niedziela, 13 lipca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 25

[FRANK]
Stałem pod domem Gerarda, cały przemoczony. Stałem bez celu. Wpatrywałem się w dom mojego chłopaka. No właśnie, czy to nadal jest mój chłopak? Nie sądzę, przecież znalazł już sobie dziewczynę. On mnie już nie potrzebuje. Byłem tylko rzeczą na ukojenie bólu po Simonie i to tyle. Dla nikogo się nie liczę. Dlaczego mi coś takiego zrobił? Darzyłem go tak silnym uczuciem, którym jest miłość. Kochałem go i dalej go kocham. Tylko dlaczego moje serce dalej go kocha, skoro on mnie tak zranił?
Deszcz lał. Moja mama dzwoniła do mnie chyba sześć razy odkąd wyszedłem z parku. Pewnie włosy już jej wychodzą z głowy ze złości. Martwi się o mnie, wcale jej się nie dziwię... Przyszedłem tutaj po prostu, żeby się wpatrywać bezczynnie w dom Gerarda? To bez sensu. Muszę coś zrobić. Przecież nie mogę sobie tak po prostu odpuścić. Muszę walczyć. I tu rodzi się kolejne pytanie. Czy jest jeszcze o co? Może jest. Muszę sobie tylko wszystko przemyśleć, czy jest sens walczyć o osobę, którą już nie obchodzę. Koszmar. To nie może się dziać naprawdę. Odwróciłem swoją głowę w lewą stronę i ujrzałem Gerarda przechodzącego przez własny płot. Bał się przejść koło mnie i wejść do domu, jak człowiek? Idiota. Przecież Frank Iero jest niewidzialny... Naciągnąłem bardziej kaptur bluzy na głowę i schowałem ręce do przemoczonej do suchej nitki jeansowej kurtki.
Po pięciu minutach bezczynnego stania w miejscu spojrzałem w górę na okno pokoju Gerarda. Stał tam i się we mnie wpatrywał. Na jego widok wybuchłem płaczem. Schowałem twarz w dłoniach i pobiegłem w stronę domu.
Biegłem tak szybko, jakby ktoś mnie gonił. Gdy już znalazłem się na ulicy, przy której stał mój dom, zwolniłem tempo. Stanąłem przed domem i otworzyłem furtkę. Następnie otworzyłem drzwi domu i wszedłem do środka. Zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Momentalnie pode mną stworzyła się kałuża. Byłem cały mokry. Ściągnąłem z siebie mokrą kurtkę, a następnie glany. Wstawałem z podłogi, gdy nad sobą ujrzałem wkurzoną minę mojej rodzicielki. Wyprostowałem się i stanąłem z nią twarzą w twarz.
-Franklinie Iero. Gdzie ty do cholery jasnej się włóczyłeś?!- krzyknęła.
-Przecież ci napisałem, że byłem w parku.
-I tak długo ci zajęło przyjście do domu?! Spójrz, jesteś cały przemoczony!- krzyczała dalej.
-Mamo, ale ja nie jestem głuchy.-powiedziałem spokojnie.
-Frank ja się o ciebie martwiłam!- znowu krzyknęła.
-Mamo spokojnie...
Zmierzyła mnie wzrokiem.
-Czemu nie poszedłeś do szkoły?- zapytała.
-Byłem w niej...
-Uciekłeś z lekcji?!
-Tak.
-Marsz do swojego pokoju! Masz karę na miesiąc. Przebierz się i lepiej nie pokazuj mi się na oczy już dzisiaj! Jutro zawiozę cię do szkoły i cię z niej przywiozę!
-Co?! Ale...
-Żadnych "ale"! Zrozumiano?!
-Tak...- westchnąłem głośno- Tylko kurwa ty nie wiesz co się dzisiaj działo!
-Nie tym tonem, mój drogi! I nie wyrażaj się tak do mnie. Przedłużam karę. Półtora miesiąca!
-No kurwa mać!- krzyknąłem i wszedłem po schodach na górę.
-Dwa miesiące!- krzyknęła za mną.
-Świetnie! Jestem pojebanie szczęśliwy!
Wszedłem do pokoju i zatrzasnąłem drzwi. Wyjąłem z szafy spodnie od dresu i koszulkę z długim rękawem. Wszedłem do łazienki. Zdjąłem z siebie mokre ubrania i wrzuciłem je do zlewu. Oparłem się rękami o blat szafki. Spojrzałem w lustro.
-Eh Iero, Iero. Coś ty najlepszego narobił?- szepnąłem do siebie i rozpłakałem się.
