piątek, 11 lipca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 23

[GERARD]
Lindsey pocałowała mnie w usta. Co? Czemu ona mnie do cholery całuje? Ja mam chłopaka! Właśnie, a skoro o nim mowa. Przed pocałunkiem zobaczyłem go całego zapłakanego. Co mu się stało? Chciałem do niego iść, ale Lindsey wpiła się w moje usta. Spojrzałem kątem oka na niego. Jeszcze bardziej się rozpłakał. Frank podszedł do swojej szafki i gdzieś pobiegł. Jak się domyślam, wybiegł ze szkoły. Odepchnąłem od siebie Lyn-Z.
-Co ty odpierdalasz?!- krzyknąłem.
-Całuję cię, przecież wiem, że tego chcesz.- uśmiechnęła się.
-Kurwa spierdalaj! Właśnie straciłem przez ciebie kogoś, kogo kocham!
-Straciłeś tą ciotę Franka? I co? Aż tak ci go teraz żal? Sam wszystko zepsułeś.
-Nie ja, tylko ty!
-Wmawiaj sobie dalej. Wszyscy wiedzą, co do mnie czujesz.
-Ja nic do ciebie nie czuję, to nauczycielka wszystko przekręciła.
-No właśnie, więc może warto by było spróbować?
-Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego, a teraz wybacz, ale muszę iść za Frankiem.
Odsunąłem Lindsey na bok i poszedłem w stronę stołówki. Zobaczyłem tam moich przyjaciół. Bez wahania podszedłem do stolika. Spojrzeli na mnie złowrogo. No kurwa mać! Oni też chcą coś mi powiedzieć?
-A wam co się stało?- zapytałem.
-Nic, pytanie brzmi co TOBIE się stało?!- powiedziała wkurzona Jamia.
-Nic!
-Jasne. Wiesz co? Przestań tak traktować ludzi.- wtrącił się Bob.- Żal mi Franka. Musiał przez tyle przejść, a teraz jeszcze ty go w tak okrutny sposób zostawiłeś.
-Boże, to wszystko wina Lindsey!
-Teraz zwalasz to na Lindsey. Daruj sobie Gerard. Ray nam wszystko powiedział.
-I co? Wierzycie mu?
-Tak, bo to nasz przyjaciel w porównaniu z tobą.
-A pierdolcie się wy wszyscy!
Wybiegłem ze stołówki. Szedłem korytarzem do swojej szafki. Wepchnąłem tam książki i zamknąłem ją z hukiem. Byłem wściekły. Na Lyn-Z. Na Ray'a, Jamię i Bob'a. Na siebie, że do czegoś takiego dopuściłem. Masakra. Zasunąłem skórzaną kurtkę pod szyję i wybiegłem ze szkoły. Padał deszcz. No świetnie. Gdzie teraz znajdę Franka? A gówno. I tak nie będzie chciał mnie teraz słuchać. Pójdę do kawiarni. Kawa mi dobrze zrobi. Trochę się uspokoję i wrócę do domu.
Szedłem chodnikiem. Dookoła panował zamęt i tłok. Ludzie się ciągle gdzieś spieszyli. Szedłem ze spuszczoną głową. Ręce schowałem do kieszeni kurtki. Po drodze wpadałem na jakiś ludzi, którzy krzyczeli za mną "Patrz jak łazisz, kaleko.". Stanąłem przed drzwiami kawiarni i lekko je pchnąłem. Podszedłem do lady i zamówiłem kawę. Usiadłem przy stoliku. Nie wyjąłem, jak zawsze swojego zeszytu. Rozsunąłem kurtkę i schowałem ręce do kieszeni.
Jak mam teraz odzyskać Franka? Może dam mu na razie spokój. Tak, to będzie dobre rozwiązanie. Frank musi ochłonąć po tym wszystkim. Tak będzie lepiej. I dla mnie, i dla niego. Wszystko się ułoży. Tylko trzeba czasu.
Do mojego stolika podeszła kelnerka z napojem. Odstawiła go na stolik. Spojrzała na mnie. Aż tak to było widać, że jestem w rozsypce? Chyba tak.
-Dziękuję.- powiedziałem i słabo się uśmiechnąłem.
-Wszystko będzie dobrze.- powiedziała.
Dziewczyna uśmiechnęła się pokrzepiająco do mnie i odeszła.
Oparłem dłonie na kubku z kawą. Westchnąłem i upiłem łyk. Fala ciepła rozlała się po moim ciele. Moje myśli cały czas kierowały się w jedną stronę. Frank i Lindsey. Dopiłem kawę. Podszedłem do lady i zapłaciłem za kawę. Wyszedłem z kawiarni i skierowałem się do domu. Zaczęło mocno lać.
A gdyby tak dać szansę Lindsey? Może się zmieni. Wtedy bym żył normalnym życiem.
***
Zbliżałem się do domu, gdy zobaczyłem na chodniku, kilkanaście metrów dalej, chłopaka. Stał pod moim domem. Frank. Cholera jasna. Muszę wejść do domu tylnym wejściem. Nie chcę teraz z nim gadać. Podszedłem powoli do mojego domu i przeszedłem przez płot. Nie zauważył mnie. Na szczęście. Zakradłem się do tylnych drzwi, po czym otworzyłem je kluczem. Wszedłem do domu i zamknąłem je. Wszedłem do przed pokoju, zdjąłem buty i kurtkę. Plecak rzuciłem gdzieś w kąt i poszedłem na górę do swojego pokoju. Wyjrzałem przez okno. Frank dalej stał pod moim domem. Był cały przemoczony. Mokre kosmyki włosów sklejały mu się na twarzy. Miał całe popuchnięte oczy. Płakał. I to dużo. Ręce miał schowane do kieszeni. Stał zgarbiony i czekał na Bóg wie co. Gapiłem się na niego jak jakiś idiota. Frank spojrzał w górę wprost w moje okno. Spojrzał na mnie, a ja na niego. Frank rozpłakał się. Zakrył twarz w dłoniach i odbiegł od domu. Odszedłem od okna i rzuciłem się na łóżko. Rozpłakałem się. Najgorszy widok, jaki można w życiu zobaczyć, to rozpacz ukochanej osoby, wiedząc, że to twoja wina.
_________________________________________________________________________________
Robię postępy! xD Wydaje mi się, że jest tu więcej opisów niż wcześniej. :)
xoxo
Nancy :D

2 komentarze:

  1. Nancy .. *wyje ze szczęścia* udało Ci się :p
    Nie mam czasu na czytanie i pisanie komentarzy! Będę rzadziej wpadać :_: *ściąga gumowe rękawiczki brudne od ziemi*. Pracuję,wybacz xd
    XOXO , Mia .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj smutek i żal :C Kto mi teraz będzie komentował? :C
      xoxo

      Usuń