poniedziałek, 14 lipca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 26

[GERARD]
Oglądaliśmy, znaczy ja oglądałem jakże nudny film. Mikey włączył jakiś film przyrodniczy. Serio, bracie? Już lepsze by było oglądanie My Little Pony. Popatrzyłem w stronę mojego brata, który aktualnie był zajęty całowaniem się z Alicią. Zaraz się porzygam. Wolałbym już kończyć demolowanie mojego pokoju i zadręczanie się myślami. Nagle do salonu wpadła mama. Usiadła na fotelu na przeciwko mnie z przerażoną miną. Mikey i Alicia oderwali się od siebie i również spojrzeli w jej stronę.
-Coś się stało, mamo?- zapytał Michael.
-Frank...- zaczęła.- Frank próbował się zabić.
-Co?!- krzyknął Mikey i Alicia.
Spojrzałem na nią z szokiem.
-Dzwoniła mama Franka. Powiedziała, że pokłóciła się z nim, bo wrócił cały przemoczony z parku. Kazała mu iść się przebrać. Potem usłyszała huk. Szybko pobiegła do jego pokoju, ale go tam nie zastała. Weszła do łazienki i zobaczyła Franka pod prysznicem, całego we krwi. Leżał nieprzytomny... W porę zadzwoniła po karetkę. Frank jest teraz w szpitalu. Jego stan jest stabilny, ale jeszcze się nie obudził.
O kurwa. To wszystko moja wina. Jak ja mogłem do tego dopuścić? Gdyby nie Lindsey, gdyby nie to, że go olałem... Boże, nie. Frank przeze mnie próbował się zabić. Mikey patrzył dalej ze zdziwieniem na mamę. Widocznie nie mógł uwierzyć w to, co powiedziała. Alicia również była zaskoczona. Mama wstała z fotela i poszła do przedpokoju. Ubrała kurtkę i buty.
-Poczekaj mamo. Pojedziemy z tobą.- odezwał się nagle Mikey.
Wstał z kanapy i poszedł do przedpokoju, a Alicia za nim. Ja dalej siedziałem jak wryty w salonie. Wpatrywałem się w jeden punkt, nawet nie za bardzo orientowałem się w jaki. Słowa mamy dalej do mnie nie docierały. Czułem się winny.
-Gerardzie, nie jedziesz z nami?- zapytała mama.
-Nie... Wolę zostać w domu.- odparłem.
Usłyszałem trzask drzwi, a następnie przekręcanie klucza w zamku. Wstałem z fotela. Chwyciłem pilot od telewizora i wyłączyłem go. Czułem, jakby coś we mnie pękło. Nie mogłem znieść tego, że przeze mnie prawdopodobnie Frank by już mógł leżeć nieżywy. Przeze mnie uleciało by z niego życie. Przeze mnie, matka młodego Iero byłaby załamana do końca życia, bo straciłaby jedynego syna.
Udałem się do kuchni w celu zaparzenia kawy. Wyjąłem słoik z kawą. Dłonie mi całe drżały, a w efekcie wypuściłem słoik na podłogę. Kawałki szkła leżały pod moimi stopami pomieszane z małymi ziarenkami kawy. Olałem ją. Zgasiłem światło w kuchni. Wbiegłem do przedpokoju, ubrałem kurtkę i buty. Wyszedłem na zewnątrz domu. Zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Na dworze było ciemno. Jedynie lampy uliczne oświetlały drogę i chodnik. Skierowałem się w stronę miasta, a dokładnie klubu. Idę się upić.
***
Wszedłem do klubu. W całym pomieszczeniu rozlewało się okrutnie jasne, niebieskie światło. Wszędzie świeciły i migały światła dyskotekowe, a z głośników sączyła się beznadziejna, muzyka stworzona dla imprez i do tańczenia. Nienawidzę tego typu miejsc, ale mimo to, postanowiłem się tu udać. Przedarłem się przez tłum spoconych, tańczących w rytm muzyki ludzi. Usiadłem na okrągłym stoliku przy barze. Wysoki chłopak, o niebieskich włosach z przekłutą wargą kolczykiem stanął przy mnie po drugiej stronie baru. Barman. Ubrany był w skórzaną kurtkę i ciemne spodnie.
-Poproszę whiskey.- powiedziałem.
Barman odwrócił się w stronę pułki z alkoholem i chwycił butelkę wypełnioną bursztynowym płynem. Wziął szklankę i nalał do niej alkohol. Podsunął ją wprost pod moje ręce. Przez chwilę wpatrywałem się w ciesz znajdującą się w szklance. Wziąłem do ręki szklankę i upiłem z niej spory łyk. Palący, lecz przyjemny płyn zalał moje gardło. Odstawiłem szklankę na blat. Barman dolał whiskey. Obok mnie, przy barze usiadła jakaś tleniona blondynka w skąpej różowej sukience i białych szpilkach. Odwróciła twarz w moją stronę. Tona tapety i mocny makijaż. Sztuczne rzęsy i mocno różowa szminka. Wyglądała jak potwór. Uśmiechnęła się do mnie zalotnie. Dopiłem whiskey. Odszedłem od baru i udałem się w stronę wyjścia. Nie wysiedzę tutaj dłużej. Beznadziejne miejsce.
