- No cholera, kto znowu?- syknął Gerard.
Frank wyplątał się z jego uścisku i szybko wstał z łóżka, aby się ubrać. Gerard zgarnął z ziemi bokserki i podkoszulkę. Ekspresowo założył na siebie ubranie, albo raczej piżamę i pobiegł do przedpokoju, aby otworzyć drzwi.
Był tak strasznie wkurzony. Dzwonkiem do drzwi, który przerwał tak idealny poranek, który mógłby według niego trwać i trwać w nieskończoność, no ale cóż. Bywa i tak. Tylko dlaczego zawsze akurat, gdy oni muszą robić coś naprawdę przyjemnego?! Ktoś ma niezłe wyczucie czasu i tym kimś był...
Nie, to nie był pan Shidley. Nie, to nie był wścibski sąsiad, aby nakrzyczeć na nich, że za głośno robią to, co robią. To nie był listonosz, ani nikt w tym stylu. To nie był nawet Mikey! To była pani Margaret Shidley we własnej osobie. Gerard myślał, że zaraz zemdleje. Padnie na twarz i już nie wstanie. Jedna, w dodatku głupia kobieta była powodem przerwania tak przyjemnej czynności, jaką jest przytulanie Franka Iero. Był gotów udusić ją własnymi rękoma, bądź po prostu zamknąć jej drzwi przed nosem i nie wpuszczać do środka, aż do wieczora, choćby nie wie jak by błagała. W jego głowie rodziły się najrozmaitsze pomysły, lecz i tak żadnego z nich nie wykonał. Zamiast tego przeczesał splątane czerwone włosy ręką i czekał na to, co kobieta ma do powiedzenia. Patrzył na nią z irytacją. Przyszła sobie tutaj postać? - pomyślał Gerard. Świetnie, miał przecież aż za dużo wolnego czasu na patrzenie się na tą swego rodzaju piękną, lecz tępą, jak niezaostrzony nóż, kobietę, która wczoraj była gotowa go uwieść pod sądem.
- Witaj, Gerardzie - odezwała się w końcu swoim dźwięcznym głosem.
- Dzień dobry - przywitał się oschle Gerard.
Zlustrował ją wzrokiem. Dziś nie miała na sobie tyle tapety, co wczoraj. Miała lekko pomalowane czarnym tuszem rzęsy, a usta jasnym błyszczykiem. Włosy miała zaczesane w niedbałego koka na czubku głowy. Ubrana była w śnieżnobiałą podkoszulkę, na którą miała zarzuconą granatową marynarkę. Marynarka była szyta na miarę. Ujrzał to na pierwszy rzut oka. Jeansowe rurki idealnie opinały jej zgrabne nogi. Na stopach miała baleriny pod kolor marynarki, a w ręce trzymała dużą, czarną torbę. Gerard nie umiał nie ulec płci pięknej, mimo iż był homoseksualny i postanowił ją zaprosić do środka. Chociaż nie, może to nawet nie z uległości, gdy dziewczyna zatrzepotała tymi ślicznymi, długimi rzęsami, lecz zwyczajnie tak wypadało. Tego wymagała jego kultura osobista. Jeśli takową w ogóle posiadał. Ciężko u niego było z dobrym wychowaniem. Nienawidził nieproszonych gości.
- Może wejdzie pani do środka, zamiast tak stać? - spytał usuwając się z przejścia.
Kobieta posłała mu szeroki uśmiech i weszła do środka. Zaczęła rozglądać się po małym, jasnym przedpokoju. Gerard zamknął drzwi za sobą i gestem dłoni zaprosił ją do salonu. Nakazał jej, żeby usiadła na kanapie i grzecznie zapytał czy ma ochotę na kawę bądź herbatę.
- Poproszę kawy.- odpowiedziała i usiadła na jednym z skórzanych foteli.
Gerard ruszył do kuchni, gdzie ku jego zdziwieniu był Frank, który stał oparty o blat a w ręku miał kubek z, jak się domyślał, kawą. Szybki jest. Chłopak był już w pełni ubrany i gotowy do dalszego funkcjonowania. Gerard podszedł do niego. Oparł ręce na jego biodrach i pocałował go krótko w usta.
- Wieczorem dokończymy, kochanie - wyszeptał mu do ucha.
Frank posłał mu słaby uśmiech. Gerard jeszcze raz go pocałował, po czym mocno przytulił.
- Zrobisz kawę dla pani Shidley?- spytał.
