środa, 23 lipca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 33

Przed ostatni rozdział opowiadania :( Smutek i żal... 
________________________________________________________________________________
Rok później, 31 października
[GERARD]
Jamia, Ray, Mikey, Christa, Bob i Alicia szliśmy w odwiedziny do Franka do szpitala. Tak, pech chciał, że jeszcze się nie obudził i szczerze, to już powoli zaczynam tracić nadzieję. Może się obudzić jutro, za dwa tygodnie, a w najgorszym wypadku nigdy. Dziś są jego urodziny. Kończy 19 lat i mógłby już kończyć szkołę. Ja wyjeżdżam na studia do Nowego Jorku. Wszystko się popieprzyło. Obiecuję, że jak tylko mój kochany kurdupel się obudzi, biorę go do siebie i będziemy sobie żyć długo i szczęśliwie. Stanęliśmy przed drzwiami szpitala i lekko je pchnąłem. Moi przyjaciele weszli za mną. Długi, biały korytarz, ciemna podłoga. Pełno ludzi. Pamiętam dzień, w którym trafiliśmy tutaj i okazało się, że Frank jest w śpiączce.
-Państwo do kogo?- z zamyśleń wyrwał mnie głos pielęgniarki.
Spojrzałem na nią. Niska brunetka, biały fartuszek.
-My do Franka Iero, znam drogę.-wymamrotałem.
Ruszyliśmy na pierwsze piętro, gdzie w sali 129 leżał Frank. Otworzyłem drzwi i weszliśmy do środka. Pełno pikających urządzeń, jasne światło. Frank nieruchomo leżał na łóżku. Zamknięte powieki, które chyba nawet nie miały zamiaru się otworzyć. Usiadłem przy łóżku, na drewnianym krześle. Ray i inni stanęli przy łóżku.
-Wszystkiego najlepszego, Frank.- szepnęła Jamia łamiącym się głosem.
Na jej twarzy ujrzałem pierwsze kropelki łez. Pochyliłem się nad Frankiem i lekko go przytuliłem. Tak, nie ma to jak przytulanie prawie nieżywego człowieka. Pocałowałem go w policzek. Po moich policzkach popłynęły łzy. Ścisnąłem jego dłoń i pogłaskałem go po jego miękkich, długich włosach.
***
-Gerard, my już pójdziemy.- powiedział Bob.
-Dobrze, ja jeszcze chwilę zostanę.-spojrzałem w ich stronę.-Mikey.-zwróciłem się do mojego brata.-Nie czekaj na mnie.
-Dobrze.-utkwił we mnie spojrzenie i wyszedł za drzwi, zamykając je.
Zostałem sam. Niezupełnie sam. Posunąłem trochę bezwładne ciało chłopaka i położyłem się koło niego na łóżku. Chwyciłem jego dłoń i począłem ją delikatnie masować. Spojrzałem na jego nieruchomą twarz, a następnie przeniosłem spojrzenie na okno. Był już wieczór. Halloween. Z daleka było widać biegające po ulicy dzieci poprzebierane w różne, straszne, lub niekoniecznie straszne, kolorowe stroje. Utkwiłem wzrok w białym suficie.
-Eh...-westchnąłem.-Chciałbym wiedzieć, czy wreszcie się obudzisz.-zwróciłem się do Franka, który i tak mnie nie słuchał.- Jak się obudzisz, to wyjedziemy do Nowego Jorku. Znalazłem dobre studia, mieszkanie. Zamieszkamy razem oczywiście, jak nie będziesz miał nic przeciwko.-mówiłem.- Nie znalazłem sobie nikogo innego, więc myślę, że ty raczej też nie będziesz nikogo szukał.
Pocałowałem go ostatni raz dzisiaj w policzek i wstałem z łóżka. Ułożyłem go delikatnie tak, jak leżał i wyszedłem z pokoju, nie domykając drzwi. Schowałem ręce do kieszeni ciemnych, jeansowych, prawie idealnie dopasowanych rurek. Do pomieszczenia weszła pielęgniarka, którą wcześniej spotkałem na korytarzu. Oddaliłem się o kilkanaście metrów. Spojrzałem za siebie. Do pomieszczenia wchodzili kolejno lekarz i jeszcze kilka pielęgniarek. Co? Co się dzieje? Co jest grane? Obróciłem się na pięcie i pomknąłem w stronę sali 129. Z sali wyszedł lekarz i do mnie podszedł.
-Pan...?- powiedział.
-Way.
-Rodzina, czy coś?
-Chłopak...-mruknąłem.
-A więc, yyy, pański chłopak się obudził.-powiedział.
Informacja jakby do mnie nie docierała. Wyminąłem młodego lekarza i wpadłem do pokoju. Frank miał otwarte oczy, leżał w bezruchu i patrzył tępo w sufit. On, kurwa, on żyje. Podbiegłem do niego i go mocno uścisnąłem.
-Frankie...-szepnąłem.-Frankie, ty żyjesz!
-A co mam być martwy?-zapytał zirytowany.
-Oczywiście, że nie!-krzyknąłem radośnie.-Jezu, jak się cieszę!
