A tak serio to mam wenę, więc trzeba ją wykorzystać.
_______________________________________________________
[GERARD]
Frank siedział obok mnie. Tylko wyglądał tak jakby się wyłączył...
Zadzwonił dzwonek na lekcję, a ten dalej siedział. Szturchnąłem go.
-Hm? Co?- zapytał. Porozglądał się dookoła opustoszałej stołówki.
-Dzwonek na lekcję już był.-odpowiedziałem.
-Aaaa... A gdzie Jamia?
-Stoi przy wejściu.
Frank wstał i wyszedł z pomieszczenia. Dziwnie się dziś zachowuje. Ruszyłem na lekcję, gdy zatrzymała mnie Jamia.
-I co? Zamierasz to wszystko teraz tak zostawić?-powiedziała wkurzona Jamia.
-Ale o co ci chodzi?
-Ty już dobrze wiesz, o co mi chodzi.
-O Franka?
-Tak.
-Jezu, Mikey nie potrafi trzymać języka za zębami i powiedział wam o wydarzeniu w parku?
-Nie 'nam' tylko mi. To, że ten dupek Simon i jego koledzy cię wykorzystywali, to nie znaczy, że teraz musisz wszystko odbijać na Franku.
-Kiedy ja mu nic nie zrobiłem!
-Mikey mówił co innego...
-Słuchaj zlasowanego przez jednorożce Michael'a, to daleko zajdziesz.
-Wracając do tematu. Nie zepsuj tego człowieka.
-Ale czy ja go psuję?
-Nie wiem. Nie zostaw go samego.
-Jamia, nie praw mi kazań, jak moja matka. Zobaczysz wszystko w swoim czasie.
-Co zobaczę?
-Tajemnica.- mruknąłem i odszedłem.
***
-A teraz zapiszcie w zeszytach: Tkanka to zespół komórek o wspólnym pochodzeniu, podobnej budowie i funkcjach. Rodzaje tkanek zwierzęcych, to tkanka nabłonkowa, a zresztą weźcie sobie książki i sami sobie to pozapisujcie, bo widzę, że mało kogo to interesuje. Jutro kartkówka z trzech ostatnich lekcji.
Jezu, babo skończ gadać. Jeszcze minuta do końca tych męczarni i do domu. Nareszcie.
Zamknąłem zeszyt i książki. Włożyłem je do torby. Spojrzałem na zegarek.
Zadzwonił dzwonek. Odsunąłem się od ławki i wziąłem torbę na ramię. Wyszedłem z sali i zobaczyłem Franka.
-Frank! Czekaj!- krzyknąłem.
Spojrzał się moją stronę i się zatrzymał.
-Czego chcesz?- zapytał chamsko.
-Mogę cię odprowadzić do domu?
-Jak musisz...
Szliśmy korytarzem w stronę wyjścia, gdy naszą drogę zaszedł Simon i Jason.
-Siema, gołąbeczki. Co już razem?- zapytał Jason.
Spojrzałem na nich wrogo. Simon podszedł do Franka i chwycił go za koszulkę, po czym podniósł go do góry. Frank mierzwił nogami na wszystkie strony.
-Czekaj, czekaj. Pokażę wam coś.- zwrócił się Frank do Jasona i Simona.
Simon odstawił go na podłogę, a Frank wyjął z kieszeni jakąś chusteczkę. Po co mu ona? Pokazał ją z każdej możliwej strony. Złożył rękę tak, że w środku była dziura. Zaczął tam wpychać tą chusteczkę, a gdy była już cała w środku, przyłożył rękę do buzi i dmuchnął, po czym pokazał im 'faka'. (mniej więcej to mnie zainspirowało http://youtu.be/-sPc_Gi4yM0?t=3m4s xD) Uśmiechnął się, a na koniec kopnął z glana obydwóch w krocze.
-Gerard, wiejemy!- krzyknął do mnie.
Ale cwaniak...
Biegliśmy w stronę wyjścia. Spojrzałem za siebie. Simon i Jason się zwijali z bólu.
-To było mega głupie, ale jakże przemyślane...- powiedziałem dysząc.
-Widzisz. Takie pomysły tylko Frank Iero.
-Geniusz zła z ciebie.
-No wiem.- zaśmiał się.
Dalszą drogę do jego domu przeszliśmy w ciszy.
-No to... Yyy... Cześć.- z zamyślenia wyrwał mnie głos Franka. Nawet nie zauważyłem jak doszliśmy pod dom.
-Do jutra.- odpowiedziałem i popatrzyłem, jak Frank wchodzi do domu.
***
-Wróciłem!- krzyknąłem na cały regulator.
-Super!- odkrzyknął Mikey.- Naprawdę jestem uradowany tą wiadomością! Nie możesz gdzieś iść? Ma do mnie przyjść koleżanka!
