moich ustach długi i czuły pocałunek. Uśmiechnął się do mnie przepięknie, a ja odwzajemniłem go. Pogładził mnie po twarzy i przeczesał moje spocone włosy. Wtuliłem się w jego klatkę piersiową i przymknąłem powieki.
-Kocham cię.- szepnął.
Po usłyszeniu jego zmysłowego głosu, szybko zasnąłem.
___________________________________________________________________________
Tak w ogóle, to dziś ten przystojniak kończy 33 lata! (Nie bijcie, wiem, że to już wszyscy wiedzą xD)
Sto lat, Frank!
Happy Ieroween! :D

