środa, 9 lipca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 19

Następny dzień
[GERARD]
Kolejna nudna lekcja i niestety towarzystwo tej idiotki w ławce. Zaraz umrę z nudów. Dlaczego matematyka musi się tak dłużyć?
Patrzyłem z zniecierpliwieniem na zegarek, który wisiał na ścianie. Jeszcze pięć minut. Zamknąłem książkę od matmy i schowałem ją do torby.
-Gdzie ci się tak śpieszy?- zapytała Lyn-Z.
-Na przerwę. Z dala od twojego towarzystwa.- rzuciłem.
Lyn-Z nie odpowiedziała. Zaczęła coś bazgrać na kartce i podała mi ją. "Podobasz mi się". Odpisałem jej: "I co mnie to obchodzi? Zrozum, że mam chłopaka.". Oddałem jej kartkę. Napisała coś na niej i mi ją podała. "Weź go olej. Ze mną będziesz miał lepszą przyszłość". Przeczytałem. Jezu co za upierdliwa baba. Niech się odpierdoli. "A bujaj się.". Oddałem jej kartkę.
-Ostatnia ławka!- krzyknęła nauczycielka.- Co to za liściki sobie tam piszecie?
Cała klasa spojrzała na nas. Nauczycielka skierowała kroki w naszą stronę. Stanęła przy ławce i chwyciła karteczkę. Spojrzała na nią. Rzuciłem Lyn-Z wrogie spojrzenie.
-Gerard Way: "Podobasz mi się."- o kurwa. Ona to wszystko przekręciła. Czuję, że zaraz eksploduję.- Lindsey Ballato: "I co mnie to obchodzi? Zrozum, że mam chłopaka." Gerard: "Weź go olej. Ze mną będziesz miała lepszą przyszłość".
Proszę pani. Stwierdzam, że pani nienawidzę. Klasa wybuchła śmiechem. Ray spojrzał z niedowierzaniem w moją stronę. Pokiwał głową w geście zrezygnowania.
Zadzwonił dzwonek. Spakowałem resztę swoich rzeczy do torby i wybiegłem z klasy. Za mną wyszedł Ray.
-Boże Gerard, serio? Podoba ci się ta suka? Nie spodziewałem się tego po tobie. Zamierzasz teraz zostawić Franka? Wstydź się...- powiedział Ray.
-Ray, ale to nie tak...- zacząłem.
-Daj spokój, Gerard.- powiedział i odszedł.
Kurwa, no! Wszystko się sypie. Najpierw porwali Franka, potem ta zołza się przyczepiła, a teraz przyjaciele się jeszcze odwrócą.
Zrywam się z lekcji. Nie mam zamiaru dłużej siedzieć w tej szkole. Skierowałem się w stronę wyjścia ze szkoły. Gdzie by tu iść? Kawiarnia. O tak. Kawiarnia. Udałem się do kawiarni, która znajdowała się niedaleko szkoły.
***
Wszedłem do budynku i podszedłem do lady, aby zamówić mój ukochany napój. Usiadłem przy stoliku, wyjąłem z torby zeszyt do szkicowania i ołówek. Zacząłem kreślić kilka linii. Narysuję Franka. Po chwili do stolika podeszła kelnerka z kawą. Upiłem łyk i poczułem, jak w kieszeni wibruje mi telefon. Dopiłem kawę. Wyjąłem z kieszeni telefon. 1 nieodebrane połączenie od: Linda Iero. Wybrałem numer pani Iero i przyłożyłem telefon do ucha. Po kilku sygnałach kobieta odebrała połączenie.
-Dzień dobry. Tu Gerard. Dzwoniła pani. Coś się stało?- zapytałem.
-Znaleźli Franka...- powiedziała.
-O boże! To świetnie!- powiedziałem ucieszony.
-Znaleźli go, ale...
-Ale?
-Frank nie żyje.
-C...Co?- wykrztusiłem. Poczułem jak do oczu napływają mi łzy.
-On... On nie żyje.- pani Iero wybuchła płaczem.- Jego ciało znajduje się w kostnicy. Mamy tam przyjechać.
-Zaraz tam będę.- odpowiedziałem i rozłączyłem się.
"Znaleźli Franka. Nie żyje."- wysłałem sms'a do Ray'a.
Zapłaciłem za kawę i wyszedłem z kawiarni. Poszedłem do domu pani Iero.
***
-Boże, mój synek! Jak to się mogło stać!- łkała pani Linda, gdy wchodziliśmy do kostnicy.
W środku była policja.
-Pani Linda Iero?- zapytał jeden z policjantów.
-Tak.- odpowiedziała.
-Znaleźliśmy tego chłopaka w lesie. Był martwy, nic już się nie dało zrobić. Przykro nam.- powiedział drugi policjant.
Weszliśmy do jakiejś sali. Leżały tam zwłoki Franka.
Zaraz.
To nie jest Frank.
-Yyy, proszę pani.- powiedziałem.
-Tak?- zapytała.
-To nie jest Frank.
Podeszliśmy bliżej.
-Rzeczywiście... To nie on.
-Czyli może jeszcze żyje.
Odwróciliśmy się do policjantów. Patrzeli na nas zaskoczeni.
-To nie jest pani syn?- odezwał się jeden.
-Nie.
-Dobrze. Tak więc kończymy śledztwo.
-Co? Jak to?!- krzyknęła.
-Niech się pani uspokoi.
-Jak mam być spokojna, skoro policja nie chce mi pomóc?!- krzyczała.
-Pani Iero, chodźmy już stąd.- powiedziałem cicho i wyprowadziłem ją z budynku.
Wsiedliśmy do auta pani Lindy.
***
-Dziękuję za wsparcie, Gerard.
-Nie ma za co, pani Iero. Wszystko się ułoży. Niech pani się tylko nie zamartwia. Frank się odnajdzie.- przerwałem.- Dziękuję, za podwiezienie.
-Nie ma za co.
-Do widzenia!- powiedziałem i zamknąłem drzwi auta.
Wszedłem do domu.
-Cześć, Gerard!- krzyknęła mama.
-Cześć, mamo.- odpowiedziałem.
Zdjąłem buty i powiesiłem kurtkę na wieszaku. Poszedłem do kuchni, gdzie siedziała moja mama. Czytała gazetę i piła kawę. Podszedłem do czajnika i nalałem do niego wody, aby sobie zrobić kawy. Z szafki wyjąłem kubek i kawę rozpuszczalną.
-Gdzie byłeś?
-W kostnicy.
-W kostnicy?!-zapytała zaskoczona.- A co ty tam robiłeś?
-Okazało się, że Frank nie żyje...
-O mój Boże!
-Ale gdy pojechaliśmy tam z panią Lindą, mamą Franka, okazało się, że to nie Frank tylko jakiś inny chłopak.
-To dobrze. A wiadomo gdzie jest teraz Frank?
-Niestety nie... Policja odmówiła współpracy.
-Co za ludzie...- westchnęła.
Woda w czajniku zagotowała się. Wsypałem do kubka kawę i zalałem ją wrzątkiem. Chwyciłem kubek do ręki i usiadłem na przeciwko mamy przy stole.
-Mam dobrego znajomego policjanta. Może ci pomóc.- powiedziała nagle.- Zadzwonię do niego.
-Myślę, że to na razie nie będzie potrzebne. Jak będzie potrzebny to dam ci znać.
Wstałem od stołu zostawiając niedopitą kawę i poszedłem na górę do swojego pokoju. Zdjąłem spodnie i rzuciłem je na krzesło. Ułożyłem się na łóżku i próbowałem zasnąć.





2 komentarze:

  1. Ohh..Frank żyje,Lin jest psychopatą,a Ray mnie zasmucił.Nic tylko weny życzyć ;p Pisz mnie tu! Bo zauważam pewne zmiany na lepsze.Rozwijasz się Potworku! Buziaki <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dwudziesty rozdział napisany, ale cóż szczęście trzeba dozować :D
      Wstawię go może wieczorem, albo jutro, huehue.
      xoxo.
      Nancy :D
      P.S. Nie jestem potworem :C ja jestem ninją.


      Usuń