czwartek, 7 sierpnia 2014

Never Let Them Take The Light Behind Your Eyes ~~ Rozdział XII

[Frank]
Patrzyłem z osłupieniem na Gerarda. Ja pierdolę, to było spełnienie moich pojebanych marzeń! Gerard mi się tak cholernie podobał. Chyba się w nim nawet zakochałem. Siedział koło mnie ze spuszczoną głową. Nie widziałem jego twarzy, ponieważ przysłaniały ją jego piękne czerwone włosy. Na zewnątrz wyglądałem na pewno zabawnie z tym całym grymasem na twarzy, lecz w środku toczyła się prawdziwa wojna uczuć. Gdybym mógł, to bym skakał normalnie jak jakaś nastolatka na widok swojego idola. Prawdziwa radość. Na moją twarz wpłynął szeroki uśmiech. Mam nadzieję, że to nie jest sen. Wstałem z ziemi i chwyciłem Gerarda za ramiona. Na początku się trochę opierał, ale w ostateczności wstał. Głowę miał cały czas spuszczoną, lecz teraz z łatwością można było dostrzec jego niezdrowe czerwone plamy na policzkach. Wyglądał tak uroczo, gdy się rumienił. Ująłem jego twarz w dłonie. Spojrzałem głęboko w jego zielone tęczówki. Wyrażały strach. Bał się mojej reakcji, ale ja byłem szczęśliwy, że właśnie to mi powiedział. Sam się bałem powiedzieć co do niego czuję, bałem się, że mnie odrzuci, ale teraz byłem pewien, że tak się nie stanie. Gerard zamknął powieki i odwrócił głowę w bok.
-Ej, patrz na mnie. Uwielbiam twoje oczy.- uśmiechnąłem się szeroko, a mężczyzna spojrzał na mnie z zaskoczeniem.
-C...Co ty powiedziałeś?- wyjąkał.
-Chciałem powiedzieć, że ty... Ty też mi się podobasz... Ba, zabujałem się w tobie i to bardzo. Tylko bałem się to tobie powiedzieć...
Musnąłem delikatnie jego wargi z trudem, ponieważ Gerard był wyższy ode mnie. Chłopak podniósł mnie, a ja zarzuciłem ręce na jego kark. Chwycił mnie za uda. Oplotłem go nogami w pasie. Nie urywaliśmy kontaktu wzrokowego. Teraz jego oczy wyrażały radość. Zielone tęczówki pięknie się mieniły złotym kolorem. Wpił się zachłannie w moje usta. Bez namysłu oddałem pocałunek i wróciliśmy do środka mieszkania. Gerard położył mnie na kanapie i po chwili wylądował na mnie, zaczynając brutalny pocałunek, pełen pożądania. Męczył moje wargi, czasem lekko przygryzając dolną. Gdy zabrakło nam powietrza, Gerard oderwał się od moich pulsujących już od bólu warg, uśmiechnął się uwodzicielsko i na powrót zaczął pieścić moje wargi. Podwinął moją podkoszulkę lekko do góry i wsunął tam swoją ciepłą rękę. Gładził mnie po brzuchu nie przerywając pocałunku, czasem zjeżdżał niżej, a potem na klatkę piersiową. Czasem lekko szczypał moje sutki, przez co jęczałem wprost w jego usta. Gerard od czasu do czasu chichotał przez moje jęczenie. Przejechał językiem po mojej górnej wardze, a ja rozchyliłem je, aby zrobić mu pole do popisu. Łaskotał swoim ciepłym językiem moje podniebienie. Ocierałem się swoim językiem o ten należący do jego, aby przejąć inicjatywę, lecz bezskutecznie. Gerard wyjął spod mojej podkoszulki rękę i naparł na mnie całym swoim ciałem. Podniosłem się, aby ściągnąć bluzę, w której było mi już stanowczo za gorąco. Rzuciłem ją gdzieś na podłogę, a Gerard zajął się ściąganiem mojej podkoszulki, po czym oderwał się ode mnie i usiadł na mnie. Czułem na swoim brzuchu jego nabrzmiałą męskość ukrytą w obcisłych spodniach. Pozbył się swojej podkoszulki. Pochylił się nad moim torsem i zaczął składać pocałunki wzdłuż mostka, po klatce piersiowej, gdy zrobił coś czego się nie spodziewałem. Ugryzł mój sutek i zaśmiał się, gdy głośno i przeciągle jęknąłem. Aż tak go to śmieszyło? Co za idiota. Przyłożyłem mu pięścią w brzuch, a on nic sobie z tego nie robił, tylko dalej mnie całował po całym moim torsie. Pocałował moje podbrzusze. Poczułem, jak moje spodnie robią się nieco ciasne z przodu. Spojrzałem twarz Gerarda. Na jego twarzy widniał ten diaboliczny uśmieszek. Gdy nasze spojrzenia się spotkały, pocałował mnie, a ja oddałem pocałunek. Wsadziłem rękę w jego włosy, mierzwiąc je, a drugą rękę położyłem w jego talii. Poczułem, jak jego ręce zaczęły coś majstrować przy pasku moich spodni. Wtedy w głowie zapaliła mi się czerwona lampka. O nie, za daleko to wszystko zaszło. Oderwałem się od jego ust. Próbowałem go z siebie zepchnąć, ale on napierał na mnie całym swoim ciałem. No tak, nie mam szans z dwudziestoletnim mężczyzną. W końcu udało mi się. Gerard wylądował na podłodze, a ja szybko wstałem z kanapy, wziąłem swoją podkoszulkę i pobiegłem do swojego pokoju. Zamknąłem szybko drzwi na klucz. Oparłem się plecami o zimną, drewnianą płytę i zsunąłem się w dół. Czuję, że jakbym szybciej nie zareagował mogło by się to źle skończyć. On chciał ze mną uprawiać seks... Ja mam tylko szesnaście lat, nie jestem gotowy. On jest dorosły, jakby to miało niby wyglądać? Przecież jestem nieletni. A po za tym seks z facetem? Boże, przecież nie jestem gejem!
Frank, jesteś.- zapiszczało coś cicho w mojej głowie.
Tak, podobał mi się facet, ale on był wyjątkowy. W nim się nie liczyło to, że był facetem, tylko jaką był osobą. Mimo to nie byłem gotowy na tak dalekie posunięcie. On teraz leży zdezorientowany na podłodze w salonie i pewnie zastanawia się co mi odbiło... Gdy tak siedziałem bezczynnie na podłodze, usłyszałem pod swoimi drzwiami kroki. Osunięcie się po drzwiach z drugiej strony, czyli od strony korytarza i głośne westchnięcie. Po chwili głośne oddychanie przekształciło się w szloch. Płakał? Boże, znowu przeze mnie... Jestem idiotą. Mogłem mu wytłumaczyć, że nie jestem gotowy, a nie olać go i uciec do pokoju. Powinienem wyjść i go teraz przeprosić. Dlaczego życie musi być takie trudne? Wstałem z podłogi i rzuciłem się na łóżko. Przykryłem się kocem i zasnąłem.
***
Rano, gdy wstałem od razu skierowałem się do salonu. Niestety, nikogo tam nie zastałem, jak również w kuchni. Czyli Gerard już poszedł gdzieś. Na wykłady nie za bardzo, bo niedziela. Tak więc gdzie? O nie, tylko mam nadzieję, że się nie poszedł upić. Wróciłem na korytarz. Glany stały tak jak wczoraj w przedpokoju. Jednak był w domu. A gdyby tak zajrzeć do jego pokoju? Nie, miałeś tam nie wchodzić. On nie daruje ci przecież tego. To jego przestrzeń prywatna i nie powinienem jej naruszać. Dobra, trudno. Muszę po prostu wiedzieć, czy jest tam cały i zdrowy. Nic się nie powinno stać. Ja się tylko o niego martwię. Podszedłem z wahaniem do drzwi i nacisnąłem powoli na klamkę. Uchyliłem drzwi i wślizgnąłem się do środka. W pokoju panowała ciemność. Gówno, za przeproszeniem było widać. Podszedłem do okna przysłoniętego czarną żaluzją i odsunąłem ją. Spojrzałem po pokoju, a następnie na podłogę. To co tam zobaczyłem... Prawie zawał na miejscu. Gerard leżał na podłodze na brzuchu, nieprzytomny, a obok niego pudełko. Jakieś tabletki leżały na podłodze. Uklęknąłem i chwyciłem pudełko do ręki. Tabletki nasenne.
No nieźle.