- Oczywiście. - odpowiedział krótko Frank.
Gerard poszedł się ubrać, a on został sam w kuchni. Był zły. Nie wiedzieć czemu, ale był kurewsko zły. Zły na cały świat. Tak, miał humory. Miał i to dosyć często, ale co może na to poradzić? Nie codziennie przychodzi do twojego domu jakaś głupia baba i ci przeszkadza w spędzaniu czasu z twoim ukochanym. Ba, Frank nawet się domyślał po co przyszła, a raczej po kogo. Po niego. I dlatego był jeszcze bardziej zły na samą myśl, że gdy tylko wparuje do salonu kobieta zarzuci zdaniem, które będzie brzmiało: "Przyszłam po Franka". Nie dokończy z Gerardem swojego przyjemnego poranku, bo ta głupia baba go stąd weźmie. Zaraz będzie musiał iść i spakować swoje rzeczy. Następnie opuścić mieszkanie, wyjść na dwór, wsiąść z kobietą do jej samochodu i odjechać Bóg wie gdzie.
Chłopak wpatrywał się swoimi czekoladowymi, dziwnie smutnymi oczami w ekspres, jakby się spodziewał, że od samego patrzenia ten zadziała. Westchnął i wyjął z szafki nad zlewem filiżankę i spodek. Podstawił naczynie pod ekspres i nacisnął guzik. Ekspres zaczął mielić głośno kawę. Po chwili czarna ciecz zaczęła wypełniać filiżankę. Z lodówki wyjął mleko, nawet nie zastanawiał się nad tym, że będzie tak nieładnie podane. Mleko w kartonie nie prezentuje się zbyt dobrze przy gościach, ale on się tym wcale nie przejmował. Zamachnął się nogą i kopnął w drzwi lodówki, która zamknęła się z trzaskiem. Wyjął cukierniczkę i łyżeczkę. Kawa skończyła się robić. Odstawił filiżankę i łyżeczkę na spodek.
Do kuchni wpadł Gerard ubrany w czarną koszulę, która miała rozpięte od góry dwa guziczki, jakby nie zdążył ich dopiąć, i siwe jeansy. Do tego ten twórczy nieład na głowie i voila! Wyglądał tak strasznie seksownie, że Frank był gotów znowu zedrzeć z niego ubrania i rżnąć się z nim jak dzikie kury w agreście tu i teraz na podłodze w kuchni. Jednak powstrzymał się i odgonił sprośne myśli na bok- nie byli sami w domu.
Czarnowłosy spojrzał znacząco na Gerarda, który też mu się jakoś dziwnie przyglądał od dłuższego czasu. Gerard odchrząknął i chwycił za filiżankę z kawą. Frank wziął cukierniczkę i mleko. Razem weszli do salonu. Starszy postawił przed panią Shidley kawę, Frank odstawił na ławę bardzo gustowny karton z mlekiem i cukierniczkę. Iero kątem oka ujrzał minę Gerarda, gdy zobaczył karton z mlekiem. Mężczyzna zgromił go wzrokiem mordercy, a on sam się cicho zaśmiał pod nosem. Obaj zasiedli na kanapie i czekali na to, co kobieta ma do powiedzenia, lecz na razie się na to nie zapowiadało. Wydawałoby się, że kobieta przyszła tu tylko napić się kawy. Z niecierpliwością patrzyli, jak blondynka nalewa sobie mleka do kawy i słodzi jedną łyżeczką. Frank widział, jak Gerard zaciska ręce w pięści. Był mocno wkurzony. Był tak bardzo wkurzony, że aż Frank pomyślał, że zaraz wstanie i udusi Margaret.
- No więc, mogłaby pani nam powiedzieć czemuż to zaszczyciła nas pani swoją obecnością?- zapytał, chyba jak najmilej potrafił Gerard, a i tak było słychać w jego głosie to, jak bardzo złe miał nastawienie do kobiety.
Kobieta podniosła wzrok na Gerarda.
- Przyszłam po Franka, naturalnie. Mam nadzieję, że jest już spakowany, bo jeszcze muszę wstąpić w parę miejsc - odpowiedziała zupełnie beznamiętnie.
