-Gerard do cholery jasnej! Czy na prawdę musiałeś rysować na lekcji?!- krzyczała moja matka.
-Tak musiałem.- mruknąłem i posłałem jej złowrogie spojrzenie.
Szliśmy opustoszałym korytarzem. Nawet zielony kolor, który panował dookoła, teraz przytłaczał. Moja mama szła wkurzona kazaniami dyrektora na temat, że nie umie poprawnie wychować syna. Za to pani Linda dostała opieprz, że nie pilnuje z kim się zadaje jej syn. Przecież nie jestem złym człowiekiem, no bez przesady. Ja tylko lubię rysować... Co prawda 'te' rysunki mogłem zostawić w domu. Frank szurał nogami po podłodze. Wlókł je za sobą. Po jego minie było widać, że dostanie kazanie dopiero w domu. Spuszczona głowa, grzywka leciała mu na całą twarz. Nasze matki szły kilka metrów dalej i o czymś rozmawiały. Podszedłem powoli do Franka. Był zamyślony. Po chwili nie uwagi wszedł na ścianę i upadł na podłogę. Podbiegłem do niego i pomogłem mu wstać z betonowej posadzki. Otrzepał spodnie z kurzu, który zalegał na podłodze. Chwyciliśmy się za ręce i wyszliśmy ze szkoły. Moja mama stała przy swoim samochodzie na parkingu przed budynkiem. Czekała na mnie. Pochyliłem się nad Frankiem i pocałowałem go w usta. Przytuliliśmy się i podszedłem do samochodu. Donna wsiadła za kółko.
-Mamo, ale ja przyjechałem na motorze.- powiedziałem jej i wysiadłem z auta.
Trzasnąłem drzwiami i pobiegłem do swojego Harley'a. Usiadłem na czerwo-czarnym pojeździe i założyłem kask. Włożyłem kluczyk do stacyjki i odjechałem spod terenu szkoły. Gdy jechałem, spojrzałem w lusterko. Ujrzałem w nim czarne auto. Tak, moja mama mnie śledziła. Genialnie. Bo ja to jestem pokraka i nawet do domu nie potrafię dojechać bez czyjejś pomocy. Też cię kocham, mamo. Przyspieszyłem tempo. Matka mnie otrąbiła. Tak, chce żebym dostał zawału na miejscu, albo żebym wypadek spowodował. Ta, a wtedy to by miała do mnie pretensje, że nie patrzę jak jeżdżę. Zatrzymałem się na podjeździe domu. Wyjąłem kluczyk. Zszedłem z pojazdu i zdjąłem kask. Następnie wbiegłem po kilku schodkach i znalazłem się pod drzwiami domu. Z torby wyciągnąłem klucz do domu i przekręciłem go w zamku. Po chwili usłyszałem hałas silnika samochodu mojej mamy. Wszedłem do domu. Torbę rzuciłem gdzieś w kąt przedpokoju razem z butami. Odwiesiłem kurtkę na wieszak i udałem się do kuchni w celu zaparzenia kawy. W pomieszczeniu panował półmrok. Rolety były zasunięte. Podszedłem do dużego okna, które znajdowało się nad zlewozmywakiem i odsunąłem roletę. Do kuchni wpadło jasne światło. Otworzyłem szafkę i wyjąłem z niej kubek i kawę. Usłyszałem trzask drzwi frontowych. Donna weszła do kuchni.
-Zaparz mi też kawy.- odparła i usiadła na krześle.- Powiedz mi, co ja mam teraz z tobą zrobić?
-Nic?
-Przecież tak nie może być, że ty takie rzeczy rysujesz... A do tego syna mojej przyjaciółki.
-Po pierwsze: to mój chłopak, więc mam prawo, a po drugie: już jesteście przyjaciółkami? Wow.- wyjąłem drugi kubek i wstawiłem wodę na kawę.
-Boże, zrób tej kawy i nie jęcz.- głośno westchnęła.
Oparła głowę na dłoni. Woda zagotowała się. Do kubków wsypałem po dwie łyżeczki kawy rozpuszczalnej, a następnie zalałem je wodą. Dolałem mleka. Postawiłem mamie kawę na stole. Wzięła do ręki kubek i upiła łyk. Wyszedłem z kuchni z kawą w ręce i udałem się do swojego pokoju.
***
[FRANK]
-Kurwa, Frank! Co mają oznaczać te rysunki?!- krzyknęła moja mama, gdy już znaleźliśmy się w samochodzie.
-To, że się pieprzyłem z Gerardem.- mruknąłem ze złością.
-CO?!
-Pieprzyłem się z Gerardem, jakbyś niedosłyszała! - krzyknąłem, wyraźnie akcentując pierwszy wyraz.
Linda spojrzała na mnie z przerażeniem.
-Jezu, Frank! Ty masz siedemnaście lat!
-No i co z tego? W ciążę nie zajdę.
-Boże, co za matoł.- mruknęła pod nosem.
-Wszystko słyszałem.
Odwróciłem głowę do okna. Niebo było zachmurzone, padał deszcz. Wkrótce samochód zatrzymał się pod domem i wysiadłem z niego szybko, mocno trzaskając drzwiami. Stanąłem pod drzwiami domu. Mama otworzyła drzwi. Wszedłem do środka i nie zwracając uwagi na to, że mam na sobie buty, wbiegłem na górę po schodach do swojego pokoju. Wszedłem do pomieszczenia. Otworzyłem okno i usiadłem na parapecie. Mam dość. Ledwo się skończył koszmar, zaczyna się następny. Masakra. Co za życie. Rozsznurowałem glany, zdjąłem je i rzuciłem na podłogę. Rozprostowałem nogi na parapecie. Głowę oparłem o chłodną ścianę. Drzwi do mojego pokoju otworzyły się. Spojrzałem ze zrezygnowaniem w ich stronę. Mama stała i opierała się o framugę. Pokiwała głową w dwie strony i wyszła z pokoju. Wstałem z parapetu i zamknąłem drzwi. Do radia wsadziłem płytę zespołu The Misfits i rzuciłem się na łóżko. Boże, po co ten dureń wyjmował w ogóle zeszyt na lekcji? Ten nauczyciel mógł pokazać całej klasie te rysunki i wtedy była by klapa. Gnębienie do końca roku szkolnego, a może i przez następne trzy lata. Przewróciłem się na bok i wtuliłem się w poduszkę. Wsłuchałem się w rytm i melodię piosenki Die, Die, My Darling. Po niedługim czasie usłyszałem kolejny trzask drzwi i wyłączanie muzyki.
-Raczysz zejść na obiad, czy nie?- zapytała wkurzona Linda.
-Widzisz, ruszę mój obolały od całonocnego pieprzenia tyłek i zejdę na dół.- rzuciłem.
Linda wyszła z pokoju, a ja za nią. Ta, dolewam oliwy do ognia. Brawo, idioto.
_________________________________________________________________________________


Znacznie lepiej *zaciera rączki* Chociaż liczyłam, że będzie przedstawiona rozmowo chłopców i ich matek z dyrektorem ;.; Ale nawet bez tego jest świetnie :3
OdpowiedzUsuńCzekam na następną część!