Wyszedłem na zewnątrz i poczułem chłód na całym ciele oraz świeże powietrze. Ulica była pusta. Tylko czasem przejeżdżał jakiś samochód, a ludzie woleli raczej zostać w domu. Na dworze było bardzo zimno. Zbliża się zima. Poszedłem wolnym krokiem w stronę domu. Poczułem w kieszeni spodni wibracje.
<Mikey: Frank czuje się dobrze. Wybudził się, ale powiedział, że ma nas wszystkich dość. Trochę się wkurzył, jak się dowiedział, że nie chciałeś przyjechać. Wracamy już do domu.>
Schowałem telefon do kieszeni. Zrobiło mi się trochę lżej na sercu, jak się dowiedziałem, że z Frankiem wszystko dobrze. Kocham tego kurdupla i zrobię wszystko, żeby go odzyskać. Nie mogę go przecież stracić przez jeden wybryk. Muszę się ogarnąć i go przeprosić. Muszę mu udowodnić, że go bardzo kocham i nigdy bym go nie zostawił dla tej szmaty. No, Gerard. Masz dużo do zrobienia. Tylko czy dam sobie radę?
Znalazłem się na ulicy, przy której stał mój dom. Spojrzałem na budynek i ujrzałem na podjeździe auto mojej mamy. Są już w domu. Pewnie się martwią. Przyspieszyłem kroku, aby jak najszybciej znaleźć się w domu. Otworzyłem drzwi. Mama siedziała w kuchni z gazetą i herbatą. Mikey siedział w salonie i oglądał jakąś durną bajkę o jednorożcach. Co za człowiek... On nigdy nie dorośnie. Zawsze gdzieś w tym małym móżdżku będą mieszkały kolorowe jednorożce. Poszedłem do kuchni i usiadłem przy stole. Donna spojrzała na mnie znad gazety. Odłożyła gazetę na stół i upiła łyk herbaty. Rozsiadłem się na krześle. Zaraz wysłucham kazania. Śmierdziałem alkoholem i dymem papierosowym z klubu. Ale czuję, że nie tylko o to chodzi. Patrzyłem na nią z zaciekawieniem, czekając na najgorsze. Oparła łokcie na blacie stołu i zdjęła z nosa okulary. Odłożyła je na stół. Wszystko robiła powoli.
-Gerardzie Way.- zaczęła.
Yhy, zaczyna się.
-Gdzie byłeś?- zapytała.
-Przejść się.
-A dokładnie?
-Byłem w klubie.- mówiłem szczerze, bo chciałem uniknąć kłótni.
-A po co tam byłeś?
-Żeby się upić.
-Dobrze, żeby się upić.- pokiwała głową w geście zrozumienia.- Wróciłeś dosyć trzeźwy, ile wypiłeś?
-Łącznie? Tylko szklankę whiskey.
-Okej. Czyli się nie upiłeś. Ale wolałabym, abyś mnie informował przed każdym tego typu wypadem. Mogło ci się coś stać.- odparła.
Wstała od stołu. Podeszła do szafki i wyciągnęła z niej herbatę. Nalała wodę do czajnika i wstawiła ją na gaz. Z powrotem usiadła do stołu. Dalsza część kazania zaraz się zacznie. Ta gorsza.
-Ty próbowałeś się upić, a osoba, którą kochasz właśnie leży zrozpaczona w szpitalu po próbie samobójczej.- powiedziała groźniejszym tonem.
-Wiem.- odparłem zupełnie na luzie.
-I nie zamierzasz z tym nic zrobić? Gerard, podchodzisz do tego tak, jakby za przeproszeniem gówno cię to obchodziło! Czy ty zdajesz sobie sprawę, że to przez ciebie Frank próbował się zabić? Gdyby nie to, że pani Linda w porę zareagowała, Frank mógłby już nie żyć!- krzyczała.
Wstałem od stołu i pobiegłem schodami na górę. Za sobą usłyszałem tylko krzyki Donny i odgłosy walczących jednorożców ze złem.
-Mam być szczera?! Jesteś pierdolonym dupkiem, który rani wszystkich dookoła!
Coś mnie ukłuło w sercu.
-Dzięki za szczerość!- krzyknąłem.- Też cię kocham, mamo!
Zatrzasnąłem drzwi od swojego pokoju. Zdjąłem z siebie spodnie i rzuciłem je na krzesło. Położyłem się na łóżko i szczelnie przykryłem się kołdrą. Moja mama to najszczersza kobieta jaką znam. Tego właśnie potrzebowałem. Szczerości. Starałem się grać obojętnego na to wszystko, ale po prostu nie potrafię. Nie potrafię być obojętny na cierpienie innych. Nie potrafię być obojętny na Franka.


2 komentarze:

  1. Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to GERARD OGARNIJ DUPĘ.
    Serio, jestem Ci wdzięczna za jego matkę, bo może w końcu zapali mu się ta żaróweczka w głowie. Mam nadzieję, że szybko wszystko odkręci, a Frankie w końcu będzie miał spokój i szczęście.
    Jakbym tylko mogła prosić, żebyś włączyła funkcję na komórki, bo ułatwiłoby mi to życie xd Z góry dziękuję :)
    xoxo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, kiedy majstrowałam przy wyglądzie w blogu wyłączyłam to i potem zapomniałam włączyć, dzięki za przypomnienie xD

      Usuń