sobota, 2 sierpnia 2014

Never Let Them Take The Light Behind Your Eyes ~~ Rozdział VIII

[Frank]
Co on może wiedzieć o stratach? Pieprzony ćpun. Nic nie wie o życiu. Nie wie, jak to jest stracić wszystkich w trzy dni. Ja nie chcę tutaj być. Ten człowiek działa mi na nerwy. Nic mu nie powiem. Będę siedział cicho, dopóki ten koszmar się nie skończy. Ja chcę do domu, do mamy i taty. Do Andrew'a i do babci. Brednie. Musiałbym umrzeć, żeby ich zobaczyć. Co prawda wątpię w życie po śmierci, ale czemu nie? Wtedy bym był na zawsze z nimi. Zamknąłem drzwi na klucz i rzuciłem się na, jak się okazało, bardzo miękkie łóżko. Wtuliłem twarz w poduszkę, która po niedługim czasie zrobiła się mokra od mojego płaczu.
-Frank...- usłyszałem głos dobiegający zza drzwi.- Franio, wyjdź z pokoju.
-Spierdalaj.- odpowiedziałem bez namysłu.
-Frankie...
-Spierdalaj!- krzyknąłem.
Zastanawiam się, czemu byłem dla niego taki chamski? Przecież przygarnął mnie do siebie. Powinienem być mu wdzięczny... Gerard chciał mi pomóc, a ja po prostu to odrzuciłem. Ale kurwa, ja mu się nie będę zwierzał! Co on sobie wyobraża? Że niby zaraz do niego polecę do niego jak na skrzydłach, rzucę mu się w ramiona i zacznę wypłakiwać, jak pieprzona trzynastolatka? O nie, nigdy w życiu. A może bym tak spróbował mu zaufać? Nie wiem, boję się. Na początku on musi zdobyć moje zaufanie, może wtedy coś pomyślę. Nie wiem, czy jestem w stanie od tak mu wszystko powiedzieć. Został mi teraz tylko on... Wykorzystać to? Kurwa nie, o czym ja w ogóle myślę. Będę pieprzonym gburem i nikt tego nie zmieni. Mam wszystko i wszystkich w dupie. Usłyszałem trzask drzwi. Najprawdopodobniej Gerard wyszedł z domu. Wstałem z łóżka i przekręciłem kluczyk w zamku. Nacisnąłem lekko klamkę i wychyliłem głowę za uchylone drzwi. Cisza. Nikogo nie było. Wyślizgnąłem się z pokoju. Wszedłem do salonu i położyłem się na białej kanapie. Boże, kogo ty chcesz oszukać, Frank? Potrzebujesz pomocy i to pilnie.
***
W pokoju panował półmrok. Na dworze już się ściemniło. Leżałem przez ten cały czas na kanapie w salonie i dumałem nad wszystkim. Rozważałem wszelkie "za" i "przeciw". Doszedłem do wniosku, że jak tylko przyjdzie Gerard to go przeproszę za moje dzisiejsze zachowanie no i za wczorajsze i postaram się przed nim minimalnie otworzyć. Nagle zaburczało mi w brzuchu. Przypomniał mi o tym, że nic nie jadłem od rana. Zerwałem się na nogi i wszedłem do kuchni. O matko, przecież ja w życiu nic nie gotowałem, oprócz wody w czajniku na kawę i kanapek z serem. Wyjąłem z kieszeni telefon i wszedłem w internet. Naleśniki? Może tego nie spieprzę. Wyszukałem przepis na naleśniki. Odłożyłem telefon na blat kuchenny i zająłem się wyjmowaniem składników. Wsypałem mąkę do miski, dolałem mleka, wody i trochę oleju. Teraz wbijanie jajek. Wziąłem jedno do ręki i popatrzyłem na nie. Jak to się do cholery wbija? Postukałem kilka razy o miskę. Pękło. Dobra, jest moc. Posłodziłem ciasto trochę cukrem i zacząłem miksować. Hm, chyba tak to powinno wyglądać. Otworzyłem szafkę w poszukiwaniu patelni. Ja pierdolę. Poukładane od najmniejszej do największej. I która to ta odpowiednia? Wziąłem pierwszą lepszą i dużą. Ta wygląda jak do pieczenia naleśników. Wlałem trochę ciasta na nią i ustawiłem na palnik. Upiekł się, fuck yeah. Sukces. Posmarowałem go dżemem i zjadłem. Nie był zły, jak na pierwszy raz. Usłyszałem przekręcanie klucza w zamku. Gerard przyszedł. Gdzie on tak długo był, dochodzi dwudziesta pierwsza. Huk, ciche przekleństwo pod nosem. Wszedł do kuchni. Zmierzyłem go wzrokiem. Rozpięta prawie do połowy czarna koszula, spod której świeciła potem nieskazitelnie biała skóra klatki piersiowej. Skórzane rurki opinały jego nogi i rozsznurowane glany. Szedł nieco chwiejnym krokiem i chwycił z blatu butelkę wody, po czym ją odkręcił i upił trochę. Nie zauważył mnie? Odwrócił się do mnie przodem.
-Franio.- wyszeptał i zachichotał jak mała dziewczynka.
Jest pijany...
-Mój mały, słodki Franuś.- znów zachichotał.
Osunął się na ziemię i zaczął się śmiać. I co ja mam teraz z nim zrobić? Po za tym, nazwał mnie swoim małym i słodkim Franusiem? Mamo, zabierz mnie stąd. Podszedłem do niego i chwyciłem go w pasie. Zacząłem ciągnąć go w stronę salonu, gdzie ułożyłem jego bezwładne ciało na kanapie. Czy on musi się cały czas tak głupkowato śmiać?
-Franio, jakie ty masz śliczne oczka...- rozpromienił się.
Że co? Gerard patrzył na mnie, jakby widział co najmniej ósmy cud świata.
-Gerard, jesteś pijany...- wyszeptałem.
-Oj Franek, ale ty masz naprawdę śliczne oczka i w ogóle jesteś taki śliczny...
Rzuciłem mu spojrzenie mówiące "What the fuck?". Ten człowiek mnie przeraża. Chciałem od niego odejść i pójść po koc, aby nie zmarzł w nocy, lecz on zarzucił swoje ramiona na moją szyję i przyciągnął mnie do siebie. Znajdowaliśmy się w bardzo, ale to bardzo niebezpiecznej odległości. Zamachnąłem się ręką i przywaliłem mu z liścia w twarz. Jego twarz pobladła, a na policzku widniała czerwona plama. Patrzyłem na niego z przerażeniem. Uspokoił się. Przestał chichotać i zdjął z mojej szyi swoje ręce. Oddaliłem się od niego. Dobra, to już mam sposób na niego, gdy znowu wróci pijany... Ale tak właściwie, to czemu wrócił pijany? Dowiem się rano. Poszedłem do mojego pokoju w poszukiwaniu jakiegoś koca. Otworzyłem szafę i po chwili znalazłem jakiś czerwony. Wróciłem do salonu. Gerarda nie zastałem. Porozglądałem się dookoła i ujrzałem go za sobą. Stał i patrzył na mnie mętnym wzrokiem, nie wróżącym nic dobrego. Widziałem w nim jakby pożądanie...
-Gerard, chodź spać.- odparłem i rzuciłem mu koc na twarz.
-Tylko, jak ty będziesz spał obok mnie.-powiedział i objął mnie ramionami w pasie.
O nie, nie, nie... Próbowałem go odepchnąć od siebie, lecz niestety mi się to nie udawało. Gerard przycisnął mnie jeszcze mocniej do siebie. Cholera i co teraz? Bez zastanowienia wymierzyłem cios w jego krocze. Opadł na kolana na ziemię i zwijał się z bólu. No to zostawiam go samego. Wszedłem do pokoju, zamknąłem drzwi na klucz. Zdjąłem z siebie podkoszulkę i rzuciłem ją na ziemię. Z spodniami postąpiłem tak samo i wpakowałem się do łóżka szczelnie okrywając się kołdrą. Co mu odpierdoliło? Ja mam niby z nim spać? Że co?
-Franio, otwórz drzwiczki, Frankie...- usłyszałem jego nawoływania za drzwiami.
To będzie nieprzespana noc...
_________________________________________________________________________________
Ale ja jestem dobrym człowiekiem... 
Aż za dobrym... Dodałam rozdział dzisiaj, bo znalazłam trochę czasu, aby go napisać, tak więc cieszcie się i radujcie się! :D
Mam nadzieję, że się podobało C:
xoxo



5 komentarzy:

  1. Biedny, napalony i pijany Gerard ;.; Frank nie jest nieporadnym ciamajdą - jest moc! :D Ciekawa jestem jak Gee się rano wytłumaczy xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On rano nic nie będzie pamiętał, zacznijmy od tego xD

      Usuń
    2. Oj tam, nie zawsze ;) Ale... Fajnie by było gdy Frank mu awanturę zrobił, albo zgrywał obrażonego i nie chciał mu powiedzieć o co chodzi xD
      Gerard lubi po pijaku, ciekawe czy na śpiocha również xD

      Usuń
    3. On jest w twojej głowie:O Musisz wiedzieć xD

      Usuń