Oddaliłem się do niego i wpiłem się brutalnie w jego wargi. Oderwał mnie od siebie.
-Gee, to nie miejsce na coś takiego...
-Dobrze, dobrze. Tak w ogóle to wszystkiego najlepszego.
-Spałem rok?
-Tak... Boże, martwiłem się, że już się nie obudzisz.
-Ale się obudziłem.
-No i dobrze. Zbieraj gnaty do kupy i jedziemy do twojej mamy.
-Ok...
***
Po nie całej godzinie siedzieliśmy w moim samochodzie i jechaliśmy do domu Iero. Na jego twarzy widziałem uśmiech, cóż ja też byłem szczęśliwy. Mój kochany wreszcie się obudził, wszystko wróciło do normy. Jeszcze dzisiaj wyjedziemy do Nowego Jorku. Frank bardzo się ucieszył, że zamieszkamy razem. Nie wiem tylko, czy jego mama będzie zadowolona z tego pomysłu. No nic, zobaczy się.
Stanęliśmy autem na podjeździe do domu. Wyjąłem kluczyk ze stacyjki. A, wypadałoby napisać do Ray'a, czy tam do kogoś i poinformować, że Frank się obudził. Wyciągnąłem z kurtki telefon i wybrałem numer do Ray'a.
<Frank się obudził!>
Po nie długim czasie mój telefon zawibrował.
<Ray: Naprawdę? To super! Pozdrów go ode mnie.>
<Okej, właśnie jesteśmy pod jego domem. Posiedzimy chwilę z jego mamą, Frank weźmie potrzebne rzeczy i jedziemy do Nowego Jorku.>
<Ray: Yhh, już dzisiaj jedziecie? Musimy was kiedyś odwiedzić.>
<No jasne, pewnie zrobię jakąś małą imprezę w nowym mieszkaniu.>
Frank popatrzył na mnie. Schowałem telefon do kieszeni i wyszedłem z samochodu. Podbiegłem z drugiej strony i otworzyłem Frankowi drzwi. Stanął na ziemi i obciągnął swoją jeansową kurtkę na dół. Zamknąłem samochód i podeszliśmy do drzwi domu. Frank nacisnął kilka razy dzwonek. Odpowiedziała nam cisza. Chłopak ponownie zadzwonił. Tym razem usłyszeliśmy kroki wewnątrz domu. Drzwi otworzyły się i w progu stanęła mama Franka w szlafroku. Popatrzyła na nas. Zmierzyła Franka wzrokiem, jakby co najmniej zobaczyła ducha. Młody Iero uśmiechnął się delikatnie do swojej mamy, a ona rzuciła się na niego z łzami w oczach i go tuliła. Po chwili oderwała się od niego.
-Boże, Frank. Tak się stęskniłam. Myślałam, że już się nie obudzisz.- powiedziała.
-No ale, jak widać jestem. Żywy.- zaśmiał się i ponownie ją do siebie przytulił.
-Wejdźcie, nie stójcie tak na zimnie.
Weszliśmy do środka. Linda zamknęła drzwi na klucz i poszła do kuchni. W środku było przyjemnie ciepło i pachniało ciastem. Zdjęliśmy buty i kurtki i poszliśmy do salonu. Usiadłem na kanapie obok Franka. Rozglądał się po całym pomieszczeniu. W jego oczach było widać szczęście. Czekoladowe tęczówki błyszczały dawnym blaskiem. Objąłem go ramieniem i do siebie przytuliłem. Pani Iero przyniosła ciasto i cieplutką kawę. Wypiliśmy, zjedliśmy i chwilę porozmawialiśmy o różnych pierdołach. Przyszedł czas, aby powiedzieć jej, że Frank już nie będzie tutaj mieszkał.
-A więc...- zacząłem.- Ja wyjeżdżam do Nowego Jorku na studia i mam tam mieszkanie.
-I co w związku z tym?-zapytała podejrzliwie rodzicielka mojego chłopaka.
-No i ja...- wymamrotał Frank.- Ja pojadę z nim.
-Nie wiem co mam wam odpowiedzieć, ale jeśli mój syn będzie tylko szczęśliwy, to czemu nie?-powiedziała smutno.-Frankie, zamieszkaj z Gerardem, wiem, że go kochasz.-mówiła.- Ale nigdy nie zapominaj o starej, zrzędliwej matce!- zaśmiała się.
-Dobrze, będę pamiętał. To ja pójdę się spakować.
-To już dzisiaj wyjeżdżacie?- zapytała zdziwiona.
-Tak.-odparłem.
-Eh, no dobrze. Jedźcie sobie zakochańce.
Wstała z fotela i wzięła kubki, talerzyki, a następnie udała się do kuchni. Ja pobiegłem za Frankiem na górę.
Otworzyłem drzwi do jego pokoju. Frank wyjmował z szafy jakieś kartonowe pudła i postawił je na podłodze. Wyjął z szafy ubrania i zaczął je składać, a potem wrzucać do pudła. Podszedłem do niego i objąłem go rękami w pasie. Składałem delikatne pocałunki na jego białej skórze.
-Gerard, nie teraz. Nigdy stąd nie wyjedziemy, jak mi będziesz przeszkadzał w pakowaniu się. Lepiej mi pomóż.
-No dobrze, dobrze.-powiedziałem zirytowany.


