Witajcie!
No i jest. Pierwszy rozdział xD
Mam nadzieję, że się spodoba.
Enjoy!
____________________________________________________________________________
Poczułem przeszywający całe moje ciało nieznośny chłód. Zacisnąłem mocniej powieki i skuliłem się, mocno obejmując się ramionami wokół nóg. Zmarszczyłem brwi. Następnie usłyszałem odgłos towarzyszący odsuwaniu rolet. Do mojego małego królestwa wpadła ogromna ilość światła. Wyrwany gwałtownie ze snu, przewróciłem się na brzuch i wcisnąłem twarz w mięciutką poduszkę, która natychmiastowo została usunięta spod mojej głowy.
- Frank, wstawaj! Debilu, no!- usłyszałem przy uchu wrzask małego diabła.
Kate... Moja młodsza aż o sześć lat siostra. Byłem zdruzgotany. Dlaczego Bóg zesłał na mnie ciężar posiadania młodszej siostry? Wolałbym już młodszego brata. Dobra, mogłaby być już ta siostra, ale cholera! Starsza!
Zły na cały świat, a w szczególności na Kate, otworzyłem powoli oczy. Spojrzałem na Kate. Zielonobrązowe, duże oczy, otoczone naprawdę długimi rzęsami, wpatrywały się we mnie z wyczekiwaniem. Śmiesznie zmarszczony nos, lekko zadarty do góry, ozdobiony licznymi piegami. Pełne usta, które obecnie były zaciśnięte w wąską kreskę. No i ta szopa na głowie. Kręcone, ciemnobrązowe, do ramion włosy. Cała Kate. Nawet minimalnie nie byliśmy do siebie podobni. No dobra, może jedynie oczy mieliśmy te same. W reszcie się całkowicie od siebie różniliśmy. Ja miałem proste, półdługie, nie wiem, sięgały lekko za ucho, włosy, które pofarbowane były na czarno. W porównaniu do Kate, która kochała swój naturalny kolor włosów, ja wręcz go nienawidziłem. Przed pofarbowaniem miałem mdły kolor. Jakiś jasny brązowy.
Wracając do mojego wyglądu. Mój nos był prosty, nie był specyficzny. Usta bardzo wąskie i jakieś takie krzywe. Miałem dziwny wygląd i do tego byłem strasznie blady i chudy. Moja postura przypominała bardziej posturę naprawdę płaskiej kobiety niż piętnastoletniego chłopaka...
- Frank?- odezwała się Kate, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia.
- Czego chcesz, mały ćwoku?- spytałem.
- Dziś pierwszy dzień szkoły, a ty sobie spokojnie w łóżku leżysz!
Dopiero teraz spostrzegłem, że dziewczyna była ubrana na galowo. Przewróciłem do góry oczami i przeniosłem się do pozycji siedzącej. Rozejrzałem się po białym pokoju, obklejonym licznie plakatami, wypełnionym ciemnymi meblami, pianinem i gitarą. Łóżko stało pod oknem. Na przeciwko niego, koło drzwi stało biurko i półka z książkami, płytami z muzyką, grami komputerowymi i radiem. W kącie, koło półki stała gitara. Na prostopadłej ścianie do łóżka stało elektryczne pianino. Na przeciwko niego znajdowała się duża, odsuwana szafa. Na środku był czerwony dywan...
- Kurde, ale to nie powód, żebyś mi robiła burdel w pokoju!- obrzuciłem ją złowrogim spojrzeniem, a następnie ponownie spojrzałem na czerwony dywan, na którym obecnie znajdowała się cała moja pościel. -Wynocha stąd!- krzyknąłem.
Kate posłusznie wyszła z pokoju, w progu drzwi pokazując mi język. Za nią do pokoju wszedł mój pies mopsik, zwany Pizzą. Dlaczego Pizza? Gdy gram na kompie często jem pizzę... Mój pies razem ze mną... Pies, widząc kołdrę na podłodze, od razu się na nią rzucił i się nią bawił. Świetnie, zniszczy mi całą pościel. Zabiję Kate. Wstałem z łóżka, wziąłem psa na ręce i zdjąłem go z kołdry. Całą pościel z powrotem ułożyłem ładnie na łóżku. Pizza zaczął biegać w kółko po dywanie. Potem podbiegł to ciemnych drzwi i zaczął się na nie rzucać. Uroczo. Podszedłem do drzwi i je otworzyłem.
- No, dawaj mały. Możesz wyjść.- powiedziałem z wyczekiwaniem patrząc na psa.