Przez łzy zobaczyłem przy kranie żyletkę. Wziąłem ją do rąk. Puściłem wodę pod prysznicem i tam wszedłem. Usiadłem w brodziku i zamknąłem za sobą drzwi od prysznica. Gorąco. Bardzo. Po ścianach kabiny spływała woda. Odłożyłem żyletkę na półce w prysznicu. Chwyciłem żel do kąpieli i umyłem się. Następnie umyłem włosy i z powrotem usiadłem na dnie kabiny. Wziąłem do palców żyletkę i przycisnąłem ją do skóry na lewym nadgarstku. Staczam się. Woda lała się po mnie. Przygryzłem lekko wargę i przejechałem żyletką na nadgarstku. Momentalnie spłynęła po nim czerwona ciecz, która kapała na dno brodzika.
-To wszystko przez ciebie, Gerardzie Way.- szepnąłem.
Chlast.
Chlast.
Siedziałem w krwi rozcieńczonej wodą. Zacząłem gorzko płakać. Przed oczami zaczęło mi się robić ciemno. Wypuściłem żyletkę z rąk. Wstałem, ale zaraz upadłem z powrotem na posadzkę z głośnym hukiem. Położyłem się na ziemi. Po chwili usłyszałem biegi po schodach i głośne nawoływania. Linda wpadła do łazienki, a ja straciłem przytomność
***
Obudziło mnie oślepiające światło. Zamrugałem kilka razy. Oczy, już przyzwyczajone do panującej w pomieszczeniu jasności, rzuciły wgląd na całą sytuację. Szpital. Pikanie sprzętu, do którego zapewne byłem podłączony. Obok mojego łóżka na krześle siedziała moja mama. Spojrzałem na nią. Miała całe popuchnięte oczy. Płakała i to dużo. Też bym płakał, gdyby mój syn idiota próbował się zabić, bo go chłopak olał.
-Mamo?- wyszeptałem.
-Boże Frankie, nigdy więcej nie rób czegoś takiego.- powiedziała i zaszlochała.
Usiadłem i przytuliłem się do niej. Do pomieszczenia wszedł Ray, Jamia, Bob, Mikey i Alicia. Gerard już pewnie ma mnie w dupie. Podeszli do łóżka.
-Co wy tu robicie?- zapytałem.
-Twoja mama zadzwoniła do pani Way. Przyjechał Mikey, ale Gerard nie.- powiedziała Jamia.
-To było do przewidzenia.- mruknął Ray.
Jamia szturchnęła go. Posłała mu złowrogie spojrzenie. Ray spuścił wzrok.
-Boże, przestańcie się kłócić, bo to do niczego nie prowadzi!- krzyknąłem.
Do pomieszczenia weszła pani Way. Ona też tu przyszła? Jezu... Czuję się jakbym dziecko urodził...
-Jak się czujesz, Frank?- zapytała.
-Dobrze. Czemu Gerard nie przyjechał?
-Nie mógł. Musiał coś załatwić.- powiedziała.
Kłamała. Widziałem to. Nawet ona nie potrafi być szczera. Ludzie to świnie. Co ja im wszystkim zrobiłem, że nie potrafią mi powiedzieć prawdy? Nic. Spojrzałem na wszystkich po kolei. Wszystkich coś gryzło. Ray'a. Jamię. Panią Way. Bob'a. Mikey'a. Alicię. Moją mamę. Wszyscy mieli coś na sumieniu.
-Mamo, ale przecież Gerard siedzi w domu...- szepnął Mikey do swojej mamy, ale niestety coś mu nie wyszła dyskrecja, bo wszystko usłyszałem.
Donna spojrzała na Michael'a. Posłała mu karcące spojrzenie.
-Eh, wiecie co? Idźcie stąd już wszyscy. Mam was dość. Wszyscy przede mną coś ukrywacie. Nawet pani nie potrafiła powiedzieć, że Gerard siedzi w domu i nie ma zamiaru przyjeżdżać, aby zobaczyć, czy wszystko ze mną w porządku. Dla nikogo z was się nie liczę. Ciągle tylko coś ukrywacie.- powiedziałem i głośno westchnąłem.
-To nie tak, Frank...- zaczęła Jamia.
-A jak?- przerwałem jej.
Jamia spojrzała w dół na swoje buty. Nie byli ze mną szczerzy. Nikt nawet nie chciał.
-Nie chcecie być ze mną szczerzy. Kogo w ogóle obchodzi Frank Iero?- zapytałem. Odpowiedziała mi cisza.- Nikogo.- wybuchłem płaczem.
Położyłem się na szpitalnym łóżku. Wtuliłem twarz w poduszkę. Mama pogładziła mnie dłonią po plecach.
-Nie dotykaj mnie!- wyjąkałem.
Linda wzięła swoją rękę z moich pleców.
Nastała cisza. Usłyszałem tylko kroki. Zgasło światło. Po policzkach płynęły gorzkie łzy. Gorzej być nie może. Iero, weź się w garść...