Dla Gerarda jej wypowiedź była niemałym zaskoczeniem, zaś dla samego Franka było to oczywiste. Wiedział, dlaczego kobieta tu przyszła, przecież innego powodu nie mogła mieć. Byłoby to wręcz dziwne, gdyby przyszła do nich na kawkę i ploteczki. Widział w oczach Gerarda smutek i zdziwienie. Jego oczy pałały smutkiem. Był bliski płaczu. Chciał go przytulić. Nie przy niej, coś huczało w jego głowie. Wiedział doskonale, że nie przy niej. Kto wie, jakby to się skończyło. Musiał teraz szybko wymyślić jakąś wymówkę, aby skutecznie wygonić kobietę i móc się do końca dnia nacieszyć obecnością Gerarda.
- Ale... - zaczął, nie wiedząc jak dokończyć swoją wypowiedź.- Ale ja jeszcze nie jestem spakowany i nie wiem ile mi to zajmie.
- Och, myślałam, że już będziesz spakowany - powiedziała ze zrezygnowaniem.- Ale to nic. To ja przyjadę wieczorem, a ty się spakuj na spokojnie.
Frank i Gerard rozpromienili się. Zapewne gdy tylko pani Shidley wyjdzie z domu zaczną skakać ze szczęścia, a potem całować i robić inne tego typu rzeczy. Chyba każdy wie o co chodzi.
Kobieta jednym duszkiem dopiła kawę. Chwyciła w rękę swoją dużą torbę, którą położyła koło fotela, z którego następnie wstała. Cała trójka skierowała się do przedpokoju. Gerard otworzył Margaret drzwi. Pożegnała się z nimi i opuściła mieszkanie. Frank zamknął drzwi, przy których nadal stał Gerard i posłał mu szeroki uśmiech. Mężczyzna odwzajemnił ten gest i przyciągnął do siebie bruneta. Oplótł go w pasie ramieniem i wpił się w jego usta rozciągnięte w szerokim uśmiechu. Całując się z nim zamknął drzwi na klucz i przyparł go swoim ciałem do pobliskiej ściany. Frank zacisnął swoje ręce na jego karku, następnie wplątując je w jego czerwone włosy. Jeszcze przez dłuższą chwilę nawzajem męczyli swoje wargi. Frank oderwał się z niechęcią od Gerarda. Ten spojrzał na niego zdezorientowany.
- No co? - spytał Frank, patrząc na swojego ukochanego z politowaniem.- Chyba nie będziemy się pieprzyć po raz drugi tego samego dnia.
- Niby nie...
- Ech Gerard, czasem zachowujesz się mniej dojrzale niż ja.
- No wiem, ale za to mnie kochasz - wyszczerzył swoje zęby w uśmiechu.
- Czasem zachowujemy się jak stare dobre małżeństwo.
- To także wiem, ale przeszkadza ci coś w tym?
- Nie, wcale.
Frank wyswobodził się z jego uścisku. Udał się w kierunku sypialni, aby wyjąć z szafy swoje rzeczy. Gerard poszedł za nim.
- Cholera, a może by udało się ciebie jakoś przekitrać? - odparł smutno czerwonowłosy.
- Ta, ty głupi jesteś.
- No chyba ty.
- Powodzenia z ukryciem dużego chłopaka.
- Oj wcale taki duży nie jesteś z tym twoim wzrostem...
- No dzięki! Nie musiałeś mi przypominać o tym, jak bardzo niski jestem.
- Ej no wcale nie miałem tego na myśli - zaczął się plątać Gerard.- Ja po prostu...
- Ja już tam wiem, co ty miałeś na myśli.
Iero otworzył szafę i zaczął z niej wywalać swoje ubrania. Następnie z spodu szafy wyciągnął dużą torbę i położył ją na łóżku. Gerard pomógł mu się spakować.
***
Uwinęli się w niecałą godzinę, Posprzątali, znaczy kto sprzątał ten sprzątał. Resztę dnia mogli spędzić na dziesięć razy bardziej przyjemniejszych rzeczach. Gerard zaproponował Frankowi spacer, lecz ten odmówił twierdząc, że jest naprawdę wykończony robieniem porządków, podczas gdy on wolał leżeć na kanapie i jęczeć jaki to jest nie wyspany. Naprawdę, zachowywali się jak stare dobre małżeństwo, ale... Może to i było dobre? Takie zwyczajne życie, bez żadnych rewelacji. Miłość bez żadnych ceregieli, bez zbędnych słów, bez zbędnych czynów. Po prostu są ze sobą, bo się kochają i nie obchodzi ich to czy przeżyją przygodę życia czy po prostu będą żyć z dnia na dzień tym samym nudnym rytmem, ale ze sobą. Każdego dnia będą się budzić w swoich objęciach, zaś wieczorem w nich zasypiać. Mogło by tak być. I tak będzie, już na zawsze, gdy tylko Frank osiągnie pełnoletność i nie będzie musiał mieszkać z tamtą przybraną rodziną. Zamieszkają razem i będą już na zawsze razem i nikt im w tym nie przeszkodzi choćby nie wiadomo co, czy by się paliło czy waliło. Nic ich nie zatrzyma. Brzmi jak słaby film romantyczny, ale właśnie tak miało być od początku. Chociaż na początku Frank miał złe podejście do całej tej nowej sytuacji; mimo to, nie żałuje, że poznał Gerarda. Dzięki niemu nauczył się, że warto żyć. Nie można się poddawać mimo tego, że utraciło się tak naprawdę wszystko.Leżeli w swoich objęciach w salonie na kanapie. Ciszę w pomieszczeniu tylko przerywały ich miarowe i spokojne oddechy. Patrzyli na siebie z uwielbieniem, niczym się nie przejmowali, jakby cały świat zniknął i po za nimi nie było nic. Napawali się swoją obecnością i nic więcej nie trzeba było. Wystarczyła tylko obecność tej drugiej osoby, żeby na twarz wpłynął szeroki uśmiech.
Gerard głaskał go delikatnie po głowie, odgarniając jego przydługie czarne włosy do tyłu, żeby móc widzieć całą jego twarz. Nagle Frank sobie o czymś przypomniał. Spadło to na niego jak grom z jasnego nieba. Mimowolnie się uśmiechnął. Gerard spojrzał na niego z zaciekawieniem.
- Coś się stało? - spytał ostrożnie.
- Nic, zupełnie nic - odpowiedział Frank.- Zaraz wracam.
Zeskoczył z kanapy i pobiegł jak na złamanie karku do sypialni. Zaczął przetrząsać całą torbę z swoimi rzeczami i w końcu znalazł to, czego szukał. Zaśmiał się triumfalnie i wrócił do salonu gdzie czekał na niego nieco zagubiony chłopak. Usiadł pospiesznie naprzeciwko niego i chwycił go za ręce.
- Słuchaj, bo... Dzisiaj trochę myślałem i...- zaczął niepewnie Frank.
- I?
- Chciałbym ci dać klucze od mojego domu. Znaczy... Tak jakby przekazać ci go na własność.
- Mi? Ale czemu? To twój dom, a właściwie twoich rodziców. Nie mogę go tak po prostu sobie przywłaszczyć - zaśmiał się nerwowo.
- No ale... Jak nie chcesz to nie musisz tam przebywać. Chciałem po prostu, żebyś się nim tak jakby zaopiekował. Wiem, że tobie mogę zaufać, a jak będę u doktora w domu... Kto wie, co tak naprawdę stoi za tym, że zostali moimi prawnymi opiekunami? Może po prostu chcą moją kasę. Dlatego postanowiłem, że tobie właśnie dam te klucze. Wiem, że to nie jest takie proste, ale jakby nie patrzeć to ja jestem spadkobiercą majątku moich rodziców, więc mogę z nim zrobić co chcę.
- Ale Frank... Ty jeszcze nie jesteś pełnoletni, więc chyba nie bardzo możesz o tym decydować, ale no dobrze. Zgodzę się i wezmę te klucze.
- Dziękuję - młody Iero przytulił się do niego i wręczył mu do rąk pęk kluczy.
***
Wieczorem ponownie zawitała do nich pani Shidley. Tym razem nie było żadnych wymówek, Frank musiał odejść i koniec. Gerard stał w przedpokoju z panią Margaret. Frank powlókł się do sypialni po swoją torbę. Szedł tam najwolniej jak się dało, chciał żeby moment rozstania nie nadszedł bardzo szybko. Pożegnał się ostatni raz z pokojem, w którym spał sam lub z Gerardem przez ostatnie pięć miesięcy. Zbierało mu się na płacz, wiedział bowiem, że szybko nie powróci tutaj. Chwycił w rękę torbę i wyszedł z pokoju zamykając delikatnie drzwi. W przedpokoju założył swoje czarne, podniszczone conversy.
- Mogła by się pani na chwilę odwrócić?- poprosił Gerard.
- Dobrze...- odpowiedziała lekko zaskoczona Margaret.
