[Gerard]
Nawet nie wiem kiedy, ale Frank spodobał mi się. Było w nim coś wyjątkowego. Coś, co sprawiało, że pragnąłem go mieć jak najbliżej siebie. Na jedynej drodze, abym mu wyznał to co czuję do niego, bo było to zapewne coś więcej niż jakaś tam przyjaźń, stawał wiek. Czy aby nie byłem dla niego trochę za stary? Różnica czterech lat, ale ja już byłem dorosły, a on nadal dzieckiem. Znaczy nie dzieckiem. Był młodym mężczyzną, ale wciąż uczęszczał do szkoły, wciąż miał całe życie przed sobą. Nie koniecznie musiał je chcieć spędzić z jakimś tam facetem, którego nie zna zbyt dobrze. Wystarczająco się już do siebie zbliżyliśmy przez poprzedni miesiąc, ale czy to wystarczyło, aby się jeszcze bardziej do niego zbliżyć? Może warto by było spróbować. Tylko jest kolejna rzecz, która staje mi na drodze. Boję się. Boję się, że chłopak mnie zwyczajnie odrzuci, czego bym nie zniósł. Z dnia na dzień coraz bardziej zadurzałem się w młodym Iero. On tego nie dostrzegał, albo może i dostrzegał. Sam nie wiem. Ostatnio coraz mniej potrafiłem ukryć swoje wszelkie uczucia. Przy Franku po prostu byłem sobą i nie potrafiłem ukryć, że jestem szczęśliwy, smutny, zły. To jego obecność sprawiała, że wymiękałem. Człowiek wyprany z uczuć wymiękał. To niedorzeczne. Była sobota. Siedziałem właśnie w swojej pracowni przed sztalugą, na której widniało płótno. Od tego cholernego miesiąca nie potrafiłem nic namalować. Nic mi nie przychodziło do głowy, oprócz tego cudownego chłopaka o miodowych oczach i ślicznym uśmiechu, którego szkiców miałem już na tyle dużo w swoim szkicowniku, że można było się tęczą porzygać. Musiałem zacząć nawet zamykać pokój na klucz, aby Iero przez przypadek tutaj nie wszedł i nie zobaczył co skrywam w swoim pokoju. On był już moją obsesją. Nie umiem już tak żyć. Wstałem z krzesła i bez posprzątania farb wyszedłem z pokoju, uprzednio zamykając drzwi na klucz, jak zwykle. Nie zastałem Franka w jego pokoju, ani w kuchni. Nie było go również w salonie. Drzwi balkonowe były otwarte. Na dworze leciał maleńki dymek. Coś się pali? Wyszedłem na zewnątrz i to co ujrzałem sprawiło, że moje serce zatrzymało się na chwilę. Na dworze było cholernie ciepło. Frank siedział skulony w kącie balkonu. Ubrany był w luźne, czerwone spodenki do kolan, za dużą czarną bluzę. Na stopach miał zniszczone czarne conversy. Podkoszulki nie widziałem. Twarz była przysłonięta kapturem i włosami. W ręce trzymał papierosa, zaraz skąd je miał? Żaden idiota by mu ich nie sprzedał w sklepie, jest niepełnoletni... Obok niego leżała paczka moich papierosów i zapałki. A ja się dziwię, że mi ostatnio pety znikają. Usiadłem obok niego, przez przypadek stykając się z jego ramieniem. Chłopak drgnął i spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. Bał się? Niby czego? Tylko go nakryłem na paleniu papierosów. To jeszcze nic złego. Gorzej jakby leżał nieprzytomny, a obok niego strzykawka z LSD. Frank szybko pozbył się papierosa gasząc go o podłogę i wyrzucając gdzieś przed siebie. Popatrzyłem na niego zdziwiony, a on spuścił głowę. Czarne włosy przysłoniły jego bladą twarzyczkę. Ukrył twarz w dłoniach.
-A ja się dziwiłem, gdzie się podziewają moje papierosy...- westchnąłem.-Kiedy zacząłeś jarać?
-Miesiąc temu.-zaśmiał się nerwowo.
-Eh...
-Jestem beznadziejny.-szepnął zdławionym głosem.
No i masz. Płakał do cholery.
-Ej, wcale nie...- oburzyłem się.- Jesteś cudownym chłopakiem, ale się najwidoczniej nieco pogubiłeś...
-Kurwa zacząłem jarać. W życiu bym czegoś tak głupiego nie zrobił.- załkał.
-Frank, pomogę ci z tego wyjść. Może sam wtedy rzucę to cholerstwo.
Objąłem chłopaka ramieniem, a on wtulił się w moją pierś. Powiedzieć mu, czy nie? Myśli gotowały się niemal po mojej głowie, a ja dalej nie wiedziałem co zrobić. Z jednej strony chciałem mu powiedzieć, a z drugiej nie. Eh, cholera. Życie jest pojebane.
-Dziękuję.-odezwał się i wyrwał się z moich ramion.
-Nie ma za co.- posłałem do niego szeroki uśmiech.
Frank uśmiechnął się i wstał. Skierował się do wejścia do salonu, ale zatrzymałem go, chwytając go za koniec rękawa. Spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Czekaj...-szepnąłem.- Frank, ja...- i już miałem powiedzieć, to co mnie od dłuższego czasu przytłaczało, ale...- Dobra, nie ważne.- dodałem.
-Coś się stało?- zapytał.
-Nie nic.-odpowiedziałem i wstałem z posadzki.
Uśmiechnąłem się lekko i wepchnąłem go do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi balkonowe. Frank położył się na kanapie i przymknął powieki, intensywnie nad czymś rozmyślając. Ciekawe co zaprząta jego głowę. A co jeśli on też coś do mnie czuł? Może warto jednak zaryzykować i mu powiedzieć? Otrząsnąłem się z natrętnych myśli. Boże, Gerard nie. Przecież on ci się tylko podoba i nic więcej. Ty go po prostu lubisz. Bardzo lubisz. Nie kochasz go. Skończyłem wpatrywać się w chłopaka i poszedłem do kuchni aby zrobić coś na obiad. Wróciłem się, gdy spostrzegłem się, że zostawiłem papierosy na balkonie. Musiałem się odstresować, a upić się nie pójdę. Obiecałem mu. Gdy wszedłem do salonu, czułem na sobie spojrzenie Franka. Chcąc jak najszybciej pozbyć się jego wzroku, otworzyłem szybko balkon, chwyciłem zapałki i opakowanie czerwonych Malboro, po czym nawet nie trudząc się zamknięciem balkonu wpadłem do kuchni. Zapaliłem jednego i po chwili poczułem wyluzowanie. Nie byłem już taki spięty jak wcześniej.
***
Jedliśmy w ciszy pizzę. Nie chciało mi się nic gotować, więc doszliśmy z Frankiem do wniosku, że coś zamówimy. Stanęło na pizzy. Gdy skończyliśmy jeść, Frank wstał i umył talerze. Wyjął z lodówki kolę i nalał nam do szklanek. Usiadł z powrotem przy stole. Sączył powoli napój, a ja wpatrywałem się w niego jak głupi. Gdy spotkałem się ze spojrzeniem miodowych oczu Iero, szybko odwróciłem wzrok i spojrzałem przez okno. Słońce zachodziło bardzo powoli. Frank wziął szklankę z kolą do ręki, wstał z krzesła i wyszedł z pomieszczenia. Ruszyłem za nim. Teraz, albo nigdy. Muszę się przełamać. Drzwi balkonowe były otwarte. Papierosy i zapałki zostały zabrane ze stolika, gdzie je wcześniej zostawiłem. Co za idiota. Chyba już się uzależnił. Wszedłem po raz drugi dzisiaj na balkon. Frank miał w ustach papierosa. Wyglądał identycznie, jak kilka godzin temu, tyle że tym razem miał na sobie piżamę składającą się z luźnych bokserek i podkoszulki, w której niemal się topił. Głowę opierał o ścianę. Podpalił zapałkę, a następnie papierosa. Zgasił płomień i rzucił przed siebie patyczek. Usiadłem obok niego. Frank wyjął papierosa z pomiędzy swoich warg i wypuścił dym z ust prosto w moją twarz. Zakasłałem. Spojrzałem w jego roziskrzone tęczówki, które teraz patrzyły się w zachód słońca. Pragnąłem go teraz mocno przytulić i już nigdy nie wypuszczać z swoich ramion. Niestety, jakaś dziwna siła zakazała mi to robić.
Nie wiem, ile czasu minęło ale siedzieliśmy tu dosyć długi czas w ciszy. Na dworze zapadł już całkowity zmrok, a z środka mieszkania sączyło się światło. Młody Iero siedział obok mnie wypalając już trzeciego, albo i nawet czwartego papierosa. Jego wzrok był utkwiony w niebie. Patrzył na gwiazdy, tak samo jak ja. Z tym, że ja robiłem czasem przerwę aby spojrzeć na tego zabójczo przystojnego chłopaka.
-Frank...-odezwałem się po chwili.
Zdecydowałem, powiem mu.
-Hm?- przeniósł spojrzenie na mnie i wpatrywał się w moje oczy.
Zgasił kolejnego papierosa. Wziąłem paczkę do rąk. Już dzisiaj więcej nie zapali. Koniec tego dobrego.
-Bo ja... Ja.- zacząłem się jąkać.
Westchnąłem.
-Bo ty... Ty- kurwa no. No dalej Gerard, wyduś to z siebie.- Podobasz mi się. I to bardzo. Czuję do ciebie więcej niż zwykłe lubię cię.
Frank wpatrywał się we mnie z zdziwieniem w oczach.
Spuściłem głowę. Włosy przysłoniły mi twarz. Nawet nie chcę wiedzieć, co jego wyrażała w tym momencie.
I co teraz?
_________________________________________________________________________________
Jeśli ktoś zainteresowany, to zapraszam na mojego drugiego bloga, gdzie będę dodawać inne opowiadanie :)
http://mychemicalromanceff.blogspot.com/
-A ja się dziwiłem, gdzie się podziewają moje papierosy...- westchnąłem.-Kiedy zacząłeś jarać?
-Miesiąc temu.-zaśmiał się nerwowo.
-Eh...
-Jestem beznadziejny.-szepnął zdławionym głosem.
No i masz. Płakał do cholery.
-Ej, wcale nie...- oburzyłem się.- Jesteś cudownym chłopakiem, ale się najwidoczniej nieco pogubiłeś...
-Kurwa zacząłem jarać. W życiu bym czegoś tak głupiego nie zrobił.- załkał.
-Frank, pomogę ci z tego wyjść. Może sam wtedy rzucę to cholerstwo.
Objąłem chłopaka ramieniem, a on wtulił się w moją pierś. Powiedzieć mu, czy nie? Myśli gotowały się niemal po mojej głowie, a ja dalej nie wiedziałem co zrobić. Z jednej strony chciałem mu powiedzieć, a z drugiej nie. Eh, cholera. Życie jest pojebane.
-Dziękuję.-odezwał się i wyrwał się z moich ramion.
-Nie ma za co.- posłałem do niego szeroki uśmiech.
Frank uśmiechnął się i wstał. Skierował się do wejścia do salonu, ale zatrzymałem go, chwytając go za koniec rękawa. Spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Czekaj...-szepnąłem.- Frank, ja...- i już miałem powiedzieć, to co mnie od dłuższego czasu przytłaczało, ale...- Dobra, nie ważne.- dodałem.
-Coś się stało?- zapytał.
-Nie nic.-odpowiedziałem i wstałem z posadzki.
Uśmiechnąłem się lekko i wepchnąłem go do pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi balkonowe. Frank położył się na kanapie i przymknął powieki, intensywnie nad czymś rozmyślając. Ciekawe co zaprząta jego głowę. A co jeśli on też coś do mnie czuł? Może warto jednak zaryzykować i mu powiedzieć? Otrząsnąłem się z natrętnych myśli. Boże, Gerard nie. Przecież on ci się tylko podoba i nic więcej. Ty go po prostu lubisz. Bardzo lubisz. Nie kochasz go. Skończyłem wpatrywać się w chłopaka i poszedłem do kuchni aby zrobić coś na obiad. Wróciłem się, gdy spostrzegłem się, że zostawiłem papierosy na balkonie. Musiałem się odstresować, a upić się nie pójdę. Obiecałem mu. Gdy wszedłem do salonu, czułem na sobie spojrzenie Franka. Chcąc jak najszybciej pozbyć się jego wzroku, otworzyłem szybko balkon, chwyciłem zapałki i opakowanie czerwonych Malboro, po czym nawet nie trudząc się zamknięciem balkonu wpadłem do kuchni. Zapaliłem jednego i po chwili poczułem wyluzowanie. Nie byłem już taki spięty jak wcześniej.
