Jebany poniedziałek. Godzina siódma czterdzieści. Podjechałem pod dom Franka na Harley'u, aby podwieźć go do szkoły. Stałem przed domem i czekałem, aż jaśnie królewna się wystroi i będzie gotowa, aby wyjść ze swojego pałacu. Było zimno na dworze. Zasunąłem skórzaną kurtkę pod szyję i wsadziłem ręce do kieszeni. Dreszcz, wywołany niską temperaturą przeszedł moje ciało. Zszedłem z pojazdu i oparłem się o niego. Drzwi domu otworzyły się, a wyszedł z niego młody Iero. Podbiegł do mnie i lekko musnął moje usta swoimi. Objąłem go ramionami, a chłopak się we mnie wtulił.
-Hej, Frankie.- powiedziałem.
-Hej, Gee.
Wsiadłem na motor, a Frank za mną i objął mnie mocno w pasie. Wtulił głowę w moje plecy. Odjechaliśmy spod jego domu. Pojazd stopniowo nabierał prędkości, przez co po nie długim czasie znaleźliśmy się pod szkołą. Zaparkowałem na parkingu przed budynkiem pojazd i zeszliśmy z niego. Złapałem Franka za rękę. Poszliśmy do szkoły. Chłopak szedł powoli. Najwidoczniej mu się tam nie spieszyło. Nie chciał przerwać tej pięknej chwili, gdy szliśmy sobie za rękę. Co chwila potykał się o swoje niezawiązane sznurówki, aż wreszcie zwróciłem mu uwagę i postanowił je zawiązać. Wstał z ziemi i ponownie chwycił mnie mocno za rękę. Szliśmy przez korytarz, a ludzie dziwnie na nas patrzyli. Boże, jakby nigdy nie widzieli gejów trzymających się za rękę... Spojrzałem na Franka, który był nieco zmieszany tą sytuacją. Patrzył się we wszystkie możliwe strony. Mocniej ścisnął moją rękę. Nachyliłem się nad nim.
-Nie bój się, kochanie. Nie rzucą się na nas, jak wygłodniałe duże koty.- szepnąłem do jego ucha.
Cicho zachichotał i uśmiechnął się do mnie. Odwzajemniłem gest. Podeszliśmy do szafek. Frank otworzył swoją i zaczął w niej grzebać w poszukiwaniu czegoś. Sam oparłem się o ścianę i schowałem ręce do kieszeni spodni. Mam nadzieję, że Lindsey dzisiaj nie będzie się wpierdalać w nie swoje sprawy. Muszę się wreszcie pogodzić z Ray'em i z innymi, bo jakoś nie za bardzo mi pasuje, gdy jesteśmy wrogami. Spojrzałem na Franka. Uroczo wyglądał, gdy próbował coś znaleźć w szafce ze złością. Jego drobne ręce rozrzucały na podłogę wszystko co mu stanęło na drodze w poszukiwaniach. Na sobie miał szare rurki, koszulę w czerwono-czarną kratę i glany. Niesforna, czarna grzywka opadała mu na twarz, a on co chwilę ją z niej odgarniał. Wreszcie wyjął jakiś zeszyt z szafki i uniósł go do góry.
-Haha! Mam!- krzyknął triumfalnie.
Podskoczyłem, gdy usłyszałem jego krzyk.
-Boże, Frank. Chcesz żebym miał zawał?
-Nie, nie chcę.- wyszczerzył swoje zęby w ślicznym, szerokim uśmiechu.
Schował niedbale książki wyrzucone na ziemię do szafki. Podszedłem do niego, a następnie objąłem go jedną ręką w pasie. Drugą oparłem na jego policzku i zbliżyłem się do niego, gdy zadzwonił dzwonek.
-Cholera.-szepnąłem.
Pocałowałem go na pożegnanie. Frank zamknął szafkę i udał się na lekcję. Ja poszedłem w inną stronę i wszedłem do klasy, w której miała się odbyć historia. Zobaczyłem Ray'a, który siedział w ostatniej ławce. Stanąłem w bezruchu. Kurwa siedzę z nim razem w ławce. Muszę tam usiąść i go przeprosić. Tylko za co? Za to, że nauczycielka wszystko przekręciła? Czy to nie on powinien mnie przeprosić? Stałem sobie, a cała klasa już zasiadła na swoich miejscach. Z rozmyślań wyrwał mnie głos nauczyciela.
-Gerardzie Way. Nie chcę twoich tłumaczeń, dlaczego nadal stoisz na środku klasy, jak idiota. Tak więc zasiadaj natychmiast na swoim miejscu.- powiedział groźnie pan Clive, siwy, w podeszłym wieku.
Popatrzyłem na jego wkurzoną mordę, po czym udałem się w stronę ławki, gdzie siedziałem razem z Ray'em. Przełknąłem ślinę i usiadłem obok niego. Wypakowałem z torby książki do historii, które ułożyłem w względnym porządku na ławce. Patrzyłem się tępo na tablicę. Ciszę pomiędzy nami przerwał Ray.
-Ej, Gerard.- szepnął i szturchnął mnie w ramię.
-Co?
-Chciałem cię przeprosić.
-Za co?
-Za to, że tak na ciebie naskoczyłem za to zdarzenie na matmie. Chciałbym, żebyśmy byli dalej przyjaciółmi...- powiedział, w jego głosie było słychać smutek.
-Yh, Ray. Wybaczam ci, bo cię lubię. Jesteś moim przyjacielem i niech tak pozostanie. Miałeś prawo się wkurzyć.
-Dzięki, Gee.- posłał do mnie uśmiech, a ja odwzajemniłem gest.
Profesor zaczął dyktować notatkę. Wyjąłem z torby mój szkicownik. Kreśliłem na kartce jakieś linie. Wkrótce z linii powstała postać przedstawiająca małą, uroczą, a za razem straszną dziewczynkę. W ręce trzymała czarny balonik. Oczy miała duże i okrągłe, mocno podkreślone czarną obwódką. Jej źrenice były bardzo malutkie. Usta zaciśnięte w wąską kreskę. Ubrana była w krótką, czarną sukienkę z licznymi falbankami. Miała dwa, pokręcone kucyki i balerinki. Jej nogi opinały zakolanówki. Kończyłem rysować. Za sobą usłyszałem czyjś głos. Ja pierdolę. Lyn-Z.
-Gee...- zaczęła.
-Pierdol się.- odpowiedziałem chamskim tonem.
Lindsey spojrzała na mnie z pogardą. Odwróciłem się do niej przodem. Spojrzałem na nią złowrogo.
-Czego chcesz?- wypaliłem.
-Boże... Już nic.
-No i gitara.
Odwróciłem się przodem do tablicy. W moim kierunku zmierzał wyraźnie zirytowany profesor Clive. Zatrzymał się przy ławce i sięgnął po mój szkicownik. A tam było dużo przeróżnych rysunków... Od Franka w kawiarni do półnagiego Franka... No i też dużo tych normalnych, ale coś czuję, że nauczyciel nie zainteresuje się tymi normalnymi. No to matka będzie jak nic wzywana do szkoły. Kapitalnie.
-A cóż to za chłopak, który zajmuje większą część twojego zeszytu?- powiedział szyderczym tonem.
Otworzył szerzej oczy. Najprawdopodobniej ujrzał półnagą postać. Półnagą mam na myśli, że była ona lekko przykryta kołdrą. Zamknął zeszyt i powędrował z powrotem zasiadając przy biurku. Założył nogę na nogę i spojrzał na całą klasę. Rzucił mój kochany szkicownik na biurko, czemu towarzyszył głośny huk. Wędrował spojrzeniem po całej klasie. Chyba szukał osobnika, znajdującego się na moich rysunkach, lecz poszukiwania nie przyniosły owocnych skutków.
-Gerardzie Way.- rzekł.
-Mam iść do dyrektora, zaraz będzie wzywana moja matka.- wymamrotałem pod nosem.
-To też, ale chciałem zapytać, do której klasy należy ten chłopak z twojego zeszytu?
-Proszę pana, to jest Frank Ciota Iero!- powiedział Simon. Tak, jeszcze jego tu brakowało.- Chodzi do I "c".
-Dziękuję, za informację, Simon. Jego matka również będzie wzywana do szkoły.
Spojrzałem na Ray'a siedzącego obok mnie. Patrzył z niedowierzaniem na nauczyciela. Wstałem z ławki i wrzuciłem swoje rzeczy do torby. Ray poklepał mnie po ramieniu. Spojrzał na mnie wzrokiem mówiącym "Wszystko będzie dobrze". Udałem się w kierunku drzwi. Profesor wyszedł ze mną i weszliśmy do gabinetu dyrektora. Pan Clive wręczył sekretarce, młodej kobiecie, która miała włosy spięte w kok i ubrana była w czarną, obcisłą sukienkę, mój zeszyt, po czym coś do niej wyszeptał i wyszedł z gabinetu. Sekretarka otworzyła mój zeszyt i zaczęła go kartkować. Spojrzała na mnie i pokiwała głową z rezygnacją. Czuję, że mam przechlapane.
-Możesz wejść do gabinetu.- powiedziała.
Podszedłem z wahaniem do drzwi i nacisnąłem klamkę. Usiadłem na krześle. Za mną weszła sekretarka, która oczywiście wytłumaczyła zdarzenie, które miało miejsce na lekcji. Wręczyła dyrektorowi zeszyt i wyszła z pomieszczenia. Dyrektor wziął do ręki szkicownik. Dokładnie oglądał każdą kartkę.
-Margaret!- zawołał.
-Tak, panie Bailey?- zapytała sekretarka, która aktualnie stała w drzwiach.
-Zadzwoń po panią Donnę Way i panią Lindę Iero, a następnie przyprowadź mi tu Franka Iero, który uczęszcza do klasy I "c".
-Oczywiście, proszę pana.
Pani Margaret wyszła z pomieszczenia.
Po niedługim czasie do gabinetu przyszedł wstrząśnięty Frank i zasiadł na krześle obok mnie. Posłał mi pytające spojrzenie. Kiwnąłem głową na zeszyt. Na twarzy chłopaka pojawił się dziwny grymas złości.
-Do czego pomiędzy wami doszło?- zapytał zdegustowany pan Bailey.
Popatrzyliśmy po sobie.
-No więc my...- zacząłem nie pewnie.
-My jesteśmy razem.- rzucił Frank.
-I to wszystko? Co mają oznaczać te prawie nagie rysunki w zeszycie Gerarda?
W gabinecie zapadła cisza. Spuściłem głowę. Frank postąpił tak samo.
Do pomieszczenia wpadła matka moja i mojego chłopaka.
Głośno westchnąłem. Będzie się działo...
_______________________________________________________________________________
Amia- zgodnie z prośbą wrzucam moje rysunki xD
Uprzedzam, że nie powalają z nóg, więc bez hejtów xD Wybaczcie jakość szajsunga.
![]() |
| Podkoszuleczka własnej roboty... :D |
![]() |
| ...I jej tył :) |
![]() |
| Jakieś badziewie, które znalazłam w zeszycie od matmy T-T |
![]() |
| To mi totalnie nie wyszło xD No ale cóż xD |
























Hah :D Aż się uśmiechnęłam, jak to czytałam. Jestem ciekawa co też się stanie w następnej części. A więc pisz, pisz! Bo ja tu ślęczę przed komputerkiem i czekam :D
OdpowiedzUsuńA i jeszcze jedna uwaga, staraj się rozwijać opisy, bo akcja płynie szybko, powiedziałabym, że za szybko, za to całej scenerii nie potrafię sobie wyobrazić ;.;
Ps. A co do rysunków: Ten który przedstawia Kire <3
To jest L. a nie Kira xd Jeszcze mam dwa rysunki, ale wstawię je, jak napiszę następny rozdział.
Usuń*facepalm* *śmieje się z samej siebie i ze swojej głupoty i nieogarnięcia*
UsuńAle czy to moja wina, że do imion to ja mam pamięć dziurawą niczym ser szwajcarski? ;.; A nawet jeśli są w moim umyśle zakładki, w których dane się znajdują, to panuje w nich burdel, taki sam jak w damskiej torebce xD
*robi wielkie oczy i idzie sobie budować schron z koców i poduszek ;.;*
Hahahahahahah, tak idź się schować do szafy xD
UsuńP.S. Łapaj mój e-mail xD ania.mpaczek01@gmail.com