7 komentarzy:

  1. Gee płacze pod jego drzwiami, a ten debil idzie spać...nosz adlnewfaobelwnvbo.
    Wiedziałam, że będzie ostro, ale i cieszyłam się że Frankie przerwał by nie stało się wszystko na raz.
    On z tego wyjdzie, no Way żeby zginął...tak szybko xD
    xoxo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze Way nie zginął! Jeszcze nie xD
      Ale spokojnie wyjdzie z tego xD On po prostu nie mógł zasnąć xD

      Usuń
    2. Nie mogę spać. O tabletki nasenne! *otwiera pudełko, a tam karteczka z informacją* Czytanie jest dla słabych.Tylko ile ich wziąć, dwie to za mało, wezmę dwadzieścia. Co najwyżej obudzę się za rok, akurat wakacje będą xD

      Usuń
  2. Eh, znów włączył mi się tryb znajdowania niejasności, chociaż w sumie chodzi mi o to, że pewna rzecz, jak najbardziej powinna zostać w tekście, ale być w innym miejscu. A konkretniej te wątpliwości Franka co do tego, czy jest gejem. Wzmianka o tym powinna być, po tym jak Gee mówi mu o swoich uczuciach. No bo to teraz było takie trochę dziwne, chłopak twierdzi, że czuje to samo, ale gdy przychodzi co do czego, nagle przypomina sobie o kwestii orientacji, a wcześniej nawet o niej nie wspomniał :(
    Trochę chaotycznie to napisałam, ale mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi ;)

    Biedny Gerard ;_; Tak bardzo go sumienie gryzie... I tu kolejna moja prośba, nie rób z niego niezrównoważonej psychicznie nastolatki xD On jest dorosły.

    Za to sama reakcja Franka była jak najbardziej na miejscu, no cóż w końcu jest jeszcze dzieckiem ;)

    Okay, teraz możesz rzucić się na mnie z siekierą i odrąbać mi głowę :D
    Czekam na kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak rzucam się na ciebie z siekierą XD Właśnie Frank był niezrównoważoną psychicznie nastolatką i dopiero później się wahał co do swojej orientacji xD Wiesz, chiński zapłon XDDD

      Usuń
    2. *wykonuje unik i dotyka głowy* Na miejscu :D Mogę więc zatańczyć taniec radości xD

      Niech Frank wymieni sobie ten chiński zapłon na niemiecki, oni lepsze silniki produkują, więc zapłony może również xD

      Usuń
    3. Haha, nie no a tak serio to po prostu miałam problem z napisaniem tego rozdziału...

      Usuń