czwartek, 3 lipca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 6

[GERARD]
Przez odsłoniętą zasłonę wpadło oślepiające światło. Obudziłem się. Zamrugałem kilka razy, aby przyzwyczaić swój wzrok do panującej w pomieszczeniu jasności. Było to ciężkie, ponieważ oczy mnie bolały jak cholera od płaczu. Gdy je wreszcie otworzyłem, poczułem się jakby ktoś mi z nich jajka sadzone robił. Odkopałem się spod kołdry i usiadłem na brzegu łóżka. Chwyciłem telefon i spojrzałem na wyświetlacz.
6:52.
Środa, 7 października.
Trzeba iść do szkoły, ale wcale nie mam ochoty tam iść. Po pierwsze- Simon, domagający się zemsty, po drugie- Frank. Właśnie. Jak ja mam teraz tam normalnie iść i rozmawiać z tym chłopakiem? Mogłem bardziej myśleć, jak z nim wczoraj gadałem... No ale cóż. W moim przypadku- najpierw robienie, potem myślenie.
Wstałem i rozprostowałem swoje gnaty, po czym podszedłem do szafy i wyciągnąłem pierwsze lepsze ubrania.
Wszedłem do łazienki i zamknąłem drzwi na klucz, bo mój kochany młodszy braciszek lubi wchodzić do łazienki (gdy ja tam jestem), jeszcze zaspany i niczego nieświadomy. Zdjąłem z siebie wczorajsze ubrania, w których zasnąłem. Wziąłem szybki prysznic.
Wyszedłem spod prysznica, wytarłem się, ubrałem, po czym wysuszyłem włosy i podkreśliłem oczy czarnym eye-linerem. Otworzyłem drzwi i ujrzałem Mikey'a dosłownie leżącego pod ścianą jak jakiś żul.
-Nareszcie! Ile można czekać, aż jaśnie królewicz wyjdzie z łazienki?- zapytał Mikey i zerwał się szybko z podłogi, po czym wyminął mnie w drzwiach i zatrzasnął je.
-Nie przesadzaj, jednorożcu!- powiedziałem tak, aby mnie usłyszał.
-Spadaj!- krzyknął Mikey.
Zszedłem po schodach na dół do kuchni.
Kawa. Potrzebuję kawy. Teraz.
Gdy wszedłem do pomieszczenia ujrzałem zamyśloną mamę. W ręku trzymała kubek z herbatą. Spojrzałem na jej oczy.
-Mamo, coś się stało?- zapytałem.
-Nic, nic kochanie.- jej głos zadrżał.- To nie na twoją śliczną główkę.
-Mamo, mam osiemnaście lat... Mi możesz o wszystkim powiedzieć.
-Ojciec się wyprowadził.
Co? Po dwudziestu, jebanych latach małżeństwa tak po prostu ją zostawił? Czy jego już naprawdę coś w łeb zdzieliło? W sumie to może i dobrze. I tak ją zdradzał. Jakoś nigdy za nim sam nie przepadałem. Dupek.
Podszedłem do niej bliżej i ją mocno przytuliłem.
-Nie przejmuj się nim. Myślę, że to nawet lepiej, że się wyprowadził. Jeden problem z głowy.- odparłem.
-Masz rację, Gerard. Muszę zacząć wszystko od nowa. Bez niego.- szepnęła.
-No, i nareszcie zaczynasz myśleć.
Zachichotała.
-Dobra, koniec tych czułości. Muszę iść do pracy, a wy do szkoły. Weź Michael'a ze sobą. Będę dzisiaj trochę później w domu, więc zróbcie sobie jakiś obiad.
Odeszła do przedpokoju, założyła buty, na ramiona zarzuciła płaszcz i wzięła torebkę do ręki.
-A właśnie, mogę dzisiaj nie iść do szkoły? Głowa mnie strasznie boli.
-Nie wymigasz się. Wiem, że masz dzisiaj sprawdzian z matmy.- powiedziała Donna.
Kurde. Sprawdzian z matmy. Zupełnie o nim zapomniałem...
Wyszła z domu.
A gdyby tak zrobić sobie wagary? Kuszący pomysł.
***
-Mikey! Pośpiesz się, bo się spóźnimy!- krzyczałem wkładając glany.
-Idę, już idę, no!
-To ruszaj szybciej ten tyłek!
Mikey zbiegł po schodach, włożył szybko trampki i wyszliśmy z domu. Biegliśmy w stronę szkoły.
7:55.
Zabiję go kiedyś.
Dotarliśmy do szkoły. Mikey już pobiegł do środka. A ja? Ja tam nie idę.
Buahahahahahaha...
Odszedłem spod budynku i skierowałem swoje kroki do pobliskiej kawiarni.
***
Gdy wszedłem do środka, podszedłem do lady i zamówiłem mój ukochany napój i szarlotkę. Usiadłem przy stoliku i z torby wyjąłem zeszyt do szkicowania i ołówki.
Zacząłem coś bazgrać w zeszycie.
-Smacznego.- spojrzałem z nad zeszytu i zobaczyłem kelnerkę z moją kawą i ciastem.
-Dziękuję.- uśmiechnąłem się miło, po czym kelnerka odeszła.
Upiłem łyk kawy.
***
Skończyłem rysować, dopiłem kawę i zjadłem ciasto. Poszedłem zapłacić.
Otworzyłem drzwi kawiarni i skierowałem się w stronę biblioteki. Chyba spędzę tam cały dzień...

[FRANK]
Wszedłem do szkoły. Ktoś mnie pociągnął za rękaw i wciągnął do łazienki. No nie... Znowu miłe przywitanie? Kto tym razem?
-Siema, emosie. Co u ciebie?- spytał Jason.
-Yhhh a jak ma być? Rozumiem, że wciągnąłeś mnie tu tylko po to, aby obić mój ryj?
-Ooo, czyli już jesteś naszykowany?- rzucił Simon, który właśnie wyszedł z jednej z kabin.- A gdzie Gerard? Co, olał cię po jednym spotkaniu? Typowe.
-Co?! Nie!- krzyknąłem. Jason wykręcił mi ręce do tyłu i wsadził głowę do kranu, w którym jak się okazało była nalana woda. Przytrzymał moją głowę w zlewie przez chwilę i wyciągnął ją szarpiąc mnie za włosy. Co oni chcą mnie udusić, czy co? Po twarzy niemal płynął mi czarny eye-liner i woda.-Czego wy ode mnie chcecie, do cholery jasnej?!
-Mogłeś się nie wtrącać w życie moje i Gerarda, to byś teraz nie cierpiał.- powiedział spokojnie Simon. Odwróciłem głowę. Ten debil wszystko nagrywał? I po co mu to? Da mu to jakąś satysfakcję z życia?
Wątpię.
-Ja się nie wtrącałem!- wyrwałem się z silnych dłoni Jasona i rzuciłem się na Simona.
-No no. Chłoptaś się zbulwersował. Jason!
Wtedy Jason podszedł do mnie, przywalił mi z pięści i rzucił mną o podłogę.
Leżałem na podłodze we krwi. Moje powieki powoli się zamykały...
-O kurwa! Simon, wiejemy, on chyba zemdlał!
Urwał mi się film.
***
Gdy wreszcie się obudziłem ujrzałem jasne światło i kafelki. Dalej leżę w tym samym miejscu. Nikt się nie zainteresował głupim Frankiem Iero? Miło...
Podniosłem się z podłogi i podszedłem do umywalki. Umyłem swoją twarz z krwi, przeczesałem włosy ręką, chwyciłem torbę. Z kieszeni spodni wyjąłem telefon i spojrzałem na wyświetlacz. 13:28. Dwie minuty do dzwonka. Nikt się mną nie zainteresował przez tyle czasu? Przecież leżałem na środku łazienki... I to jakieś 6 godzin. Dobra, czyli jestem niewidzialny. Ale fajnie! Podszedłem do drzwi. Zamknięte. Cholera. Tryb panika- włączony. Oni mnie tu zamknęli! Nie, no chyba nie! Świetnie, genialnie, cudownie!
Rozejrzałem się po całym pomieszczeniu.
Okno. Mój zbawiciel!
I tak na lekcje mi się już nie opłaca iść, więc czemu by nie wyskoczyć przez okno? Łazienka jest przecież na parterze, chyba się nie zabiję. Nie ma czasu do stracenia.
Podbiegłem do okna i otwarłem je na roścież. Wgramoliłem się na parapet i wyjrzałem przez okno. Krzaki. Przynajmniej trochę zamortyzuje to upadek. Za nisko to tu nie jest.
Bez wahania skoczyłem w krzaki. Wygrzebałem się z nich i usiadłem pod ścianą szkoły. Z łazienki dobiegły mnie krzyki.
-Co za gnojek! Uciekł nam!- krzyczał wkurzony Simon.
-Ty patrz! Tu jest!- krzyknął Jason. Spojrzałem w górę i dostrzegłem te dwa krzywe ryje.- Gonimy go! Zanim zwieje!
Osz szlag by to trafił. Wstałem szybko z ziemi i rzuciłem się w stronę bramy szkoły. Spojrzałem w lewo i w prawo. Gdzie by tu biec? Pobiegłem w stronę miasta. Na pewno ich tam zgubię gdzieś w tłumie. Spojrzałem za siebie. Byli kilkanaście metrów dalej.
-Rusz tą dupę, Jason, bo go zgubimy!
-No przecież biegnę.
Haha. czyżby mieli kłopot z dogonieniem mnie? Wbiegłem na ruchliwą ulicę, zatrąbiło kilka samochodów, po czym zarzuciłem kaptur na głowę i wbiegłem do jakiegoś budynku. Kawiarnia. Wyjrzałem przez okno. Ruch uliczny przybrał większe obroty, a Simon i Jason zdezorientowani patrzyli dookoła siebie. Zgubiłem ich...
Z kieszeni spodni wyjąłem jakąś kasę i zamówiłem sobie kawę.
Usiadłem przy stoliku i odetchnąłem z ulgą. Co za idioci...






1 komentarz:

  1. Szkoda, że przypadkiem na siebie nie wpadli. Wizja Frankiego skaczącego przez okno w krzaki rozbawiła mnie do końca rozdziału, choć wiem, że nie powinna, bo przecież go gonili xd Ciekawe jak chłopaki przeżyją kolejne tygodnie, miesiące w szkole. Robi się coraz to bardziej interesująco, czekam na więcej ! :)

    OdpowiedzUsuń