4 komentarze:

  1. Geez! Tyle mnie ominęło...
    Pierwszy raz...ciekawy nie powiem xd dobrze, że Frank akurat to pamiętał, bo osobiście wkurzam się, gdy bohaterowie zapominają o takich sytuacjach.
    Jeju, gdy tylko napomknęłaś o tej żyletce w domu Max'a zaczęłam się modlić, by Frank się nie ciął. Później się cieszyłam, a teraz jeb... WHY.
    Czyta się już bardzo przyjemnie i miałam fajną okazję, czytając to 15, czy ileś tam, rozdziałów pod rząd, widzieć jak się rozwijasz. Keep Going ;D
    Cóż, szkoda mi Frankiego, jak zwykle scenariusz, że wszystkie podłości trafiają człowieka w jednym momencie znów się sprawdza. Przykre. Mam nadzieję, że już niedługo będą sobie z Gee razem, szczęśliwi.
    Bardzo przyjemnie czyta mi się o Mikey' u, który jest z Alicią. Jakoś nie wiem dlaczego ale strasznie przeżyłam ich rozstanie i miło tak znów wyobrazić sobie, że są razem.
    Szkoda, że się pokłócili, bo nie ma żadnych 'Momentów'... (wiem, że pewnie nie o nie tu głównie chodzi, ale miło by się czytało xd).
    Wgl... Dziwna zbieżność w chyba kilkunastu już opowiadaniach, które czytałam, że Lin-Z jest zawsze kimś złym... Aż mi jej czasem szkoda... choć z drugiej strony dobrze jej tak XD
    Chyba na tyle ode mnie, czekam na więcej :)
    xoxo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahah Boże, wreszcie się odezwałaś xD Ja nie lubię Lyn-Z ._. Nie wiem czemu ale po prostu jej nie lubię ._. Ładna z niej kobieta i w ogóle pasuje do Gerarda, ale jej nie lubię xD Nie wiem co będzie dalej bo nie mam pomysłu na następną część xD Chyba Frank zacznie się mścić na Lindsey xD

      Usuń
    2. Ahaha, już Cię lubię ;D Niech Frankie się na niej mści! Głupia baba ... oczywiście tylko u Ciebie tutaj w op. Mam nadzieję, że pomysły przyjdą całkiem szybko :)
      PS, wspaniałe zdjęcie na nagłówek, uwielbiam je ;D

      Usuń
    3. O dziękuję ^^ I tak lepszego nie było xD

      Usuń