Mierzyliśmy się wzrokiem z Gerardem. Najwidoczniej nie wiedział od czego zacząć. To może ja zacznę? Wstałem z fotela i usiadłem na kanapie obok niego. Spojrzał na mnie zaskoczony.
-Przepraszam, że byłem gburowatym idiotą. Postaram się to zmienić.- powiedziałem.
Gerard przycisnął mnie do siebie i mocno przytulił. Ufnie wtuliłem się w niego. Zaraz, co ja robię? Tulę się z facetem? Dobra, olać. Brakowało mi tego. Zaczął mnie delikatnie głaskać po plecach, od czasu do czasu głaszcząc moją głowę.
-Eee, a ja przepraszam, że wczoraj wróciłem pijany...-spuścił głowę, a jego twarz przykryły czerwone włosy.- Nie za bardzo wiem, co się potem wydarzyło, ale trudno. Przepraszam.
-Wybaczam.
Oderwałem się od niego i wyprostowałem się.
-No to może ja zacznę o sobie.- przetarł twarz dłońmi.
-Okej, słucham.
Zaczął bawić się dłońmi. Denerwował się. Ale czemu? Przecież go nie wyśmieję, czy coś w tym stylu.
-Od czego by tu zacząć...-jego oczy wpatrywały się w jeden punkt, myślał.- No cóż, nie miałem lekkiego dzieciństwa. Ojciec miał różne nałogi, przez co zmarł. Jego organizm po prostu nie wytrzymał. Mama została sama, a miała do wychowania dwójkę synów, w sensie mnie i mojego brata.
-Masz brata?
-Tak, ma na imię Mikey i mnie olał, gdy skończył osiemnaście lat.- spuścił wzrok.- Mijały lata, matka została alkoholiczką. Jedyną osobą, która się nami zajmowała wtedy to babcia, bo mama wolała upijać się na kolejnych imprezach. Skończyłem siedemnaście lat. Babcia gdy nas pilnowała dostała telefon ze szpitala. Okazało się, że znaleźli mamę zaćpaną w parku. Nie żyła. No cóż, bywa i tak. Gdy osiągnąłem pełnoletność zmarła babcia. Zostałem sam z moim bratem i... Nałogami. Zacząłem ćpać, upijałem się do nieprzytomności... Mikey mi wtedy pomagał. W ostateczności wysłał mnie na odwyk, a gdy z niego wróciłem do domu, nie zastałem nikogo. Tylko liścik pożegnalny, że ma mnie gdzieś, że jestem nic nie wartym pieprzonym ćpunem i alkoholikiem.- jego głos się zaczął łamać.
Przysłonił twarz rękoma, aby się nie rozpłakać. Jaki ze mnie debil. Życie skopało go po dupie bardziej niż mnie, a ja... Ja byłem dla niego chamski i niemiły. Gdybym mógł to bym się teraz zdzielił w głowę, że taki dla niego byłem. Usłyszałem ciche pociągania nosem. Płakał. Co mam teraz zrobić? Zbliżyłem się do niego i z wahaniem go przytuliłem. Gerard wtulił się we mnie i zaczął moczyć moją podkoszulkę.
-Nie martw się, Gerard. Wszystko się ułoży, tylko musisz tego chcieć.- szepnąłem.
Pogłaskałem go po jego czerwonych włosach. Były takie miękkie i przyjemne w dotyku... Skoro on się przede mną tak otworzył, to może ja też powinienem?
-A mi się życie spierdoliło w trzy dni.- zaśmiałem się krótko i po chwili spoważniałem.- Był normalny dzień w szkole, okazało się, że mój przyjaciel wyjeżdża na zawsze. Ale obiecaliśmy sobie, że będziemy się spotykać, dzwonić do siebie, pisać. Wróciłem do domu. Rodzice mi powiedzieli o śmierci babci. Następnego dnia wyjechaliśmy na pogrzeb. -mówiłem to o dziwo z powagą w głosie, nawet na chwilę się nie załamał.- W drodze powrotnej mój tata otrzymał telefon, nie wiem skąd i już się nie dowiem, że Andrew, bo tak miał na imię, i jego mama zginęli w wypadku samochodowym w drodze do Nowego Jorku. Myślałem, że już bardziej życie nie może skopać po dupie. Wracaliśmy z pogrzebu mojego przyjaciela. Wypadek. Rodzice go nie przeżyli. No i dalej to już wiesz.
-Ty też sporo przeżyłeś jak na trzy dni.- odezwał się Gerard.
