sobota, 5 lipca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 11

Ho, ho, ho!
HALLOWEEN! xD
Cieszycie się, prawda?
Trochę skróciłam oczekiwania na ten dzień. :)
No więc, ENJOY! :D
_____________________________
Dwa i pół tygodnia później.
[FRANK]
I'm on the Highway to Hell!
On the Highway to Hell!
Highway to Hell!
I'm on the Highway to Hell.

No stop signs, speed limit.
Nobody's gonna slow me down.
Like a wheel, gonna spin it...

Ranek. Po moim pokoju rozlegał się wkurzający dzwonek. Ktoś dzwoni. Albo to Orange, albo ktoś mnie kocha, no ewentualnie budzik, którego nie nastawiłem, o ile dobrze pamiętam. Podniosłem się do siadu. Wziąłem do ręki telefon. Kto dzwoni do mnie o... Piątej rano?!
-Halo?- odparłem.
-Cześć Frankie! Tu mama. Wybacz, że tak wcześnie cię budzę. Wszystkiego najlepszego!- krzyknęła mi wprost w ucho.
-Nie drzyj mi się do ucha! Zaraz, co dziś mamy za dzień?
-Trzydziesty pierwszy października, skarbie. Twoje urodziny. Jeszcze raz wszystkiego najlepszego.
-Dziękuję. Czemu do mnie dzwonisz, skoro jesteś w domu?
-No właśnie, Frank. Po to również dzwonię, aby poinformować cię, że wracam za dwa dni. Krótki wypad służbowy.
-Aha... Okej. Przeżyję. Chyba, że umrę z głodu.
-Dasz sobie radę. Muszę kończyć. Paa.- zakończyła połączenie, zanim cokolwiek postanowiłem odpowiedzieć.
Opadłem z powrotem na łóżko. Jeszcze półtorej godziny i wstaję.
***
Kurwa, przeklęty budzik! Właśnie dziś musi dzwonić nie o tej porze co trzeba? Zaraz spóźnię się do szkoły.
Wychodząc z łazienki zakładałem spodnie. Skacząc na jednej nodze udałem się do mojego pokoju po bluzę i po plecak.
Zszedłem na dół, założyłem buty i wybiegłem z domu.
Wszedłem do szkoły. Ufff... Jeszcze nie było dzwonka na lekcję. Czyli jednak potrafię się wyrobić w niecałe 15 minut z wszystkim.
-Wszystkiego najlepszego, Frank!- krzyknęła z uśmiechem na twarzy Jamia. Jak to jest, że jej ten uśmieszek nigdy z mordki nie schodzi?
-Dzięki...- odpowiedziałem.
Szliśmy pod moją szafkę.
-W co się przebierasz na Halloween?- zapytała po chwili, gdy już staliśmy pod moją szafką.
-Nie wiem... Wystarczy, że przyjdę przebrany za siebie i będę wystarczająco okropnie i strasznie wyglądał.
-Nie przesadzaj... Aż taki brzydki jeszcze nie jesteś. Wręcz powiedziałabym, że jesteś dosyć przystojny.- puściła do mnie oczko.- Hm... To może przyjdę dzisiaj do ciebie po lekcjach? Chyba mam już pomysł na twoje przebranie.- popatrzyła na mnie z zamyśleniem.
-A ty za co się przebierasz?
-Za wampira. Trochę mało oryginalne, ale nie miałam lepszego pomysłu.
-Nie, no fajnie.- powiedziałem i się do niej uśmiechnąłem.
Zadzwonił dzwonek. Udaliśmy się do klasy.
***
-Jamia, nie wiem czy to dobry pomysł.
-Frank, zaufaj mi. Wielu osobom już farbowałam włosy.
-Dobra... Mam nadzieję, że nie zrobisz ze mnie większego straszydła.
-Spokojnie. Usiądź na krześle. Zasłonię lustro, żebyś nie podglądał. Liczy się efekt końcowy.- powiedziała i zaczęła grzebać po szafkach w mojej łazience.- Masz może coś, nie wiem jakąś golarkę, żebym ci mogła ogolić głowę?- zapytała.
-Że co?! Chcesz mnie ogolić na łyso?!- krzyknąłem ze strachu.
-Nieee, po prostu pytam.
-Mam, w szufladzie powinna być maszynka.
Wyjęła z szuflady narzędzie i jakieś nożyczki. Obok umywalki postawiła czerwoną i czarną farbę do włosów.
***
-No, a teraz załóż to.- odparła Jamia podając mi ubrania.
Biała koszula, czerwony krawat, czarne rurki, glany i do tego kamizelka kuloodporna?
Dobra, nie wtrącam się. Poszedłem się ubrać.
-I jak?- zapytałem, gdy już wyszedłem z łazienki.
-Świetnie. Jeszcze makijaż i będziesz gotowy.- uśmiechnęła się i wyjęła ze swojej kosmetyczki czarną kredkę i jakieś cienie do powiek.
Podeszła do mnie i zaczęła mi malować twarz.
-No i super. Wyglądasz zajebiście.- powiedziała.
Spojrzałem w lustro. Wow. Efekt nieziemski.
-A, Frank. Ray prosił, żebyś wziął swoją gitarę Pansy.
-Po co?
-Dowiesz się na miejscu.
-Dobra...- odpowiedziałem.- Wezmę.- podszedłem do Pansy i ją spakowałem do futerału.
Wyszliśmy z domu i udaliśmy się na imprezę do szkoły.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz