[FRANK]
-Kurwa, przestań się wiercić, gnojku!
-Ale to boli!- syknąłem z bólu.
Max poruszał się bardzo szybko i boleśnie. Przy tym mnie bił. Boże, jeśli istniejesz, powiedz mi, co ci zrobiłem, że mnie tak ukarałeś?
-Łyknij to, będzie mniej bolało.-podał mi jakąś tabletkę.
-Nie będziesz mnie faszerował tym syfem!- krzyknąłem.
Zabrał mi z przed nosa to świństwo i uderzył mnie mocno w nogę. Kurwa, boli.
-Przestań!- krzyknąłem.
-Bo co?
-Bo mnie to boli!
-No to masz do wyboru, albo weźmiesz tą tabletkę, albo będziesz musiał znieść ból.
-Daj tą tabletkę.
Max wepchnął mi do buzi okrągłą tabletkę. Połknąłem ją. Powieki stały się ciężkie. Zasnąłem.
***
Obudziłem się. Przede mną na szafce nocnej leżała jakaś kartka i moje stare ubrania, wyprane. Próbowałem usiąść, ale na marne. Wszystko mnie bolało. Podparłem się na łokciach i delikatnie usiadłem. Chwyciłem do ręki kartkę.
"Wyszedłem z domu. Wrócę za godzinę. Nawet nie waż się uciekać.
Max"
Skoro mam nie uciekać to idę wziąć prysznic. Wstałem powoli. Każda część mojego ciała odpowiedziała bólem. Wziąłem swoje ubrania i skierowałem się do łazienki.
Wszedłem pod prysznic. Puściłem strumień z ciepłą wodą i zacząłem się myć.
Gdy umyłem się, wytarłem się ręcznikiem i ubrałem się w swoje ubrania. Poczesałem włosy i je wysuszyłem. Odkładałem suszarkę do szafki pod zlewem i wyjąłem jedną żyletkę. Zacząłem ją obracać w palcach. A gdyby tak skrócić swoje cierpienia? Nie, mam dla kogo żyć, tylko muszę się jakoś stąd uwolnić... Ale może by tak spróbować? Wtedy by na pewno Max zabrał mnie do szpitala. Chociaż nie, on by nic sobie nie zrobił ze zdychającego Franka Iero w jego łazience. Hmmm... To może jednak spróbuję uciec. Zamknąłem drzwi na klucz i otworzyłem okno w łazience. Usłyszałem za oknem dźwięk silnika samochodu. Max przyjechał. Muszę się pospieszyć. Wgramoliłem się na parapet. Wysoko tu. Za wysoko. Usłyszałem kroki na schodach. Kurwa, kurwa, kurwa! Tryb panika- włączony. Nagle dobiegły mnie walenia w drzwi. Po chwili Max wyważył je. Cholera jasna! No to nie będzie ciekawie...
-Co ty odpierdalasz?!- krzyknął.
-Nic...- szepnąłem i zszedłem z okna.
Max do mnie podszedł. Popchnął mnie. Upadłem na podłogę. Zamknął okno i przyłożył mi dłoń do szyi. Uniósł mnie do góry za szyję.
-Chyba coś napisałem na kartce,, prawda?!- szepnął ze złością.
Kiwnąłem głową.
-No właśnie. Także kara będzie.- rzucił mnie na ziemię i wyszedł z łazienki.
Syknąłem z bólu. Ten człowiek nie ma litości... Teraz muszę się naszykować psychicznie na kolejny ból.
Po chwili Max wrócił z czymś w rodzaju batu. Co?
-Dzisiaj się inaczej zabawimy.
Spojrzałem na niego zaskoczony.
-Dostanę tabletkę nasenną, prawda?- szepnąłem z bólem w głosie.
Podszedł do mnie i uklęknął przy mnie.
-Nie, Frankie. Dzisiaj nie.- powiedział- A teraz zapraszam do piwnicy.
Pociągnął mnie za rękę. Wstałem. Zeszliśmy na parter, a potem otworzył drzwi prowadzące do piwnicy.
Zdjął mi podkoszulkę i spodnie. Zostałem w samych bokserkach. Chwycił kajdanki leżące na ziemi i przypiął mnie do metalowej rurki.
-Gotowy?- zapytał. Zaśmiał się.-Co to w ogóle za pytanie. Musisz być gotowy.
Przyłożył mi z bata w klatkę piersiową. Zacisnąłem powieki. Poczułem na policzkach gorące łzy. Chlast. Upadłem na kolana, na ziemię. Zacząłem gorzko płakać i krzyczeć. Chlast. Krzyk. Chlast. Krzyk. Chlast. Krzyk. Rzucił bat na ziemię. Osunąłem się o ścianę i położyłem się. Max odwrócił się. Zgasił światło i poszedł na górę. Usłyszałem trzask drzwi i przekręcanie klucza w zamku.
-Jesteś nienormalny!- krzyknąłem, jak najgłośniej potrafiłem przez łzy.
Usłyszałem przekręcanie klucza w zamku. Max zszedł po schodach i zapalił światło.
-Tak?- zapytał.- No to jeszcze zobaczymy.
Otworzył kajdanki i przerzucił mnie przez ramię. Poszedł ze mną na górę do swojego pokoju.
Franuuś! Jak można go tak katować? Niedobra Nancy :_:
OdpowiedzUsuńTak niedobra że aż chcę więcej ;p
XOXO
Haha, niedobra Nancy,
UsuńPozdrawiam. :D