Gerard przyciągnął do siebie Franka i mocno go przytulił. Oddalił się od niego na niedużą odległość. Poczuł, że nagromadzone do tej pory łzy w jego oczach zaczynają spływać po jego policzkach. Frank również nie potrafił się powstrzymać i się rozpłakał. Starszy wpił się mocno w jego rozedrgane wargi, jednak pocałunek nie był agresywny. Był delikatny. Pomieszany z wielkim uczuciem. Powoli całował jego usta, które teraz smakowały słonymi łzami. Wplątał rękę w jego włosy i oderwał się od niego. Ostatni raz go pocałował i oderwał się na dobre.
- Frank? Możemy już iść? - zapytała kobieta z zniecierpliwieniem.
- T-tak...- wyjąkał.
Chwycił swoją torbę leżącą pod komodą. Frank wyszedł z mieszkania, nie zaszczycając Gerarda spojrzeniem. Nie dałby rady, wybuchł by płaczem już na dobre. Czasem może i zachowywał się jak rozchwiana emocjonalnie nastolatka, ale co z tego? Był młody i miał prawo. Zszedł w pośpiechu po schodach na sam dół kamienicy i wyszedł przed budynek. Za nim wyszła pani Shidley, która zaprowadziła go do swojego samochodu. Czarne BMW X6 dumnie stało przed kamienicą. Kobieta otworzyła bagażnik, do którego Frank wrzucił torbę. Następnie oboje wsiedli do środka samochodu, w którym pachniało duszącym, waniliowym odświeżaczem powietrza.
Już mu się to nie podobało.
Już mu cała ta sytuacja się nie podobała.
Odjechali.
_________________________________________________________________________
W końcu zebrałam się w sobie i napisałam to!!! TAK!
Nie jestem do końca usatysfakcjonowana tym rozdziałem no ale xD Mam nadzieję, że się spodobało!
W ogóle... Pragnę tak strasznie wam podziękować (chociaż jest was mało, znaczy nie tak mało, bo dla mnie dużo, ale mało osób komentuje) za to, że mimo wszystko dalej czytacie ten shit, że jeszcze wam się nie znudziło i że BOŻE! 7000 wyświetleń bloga ;_; Jestem tak strasznie uradowana :D
Wirtualny uścisk dla was wszystkich! XD
Dla was to może małe wydarzenie, ale dla mnie duże, bo... 7000 dla mnie to już jednak coś.
Dziękuję. Naprawdę. Jestem strasznie szczęśliwa, że mogę tu być i pisać to dziadostwo.
Komentujcie, bo przyjdę i was zjem. Obiecuję. Dowiem się gdzie mieszkacie.
- Frank? Możemy już iść? - zapytała kobieta z zniecierpliwieniem.
- T-tak...- wyjąkał.
Chwycił swoją torbę leżącą pod komodą. Frank wyszedł z mieszkania, nie zaszczycając Gerarda spojrzeniem. Nie dałby rady, wybuchł by płaczem już na dobre. Czasem może i zachowywał się jak rozchwiana emocjonalnie nastolatka, ale co z tego? Był młody i miał prawo. Zszedł w pośpiechu po schodach na sam dół kamienicy i wyszedł przed budynek. Za nim wyszła pani Shidley, która zaprowadziła go do swojego samochodu. Czarne BMW X6 dumnie stało przed kamienicą. Kobieta otworzyła bagażnik, do którego Frank wrzucił torbę. Następnie oboje wsiedli do środka samochodu, w którym pachniało duszącym, waniliowym odświeżaczem powietrza.
Już mu się to nie podobało.
Już mu cała ta sytuacja się nie podobała.
Odjechali.
_________________________________________________________________________
W końcu zebrałam się w sobie i napisałam to!!! TAK!
Nie jestem do końca usatysfakcjonowana tym rozdziałem no ale xD Mam nadzieję, że się spodobało!
W ogóle... Pragnę tak strasznie wam podziękować (chociaż jest was mało, znaczy nie tak mało, bo dla mnie dużo, ale mało osób komentuje) za to, że mimo wszystko dalej czytacie ten shit, że jeszcze wam się nie znudziło i że BOŻE! 7000 wyświetleń bloga ;_; Jestem tak strasznie uradowana :D
Wirtualny uścisk dla was wszystkich! XD
Dla was to może małe wydarzenie, ale dla mnie duże, bo... 7000 dla mnie to już jednak coś.
Dziękuję. Naprawdę. Jestem strasznie szczęśliwa, że mogę tu być i pisać to dziadostwo.
Komentujcie, bo przyjdę i was zjem. Obiecuję. Dowiem się gdzie mieszkacie.
Bardzo ładne, mam nadzieję że następne rozdziały, szczególnie tego drugiego opowiadania, będą pojawiać się częściej :)
OdpowiedzUsuń/Nie jedz mnie, gdzieś się naczytałam że Mcr się w 2019 zejdzie (łudź się dalej). No i nie byłam jeszcze nigdy na żadym koncercie.Rozumiesz...
Szczerze to zapomniałam napisać tu co do tamtego opowiadania, bo nie wiem czy go po prostu nie usunąć xD Tak zaczęłam je pisać, następne rozdziały i... "Boże, jakie to jest beznadziejne", hihi ^^
Usuń/Spokojnie, to był żart z tym jedzeniem, żeby zachęcić do komentowania XD Ej no! A może jeszcze MCR wróci? XD Nie martw się, ja też mam taką cichą nadzieję, że wrócą! :D
Cieszę się, że się podobało! :)
Tak, hej. Pamietasz mnie? Zadedykowalas mi 15 rozdzial only hope, najlepszy dzien mojego zycia. :') chce tylko powiedziec- nie jedz mnie, opowiadania sa swietne, dodawaj je czesciej, bo uzalezniaja. Ok, milego dnia. :)
OdpowiedzUsuńO Boże! No ba, że cię pamiętam, jak mogłabym zapomnieć? ^^
UsuńNie, nie zjem cię. (Zabawna sprawa, wystarczy zagrozić jednym zdaniem, a już komentują, chyba zacznę tego częściej używać, buahaha...)
Nie wiem, czy będę częściej dodawać rozdziały, bo jak na razie to nie mam za dużo czasu.
Super, że ci się podoba to, co piszę i życzę również miłego dnia! :D
Awh. Pamietasz mnie. Okej, teraz moge umrzec w spokoju. :')
UsuńHaha, no wiesz co? Ja bym zapomniała? xD
UsuńNie zjadaj mnie, ja chcę żyć ;-;
OdpowiedzUsuńRozdział super, aż mi nawet trochę łzy do oczu poleciały. No i oczywiście jak zwykle mam swoją teorię tego, co będzie dalej... :)
Życzę weny!
Jezu! Nie mam zamiaru nikogo zjadać, chociaż...
UsuńMam ochotę na czekoladę ;_; Taką zarąbistą czekoladę. Najlepiej z bakaliami.
Jeśli jesteś czekoladą z bakaliami to cię zjem. XD
Łzy ci do oczu poleciały? ;_; No nieźle. XD Jakiegokolwiek wzruszenia to ja się nie spodziewałam po tym rozdziale, no ale! :D
Cieszę się tak strasznie bardzo, że ci się podobał rozdział! ^^
Ja może też powinnam skomentować? XD
OdpowiedzUsuńNo ładnie, ładnie... Pożegnanie takie dramatyczne. Aż mi się zachciało narysować komiksowego Franka, który idzie jak na święcie za jakąś cycatą blondi
A tak zupełnie na poważnie. Martwię się o chłopaka i mam przeczucie, że u rodziny zastępczej wcale kolorowo nie będzie ;_; Ale żebym mogła się przekonać musisz napisać rozdział, więc... WENY ŻYCZĘ! :*
Komiksowy Frank idący za cycatą blondi? Jestem za! XD
UsuńCieszę się, że ci się podobało (bo wnioskuję z komentarza, że raczej tak xD)
Tak, raczej nie będzie kolorowo u doktorka w domu xD
Hej!
OdpowiedzUsuńBoże, przeczytałam cały twój blog, i stwierdzam, że jest cudowny! Tak cudowny, że po prostu. Brak. Mi. Słów. :3 A tak na poważnie, to nie mogę doczekać się następnego rozdziału. Ślicznie piszesz, a to opowiadanie jest super *.* Tylko co się teraz z Frankiem stanie, przeżyje jakoś u tych Shidley'ów? Ja chcę wiedzieć co dalej, dużo weny życzę!!
Haha, bardzo się cieszę, że Ci się podoba no i dziękuję za tak bardzo miły komentarz ^^ A co z Frankiem się stanie... Myślę, że nowy rozdział za tydzień góra dwa. :)
UsuńO to już niedługo^^ Bardzo się cieszę, bo strasznie ciekawa jestem co dalej :D Jeszcze raz dużo weny ci życzę i cierpliwie czekam aż coś dodasz
Usuń