poniedziałek, 7 lipca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 13

[GERARD]
Biegliśmy przez ulicę w stronę domu Iero za tłumem krzyczących i piszczących nastolatków.
Gdy znaleźliśmy się pod domem, Frank otworzył drzwi. Wszyscy wbiegli tam i zaczęli mu demolować dom.
Ray i ja postanowiliśmy tam wejść. Za nami wszedł Bob, Mikey, Alicia, Jamia i Christa. O panie, masakra w tym domu. Nie wiem, czy mama Franka będzie zadowolona, gdy zobaczy co jej syn zrobił z domem. Uwaga, Frank Iero urządza drugi Projekt X.
W sumie, takie rzeczy nie zdarzają się często, więc czemu by się nie zabawić?
***
Siedziałem na kanapie pijany, no może nie byłem aż tak pijany, ale jak dla mnie- jedno piwo to za dużo. Dookoła było pełno ludzi. Na podłodze walały się puste butelki po wódce, whiskey i piwie. Nagle tłum skierował się na ogródek. Postanowiłem sprawdzić co się tam dzieje i wyszedłem na dwór.
Frank... Schlany w trzy dupy Frank. Stał na stole ogrodowym i śpiewał piosenkę Green Day "Extraordinary Girl". Nie miał na sobie koszuli. Tylko spodnie i buty. Brawo, panie Iero! Wygrał pan nagrodę największego idioty, jakiego zna Gerard Way.
Tłumy krzyczały.
Pobiegłem z powrotem do domu. Odnalazłem, na szczęście, trzeźwego Ray'a.
-Ray, trzeba to zakończyć. Frank się schlał i nie wie co robi.- powiedziałem.
-Dobra, czekaj. Idę po Jamię. Ona ich wszystkich wygoni.
Po chwili Ray wrócił z Jamią i udaliśmy się na ogródek. Wszedłem z nią na stół, na którym stał Frank i coś buczał pod nosem. Wziąłem go na ręce, a ten zaczął coś jęczeć o krasnoludkach, żebym go zostawił, bo krasnoludki go potrzebują, czy coś w tym stylu. Ciężko było zrozumieć jego bełkot...
-Uwaga!- krzyknęła głośno Jamia.- Koniec imprezy. Prosimy o rozejście się do domów.
Wszyscy głośno zabuczeli na znak protestu.
-Niestety, każda dobra impreza musi się skończyć. Ta też już dobiegła końca. Dziękujemy za uwagę, do widzenia.
Zrezygnowani ludzie powoli rozchodzili się do swoich domów.
-Jamia, zajmiecie się tym burdlem? Muszę doprowadzić do porządku tego człowieka...- odparłem.
Jamia się zaśmiała.
-Jasne, że się zajmiemy tym burdlem. I radzę ci dobrze, uważaj na siebie. Frank wygląda na niebezpiecznego.- spojrzała na Franka, który aktualnie wierzgał nogami na wszystkie strony, a rękami okładał wszystko co mu stało na drodze, a mianowicie- moją twarz. Dziewczyna wybuchła śmiechem.
-Ta, będę uważał...- mruknąłem pod nosem.
Wszedłem z Frankiem po schodach na górę i otworzyłem drzwi do jego pokoju. Odstawiłem go na ziemię, a ten zaczął coś jęczeć pod nosem.
-No, Frank ogarnij się już. Musisz iść spać.- powiedziałem, zamykając za sobą drzwi od pokoju.
-Ale ja nie chcę, mamo.- powiedział i się do mnie zbliżył.
-Ale musisz.- odparłem.
Frank oplótł swoimi drobnymi ramionami mój tors, a głowę wtulił w klatkę piersiową. Oderwał ode mnie swoją głowę i spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczkami. Stanął na palcach i delikatnie musnął moje wargi swoimi. Popatrzył się znowu na mnie, jakby oczekiwał reakcji. Znowu mnie pocałował, tym razem bardziej się zaangażował. Oderwał się na chwilę ode mnie, poluzował mój krawat, po czym go zdjął i rzucił gdzieś w kąt pokoju. Następnie pozbył się mojej koszuli. Iero, co ty robisz? Obcałowywał moją klatkę piersiową schodząc niżej i niżej. Zaczął coś kombinować przy moim pasku od spodni. Poczułem, jak w dolną partię mojego ciała uderza fala ciepła. Pozbył się moich spodni i pchnął mnie na łóżko. Rzucił się na mnie i z zachłannością wpił się w moje usta. Ręką lekko gładził moją klatkę piersiową. Postanowiłem przejąć inicjatywę. Zrzuciłem go z siebie i zdjąłem mu spodnie. Frank się cicho zaśmiał.
-Ależ ty dzisiaj niegrzeczny.- odparł.- Lubię takich.- dorzucił i zachichotał, jak mała dziewczynka.