Już nie płakał.
-Zawsze mogło być gorzej, chociaż nie wiem jak. W każdym razie nie mam już nikogo, oprócz ciebie.- ostatnie dwa słowa wyszeptałem.
-Oprócz mnie?- w jego głosie słyszałem nadzieję. On chciał, być dla mnie kimś a nie tylko facetem od utrzymania.
-Tak...- wydusiłem.
Usiadł i wyprostował się. Spojrzał mi prosto w oczy. Wyglądał teraz strasznie. Cała kredka mu się rozmazała i czarne strugi spływały po policzkach. Spuściłem wzrok i spojrzałem na moje ciemne jeansy. Hm, bardzo interesujące. Tak bardzo poprzecierane i w ogóle... I szczególnie te dziury, które były wielkości spodka na filiżankę. Jestem głupi. Właśnie stwierdziłem, że dziury w moich spodniach są interesujące.
W pomieszczeniu panowała niezręczna cisza. Nie wiedziałem, jak mam dalej podtrzymywać konwersację z Gerardem, którą udało mi się w końcu nawiązać. Nagle w mojej głowie narodziło się pewne pytanie.
-Ej a tak właściwie to czemu wróciłeś pijany?- spytałem.
Gerard spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. Bał się, że go o to zapytam.
-Sam nie wiem. Nie wytrzymałem już po prostu, że nie mogę nawiązać z tobą kontaktu.- wymruczał i położył się na kanapie.
-Postaram się to zmienić.- uśmiechnąłem się do niego serdecznie.
Zauważyłem, że kąciki jego ust również powoli unoszą się do góry. Było mi go żal. Nie dość, że go życie po dupie mocno skopało, to jeszcze ja mu zasadziłem kolejnego kopa w dupę. Gerard przetarł twarz dłońmi, spojrzał na nie. Były ubrudzone od czarnej kredki. Na jego twarzy pojawił się śmieszny grymas.
-Haha, brawo, geniuszu.-zacząłem się śmiać, jak idiota.-Przynajmniej masz teraz czystą twarz.
-Spierdalaj, kurduplu.- pokazał mi język.
-Ej!- pisnąłem.
Gerard ślicznie się zaśmiał. Wstał z kanapy i poszedł do łazienki. Chyba nie będzie tu aż tak źle... Może być całkiem fajnie.
_________________________________________________________________________________
-Od czego by tu zacząć...-jego oczy wpatrywały się w jeden punkt, myślał.- No cóż, nie miałem lekkiego dzieciństwa. Ojciec miał różne nałogi, przez co zmarł. Jego organizm po prostu nie wytrzymał. Mama została sama, a miała do wychowania dwójkę synów, w sensie mnie i mojego brata.
-Masz brata?
-Tak, ma na imię Mikey i mnie olał, gdy skończył osiemnaście lat.- spuścił wzrok.- Mijały lata, matka została alkoholiczką. Jedyną osobą, która się nami zajmowała wtedy to babcia, bo mama wolała upijać się na kolejnych imprezach. Skończyłem siedemnaście lat. Babcia gdy nas pilnowała dostała telefon ze szpitala. Okazało się, że znaleźli mamę zaćpaną w parku. Nie żyła. No cóż, bywa i tak. Gdy osiągnąłem pełnoletność zmarła babcia. Zostałem sam z moim bratem i... Nałogami. Zacząłem ćpać, upijałem się do nieprzytomności... Mikey mi wtedy pomagał. W ostateczności wysłał mnie na odwyk, a gdy z niego wróciłem do domu, nie zastałem nikogo. Tylko liścik pożegnalny, że ma mnie gdzieś, że jestem nic nie wartym pieprzonym ćpunem i alkoholikiem.- jego głos się zaczął łamać.
Przysłonił twarz rękoma, aby się nie rozpłakać. Jaki ze mnie debil. Życie skopało go po dupie bardziej niż mnie, a ja... Ja byłem dla niego chamski i niemiły. Gdybym mógł to bym się teraz zdzielił w głowę, że taki dla niego byłem. Usłyszałem ciche pociągania nosem. Płakał. Co mam teraz zrobić? Zbliżyłem się do niego i z wahaniem go przytuliłem. Gerard wtulił się we mnie i zaczął moczyć moją podkoszulkę.
-Nie martw się, Gerard. Wszystko się ułoży, tylko musisz tego chcieć.- szepnąłem.
