[Frank]
Otworzyłem drzwi do domu. Znajdowałem się w niedużym korytarzu, w którym dominowały jasne kolory. Na ścianie widniało duże lustro i odsuwana szafa. W całym domu panowała cisza. Czyżby nikogo nie było? Przecież już jest po piętnastej, albo i przed szesnastą. Rodzice już skończyli pracę. Zdjąłem moje czerwone trampki i rzuciłem plecak w kąt przedpokoju. Zajrzałem do salonu. Pusto. W kuchni również nikogo nie było. To samo zastałem również w pracowni rodziców. Udałem się powoli na piętro. Otworzyłem drzwi do sypialni moich rodziców. Leżeli na łóżku. Mama była wtulona w tatę i cicho łkała. Co się stało? Stałem w drzwiach i patrzyłem na nich. Nie zauważyli mnie. Mama rzadko płakała, więc jaki musiał być teraz powód? Z tego co widzę musiał być naprawdę duży. Podszedłem cicho do łóżka i położyłem się obok matki. Przytuliłem się do niej.
-Mamo, co się stało?- szepnąłem.
Lekko drgnęła. Rodzice unieśli się do siadu, ja również. Spojrzałem na twarze obojga rodziców. Mieli popuchnięte oczy i twarze mokre od łez.
-Co się stało?- powtórzyłem.
-Powiedz mu, przecież musi wiedzieć.- powiedział cicho tata.
-Widzisz kochanie...- zaczęła, powstrzymując się od płaczu.- W tym roku nie pojedziemy do Włoch, w przyszłym roku też.
-Co? Jak to? Czemu?- zszokowany wpatrywałem się w rodziców.
Matka spuściła wzrok.
-Babcia nie żyje.- wybuchła płaczem.- Dwie godziny temu zmarła na zawał.
-Nie. To niemożliwe.- załkałem.
-Niestety.- szepnęła.
Nie wytrzymałem i wybuchłem płaczem. Rzuciłem się ramiona mamy. Jak to możliwe? Boże, dlaczego postanowiłeś wziąć do siebie babcię? Tą uczynną, dobrą dla każdego istotę? Przecież to nie może być prawda. Nie mogę w to uwierzyć. To wszystko to jakiś cholerny zły sen. Całe życie się pierdoli w ciągu jednej godziny. Najpierw opuszcza mnie przyjaciel, na szczęście nie na zawsze, a teraz babcia. Gdzie ja w życiu popełniłem błąd, że teraz wszystko się sypie? Wstałem z łóżka i pobiegłem do swojego pokoju. Całym moim ciałem przechodziły dreszcze bólu i rozpaczy. Rzuciłem się na ciemne łóżko i wtuliłem głowę w poduszkę. Proszę, niech ktoś przyjdzie mi powiedzieć, że to zły sen i zaraz się obudzę i wszystko wróci do normy. Ja nie chcę tak. Ja się tak nie bawię. Po moich policzkach płynęły strumieniami łzy. Koniec z rozmowami z babcią. Koniec wyjazdów do Włoch. Koniec przytulania, kiedy jest mi źle. Koniec z wszystkim, co się z nią wiązało. Jest mi bardzo źle. W ręce miętosiłem materiał czarnej kołdry. W końcu usiadłem i zdjąłem z siebie czerwoną bluzę i rzuciłem ją gdzieś w kąt pokoju. Wstałem z łóżka i otworzyłem okno, ponieważ w pokoju było strasznie duszno. Położyłem się, pogrążony w gorzkim płaczu, na łóżko. Z tego wszystkiego głowa mnie rozbolała. Usłyszałem ciche zamykanie drzwi od mojego pokoju.
-Frankie, jutro wylatujemy do Europy na pogrzeb.- powiedział tata.
-Dobrze.- odpowiedziałem stłumionym przez poduszkę głosem.
Tata usiadł na łóżku i zaczął mnie delikatnie gładzić po moich długich włosach.
-W życiu tracimy wiele osób. Nie martw się. Wszystko się ułoży.- szeptał.- Babcia była dobrą kobietą, ale niestety na każdego z nas kiedyś przyjdzie pora. Na nią niestety czas śmierci przyszedł dzisiaj. Pamiętaj, że ona na zawsze pozostanie w twoim sercu.
-Pamiętam.- jęknąłem.
Wstał z łóżka i wyszedł z pokoju. Lekko domknął drzwi. Zostałem sam na sam z swoimi uporczywymi myślami. Eh, gdyby mógł być tu teraz Andrew... On na pewno by mnie pocieszył.
***
Nawet nie wiem, kiedy zasnąłem, ale wiem, że się w końcu obudziłem. Leżałem na podłodze. Musiałem spaść z łóżka podczas snu. Wstałem powoli z podłogi. Pozbierałem z niej kołdrę i rzuciłem ją niedbale na łóżko. Wyszedłem z pokoju i udałem się do łazienki. Ściągnąłem z siebie ubrania i wskoczyłem pod prysznic. Skończyłem się myć, wytarłem moje za długie, jak dla mamy, jak dla mnie idealne włosy i okręciłem ręcznik wokół bioder. Otworzyłem drzwi do łazienki i wpadłem do mojego pokoju, aby ubrać się w piżamę. Ręcznik położyłem na krzesło i wyszedłem z pokoju. Powoli zszedłem po schodach. Rodziców chyba nie było w domu, ponieważ ani na górze, ani na dole ich nie zastałem. Pewnie pojechali coś załatwić, albo na jakieś ważne spotkanie i kto wie, kiedy wrócą. Czyli dzisiejszy wieczór spędzę sam. Świetnie. Zapaliłem światło w kuchni i wyjąłem z szafki rozpuszczalne kakao. Na kawę było za późno. Do garnka nalałem mleka i wstawiłem je na palnik. Udałem się do białego salonu, w którym czuję się jak w szpitalu, ale pomińmy ten fakt. Miał być nowoczesny, jak to moja mama wymyśliła. I jest. Aż za bardzo. Nienawidzę takich nowoczesnych rozwiązać. Wszystko kanciate, zero przytulności. Otworzyłem szafkę pod telewizorem i wywaliłem z niej koc, który rzuciłem celnie na kanapę. Włączyłem telewizor w poszukiwaniu czegoś, co mógłbym dzisiaj obejrzeć. Kabaret, film dokumentalny, horror, thriller... Nudy. O, Harry Potter. Czemu nie? Nie ma nic lepszego, z resztą, jak zwykle. Wróciłem do kuchni i nalałem do czarnego kubka z Ciasteczkowym Potworem mleko, a następnie wsypałem kilka łyżeczek kakao. Zamieszałem łyżeczką napój i wychodząc z kuchni wyjąłem z szafki ciastka, oraz zgasiłem światło. Rozsiadłem się wygodnie na kanapie i przykryłem się kocem.
***
Film się skończył. Opróżniłem całą paczkę ciasteczek, wypiłem chyba trzy kubki kakao i dalej czułem się tak samo, czyli do dupy. Odniosłem kubek do kuchni, nie trudząc się aby go umyć. Opakowanie po ciastkach wyrzuciłem do kosza i poszedłem na górę do swojego pokoju, aby położyć się spać. Rodzice nie wrócili. Może wrócą w nocy, albo rano. Cholera wie. Często wychodzą tak, że wracają dopiero na następny dzień. Przyzwyczaiłem się.
Opadłem na łóżko i przykryłem się szczelnie kołdrą. Boże, jak ja sobie teraz z tym wszystkim sam poradzę? Przecież rodzice oleją to, że ich syn jest załamany i nie ma co ze sobą zrobić...
_________________________________________________________________________________
Rozdział- krótki, bo krótki, ale myślę, że się jeszcze rozkręcę i będę dłuższe pisać :)
Także ten tego, mam nadzieję, że się podobało :)
xoxo
Strasznie mi się podoba. Zupełnie inne niż poprzednie, a równie ciekawe opowiadanie się zapowiada :)
OdpowiedzUsuńSzkoda Franka, lecz da rade. Może na przykład taki pan Gee by mu pomógł ^^
xoxo.
Aj no zobaczysz ^^ Tylko tyle- życie skopie Franka mocno po dupie.
UsuńCo Ty się tak znęcasz nad tym Frankiem zawsze xd przyczepiłabyś się raz do Gee xD
UsuńNie, bo Frank to taka sierota jest xD
Usuń