piątek, 4 lipca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 7

Następny dzień
[FRANK]
-Frank!!!
-Czego?
-Wstawaj, ale to już!
-Mamo, jeszcze pięć minut...
Poczułem chłód na moim ciele. Jak mogłaś? Czemu zabrałaś mi moją cieplutką kołderkę? Z ociąganiem wstałem i usiadłem na skraju łóżka. Przetarłem oczy i ziewnąłem. Nade mną stała wkurzona Linda.
-Czemu wczoraj nie byłeś w szkole?! Co, dopiero drugi dzień i już ci się wagarów zachciało?!- krzyczała.
-Ale mamo, ja byłem w tej szkole.-mówiłem pod nosem, jeszcze zaspany.
-Jak to: byłeś? Dzwoniła do mnie wczoraj wieczorem twoja wychowawczyni i mówiła, że się nie pojawiłeś na lekcjach!
-Pozwól, że ci wszystko wytłumaczę...
-Nie chcę żadnych tłumaczeń. Kara na wychodzenie z domu, do szkoły będę cię zawozić.
-Coooo?! Ale ja nic nie zrobiłem! Nie moja wina, że dwóch gnojów mnie wciągnęło rano do łazienki, obiło mi ryj, a na koniec mnie zamknęli w łazience na sześć godzin!
-Że co?
-No to...
Mama popatrzyła na mnie z niedowierzaniem, po czym usiadła koło mnie i przytuliła.
-Mogłeś od razu powiedzieć...
-Próbowałem, ale ty wolałaś mi dać karę, niż wysłuchać syna.
-Przepraszam, Frankie. Ubierz się. I tak zawiozę cię dzisiaj do szkoły. Musimy to wyjaśnić.
-Nic nie trzeba wyjaśniać, sami się w końcu ogarną.
-Nie, nie, nie. Liczysz, że tacy ludzie w końcu będą myśleć? A jeśli ci się stanie coś poważnego?
-Mamo, umiem dbać o swój tyłek, mam siedemnaście lat, a zachowujesz się tak, jakbym miał co najwyżej pięć.
Linda westchnęła, wstała z łóżka i skierowała się w stronę drzwi.
-Dobrze. Będę późno w domu. Zrób sobie jakiś obiad. I wróć po szkole prosto do domu. Możesz sobie zapraszać kolegów, ale masz wrócić prosto do domu.
-Okej.
Wyszła z pokoju. Nareszcie.
Wstałem z łóżka i wyciągnąłem z szafy jakieś ubrania. Poszedłem do łazienki i wziąłem szybki prysznic. Ubrałem się, wysuszyłem włosy i wyszedłem z pomieszczenia. Na dole trzasnęły drzwi wejściowe. Czyli poszła już do pracy.
Zszedłem na dół. Zrobiłem sobie kawę. Po wypiciu napoju udałem się do przedpokoju i założyłem glany. Może one mi dzisiaj uratują tyłek. Trampki nie są zbyt dobrą bronią. Ciekawe, czy dzisiaj też im się zachce mnie bić. Pewnie tak, bo wczoraj im uciekłem...
Ciekawe, czy Gerard będzie w szkole.
Wziąłem plecak i wyszedłem z domu.
***
-Franklinie Iero!
-Czego tam?
W klasie panowała cisza. Jak znam życie, wszyscy się na mnie gapili. Do mojej ławki ktoś podszedł i zdzielił mnie po rękach jakąś linijką.
-Au!-krzyknąłem i spojrzałem w górę. Krzywy, wkurzony ryj nauczycielki.
-Do tablicy! Może wtedy oduczysz się spania na moich lekcjach.
Zaraz... Jaką to mamy lekcję? Spojrzałem na tablicę. Matematyka. Dlaczego to właśnie ten przedmiot musi tak źle wpływać na moje samopoczucie?
-Wykonaj mi... Zadanie 36 ze strony dwudziestej trzeciej.
Chwyciłem do ręki książkę. Wektory i inne badziewia, które mi się w życiu nie przydadzą. O spłoń nauczycielko!
Dzwonek. Hura! Kocham, cię dzwonku. Wyjdziesz za mnie?