Spojrzałem na niego. Dalej cicho chichotał, jak jakiś psychopata. Pocałowałem go, a on nie czekając oddał pocałunek. Wepchnąłem mu język do buzi, na co cicho jęknął.
Zacząłem się bawić gumką od jego bokserek. Po chwili zdjąłem je, a Iero postąpił tak samo z moimi.
-Och, Gee. Zrób to.- powiedział Frank.
Włożyłem dwa palce do buzi, po czym wsadziłem je do Franka lekko nimi ruszając. Wyjąłem je i powoli wszedłem w Franka, chcąc się upewnić, czy go to nie boli.
Jęknął przeciągle. Zacząłem się w nim powoli poruszać. Frank krzyczał co chwilę moje imię, albo jęczał. Zacząłem go całować, aby trochę ucichł. Na dole byli przecież nasi przyjaciele... Coraz szybciej się w nim poruszałem. Frank wyglądał, jakby był w niebo wzięty.
Niemal w tej samej chwili doszliśmy. Cały spocony położyłem się obok Franka i lekko go pocałowałem w usta. Frank wtulił się we mnie, szybko oddychając. Gładziłem go delikatnie po plecach.
-Kocham cię, Gerard.- szepnął Frank.
Po niedługim czasie oddech chłopaka umiarkował się. Zasnął. Przykryłem nas kołdrą i sam zasnąłem.
***
Coś, albo raczej ktoś przygniatał mnie swoim ciałem i lekko całował mnie po szyi. Obudziłem się. Frank spojrzał na mnie wesoły i pocałował mnie.
-Jak się spało, Gee?- zapytał.
-Dobrze...- odpowiedziałem.- Za to ciebie musi głowa nieźle napierniczać.
-No trochę...
-Pamiętasz coś w ogóle z wczorajszej nocy?
-Jakieś przebłyski. Ale domyślam się co się musiało stać, że leżymy razem w moim łóżku, zupełnie nadzy.- zachichotał. A teraz postaram się przypomnieć, co mówiła Jamia na stołówce. Frank nigdy nie zapomni tegorocznych urodzin. Błąd. Zacznijmy od tego, że on nie pamięta co się na nich działo...
-No, jak byłeś schlany w trzy dupy, to dziwne nie jest, że nic nie pamiętasz. Złaź ze mnie. Piórkiem to ty nie jesteś.
Frank wstał z łóżka i podszedł jak gdyby nigdy nic do szafy, całkiem nagi. Ale jest zgrabny. Wziął jakieś ubrania i poszedł do łazienki.
Sam wstałem z łóżka i założyłem bokserki.
Po jakimś czasie Frank wyszedł już gotowy do normalnego funkcjonowania z łazienki. Pora na mnie. Chwyciłem swoje ubrania i poszedłem się umyć.
***
Gdy wróciłem do pokoju młodego Iero, nikogo nie zastałem. Zapiąłem koszulę i udałem się na dół. W kuchni przy stole siedział Frank pijący herbatę. Porozglądałem się po salonie. Jamia się wywiązała. Czysto tu. Matka mojego... Przyjaciela? Nie, chyba go teraz już nie mogę tak nazwać. Matka mojego chłopaka nic nie zauważy. Chyba, że braki w barku z alkoholem...
Zaparzyłem sobie kawy i usiadłem przy stole na przeciwko Franka. Kurde. Zapomniałem o prezencie dla niego. Z kieszeni spodni wyjąłem kopertę i podsunąłem ją Frankowi.
-Co to jest?- zapytał.
-Otwórz, to zobaczysz.
Frank rozerwał kopertę i wyjął jej zawartość.
-Bilet na koncert... Iron Maiden?!- powiedział zaskoczony.
-Coś nie tak? Nie chcesz iść?
-Oczywiście, że chcę! Dziękuję, Gerard.- odparł zachwycony.- Ale pójdę sam?
-Nie... Idziesz ze mną, Ray'em, Bob'em, Mikey'em, Alicią, Jamią i Christą. Idziemy całą paczką. Cieszysz się?
-Jasne! Ale super!
W kuchni zapanowała cisza. Frank zaczął się wpatrywać w bilet. Odłożył go na stół i wypił herbatę.
-Gee... Bo mam pytanie.- przerwał panującą w pomieszczeniu ciszę Frank.
-No, pytaj.
-Czy my... Czy my teraz jesteśmy... Razem?- zapytał.
-Jak tylko tego chcesz, to tak.
-Oczywiście, że chcę.
Uśmiechnąłem się do niego. Frank wstał z krzesła i usiadł na moich kolanach.
-Kocham cię.- powiedział.
-Ja ciebie też, Frankie.- odpowiedziałem i pocałowałem go.
________________________________________________________________
Nie jestem mistrzem pisania scen miłosnych, ale mimo wszystko mam nadzieję, że się spodobało :)





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz