Haha, dedykacja dla Fun Ghoul, która za każdym razem podpuszcza mnie, aby kogoś zabić xD
Kiedyś jeszcze uśmiercę Gerdzia, heh :D
Ale na razie jeszcze żyje, więc ENJOY xD
______________________________________________________________________________
[Gerard]
Spierdolone życie, dwudziestoletni student na akademii artystycznej. Zła przeszłość. Ciężkie dzieciństwo, utrata obojga rodziców, narkotyki, alkohol, później na utrzymaniu młodszy brat, który teraz, gdy już ukończył osiemnaście lat postanowił wyjechać i nie odzywać się do brata. Zrobiłem dla niego wszystko, co było w mojej mocy, a uzyskałem od niego kopa w dupę na pożegnanie. Teraz wreszcie mogłem się oderwać od tego wszystkiego. Sześć miesięcy odwyku dobrze zrobiły. Jestem już czystym człowiekiem, bez żadnych skaz. Nie ćpam, nie piję. Nie chodzę na imprezy, nie zadaję się z złymi ludźmi. Co prawda, przeszłość zostawiła po sobie ślad w pamięci, ale myślę, że się od tego oderwę.
Szedłem przez ulicę w stronę kamienicy, w której posiadałem nieduże mieszkanie. Dwa pokoje, salon, łazienka i kuchnia. Wszystko, co jest mi potrzebne. Brakuje mi tylko bliskiej osoby, ale myślę, że taką w końcu znajdę. Moja droga do domu biegła koło szpitala. Podbiegłem do kiosku, obok budynku w celu kupienia dzisiejszej gazety. Pierwsze, co przykuło moją uwagę to wiadomość o śmierci prezydenta tego miasta. Przewróciłem kilka stron, aby przeczytać ten artykuł. Jechał gdzieś z żoną i synem. Samochód wpadł w poślizg i wyrąbali się na słupie. Kto normalny jeździ w taką pogodę jak dzisiaj samochodem? Czytałem dalej. Przeżył ich syn, obecnie znajduje się w szpitalu. Szukają dla niego opiekuna, który przygarnąłby go do siebie i przywróciłby jego zdrowie fizyczne, jak i psychiczne do normy. Czemu by nie spróbować? Oprócz szkoły nie mam nic lepszego do roboty. W moim mieszkaniu sieje pustkami, brak tam żywej duszy, oprócz mnie. Byłby to niezły eksperyment, zaopiekować się rozpieszczonym bachorem. Udałem się do szpitala w celu rozmowy na temat chłopaka. Pchnąłem mocno drzwi prowadzące do środka budynku i wrzuciłem gazetę do torby. Rozejrzałem się dookoła. Wszędzie panowała biel. Przyprawiała mnie o dreszcze. Ostatni raz tu się znajdowałem, gdy znaleziono moją matkę naćpaną w parku. Tak, i potem jeszcze ja tu wylądowałem naćpany. To był ostatni raz. Wzdrygnąłem się na myśl o nieprzyjemnych wspomnieniach i podszedłem do recepcji. Stała tam niska kobieta, o jasnej cerze. Blond włosy były spięte niemal na czubku głowy w niedbałego koka. Była pielęgniarką i przyjemnie się uśmiechała.
-Dzień dobry, ja w sprawie tego ogłoszenia w gazecie...- zacząłem.
-Och, myśleliśmy, że już nikt nie będzie chciał się zgłosić. Chłopak jest nieco... Rozwydrzony.- ostatni wyraz powiedziała niemal szeptem, jakby bała się, że ktoś ją usłyszy, a następnie wyleje ją z pracy.
Spojrzałem na nią z zaskoczeniem.
-Aż tak z nim źle?- zapytałem.
-Cały czas nawija, że nie wiemy, jak się czuje, że stracił w trzy dni wszystkich. Najpierw babcię, potem przyjaciela, potem rodziców. Było już tutaj chyba z siedmiu ludzi, którzy chcieli go przygarnąć, ale gdy tylko go poznali wyszli ze szpitala bez słowa. -mówiła.- Ciekawa jestem, czy ty sobie dasz z nim radę.
-Ależ to żaden dla mnie kłopot. Lubię przyjmować nowe wyzwania, a obecnie jestem nieco samotny, więc jeden rozwydrzony chłopak nie powinien zrobić żadnej różnicy.- uśmiechnąłem się do niej serdecznie.
-A więc, zapraszam do gabinetu jego lekarza.
Szliśmy korytarzem, który obładowany był mnóstwem ludzi gdzieś się spieszących. Rozwydrzony chłopak, tak? Może być ciekawie. Może nie jest aż taki straszny, jak opowiadała ta pani. Stanęliśmy w końcu przy drzwiach, na których widniała tabliczka z napisem "Doktor Max Shidley". Pielęgniarka otworzyła drzwi i weszliśmy do środka.
-Panie Shidley. Pan...
-Way.- dokończyłem.
-Pan Way przyszedł w sprawie opieki nad Frankiem Iero.
Pan Shidley zmierzył mnie wzrokiem. Zdjął okulary i odłożył je na biurko. Wskazał na miejsce przed biurkiem.
-Siadaj.- powiedział stanowczo.- A ty Margaret możesz już iść.
Pielęgniarka skinęła głową i wyszła z pokoju, a ja zasiadłem na wskazanym przez lekarza miejscu.
-Imię i nazwisko.- odparł.
-Gerard Way.
-Lat...?
-Dwadzieścia.
-Praca?
-Pracuję dorywczo w sklepie papierniczym.
-Studiujesz?
-Tak.
-Co?
-Malarstwo, znaczy no... Rysuję tam jakieś komiksy, chcę później jakiś wydać.
-Dobrze... Gdzie mieszkasz?
-W New Jersey, tutaj, niedaleko szpitala w kamienicy.
Wstał z krzesła i zaczął chodzić po pokoju. Patrzyłem na każdy jego ruch.
-A więc. Jesteś pewien, że chcesz przygarnąć go?- spytał.
-Tak, oczywiście. Będzie to dla mnie nowe wyzwanie. Myślę, że chłopak wcale nie jest taki zły. Może być dosyć fajnie.- powiedziałem rozpromieniony.
-To jest, znaczy był syn prezydenta, może być dosyć wymagający...
-Żaden problem. Pomagałem w wychowywaniu mojego brata, chyba nie trafi się nic gorszego niż on.
-No nie wiem.- powiedział pod nosem i z powrotem zasiadł przy biurku z jakąś kartką w ręce.- Podpisz tutaj swoim pełnym imieniem i nazwiskiem, a tu złóż swój podpis.- podał mi do ręki długopis.
Bez wahania podpisałem kartkę. Pan Shidley spojrzał z zaciekawieniem na podpis. No cóż, był bardziej, jak autograf, niż podpis dorosłego człowieka.
-Coś nie tak?- zapytałem po chwili.
-Nie, nie. Wszystko w jak najlepszym porządku, po prostu nieco zdziwił mnie twój podpis.
-Jak każdego.- wymamrotałem i przewróciłem oczami.
-Zapraszam zatem do Franka. Jutro możesz po niego przyjść.
Wyszliśmy z gabinetu i udaliśmy się na pierwsze piętro, gdzie znajdowała się sala z młodym Iero. Stanęliśmy przy drzwiach z numerem sto szesnaście. Pan Shidley uchylił drzwi.
-Zostawiam was samych. Zapoznajcie się.- szepnął i poklepał mnie współczująco po ramieniu.
Czyli jest aż tak źle. Wszedłem do środka i zamknąłem za sobą drzwi. Chłopak leżał na łóżku i tępo wpatrywał się w sufit, lecz gdy usłyszał, jak zatrzaskuję drzwi szybko odwrócił wzrok. Spojrzał na mnie z lekkim zdziwieniem. No tak, niecodziennie do twojego pokoju wpada facet w czerwonych, przydługich włosach rozczochranych przez wiatr, czarnych, skórzanych rurkach, lekko za dużej podkoszulce, skórzanej kurtce i glanach. Oczy podkrążone od nie wyspania, przez co wygląda, jak ćpun. No, w końcu nim był... Zmierzył mnie wzrokiem i usiadł na łóżku. Odwrócił się przodem do mnie.
-A ty tu czego?- syknął.
-Nazywam się Gerard Way, będę się tobą opiekował.- oznajmiłem i wyciągnąłem w stronę chłopaka dłoń, aby się z nim przywitać.
Popatrzył na nią z odrazą.