-Tym razem ci się udało, Iero. Ale nie odpuszczę, więc lepiej przygotuj się na następną lekcję.
A wie pani, jak bardzo mnie to obchodzi? Chyba nie. I niech pani wierzy, że nie chce się pani dowiedzieć.
Wyszedłem z klasy i od razu udałem się na stołówkę, gdzie miała czekać Jamia i moi nowi przyjaciele.
Gdy znalazłem się w pomieszczeniu ujrzałem Jamię, przy jednym ze stolików.
-Mówię wam, że on dzisiaj nie przyjdzie. Gerard nie chce na razie się pakować w kłopoty.- usłyszałem jedynie to z ich rozmowy. Potem zauważyli mnie.
-O, cześć Frank!- powiedział Ray i na jego twarz wparował uśmiech.- Co tam?
-Na razie dobrze. Mam nadzieję, że dzisiaj znowu nie dostanę po ryju.
-A ile razy już dostałeś?- spytała Jamia.
-Chyba cztery...
-Uhuhu, a u kogo sobie tak nagrabiłeś?- zaśmiał się Bob.
-U Simona i Jasona.
-Uuu...- zabuczeli wszyscy.
-No to będą cię gnębić do końca miesiąca, chyba, że im się wcześniej znudzisz.- powiedział Mikey.- Albo tak jak Gerard...
Nie dokończył, ponieważ Ray szturchnął go w ramię. Coś mi się chyba wydaje, że nie są ze mną do końca szczerzy...
-Albo tak jak Gerard?- zapytałem.
-Nie ważne.- mruknął Mikey.
Na pewno nie są ze mną szczerzy...
-W ogóle, czemu nie ma Gerarda w szkole? Coś mu się stało?- zapytałem po chwili ciszy.
-Ej Frank, a słyszałeś już, że na Halloween szkoła organizuję imprezę?- zapytała Jamia. Odchodzą od tematu Gerarda. Myślą, że ja głupi jestem?
-Nie... Akurat w moje urodziny.
-Masz urodziny w Halloween?
-Tak.
-Ooo jak fajnie!!!- zachwyciła się Jamia.- Wiedz, że na pewno nie zapomnisz tegorocznych urodzin.
-Mam się bać?
-Możesz. Nie wiadomo co strzeli do głowy Jamii.-za mną usłyszałem głos. Odwróciłem się. Gerard przyszedł.- Mogę się dosiąść?
-Jasne, Gee.- odparł Bob.
Posunąłem się trochę na ławce. Obok mnie usiadł Gerard. Całe moje ciało zesztywniało, a serce waliło jak opętane.
-O czym tam rozmawialiście zanim przyszedłem?- zapytał Gerard.
-O imprezie z okazji Halloween. Frank ma wtedy urodziny.- wyszczerzyła się Jamia.
-Naprawdę?- zapytał mnie Gerd. Skinąłem głową.- To fajnie.- szepnął mi na ucho Gerard.
Poczułem jak mi się robi gorąco na policzkach. Przez chwilę wstrzymałem oddech. Zaraz zemdleję.
Do końca przerwy przesiedziałem w milczeniu, wsłuchując się od czasu do czasu w rozmowę moich przyjaciół. No i oczywiście patrząc czasem na Gerarda...





2 komentarze:

  1. Z rozdziału na rozdział styl jest coraz lepszy, oby tak dalej :)
    Nie miałabym nic przeciwko temu, by to Gee zrobił Frankiemu jakąś niespodziankę na urodziny, a nie Jamia xd Swoją drogą miło, że chociaż dzisiaj nie dostał w ryj... jeszcze.
    Czekam na więcej! ;)
    xoxo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah 'jeszcze' nie dostał w ryj... I raczej nie dostanie! xd A jeśli się postaram, bo mam wenę, to następny rozdział dodam dzisiaj wieczorem, albo i wcześniej, zależy jak się wyrobię z napisaniem :D A co do urodzin Franka, oj będzie się działo... I to dużo. :3

      Usuń