Ten tylko zamerdał ogonkiem i spojrzał na mnie tym pełnym zaskoczenia wzrokiem. Westchnąłem i podniosłem psa. Wyszedłem z pokoju i ustawiłem go na korytarzu. Już miałem wracać do pokoju, gdy pies zabiegł mi drogę. Ech, co za uparciuch. Czasem naprawdę nie rozumiem logiki tego psa... Stoi przy misce z jedzeniem, nasyp mu karmy, on popatrzy i sobie idzie... Otwórz mu drzwi na dwór, on popatrzy na to co jest za drzwiami, patrzy na ciebie i zaczyna tulić się do twojej nogi. No po prostu fuck logic! Przesunąłem go delikatnie nogą i wszedłem do swojego pokoju, mocno trzaskając drzwiami.
Podszedłem do szafy i otworzyłem ją w poszukiwaniu czegoś dobrego do założenia na dzisiaj. Zaraz, dzisiaj był pierwszy dzień szkoły, co oznacza, że... Wreszcie zobaczę się z Caroline! Na myśl o dziewczynie, postanowiłem się ubrać jak najlepiej mogłem. Musiałem wyglądać naprawdę dobrze. Tak więc wyjąłem z szafy czarne, niezbyt obcisłe rurki, białą koszulę i czarną marynarkę. Wziąłem do tego bieliznę i szybko pobiegłem do łazienki, aby się przygotować.
Wpadłem do łazienki, uprzednio zamykając drzwi na klucz i włączyłem światło. Kremowo-brązowe pomieszczenie zalało jasne światło. Łazienka była jak każda inna. Urządzona przez moją mamę była niezwykle przytulna. Przy jednej ścianie stała wanna oraz prysznic. Na przeciwko były brązowe półki, umywalka, wielkie lustro, przy którym wisiała lampa. W rogu stał kibel, nad którym znajdowało się małe okienko.
Zdjąłem z siebie piżamę. Otworzyłem drzwi prysznicowe i wszedłem do środka. Odkręciłem kurek z ciepłą wodą.
Przyjemnie ciepła woda rozlała się po całym moim nagim ciele. Przyszedł czas rozmyślań, jak to bywa pod prysznicem. Ciekaw jestem, czy gdy zapytam Caroline, czy chce być moją dziewczyną, to się zgodzi, czy też nie? Mam nadzieję, że tak. Naprawdę ją kocham. Ponad to jest naprawdę śliczna i inteligenta... Gdy sobie tylko przypominam o tych jej pięknych, długich, lekko kręconych blond włosach, dużych, niebieskich oczach, które ślicznie zdobiły długie rzęsy, idealnym, drobnym nosku i tych ustach, które tak pięknie się uśmiechały, kiedy dziewczyna jest szczęśliwa, to aż mi zapiera dech w piersiach. Ona jest taka idealna... Taka piękna...
Rozmyślanie o dziewczynie przerwało mi głośne dobijanie się do łazienki.
- Frank, co ty tam tak długo robisz?! Wyłaź!- krzyczała Kate.
- Moment, już wychodzę spod prysznica.- odpowiedziałem.
Momentalnie wziąłem do rąk żel pod prysznic, którym się namydliłem. Spłukałem z siebie pianę, umyłem włosy i wylazłem spod prysznica. Dokładnie wytarłem się w nieskazitelnie biały ręcznik. Wcisnąłem na tyłek bokserki oraz czarne spodnie. Wysuszyłem włosy, założyłem koszulę i marynarkę. Poczesałem jeszcze raz włosy, umyłem zęby i założyłem na nos czarne okulary. Ech, cholerna wada wzroku.
- No, wyglądasz zajebiście, Frank.- powiedziałem sam do siebie, patrząc na swoje odbicie w lustrze.- Przystojniak z ciebie. Caroline jest twoja.
Zgasiłem światło w pomieszczeniu i wyszedłem na zewnątrz.
- Kate, łazienka jest twoja!- krzyknąłem.
Zszedłem po schodach na dół, do kuchni, gdzie siedzieli moi rodzice. Kuchnia, jak każde inne pomieszczenie w tym domu była ładnie urządzona. Jasna i przytulna. Na środku stał stół, przy którym aktualnie siedział mój tata. Robił coś na laptopie. Jak zawsze, był bardzo zapracowany.
Tata nazywa się Sam. Z wyglądu to właśnie jego przypominam, chociaż... Nie jestem aż tak przystojny. Tata ma czterdzieści siedem lat, ale naprawdę się dobrze trzyma. Był sporo wyższy ode mnie. Cóż, wzrostu to ja po nim niestety nie odziedziczyłem. Tata był naprawdę wysoki. Miał prawie metr dziewięćdziesiąt, a ja niecałe metr siedemdziesiąt. Miał ciemne, brązowe, krótko, no dobra, może nie za krótko obstrzyżone włosy, postawione do góry.Do tego jego twarz przyozdabiał lekki zarost. Pracuje jako szef jakiegoś mega znanego biura projektowego. Projektuje domy i inne budynki.