_______________________________________________________________________________________HAPPY INTERNATIONAL MCR DAY



12 komentarzy:

  1. Omg najlepsze opowiadanie ever, i to jeszcze ze szczęśliwym zakończeniem... Zaraz się porycze :') dziękuje, że to pisałaś <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdro 600, jeszcze jeden rozdział xD

      Usuń
    2. Kurwa..... No nie ważne, wczoraj przeczytałam ostatni rozdział, i i tak dziękuję, po raz kolejny zrobiłam z siebie idiotke w internetach i ok XD jest szczęśliwe zakończenie kocham to opowiadanie i dziękuję :)

      Usuń
    3. Nie zrobiłaś z siebie idiotki w internetach xD Nie tutaj... Tutaj największą idiotką to jestem ja :)

      Usuń
    4. Nie jesteś idiotką, skoro napisałaś takie cudo ;3

      Usuń
    5. Hahahaha...... Dziękuję.

      Usuń
  2. TAAAAAK taaaak taaaaaaak taaaaaaaak taaaaaaak TAK <3
    A juz sie balam, ze to sarkazm w mailu xd
    Jak ja kocham happy endy ! ...bo on bedzie happy prawda?
    xoxo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, wiesz, zabiję ich w drodze do Nowego Jorku :P

      Usuń
    2. A kto Cię tam wie xDD

      Usuń
    3. Teraz to mnie zachęciłaś do zabicia ich! BUAHAHAHAHA!
      XDDDD

      Usuń
    4. Tej, tej.. chyba Cię znów wyobraźnia ponosi.

      Usuń