Pogłaskałem go po jego czerwonych włosach. Były takie miękkie i przyjemne w dotyku... Skoro on się przede mną tak otworzył, to może ja też powinienem?
-A mi się życie spierdoliło w trzy dni.- zaśmiałem się krótko i po chwili spoważniałem.- Był normalny dzień w szkole, okazało się, że mój przyjaciel wyjeżdża na zawsze. Ale obiecaliśmy sobie, że będziemy się spotykać, dzwonić do siebie, pisać. Wróciłem do domu. Rodzice mi powiedzieli o śmierci babci. Następnego dnia wyjechaliśmy na pogrzeb. -mówiłem to o dziwo z powagą w głosie, nawet na chwilę się nie załamał.- W drodze powrotnej mój tata otrzymał telefon, nie wiem skąd i już się nie dowiem, że Andrew, bo tak miał na imię, i jego mama zginęli w wypadku samochodowym w drodze do Nowego Jorku. Myślałem, że już bardziej życie nie może skopać po dupie. Wracaliśmy z pogrzebu mojego przyjaciela. Wypadek. Rodzice go nie przeżyli. No i dalej to już wiesz.
-Ty też sporo przeżyłeś jak na trzy dni.- odezwał się Gerard.
Już nie płakał.
-Zawsze mogło być gorzej, chociaż nie wiem jak. W każdym razie nie mam już nikogo, oprócz ciebie.- ostatnie dwa słowa wyszeptałem.
-Oprócz mnie?- w jego głosie słyszałem nadzieję. On chciał, być dla mnie kimś a nie tylko facetem od utrzymania.
-Tak...- wydusiłem.
Usiadł i wyprostował się. Spojrzał mi prosto w oczy. Wyglądał teraz strasznie. Cała kredka mu się rozmazała i czarne strugi spływały po policzkach. Spuściłem wzrok i spojrzałem na moje ciemne jeansy. Hm, bardzo interesujące. Tak bardzo poprzecierane i w ogóle... I szczególnie te dziury, które były wielkości spodka na filiżankę. Jestem głupi. Właśnie stwierdziłem, że dziury w moich spodniach są interesujące.
W pomieszczeniu panowała niezręczna cisza. Nie wiedziałem, jak mam dalej podtrzymywać konwersację z Gerardem, którą udało mi się w końcu nawiązać. Nagle w mojej głowie narodziło się pewne pytanie.
-Ej a tak właściwie to czemu wróciłeś pijany?- spytałem.
Gerard spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach. Bał się, że go o to zapytam.
-Sam nie wiem. Nie wytrzymałem już po prostu, że nie mogę nawiązać z tobą kontaktu.- wymruczał i położył się na kanapie.
-Postaram się to zmienić.- uśmiechnąłem się do niego serdecznie.
Zauważyłem, że kąciki jego ust również powoli unoszą się do góry. Było mi go żal. Nie dość, że go życie po dupie mocno skopało, to jeszcze ja mu zasadziłem kolejnego kopa w dupę. Gerard przetarł twarz dłońmi, spojrzał na nie. Były ubrudzone od czarnej kredki. Na jego twarzy pojawił się śmieszny grymas.
-Haha, brawo, geniuszu.-zacząłem się śmiać, jak idiota.-Przynajmniej masz teraz czystą twarz.
-Spierdalaj, kurduplu.- pokazał mi język.
-Ej!- pisnąłem.
Gerard ślicznie się zaśmiał. Wstał z kanapy i poszedł do łazienki. Chyba nie będzie tu aż tak źle... Może być całkiem fajnie.
_________________________________________________________________________________
Boże, ten teledysk xD
Nie mam bladego pojęcia, co Frank miał w głowie tworząc go, ale albo go coś mocno zdzieliło w łeb, albo się naćpał.
Będę teraz miała przez niego koszmary po nocach...
A tak serio to zajebista piosenka i równie zajebisty teledysk xD
Uwielbiam takie klimaty xD

Fajnie, że zaczęli się dogadywać :) Już się nie mogę doczekać tego, co będzie dalej
OdpowiedzUsuńHah, liczyłam, że wydarzy się coś więcej ;_; Ale przynajmniej sobie wszystko, czy raczej większość, wyjaśnili ;)
OdpowiedzUsuńCzekam na kolejną część!
Ps. O której ty wstajesz, że o 9 już kolejny rozdział dodałaś? xD
Dzisiaj wstałam o 7, wyjątkowo xD Tak wyszło, może to przez porąbany sen xD
Usuń