poniedziałek, 30 czerwca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 5

Witam.
Kolejny rozdział...
Trochę krótki, ale mam nadzieję, że się spodoba :)
__________________________________________________
[FRANK]
TY BĘDZIESZ NASTĘPNY.
O co znowu chodzi?
Za plecami usłyszałem śmiech. Zdezorientowanym wzrokiem patrzyłem dookoła siebie. Wszędzie ciemność. Nic więcej. Upadłem z głośnym jękiem na ziemię. Poczułem pod sobą czyjeś ciało. O mój Boże. Gerard.
Leżał sztywno. Nie ruszał się. Był bledszy niż zwykle.
-GERARD!- krzyczałem głośno. Przejechałem ręką po jego twarzy. Wybuchłem płaczem. Krew.
-Widzisz do czego doprowadziłeś?- powiedział ktoś za mną.
No właśnie, kto to był?
Odwróciłem się.
Simon.
-Zaraz zakończę twój równie nędzny żywot.- zaśmiał się. Wbił mi coś ostrego w plecy.-Hahahahahaha....
Dotknąłem dłonią swojej klatki piersiowej. Ujrzałem krew. Obraz śmiejącego się Simona zamazał mi się i upadłem koło Gerarda na ziemię.
***
Obudziłem się. Moje ciało było całe pokryte zimnym potem.
Usłyszałem huk. Gerard leżał na podłodze, a pod nim krzesło. Jedną ręką trzymał się za głowę, lekko ją masując a w drugiej trzymał jakąś kartkę i ołówek.
Zerwałem się szybko z łóżka i do niego podszedłem. Wszystko mnie bolało.
-Nic ci się nie stało?- zapytałem.
-Nie, nic. Tylko mnie głowa boli. Czemu tak nagle się obudziłeś? Wystraszyłem się...- mruknął.
-Koszmar, ale to nic takiego.- zadrżałem.
-Nic takiego, tak?- zapytał z ironią w głosie.
-Zupełnie nic.- zaśmiałem się.- Co to jest?- wskazałem na kartkę w jego ręce. Złożył ją na pół, a potem zgniótł w dłoni.
-Nic, nic.- szepnął.
-Ta, jasne!- rzuciłem się na niego. Rozpoczęła się bitwa o jakiś kawałek papieru. Świetnie... Gerard długo walczył, ale się poddał. -Mam!- krzyknąłem triumfalnie i otworzyłem kartkę.-Yyyy...
Patrzyłem w osłupieniu na rysunek. To ja?
Jezu, arcydzieło. Idealne. 
-O wow.- szepnąłem. - To jest...
-Beznadziejne?
-Cudowne! Masz wielki talent...
-Dzięki, to tylko bazgroły.- mruknął pod nosem. Nie patrzył na mnie. Zakrył twarz włosami. Ta, myślał, że ukryje przede mną rumieńce? 
Wpatrywałem się niego jak głupi.
-Ekhm.- odwróciłem wzrok. Jego twarz przybrała normalny kolor.
-Tak?
-To ja już może pójdę.- wstał z podłogi i wyrwał rysunek z mojej ręki. Wyszedł z pokoju, a ja ruszyłem za nim.
-Gerard, czekaj!- krzyknąłem i zbiegłem schodami w dół. Usłyszałem tylko trzaśnięcie drzwiami.
Przekręciłem zamek i udałem się do kuchni, aby zaparzyć sobie kawę.
***
[GERARD]
Boże, co ja sobie w ogóle wyobrażam? Zachowuję się tak, jakbym znał Franka. 
Nie znam go, a już się do niego kleję. Muszę trochę wystopować. 
Wsiadłem na Harley'a i ruszyłem w stronę mojego domu.
***
-Wróciłem!- krzyknąłem. Moja mama siedziała z tatą i Michael'em w kuchni. Jedli kolację.
-Spóźniłeś się, Gerardzie.- powiedziała mama.- Dlaczego?
-Byłem u kolegi.- odparłem zdejmując buty.
-Jakiego kolegi?- zapytała.
-U takiego nowego Franka Iero! Chodzi ze mną do klasy, widziałem, jak się całowali w parku.- naśmiewał się Mikey. Jezu, czemu on zawsze musi kłamać?
-Mikey, idioto!- wydarłem się. Rzuciłem się na niego.
-Dzieci, przestańcie!- krzyknęła Donna. Usiadłem na krześle obok małego frajera i popatrzyłem na niego wrogo.
-Synu, jesteś gejem?- zapytał tata. No tak. Nic nie wie o mnie, bo jak ma wiedzieć skoro nigdy go w domu nie ma? Wyjeżdża tylko cały czas na jakieś "delegacje służbowe" i puszcza się z jakimiś laskami, które lecą na jego kasę. Jednym zdaniem- ma nas w dupie.
Nie odpowiedziałem mu. Otworzyłem usta, bo chciałem mu odpowiedzieć, ale mama mnie wyprzedziła.
-Tak, nasz syn jest gejem. Masz jakiś problem z tym?
-Co?! Nasz syn to jakiś pedał?! Nie tak cię wychowałem, Gerardzie Way! - zbulwersował się tatuś. Boże, jaki on nietolerancyjny.
-To moje życie i nie będziesz decydował o tym, jaki jestem!- krzyknąłem. Poczułem jak po policzkach spływają mi gorące łzy.
-W takim razie ja nie będę utrzymywał spedalonego geja!
-Jimmy!- powiedziała zszokowana mama.- Przegiąłeś...
-Nie przegiąłem, tylko tak będzie.
-Skoro ty nie zamierzasz go utrzymywać to po prostu wynoś się z tego domu.
-Co?!
-No to. Ja nie będę dłużej znosiła ciebie i twoich "delegacji". Co myślisz, że nie wiem o twoich zdradach?
Tata patrzył z niedowierzaniem na mamę. Mikey wstał od stołu i pobiegł na górę. Chyba on ma już dość wysłuchiwania tej kłótni. W sumie to ja też. Postąpiłem tak samo, jak on. Otworzyłem drzwi do swojego pokoju. Rzuciłem telefon na biurko. Na podłogę spadła kartka. Podniosłem ją i rozłożyłem. Frank.
Mam nadzieję, że chociaż on mnie teraz nie odrzuci...
Otworzyłem okno na roścież.
Na półce z książkami stało zdjęcie taty ze mną. Wyrzuciłem je przez okno.
Nienawidzę go.
Zamknąłem okno i położyłem się na łóżku.
Spuchnięte powieki od płaczu szybko opadły w dół i zasnąłem.