***
Jedliśmy w ciszy pizzę. Nie chciało mi się nic gotować, więc doszliśmy z Frankiem do wniosku, że coś zamówimy. Stanęło na pizzy. Gdy skończyliśmy jeść, Frank wstał i umył talerze. Wyjął z lodówki kolę i nalał nam do szklanek. Usiadł z powrotem przy stole. Sączył powoli napój, a ja wpatrywałem się w niego jak głupi. Gdy spotkałem się ze spojrzeniem miodowych oczu Iero, szybko odwróciłem wzrok i spojrzałem przez okno. Słońce zachodziło bardzo powoli. Frank wziął szklankę z kolą do ręki, wstał z krzesła i wyszedł z pomieszczenia. Ruszyłem za nim. Teraz, albo nigdy. Muszę się przełamać. Drzwi balkonowe były otwarte. Papierosy i zapałki zostały zabrane ze stolika, gdzie je wcześniej zostawiłem. Co za idiota. Chyba już się uzależnił. Wszedłem po raz drugi dzisiaj na balkon. Frank miał w ustach papierosa. Wyglądał identycznie, jak kilka godzin temu, tyle że tym razem miał na sobie piżamę składającą się z luźnych bokserek i podkoszulki, w której niemal się topił. Głowę opierał o ścianę. Podpalił zapałkę, a następnie papierosa. Zgasił płomień i rzucił przed siebie patyczek. Usiadłem obok niego. Frank wyjął papierosa z pomiędzy swoich warg i wypuścił dym z ust prosto w moją twarz. Zakasłałem. Spojrzałem w jego roziskrzone tęczówki, które teraz patrzyły się w zachód słońca. Pragnąłem go teraz mocno przytulić i już nigdy nie wypuszczać z swoich ramion. Niestety, jakaś dziwna siła zakazała mi to robić.
Nie wiem, ile czasu minęło ale siedzieliśmy tu dosyć długi czas w ciszy. Na dworze zapadł już całkowity zmrok, a z środka mieszkania sączyło się światło. Młody Iero siedział obok mnie wypalając już trzeciego, albo i nawet czwartego papierosa. Jego wzrok był utkwiony w niebie. Patrzył na gwiazdy, tak samo jak ja. Z tym, że ja robiłem czasem przerwę aby spojrzeć na tego zabójczo przystojnego chłopaka.
-Frank...-odezwałem się po chwili.
Zdecydowałem, powiem mu.
-Hm?- przeniósł spojrzenie na mnie i wpatrywał się w moje oczy.
Zgasił kolejnego papierosa. Wziąłem paczkę do rąk. Już dzisiaj więcej nie zapali. Koniec tego dobrego.
-Bo ja... Ja.- zacząłem się jąkać.
Westchnąłem.
-Bo ty... Ty- kurwa no. No dalej Gerard, wyduś to z siebie.- Podobasz mi się. I to bardzo. Czuję do ciebie więcej niż zwykłe lubię cię.
Frank wpatrywał się we mnie z zdziwieniem w oczach.
Spuściłem głowę. Włosy przysłoniły mi twarz. Nawet nie chcę wiedzieć, co jego wyrażała w tym momencie.
I co teraz?
_________________________________________________________________________________
Jeśli ktoś zainteresowany, to zapraszam na mojego drugiego bloga, gdzie będę dodawać inne opowiadanie :)
http://mychemicalromanceff.blogspot.com/
Nie wiem, Gee nie wiem co teraz. Wszystko w rękach Franka :D
OdpowiedzUsuńByło parę literówek, ale ogólnie rzecz biorąc, jestem na tak i chcę więcej xD
Poprawiona literówka xD
UsuńTeraz będzie ostro *.*
OdpowiedzUsuńChociaż może na początku Frankie będzie na nie, a później sam do niego przyleci.
Freeerard rośnie wokół naaas <3
Dokładnie, napiszmy kiedyś tam piosenkę o Frerardzie XD
Usuń