-Teraz to się nazywa koleżanka.- powiedziałem wchodząc do pokoju mojego brata.- Tak w ogóle, to może ci użyczę mojego pokoju? Laska tutaj wejdzie to ucieknie z wrzaskiem.- odparłem rozglądając się po ciemnym pokoju obładowanym jednorożcami i innymi tego typu dekoracjami. No i bym zapomniał. Ta tęczowa kołdra...
-Spadaj od moich jednorożców.- rzucił Mikey złowrogo.- Ale dzięki za propozycję. Może skorzystam.
-Dobrze. Masz do dyspozycji cały mój pokój oprócz szafy z rysunkami i moimi rzeczami prywatnymi.
-Okej, okej, pamiętam. To mógłbyś gdzieś iść?
Prychnąłem.
-Ty niewdzięczny chłopcze. Wyganiać starszego brata z domu się zachciało, co?- Mikey pokiwał głową.- No dobrze... Pójdę sobie. Tylko nie wiem gdzie.
-Masz.- wręczył mi jakąś kasę.
-Ohoho, przekupujesz mnie? Weź sobie. Mam swój hajs.
-Jak chcesz. A tak w ogóle to wiem gdzie możesz iść.
-Gdzie?
-Idź do Franka. Ma problem z matmą. Prawie dzisiaj zarobił jedynkę. Wytłumacz mu co nie co. Wiem, że jesteś dobry z matmy.- powiedział.
-Dobra, dobra. To ja już idę.
Udałem się do swojego pokoju i odłożyłem plecak. Niby mam iść do Franka i mu wytłumaczyć matmę? W sumie, czemu nie? Mam nadzieję, że mnie chociaż do domu wpuści...
***
Stałem przed drzwiami domu Franka. Zadzwoniłem dzwonkiem. Po chwili usłyszałem, jak ktoś schodzi po schodach wewnątrz budynku. Drzwi otworzyły się.
-Co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony Frank.
-Mikey coś tam mówił, że masz problem z matmą.
-No tak jakby... A co?
-Wspomniał mi o tym więc pomyślałem, że wpadnę do ciebie... Wygonił mnie z domu, bo przychodzi do niego jakaś koleżanka.
-Aaa. Alicia do niego jednak zgodziła się przyjść?
-Wygląda na to, że tak.
Zapanowała cisza.
-Wchodzisz, czy będziesz tu stał, jak taki kołek?- odparł po chwili.
-Wchodzę, wchodzę.- uśmiechnąłem się.
Frank zamknął za mną drzwi. Poszedł do kuchni i nalał wody do czajnika.
-Napijesz się czegoś?
-Kawy.
-Też jesteś od niej uzależniony?- zaśmiał się.
-Taaa...Wygląda na to, że tak.
Usiadłem przy stole w kuchni i patrzyłem na każdy ruch Franka.
-No więc, z czym masz problem?
-Z wektorami.- oderwał się od czynności wsypywania kawy do kubków, odwrócił się do mnie i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Ale on się pięknie uśmiecha...
***
-Jezu, Frank! Tracę cierpliwość. To nie jest takie trudne! Jeszcze raz spróbuj to zrobić.
-Ale ja tego dalej nie ogarniam!- krzyknął Frank. Zamknął zeszyt i książkę, po czym zrzucił to na podłogę razem z długopisem.
-Yhhh, ale z ciebie tępa strzała.- wstałem i schyliłem się po zrzucone przez szanownego idiotę rzeczy.
-Ale masz zgrabny tyłek.- powiedział.
-Co?- wyprostowałem się i spojrzałem na niego. Głupio się uśmiechał.
-Powiedziałem, że masz zgrabny tyłek.- wybuchnął śmiechem.
-Idiota.- mruknąłem i walnąłem go książką w łeb.
-Au! Za co?
-Za żywota.- powiedziałem. Usiadłem z powrotem przy stole.- No Frankie, jeszcze raz spróbuj to zadanie i kończymy.
Skinął głową z rezygnacją i otworzył zeszyt. Zaczął coś po nim bazgrać.
Po chwili dał mi zeszyt.
-Skończyłeś?
-Ta...
Spojrzałem na bazgroły Franka.
-No i widzisz! Jak chcesz, to potrafisz!- powiedziałem.
Frank się do mnie uśmiechnął.
-To było mega głupie, ale jakże przemyślane...- powiedziałem dysząc.
-Widzisz. Takie pomysły tylko Frank Iero.
-Geniusz zła z ciebie.
-No wiem.- zaśmiał się.
Dalszą drogę do jego domu przeszliśmy w ciszy.
-No to... Yyy... Cześć.- z zamyślenia wyrwał mnie głos Franka. Nawet nie zauważyłem jak doszliśmy pod dom.
-Do jutra.- odpowiedziałem i popatrzyłem, jak Frank wchodzi do domu.
***
-Wróciłem!- krzyknąłem na cały regulator.