sobota, 28 czerwca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 4

Witam.
Kolejna część. :)
Frank znowu dostanie po twarzy, ale no cóż, jak się jest takim idiotą jak Simon, to dziwne nie jest... xD
ENJOY :3
______________________________________________________
[GERARD]
I co ja mam mu teraz niby powiedzieć? Że zakochałem się w nim, gdy tylko go zobaczyłem? Bez sensu. Coś ciągnie mnie do tego kurdupla, ale boję się, że on mnie zwyczajnie odrzuci. To by była wielka strata. Tylko co ja mam w ogóle do gadania skoro znam go dopiero 2-3 godziny?
Ten chłopak tak na mnie działa. Jest taki uroczy i śliczny. Nawet jego wzrost dodaje mu uroku. Ma takie cudowne, czekoladowe oczy, bladą cerę, śliczne usta... Ideał. Cholera, wpadłem po uszy.
Dobra, dobra. Stop. Skup się Gerard. Zastanów się, co mu masz powiedzieć...
Z zamyślenia wyrwały mnie jego słowa.
-To o czym chcesz pogadać? Trochę zimno się robi. Mamy przecież koniec października. Chcesz to możemy iść do mojego domu. Nikogo tam nie ma, moja mama jest w pracy.
Zdecydowanie za dużo gada.
Dziesięć myśli na minutę, jak baba.
-Świetnie, Frank.- odparłem z irytacją.
-Coś nie tak?- zapytał.
-Nie, nie. Tylko po prostu zamilcz na chwilę. Za dużo myśli na minutę.
-Okej...- odpowiedział.
-No a więc...
-A więc?
-Frank. Prosiłem cię o coś, daj mi się skupić.
-No dobra, dobra już się zamykam.
-Mam nadzieję.
Spojrzałem na Franka, który teraz siedział skulony, jak małe dziecko i bujał się w tył i przód, jak jakiś człowiek, który uciekł dopiero z psychiatryka. Co mu powiedzieć, co mu powiedzieć?
-Bo ty...
Zawahałem się na chwilę patrząc w jego stronę. Czy ten idiota nie może uraczyć mnie swoją uwagą?
-Frank, ty mnie w ogóle nie słuchasz...- mruknąłem, już nieco wkurzony tą sytuacją. Chłopak bawił się jakimś patykiem.-Frank.
-Co?
-Wysłuchaj mnie, dobra?
-Przecież cię słucham!
-Właśnie widzę...- powiedziałem pod nosem.
Wyrwałem mu patyk z dłoni i rzuciłem go hen, hen daleko. Może teraz mnie ten idiota wysłucha.
-Podobasz mi się.- odparłem.- Nie znam cię, ale widzę coś w tobie, co przyciąga mnie do ciebie i...
-Oh, Gee.- przerwał.- Ty też mi się podobasz.
Posłałem do niego mój firmowy uśmiech.
-Chciałbym cię lepiej poznać. Chciałbym, żebyś przy mnie był.- zauważyłem jak kąciki jego ust wolno wędrują do góry. Cudowny ma uśmiech, muszę przyznać.
Nasze twarze nieco zbliżyły się do siebie. Czułem jego gorący, ciężki oddech na mojej twarzy.
Był TAK blisko.
-Gerard. Czuję, że nie wytrzymam po prostu bez ciebie. Muszę przy tobie być. Przy tobie jest tak... Inaczej. Tak lżej. Cała rzeczywistość odpływa.
Jego twarz jeszcze bardziej się zbliżyła. Brakowało dosłownie kilku milimetrów do pokonania, aby nasze wargi złączyły się w pocałunku.
-Frankie, proszę. Pocałuj mnie. Teraz. Chcę poczuć twoje usta.- szepnąłem.
Patrzyliśmy jeszcze chwile w swoje oczy i...
No szlag by to wszystko trafił!
Ktoś niestety przerwał nam tą cudowną chwilę, odpychając Franka na bok.
Simon...
Musiał za nami tutaj przyjść. Nie dobrze. Oj bardzo nie dobrze.
Rozzłoszczony Simon rzucił się na Frania z pięściami. Ja nadal z niedowierzaniem gapiłem się na zaistniałą sytuację, zamiast pomóc tej kruszynie.
-Simon, przestań!- krzyknąłem i odepchnąłem go od Franka. Chłopak leżał na trawie i zwijał się z bólu. Z jego ust wypłynęła stróżka krwi.- Simon, powiedziałem: przestań! Zostaw go w spokoju. To nie jego wina.
-Coś ty powiedział?! Chcesz mi niby wmówić, że sam z własnej woli prawie go pocałowałeś?!
-Tak...