-Eh, no dobrze. Skoro tak stawiasz sytuację... No ale mam nadzieję, że zmienisz swoje nastawienie do mnie gdy mnie bliżej poznasz.- uśmiechnąłem się do niego.
Chłopak popatrzył na mnie z znudzeniem.
-Przedstawisz mi się, czy zamierzasz siedzieć tu jak jakiś gbur?- zapytałem.
Byłem już nieco zirytowany tą sytuacją.
-Frank Iero.- mruknął.
Chwilę się w niego wpatrywałem. Trudny chłopak. W sumie też bym taki był po utracie bliskich mi osób. Był drobny. Blada cera. Rysy twarzy były delikatne, przez co miał urodę dzieciaka. Może i miał tam piętnaście czy szesnaście lat, ale i tak wyglądał jak typowe dziecko. Miał długie, czarne włosy z grzywką opadającą na pół twarzy. Małe, malinowe usta, zaciśnięte delikatnie w kreskę. Duże, o czekoladowo- miodowych tęczówkach oczy i drobny, zadarty lekko do góry nos. Był całkiem ładny.
-Dobrze, to do jutra.
-Jak to, do jutra?- zapytał zaskoczony.
-Jutro po ciebie przychodzę i idziemy do mnie.
-Yhy...- mruknął.
Spuścił głowę i z powrotem ułożył się na łóżku. Wyszedłem z pokoju. Na korytarzu czekał lekarz.
-No i jak tam?- zapytał.
-Wydaje się być trudny do rozgryzienia, ale dam radę.
-Uff... To dobrze.
-Nie będzie tak źle.- uśmiechnąłem się.- Do widzenia.
-Do widzenia.- odparł.
Wyszedłem ze szpitala i udałem się do mojego przytulnego mieszkania.
Będzie się działo...
To ja się już nic nie odzywam XD
OdpowiedzUsuńSuper, że w końcu jest Gee, aczkolwiek nie mogę się nie przyczepić do tego jak łatwo Frankie jest oddawany pod opiekę Gerarda. W końcu to taka jakby adopcja, więc raczej nie przebiegłoby to tak strasznie łatwo, ale no już się nie czepiam xd
Oj tam oj tam, to tylko opowiadanie xD Oni się chcieli pozbyć Franka ze szpitala, bo go nie lubili xD
UsuńHaha :D Czy nie tylko mi te sprawy papierkowe do załatwienia, czy raczej ich brak, wydał się dziwny. Ale to twój świat, rób z nim co chcesz, oni wszyscy żyją w twojej wyobraźni.
OdpowiedzUsuńSzczerze? Jak się dowiedziałam, że Gee będzie opiekunem Franka, to aż zaklaskałam - WIEDZIAŁAM! To musiało się tak skończyć:3 Ja nie mogę się doczekać tych wszystkich rzeczy, które się w domu Gee będą działy. Może któryś nakryje drugiego po prysznicem 3:)
Eh, te moje zboczone myśli :D
Frank miał wściekliznę, rzucał się na wszystkich lekarzy, miotało nim po całym pokoju, jakby był opętany przez szatana, więc też byś się chciała go szybko pozbyć xD Olać sprawy papierkowe, jacyś ludzie będą ich nachodzić 10 razy w ciągu dnia w domu Gerarda, a oni będą tam robić złe rzeczy, będą uprawiać czarną magię, będą odprawiać czarne msze i inne takie :O
UsuńNo i oczywiście będą się seksić xD I wiesz, oni tam robią to co robią, a tu jakiś lekarz przychodzi, no to Gerard otwiera drzwi i tu tak lekarz będzie się dziwił, że Gerdziu świeci gołą klatą przed nim i co tu się dzieje w tym domu? Gdzie Frank, co z nim?
O Boże nie, stop xD
Czarna magia... Ale mikstury będą bez wątpienia białe 3:)
UsuńHaha xD już się nie mogę następnej części doczekać :3 Ja chcę jakieś fajne i zabawne akcje, obojętnie czy kuchnia, salon, sypialnia, czy łazienka... Kabina prysznicowa *O* Albo pralka, ah, te wibracje xD Okay, koniec xD
Pralka? xD Okej, czemu nie... Gerdziu wrzuci Frania do pralki za karę xD Mikstury białe? xD Chyba wiem co masz na myśli ;_; xD
Usuń^^ hłe hłe
UsuńHeh ;_;
Usuń