-Super!- odkrzyknął Mikey.- Naprawdę jestem uradowany tą wiadomością! Nie możesz gdzieś iść? Ma do mnie przyjść koleżanka!
-Teraz to się nazywa koleżanka.- powiedziałem wchodząc do pokoju mojego brata.- Tak w ogóle, to może ci użyczę mojego pokoju? Laska tutaj wejdzie to ucieknie z wrzaskiem.- odparłem rozglądając się po ciemnym pokoju obładowanym jednorożcami i innymi tego typu dekoracjami. No i bym zapomniał. Ta tęczowa kołdra...
-Spadaj od moich jednorożców.- rzucił Mikey złowrogo.- Ale dzięki za propozycję. Może skorzystam.
-Dobrze. Masz do dyspozycji cały mój pokój oprócz szafy z rysunkami i moimi rzeczami prywatnymi.
-Okej, okej, pamiętam. To mógłbyś gdzieś iść?
Prychnąłem.
-Ty niewdzięczny chłopcze. Wyganiać starszego brata z domu się zachciało, co?- Mikey pokiwał głową.- No dobrze... Pójdę sobie. Tylko nie wiem gdzie.
-Masz.- wręczył mi jakąś kasę.
-Ohoho, przekupujesz mnie? Weź sobie. Mam swój hajs.
-Jak chcesz. A tak w ogóle to wiem gdzie możesz iść.
-Gdzie?
-Idź do Franka. Ma problem z matmą. Prawie dzisiaj zarobił jedynkę. Wytłumacz mu co nie co. Wiem, że jesteś dobry z matmy.- powiedział.
-Dobra, dobra. To ja już idę.
Udałem się do swojego pokoju i odłożyłem plecak. Niby mam iść do Franka i mu wytłumaczyć matmę? W sumie, czemu nie? Mam nadzieję, że mnie chociaż do domu wpuści...
***
Stałem przed drzwiami domu Franka. Zadzwoniłem dzwonkiem. Po chwili usłyszałem, jak ktoś schodzi po schodach wewnątrz budynku. Drzwi otworzyły się.
-Co ty tu robisz?- zapytał zdziwiony Frank.
-Mikey coś tam mówił, że masz problem z matmą.
-No tak jakby... A co?
-Wspomniał mi o tym więc pomyślałem, że wpadnę do ciebie... Wygonił mnie z domu, bo przychodzi do niego jakaś koleżanka.
-Aaa. Alicia do niego jednak zgodziła się przyjść?
-Wygląda na to, że tak.
Zapanowała cisza.
-Wchodzisz, czy będziesz tu stał, jak taki kołek?- odparł po chwili.
-Wchodzę, wchodzę.- uśmiechnąłem się.
Frank zamknął za mną drzwi. Poszedł do kuchni i nalał wody do czajnika.
-Napijesz się czegoś?
-Kawy.
-Też jesteś od niej uzależniony?- zaśmiał się.
-Taaa...Wygląda na to, że tak.
Usiadłem przy stole w kuchni i patrzyłem na każdy ruch Franka.
-No więc, z czym masz problem?
-Z wektorami.- oderwał się od czynności wsypywania kawy do kubków, odwrócił się do mnie i wyszczerzył zęby w uśmiechu. Ale on się pięknie uśmiecha...
***
-Jezu, Frank! Tracę cierpliwość. To nie jest takie trudne! Jeszcze raz spróbuj to zrobić.
-Ale ja tego dalej nie ogarniam!- krzyknął Frank. Zamknął zeszyt i książkę, po czym zrzucił to na podłogę razem z długopisem.
-Yhhh, ale z ciebie tępa strzała.- wstałem i schyliłem się po zrzucone przez szanownego idiotę rzeczy.
-Ale masz zgrabny tyłek.- powiedział.
-Co?- wyprostowałem się i spojrzałem na niego. Głupio się uśmiechał.
-Powiedziałem, że masz zgrabny tyłek.- wybuchnął śmiechem.
-Idiota.- mruknąłem i walnąłem go książką w łeb.
-Au! Za co?
-Za żywota.- powiedziałem. Usiadłem z powrotem przy stole.- No Frankie, jeszcze raz spróbuj to zadanie i kończymy.
Skinął głową z rezygnacją i otworzył zeszyt. Zaczął coś po nim bazgrać.
Po chwili dał mi zeszyt.
-Skończyłeś?
-Ta...
Spojrzałem na bazgroły Franka.
-No i widzisz! Jak chcesz, to potrafisz!- powiedziałem.
Frank się do mnie uśmiechnął.
Baaah, to uczenie matmy konczylo sie inaczej w mojej głowie xd
OdpowiedzUsuńDwa rozdziały na dzień...rozpieszczasz mnie xd
Ach Mikey z Alicią... szkoda, że to już tylko w ff.
Niech Cię wena częściej nawiedza :)
xoxo.
Na 'te' sceny musisz czekać do imprezy z okazji Halloween :D A to już niedługo ^^
Usuń