Simon bez wahania podszedł do mnie. Chwycił mnie za nadgarstki i mocno przyciągnął do siebie. Zbliżył się na niebezpieczną odległość. Wpił się brutalnie w moje usta. Z trudem łapałem oddech. Próbowałem go od siebie odepchnąć, ale Simon był silniejszy. Teraz i tak był dla mnie nikim, po tym co zrobił Frankowi. Kopnąłem go z całej siły z glana w krocze, a ten upadł na ziemię z bólem.
-To koniec, Simon.- wypowiedziałem odważnie te słowa i posłałem mu złowrogie spojrzenie.- Mam dość ciebie, twojego zachowania wobec mnie i innych ludzi.
Simon spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-Dobrze, ale nie myśl, że ja się od ciebie odczepię. Jeszcze się z tobą policzę.- powiedział groźnie. Wstał i od nas odszedł.
-Ger... Gerard.- powiedział, albo raczej starał się powiedzieć Frank.
-Spokojnie. Zajmę się tobą.- odparłem. Podszedłem do niego i wziąłem go na ramiona.
Usadziłem go na moim Harley'u.
-Proszę, Gee, zawieź mnie do domu.- wyszeptał.
-W takim stanie? Oszalałeś?
-Proszę.
Spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami pełnymi bólu i rozpaczy.
Uległem.
-Dobrze.
-Spokojnie, Gerard. Nie mam dwóch latek. Dam sobie radę sam.
-Sam? Teraz to już totalnie coś ci odbiło. Przecież zostanę z tobą w domu.
Frank cicho zachichotał i wtulił się w moje plecy.
Odpaliłem silnik.
***
Wkrótce dojechaliśmy pod dom Franka. Zszedł z pojazdu, ale od razu się wywrócił. Był cały obolały. Ten dupek Simon nieźle go zlał.
-Boże Frank, nie mogłeś zaczekać?- powiedziałem, po czym do niego podszedłem.
Wziąłem go na ramiona. Frank wtulił się we mnie a głowę oparł na moim ramieniu.
-Gdzie masz klucze?- zapytałem, gdy staliśmy pod drzwiami.
-W plecaku.- odpowiedział.
-A gdzie masz plecak?
-Nie wiem, ty gdzieś go włożyłeś...- mruknął. Na szyi poczułem jego ciepły oddech. Moje ciało przeszedł lekki dreszcz. Odstawiłem go na ziemię i oparłem o ścianę domu.
-No to czekaj, królewno. Idę po twoje rzeczy.
Podbiegłem do mojego motoru i wziąłem plecak Franka. Odwróciłem się i skierowałem kroki do domu mojego przyjaciela.
Gdzie on do cholery jest.
Zobaczyłem go leżącego na ziemi koło domu.
Spał.
Ta, teraz muszę sam znaleźć te przeklęte klucze i wnieść szanowną Śpiącą Królewnę do jej komnaty.
Przetrząsłem całą kostkę, a kluczy jak nie było, tak nie ma. Zgubił? Nieee.... Na jego tylnej kieszeni spodni zobaczyłem coś odstającego. Klucze. A to mały kłamczuch. Chciał, żebym go po dupie pomacał.
Otworzyłem dom i wziąłem Frania na ręce. Właściwie to Królewnę Franczeskę. Mruknął coś cicho pod nosem i się we mnie wtulił. Znowu przeszedł mnie dreszcz. Tym razem mocniejszy. Boże, czemu ten człowiek tak na mnie działa? Przecież to pierwszy lepszy chłopak w szkole, a na niego akurat zwróciłem swoją uwagę.
Zamknąłem za sobą drzwi wejściowe i wszedłem po schodach na górę. Otworzyłem pierwsze drzwi na korytarzu. Oślepiło mnie jasne światło i ściany o kolorze majtkowo-różowym. To z pewnością nie jego pokój. To wychodzimy.
Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że ten pokój w sumie by do niego pasował.
Kruszyna powoli zaczęła ciążyć.
Stanąłem na korytarzu i otworzyłem drzwi do drugiego pokoju. No, ciemno tu jak w dupie. To na pewno pokój Franka. Ciemne zasłony odcinały dopływ światła dziennego. Ściany ciemne, wszystko ciemne. Pełno plakatów, syf (burdel, brakowało tylko jakiś dziewczyn). Koło łóżka stała biała gitara elektryczna. Że co? Nazwał ją? Pansy? Dobra, nie wnikam.
Ułożyłem go na łóżku i opatuliłem kołdrą. Ale słodko wygląda, jak śpi. Tak niewinnie.
Muszę go narysować. Chwyciłem jakąś kartkę i ołówek leżący na biurku. Usiadłem na krześle i zacząłem kreślić pierwsze linie na kartce.
____________________________________________________
To tyle z tej części :)
Mam nadzieję, że się podobała.


czwartek, 26 czerwca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 3

Hejo :D
No to dzisiaj dodaję część trzecią. :)
Mogłaby być trochę później, tak za dwa-trzy dni, ale po co miałam czekać, skoro mam dzisiaj tak wiele czasu.
Frank w tym rozdziale pozna Gee! Nananana! :D
No, to chyba tyle...
A, jeszcze dostanie raz po twarzy. Again.
No i jeszcze ten rozdział, tak mi się wydaje, że jest troszkę dłuższy.
No więc, ENJOY :D
____________________________________________________________
[FRANK]
Matematyka- najgorszy przedmiot EVER.  Dłużyła się niemiłosiernie. Nasza kochana nauczycielka- pani Botch, wzięła mnie dwa razy do tablicy. Za pierwszym razem zarobiłem jedynkę, za drugim na szczęście się zlitowała.
Poznałem fajną dziewczynę -Jamię. Obiecała mi, że oprowadzi mnie po szkole na długiej przerwie.
Jeeejjjj! Przynajmniej nie umrę z samotności w tej szkole...
***
Minęło kilka lekcji. Długa przerwa- nareszcie.
Czekałem na Jamię pod stołówką.
Pośród tłumu idącego w stronę stołówki zobaczyłem dziewczynę o czarnych włosach. Jamia.
Złapała mnie za nadgarstek i zaczęła oprowadzać po szkole.
-No, to tu masz stołówkę, jak już zauważyłeś. Haha. Tam są szafki, to chyba też już wiesz. Tam jest sala gimnastyczna, itd. itd.-opowiadała- Chyba cię to zbytnio nie interesuję, z tego co widzę.
Spojrzała na mnie z śmiesznym grymasem na twarzy. Fakt, byłem nieco znudzony tym opowiadaniem o szkole.
Jamia uśmiechnęła się pod nosem.
-No, a więc. Tam stoją ludzie z drużyny koszykarskiej.- wskazała tych frajerów, których miałem już okazję poznać.-Radzę ci, nie zbliżaj się lepiej do nich. Inaczej cię porządnie zleją. Chociaż... Ty już tego doświadczyłeś... A więc, czym im się naraziłeś?- zapytała i cicho zachichotała.
-Grrr... Niczym. Wszedłem do szkoły, a oni do mnie podeszli, zaczęli wyzywać od spedalonych emosów i obili moją piękną twarzyczkę.- odpowiedziałem jej z nutką ironii w głosie.
-Hahahaha, biedny Frank. Dostał po śliczniutkim ryju.- zaśmiała się.- Nie podrywaj ich lasek, a dadzą ci MOŻE spokój.
-Okej...-mruknąłem pod nosem. Nawet nie mam zamiaru ich podrywać. Po pierwsze - te dziewczyny to idiotki. Po drugie - wiadome powody.
-A teraz ci kogoś przedstawię. Na pewno ich polubisz.- wyszczerzyła swoje zęby w uśmiechu. Szarpnęła mnie za ramię i zaczęła biec.
Jezu, jestem słaby z w-fu, czy to tak trudno zrozumieć? Starałem się dotrzymać jej kroku, ale nie dawałem rady.
-Zwolnij, do cholery! Zaraz padnę na zawał!- krzyknąłem. Zignorowała mnie. Co za... Dobra, nie ważne.-Jamia, idiotko, zwolnij!
Wtedy zatrzymaliśmy się przy jakimś stoliku.
O nie, nie, nie, nie, nie, nie, nie, NIE!
Co ona wyprawia? Czy ją na łeb powaliło?
Przecież to...
-Hej, to jest Frank Iero.- przedstawiła mnie. -Frank, to jest Bob Bryar.- wskazała na chłopaka z kolczykiem w wardze. Chłopak posłał do mnie serdeczny uśmiech.- To jest Ray Toro.- pokazała mi chłopaka w afro.
-Siema!- powiedział Ray.- Ten z jednorożcem na podkoszulku to nasz kochany Mikey Way, a to jego brat. Gerard.- wskazał na chłopaka o szmaragdowych oczach.
Jezu, zgon. Zaraz będzie zgon na miejscu.
Te śliczne oczy Gerarda wpatrywały się prosto we mnie.
-Hej...- powiedziałem nieśmiało.
-Siadajcie z nami!- odezwał się Bob.
-Jasne. Frank siadaj.- powiedziała Jamia i uśmiechnęła się.
Nagle do naszego stolika podszedł jeszcze ktoś.
-To jest Simon.- usłyszałem szept Jamii tuż obok mojego ucha.- Chłopak Gerarda. Jest gejem. Przyzwyczaisz się.
Wait, co?
Po pierwsze- Gerard też jest gejem?
Po drugie- Gerard ma chłopaka?
Po trzecie- WTF?
Przez chwilę wpatrywałem się w Simona. Potem mój wzrok skierował się na Gerarda. Zawiesiłem się. Zaraz, zaraz. Łączę wątki.
Ten chłopak w moim śnie... To nie był nikt inny, tylko Gerard. Czy sny mi przewidują przyszłość, czy co? Przecież ja wtedy Gerarda nie znałem i w ogóle nie spodziewałem się, że kogoś takiego poznam.
Mniejsza o to. Kurde Gerard ma chłopaka. Wszystkie moje myśli krążą wokół jednego chłopaka. Wszystkie przemyślenia kierują się w stronę jednego chłopaka- Gerarda. To chore.
Simon przycisnął lekko swoje usta do nieskazitelnie białego policzka Gerda, po czym coś mu wyszeptał do ucha.
Chyba zaraz się porzygam.
Tęczą.
Gerard będzie mój i żaden głupi chłopak, jak Simon (ta, nie znam go, a już uważam, że to idiota. Czytam z twarzy? Może zostanę wróżbitą. Wróżbita Frank- czyta z twarzy. Hahaha, jasne.) nie będzie go dotykał i całował.
Tylko ja. BUAHAHAHAHAHA.
Właśnie zdałem sobie sprawę, że jestem chorobliwie zazdrosny o chłopaka, którego wcale nie znam. I znowu gapiłem się prosto w oczy Gee. No świetnie. Gorzej być nie może.
Wstałem. Gerard zmierzył mnie wzrokiem. Chwyciłem swoją torbę i odszedłem od stolika. Skierowałem się w stronę łazienki.
Zamknąłem za sobą drzwi, położyłem kostkę pod ścianą i przemyłem twarz zimną wodą. Cholera. Gerard mi się tak strasznie podoba. Jestem gotowy udusić Simona, byle by Gerard ze mną był.
Drzwi do łazienki otworzyły się. Super. Do pomieszczenia wszedł Jason z jakimiś dwoma swoimi przydupasami.
-O, a kogo my tu mamy? Nasze spedalone emo!- chłopcy wybuchli śmiechem.- Może chcesz się z nami zabawić w "zlej ryj emosowi"?- zapytał Jason, chociaż nie wiem czy mogę to w ogóle nazwać pytaniem, bo ten frajer właśnie podszedł do mnie i sprzedał mi kopniaka w brzuch. Podciął mi nogi i powalił na ziemię.
-Ał! To bolało, idioto!- krzyknąłem.
-Miało boleć, pedale. Ale zaraz. Jak ty do mnie powiedziałeś?!- podniósł mnie z podłogi szarpiąc za koszulkę i rzucił mną o ścianę. Następnie przywalił mi z pięści w twarz. W buzi poczułem krew.
-No, to może teraz oduczysz się mnie wyzywać.
-Ale to ty zaczynasz, frajerze! Ja ci nic nie robię, a ty za mną łazisz i lejesz.
Już wycelował kolejny cios w moją twarz, gdy ktoś wszedł do łazienki. Gerard. No nie, on też zamierza się nade mną znęcać?
-Zostawcie go.- powiedział spokojnie.
-O, siema stary!- powiedział Jason.- Co tam u ciebie, brachu?
-Dobrze, ale zostawcie go. Nic wam nie zrobił.
-Dobra, dobra. Już wychodzimy. To na razie!- krzyknął Jason i wyszedł. Za nim podążyli jego poddani.
Czyli wychodzi na to, że niejaki Gerard Way jest szanowany wśród społeczności frajerów. Tylko dlaczego?
Way podszedł do mnie. Z kieszeni wyciągnął paczkę mokrych chusteczek.
-Wszystko w porządku, Frankie?- zapytał czule i spojrzał w moje oczy. Boże, jakie jego oczy są cudowne. Teraz mogłem dokładnie się im przyjrzeć. -Frank?- zapytał ponownie.
-A jak myślisz? Wszystko mnie boli. Nieźle mnie zlał.- próbowałem się nieco podnieść z pozycji leżącej do siadu, lecz każda cząstka mojego ciała odmówiła współpracy.-Ał!- syknąłem.
Gerard chwycił mnie swoimi ramionami i uniósł do siadu.
-Wszystko będzie dobrze.- mruknął i wyjął z paczki jedną chusteczkę i zaczął wycierać mi twarz z krwi.Był taki czuły i delikatny. Delikatniejszy od mojej mamy.
-Jak mnie tu znalazłeś?- zapytałem.
-Usłyszałem huk, więc sprawdziłem co tu się dzieje. Wszedłem i zobaczyłem Jasona znęcającego się nad twoim drobnym ciałem.- szeptał, jakby się bał, że ktoś go usłyszy.
-Aha. Ej Gerard. Mam takie pytanie, wiem, że nie powinienem pytać, ale mnie to męczy. Czy ten cały Simon... To... To... Twój chłopak?- wypaliłem. Poczułem lekkie ciepło na moich policzkach.
-Tak...- odpowiedział, jakby z smutkiem w głosie. Przerwał czynność ścierania krwi i spojrzał mi w oczy.- Ale nie wiem, czy z nim nie skończę. Trochę mnie wykorzystuje.
-Hm, a jak?
-Może pomińmy ten temat. Kto pyta nie błądzi, ale nie chcę o tym rozmawiać. To... Trudne. A po za tym poznałem kogoś innego i wydaje się być interesującą osobą.
No nie! Teraz już pozamiatane. Gerard nigdy nie będzie mój.
***
Lekcje nareszcie się skończyły. Co do wydarzenia w łazience- gadaliśmy jeszcze chwilę z Gerardem o różnych głupotach i ponabijaliśmy się z Jasona. Dowiedziałem się, że Way'owi nic nie zrobią ci idioci, bo Simon jest w drużynie. Chciałem jeszcze spytać kto wpadł mu w oko, ale uznałem, że zwyczajnie nie wypada.
Wychodziłem ze szkoły, kiedy ktoś zajechał mi drogę Harley'em. Znając moje szczęście, od razu musiałem się wywrócić na ziemię i rąbnąć głową o beton.
Leżałem tak chwilę na ziemi, gdy ten ktoś, kto zajechał mi drogę zszedł z pojazdu i zdjął kask. Kogo mogłem się spodziewać, jak nie Gerarda?
-Przepraszam.- wyszeptał. Znów to spojrzenia pełne troski. Co on do mnie ma?- Wszystko okej?- zapytał.
Spojrzał na moje usta i lekko przygryzł wargę.
-Mogę podwieźć cię do domu?- zapytał po chwili milczenia.
-Nie wiem czy to dobry po...- nie dokończyłem, ponieważ uciszył mnie gestem dłoni.
-Ależ oczywiście, że to dobry pomysł.- uśmiechnął się i podał mi drugi kask.
Wstałem z ziemi. Gerard już siedział na motorze.
-Złap się mocno.- powiedział chłopak, gdy wsiadłem na Harley'a.
-Okej.- mruknąłem i objąłem go mocno w pasie.
Lekki, lecz dla mnie wyczuwalny dreszcz przeszedł jego ciało. Czy to ja tak na niego wpływam? Nie wiem.
Nagle usłyszałem krzyki skierowane w naszą stronę.
-Gerard! Ty idioto! Co ty robisz do cholery?!- ta, Simon. A mogło być tak pięknie.- Dajesz się temu frajerowi dotykać?!
Simon biegł coraz szybciej w naszą stronę. Bez namysłu zsiadłem z pojazdu, zdjąłem kask i pobiegłem w stronę bramy szkoły. I w tym właśnie momencie przydałaby się umiejętność szybkiego biegania, lecz niestety jestem zbyt słaby, aby tak szybko biegać.
-Frank! Zaczekaj!- usłyszałem krzyk Gerarda. Czekaj? Niby na co? Aż ten palant mnie pobije? Nigdy w życiu.
Gerard znowu zajechał mi drogę. Teraz, już bez kasku na głowie, spojrzał na mnie swoimi zielonymi tęczówkami. Troska. Tyle wyrażały jego oczy.
-Dobrze...-odpowiedziałem.
Wsiadłem szybko na Harley'a i już po chwili opuściliśmy teren szkoły.
Gerard jechał bardzo szybko. Za szybko, jak dla mnie.
Wjechaliśmy na teren parku. Park? Czemu park? Ach, no tak. On nie wie gdzie mieszkam.
Zatrzymał pojazd przy jakimś drzewie. Zeskoczyłem na trawę, jak oparzony. Spojrzał na mnie dziwnie i uniósł jedną brew do góry. Usiedliśmy na ziemi pod drzewem.
-Możemy porozmawiać?- zapytał Gerard i spojrzał prosto w moje oczy.
-Jasne.- odpowiedziałem bez wahania.
Moje spojrzenie utkwiło na amen w jego oczy.
On jest cudowny.
Będzie mój.
Na pewno.
__________________________________________________
Koniec części trzeciej :)
Mam nadzieję, że się podobało.
Nancy :)
A tu taki Franio :D Trochę nie wyszedł xD
Ale ujdzie.

środa, 25 czerwca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 2

No witam, witam :D
Dziś dedykuję następną część dla szanownej Fun Ghoul  xD
Moja pierwsza obserwatorka. Ale radość. :D
Tak, miło, że wyłapałaś ten głupi błąd 'swoje długie, ciemne do ramion włosy' xD Sama to zauważyłam, ale hmmm zapomniałam to zmienić.Na następny raz postaram się uniknąć czegoś tak beznadziejnego xD Nie przeciągam dłużej.

ENJOY :D
__________________________________________________
[FRANK]
Ciemno tu. Aż za ciemno, jak na poranek. Idę, niczego nieświadomy. Przecież nie może nic złego stać się w drodze do szkoły, prawda?
Usłyszałem głośny krzyk.
Pomocy.
Zobaczyłem światełko w tunelu. O Boże, ja umieram, czy co? Tylko kto krzyczy pomocy, skoro to moja śmierć? A może to ja sam?
Pomocy!
Nawoływania były coraz silniejsze. Coraz bardziej rozpaczliwe. Szedłem w stronę światła i ujrzałem postać.
Martą postać, a dokładnie martwego chłopaka.
Leżał w kałuży krwi.
Poczułem, jak ktoś oplata mnie ręką w pasie, a drugą przyciska mi nóż do gardła. Ta no świetnie. Idealnie.
-Ty będziesz następny, kochany.- powiedział, jak się domyślam jakiś mężczyzna i podciął mi gardło.
Dusząc się własną krwią upadłem na ziemię.
HAHAHAHAHAHAHAHA
***
Co to miało do cholery jasnej być?
Kolejny głupi sen, bez jakiegokolwiek znaczenia?
ŚWIETNIE. Kocham takie sny!
Dobra, a tak serio. Co on oznacza? Jeśli to jakaś głupia przepowiednia? Nie, nie wierzę w takie bzdety.
Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej czarne rurki, bokserki, podkoszulkę z logiem AC/DC i pobiegłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się, podkreśliłem lekko oczy czarnym eye-liner'em i poszedłem do kuchni.
Gdy znalazłem się na dole zobaczyłem mamę zaparzającą kawę.
-Hej.- powiedziałem do mamy, po czym ucałowałem ją w policzek. Sięgnąłem po kubek z ciemnym napojem i upiłem łyk.
-Cześć, kochanie. Po pierwsze, bardzo darłeś się w nocy, ale to już pominę, a po drugie będę dzisiaj później w domu. Jadę do nowej pracy, a potem mam jakieś spotkanie. Zamów sobie pizzę, czy coś, jak wrócisz do domu ze szkoły.- powiedziała moja rodzicielka, po czym włożyła czarne szpilki, płaszcz i wzięła torebkę. -Powodzenia, Frankie. Ja już muszę iść. Papa.- pocałowała mnie w policzek i wyszła z domu.
-Okej...- mruknąłem pod nosem. Dzisiejszy dzień zapowiada się po prostu świetnie. Nawet nie mam ochoty na kawę. Odłożyłem więc kubek i powędrowałem na górę po schodach po plecak. Zbiegłem na dół do przedpokoju, założyłem glany, skórzaną kurtkę i wyszedłem z domu, zamykając drzwi na klucz. Wybiegłem na chodnik, po czym skierowałem swoje kroki do szkoły.
Gdy wszedłem do budynku liceum, w którym dzisiaj zaczynałem swoją naukę zobaczyłem grupkę tlenionych idiotek, które piszczały na widok mięśniaków z drużyny koszykarskiej. Chyba nie. Nie tak to miało być. Czuję się oszukany. Znowu. Kilka z nich spojrzało w moją stronę. Patrzyły na mnie swym jakże uwodzicielskim wzrokiem, który na mnie nie robił większego wrażenia niż "spierdzielaj stąd".
W sumie, to te szmaty to jeszcze nic. Gorzej z tymi z drużyny, którzy jak pech chciał kierowali się w moją stronę. Cóż za przypadek.
-Patrzcie ziomki, jakieś spedalone emo przybłąkało się do naszej szkoły.- krzyknął wysoki (głupi, już to wiem) blondyn do swoich kumpli (którzy zapewne są na jego poziomie intelektualnym). Wybuchli śmiechem, a blondyn dodał- Jesteś nowy, emosie?- przyparł mnie, stroną mojej klatki piersiowej, rzecz jasna do ściany i mocno pociągnął moją głową za włosy do tyłu. -Odpowiadaj, jak się pytam, bo będziesz miał problemy.
On chyba sobie ze mnie żarty robi. Ja ledwo przyszedłem do szkoły, nawet mu nic nie robię, a ten przychodzi do mnie i wyzywa od spedalonych emosów.
Poczułem w ustach rdzawy posmak krwi. Świetnie. Przywalił mi z pięści w twarz.
-Tak, jestem nowy. A wy, jak się domyślam, zapewne jesteście góru tej szkoły.- odparłem plując krwią. Blondyn puścił moje włosy. No wreszcie. -Jestem Frank Iero.
-A czy ktoś pytał, szanownego frajera, jak się nazywa? Coś mi się przypomina, że chyba nie.- kolejny cios. Tym razem w oko. -Ja jestem Jason Whitelow i lepiej sobie mnie zapamiętaj, kretynie.
Powalił mnie na ziemię, kopnął w brzuch, jego koledzy też sprzedali mi kilka, jakże drogocennych kopniaków i odeszli.
Auć.
Nie ma co, miłe przywitanie. Godne takich idiotów, jak on. Dosyć normalna szkoła, pomijając fakt, że gdy jesteś nowy, ubierasz się na czarno i nosisz glany, to wiedz, że od razu dostaniesz po ryju i zostaniesz zwyzywany od pedałów, emosów, i tak dalej, i tak dalej.
Chwilę pozwijałem się z bólu, po czym wstałem i udałem się to sekretariatu po plan lekcji i kluczyk do szafki.
Nie zeszło długo, bo sekretarka patrzyła na mnie, jakby chciała mi powiedzieć "Masz ten kluczyk, plan i idź stąd i nie wracaj." Miło, naprawdę miło.
Wyszedłem z sekretariatu i podszedłem do mojej szafki.
Wyjąłem z mojej kostki niepotrzebne książki i już miałem zamykać szafkę gdy nagle ujrzałem ICH.
Czterech chłopaków.
Wszyscy ubrani na czarno.
WSZYSCY MIELI GLANY.
Szczyt marzeń. Już wiem z kim się zaprzyjaźnię. Aż mi się morda cieszy na sam ich widok (:D).
Jeden z nich był nie za wysoki, był tak około mojego wzrostu, może minimalnie wyższy. Miał blond, krótkie włosy, lekki zarost i kolczyk w wardze.
Drugi- wysoki, na oko 180 centymetrów. Na głowie miał sterczące, brązowe afro.
Trzeci był niewiele niższy od tamtego z afro. Miał krótkie, blond włosy z grzywką, która opadała na jego okulary. Powędrowałem spojrzeniem niżej. Podkoszulka. Czarna, jak czarna, ale to co na niej było. Czy on jest głupi? Cofnął się w rozwoju, czy co? Jednorożec i napis- I BELIEVE IN UNICORNS. Dobra, nie czepiam się.
Czwarty chłopak powalał z nóg. Jezu jaki on jest przystojny. Czarne włosy do ramion. Drobny, lekko zadarty do góry nos. Malinowe małe usta i blada cera. Ideał. Jego nogi idealnie opinały czarne, skórzane rurki. Miał na sobie równie dobrze dopasowaną czarną podkoszulkę, skórzaną kurtkę i glany. Jego oczy są szmaragdowe. Cudowny kolor. Mógłbym patrzeć na nie bardzo długo, ale czar prysł, gdy zauważyłem, że on również się na mnie patrzy.
Kurde.
Speszony odwróciłem wzrok. No super. Ten chłopak, zauważył, że się na niego gapię, jak jakiś psychopata, domagający się jego śmierci.
Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek na lekcję. Zamknąłem pospiesznie szafkę i popędziłem w stronę klasy. Spojrzałem na plan lekcji.
MATEMATYKA.
O nope, nope, nope, nope, nope, nope, nope, nope, nope.
_______________________________________________
KONIEC części drugiej, hie hie hie. :D
Nie wiem, kiedy następna część, ale pewnie za niedługo.
Nancy :)








środa, 18 czerwca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 1

[FRANK (17 lat)]

Miło się zaczęło moje nowe życie w innym mieście. Godzinę temu pokłóciłem się z mamą i od dłuższego czasu jedziemy samochodem do New Yersey w tej idiotycznej ciszy. Kocham Cię, mamo.
***
Nasza podróż w końcu dobiegła końca, ale mama, jak to mama dalej się nie odzywała.
A dlaczego?
Ubrałem się znowu na czarno, włożyłem swoje ukochane glany, czyli jak dla niej- satanistyczne emo. No i co z tego? Mogła by wreszcie zrozumieć, że nie jestem "satanistycznym emosem" i to jest mój styl i nie będę zmieniać go dla niej. Kiedyś mnie doceni.
-Mamo? Czy mogłabyś się w końcu odezwać z łaski swojej i zaakceptować mnie takiego, jakim jestem? Więcej tolerancji, proszę.
-Frankie. Proszę, nie zaczynajmy już tego tematu. Myślałam nad tym przez całą drogę i doszłam do wniosku, że po prostu zaakceptuję cię takiego... Ważne, żebyś był szczęśliwy.
-No nareszcie zmądrzałaś!- odpowiedziałem z lekkim sarkazmem.-Kocham cię, mamo.- podszedłem do niej i ją przytuliłem.
-Ja ciebie też, Frank.- powiedziała i lekko się uśmiechnęła.
Lubię gdy się uśmiecha. Mogę nareszcie stwierdzić, że jest z nią wszystko okej.
-To co? Zamawiamy pizzę i idziemy się rozpakować?- zaproponowała.
-Jestem za.-odpowiedziałem.
Weszliśmy do domu.
***
Dom był już prawie w środku ogarnięty. Mama siedziała na dole i rozkładała jeszcze jakieś tam bzdety. Pizza zjedzona. Marzę jeszcze teraz tylko o wzięciu prysznica i wskoczenia do łóżka, ale gdy tylko wszedłem do swojego pokoju przypomniałem sobie, że jeszcze jest nie umeblowany. Zobaczyłem przed sobą okno, ciemno-szare ściany i ciemne meble. Na środku pokoju stało kilka pudeł z ubraniami, płytami, książkami, innymi badziewiami, itd. Pod ścianą stała moja dziewczyna. Biała, gitara elektryczna z napisem Pansy. Tak to jej imię, tak nazwałem ją. Tak, wiem, że to głupie, ale taki emos jak ja nie ma i nie będzie miał dziewczyny. Wracając do mojej dziewczyny. Obok niej stało pudło z wzmacniaczem w środku. 

Podszedłem do pudeł i zacząłem wyciągać ubrania. Pochowałem je wszystkie do szafy, a następnie położyłem na łóżku czarną narzutę, kołdrę i poduszkę. Ułożyłem wszystkie płyty i książki na półce, a potem wyciągnąłem z szafy jakąś piżamę. Czarną, żeby nie było.
Skierowałem się do łazienki w celu wzięcia prysznica. Ale super. Moja mama miała swoją łazienkę i mogłem siedzieć przez to dłuugoo pod prysznicem, czyli jakieś dwie, góra trzy godziny.
Łazienka była okej. W sumie jak każda inna. Miała ciemne kafelki i była ładnie urządzona.
Ściągłem z siebie ubrania i wskoczyłem pod prysznic. Puściłem strumień z ciepłą wodą, która w moment pokryła całe moje ciało. Ale przyjemnie. Wreszcie mogłem się odprężyć.
Swoją drogą, to ciekawe czy długo zostaniemy w tym mieście. Mam nadzieję, że tak. Niby jestem tu dopiero kilka godzin, ale czuję, że tu będzie inaczej. Może w końcu nie będę gnębiony w szkole i nie zostanę od razu odrzucony przez społeczeństwo szkolne? Może wreszcie kogoś poznam? Co prawda nie jestem duszą towarzystwa, ale fajnie byłoby mieć chociaż jednego, wiernego przyjaciela.
Skończyłem swoje głupie rozmyślania. Przecież nigdy nic się w moim życiu nie zmieni.
Wziąłem żel o zapachu pomarańczowym (tak uwielbiam go, ubóstwiam) i zacząłem się myć. Spłukałem z siebie pianę i umyłem włosy. Wyłączyłem strumień wody. Złapałem za ręcznik, wytarłem się i wskoczyłem w piżamę. Stanąłem przed lustrem i spojrzałem w swoje odbicie. Chwyciłem szczotkę i począłem rozczesywać swoje długie, ciemne do ramion włosy. Po rozczesaniu włosów, wpatrywałem się w swoje odbicie, a dokładniej w oczy. Mają dziwną, nieokreśloną idealnie barwę. Coś takiego jakby połączyć brąz z domieszką czegoś tak jakby zgniła zieleń (?) chyba tak. Boże, nawet nie wiem jaki mam kolor oczu. To chore. W wardze mam kolczyk. Jestem niski. Ta, niecałe 168 cm. Dobre i tyle. Na szyi mam tatuaż-skorpiona.
Najgorsze jest to, że te wszystkie tlenione laski na mnie lecą, bo one przecież lubią kogoś takiego jak ja- zbuntowanego (dla nich) nastolatka. Wcale nie jestem zbuntowany, no! Ja po prostu mam inny styl niż wszyscy i tyle. No i jeszcze jedna sprawa, dlaczego JA zwyczajnie nie leciałem na te tlenione idiotki. No, jestem trochę inny niż normalni chłopcy w moim wieku. No, może nawet nie troszkę, ale bardzo się od nich różnię. Ymmm, jestem homo.
Koniec rozmyślań, pora spać.
Wyszedłem z łazienki i szybko wskoczyłem do łóżka. Byłem strasznie zmęczony dzisiejszym dniem.
Już po chwili leżenia na wygodnym łóżku zanurzyłem się w krainie snów.
_______________________________________________________________

No to myślę, że to tyle z pierwszej części. Krótka, bo krótka, ale jest! xD 

Następną postaram dodać się za tydzień. W sumie, teraz zaczynają się wakacje, także myślę, że nawet częściej będę dodawać, jak wena mi pozwoli. 

Nancy :)