No to teraz trochę o mojej mamie. Ma na imię Christina, ma trzydzieści dziewięć lat i... Kocha gotować. Naprawdę. Ona gotuje zawsze. Gdy tylko ją widzę, za każdym razem gotuje... No chyba, że mnie odbiera ze szkoły. Aż się dziwię, że nie została szefem kuchni w jakiejś bardzo znanej pięciogwiazdkowej restauracji, tylko... Prawnikiem. Została prawnikiem. Zawsze mówi, że to było jej wielkie marzenie, ale ja czuję, że po prostu została tym, kim kazali jej rodzice. Z wyglądu jest naprawdę ładna. Kate jest strasznie do niej podobna, są niemal identyczne. Mama ma włosy trochę dłuższe niż moje i strasznie pokręcone. No i jest sporo niższa od mojego taty. To właśnie po niej odziedziczyłem ten niski wzrost. Cóż za ironia losu. Zawsze marzyłem, aby być wysoki. No i skończyło się na tym, że osiągnąłem marne sto sześćdziesiąt osiem centymetrów. Zawsze mogło być w sumie gorzej, ale strasznie ubolewam nad tym, że jestem prawie najniższy w klasie, jeśli chodzi o chłopaków.
Podszedłem do stołu i odsunąłem krzesło, na którym usiadłem. Mama odwróciła się od ekspresu do kawy.
- Zjesz coś, słońce?- zapytała i się do mnie uśmiechnęła.
- Nie, dzięki.- odpowiedziałem.
- Odchudzasz się synu?- odezwał się tata.
- Nie, skądże.
- Poznałeś kogoś i chcesz dobrze wyglądać?- mama musiała wtrącić swoje pięć groszy.- Żadna dziewczyna cię nie zechce, jak będziesz taki chudy, Frankie.
- No akurat Caroline mnie zechce.- wymamrotałem pod nosem, wpatrując się w powierzchnię drewnianego stołu, mocno zaciskając na kolanach pięści ze złości.
- Frank... Rozmawialiśmy już o tym.- tata zamknął z siłą klapę od laptopa.
- Jeny, to nie wasza sprawa z kim się zadaję.
- No właśnie, że nasza.- tata podniósł głos, co oznaczało, że jest już nieco wkurzony.
- No właśnie, Frank. My się o ciebie martwimy.- dodała mama.- Ile razy mamy ci powtarzać, że to nie jest dziewczyna odpowiednia dla ciebie? W życiu poznasz jeszcze wiele, to nie jest pierwsza i ostatnia. To nie jest ta jedyna na całe życie, po za tym...
- Mamo, przestań!- przerwałem jej i wstałem od stołu.- To MOJE życie i to JA będę decydował z kim się będę spotykał, a z kim nie! Dajcie wy mi święty spokój!- poszedłem w stronę przedpokoju.
Założyłem na nogi czarne trampki.
- Zrobisz, jak będziesz uważał.- powiedział spokojnie tata.- Tylko pamiętaj, że cię ostrzegaliśmy.
- Cześć.- rzuciłem im na pożegnanie i zabrałem z komody przy drzwiach klucze i mój telefon.
Wyszedłem z domu.
Szedłem powoli ulicami New Jersey. Mieszkamy tu odkąd pamiętam, właściwie prawie cała nasza rodzinka tu mieszka. Przez rodziców taty, aż po wujków i ciocie. Czy lubiłem New Jersey? Na swój sposób tak, chociaż wolałbym mieszkać zupełnie gdzie indziej... Marzy mi się taki Nowy Jork. Duże miasto, dużo ludzi i w ogóle więcej perspektyw. Chciałbym tam mieszkać... Ale mieszkam w New Jersey i w najbliższym czasie nic się nie zmieni, dopóki nie skończę chodzić do szkoły. W sumie, to takie Los Angeles też nie jest złe. Mieszkają tam rodzice mojej mamy. Jeżdżę tam co rok na wakacje i za każdym razem poznaję dużo ludzi. Najbardziej jednak wbiło mi się w pamięć dwóch chłopaków. Jeden w moim wieku, chyba Mikey, a drugi Gerard, starszy o rok. Są braćmi, tylko niestety ani nie pamiętam ich nazwiska, ani nie mam z nimi żadnego kontaktu. Wiem tylko, że pochodzą również z New Jersey, ale przeprowadzili się do Los Angeles. Szkoda, bo naprawdę byli świetni. Dużo bym dał, aby znów ich zobaczyć i powygłupiać się na mieście.
Minąłem park. Promienie słoneczne leniwie ogrzewały moją twarz. Zrobiło mi się trochę gorąco. Podciągnąłem rękawy marynarki i koszuli. Powoli docierałem do szkoły, więc postanowiłem się upewnić, że Caroline będzie. Wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon i pospiesznie napisałem sms'a do dziewczyny.
<Hej, kotku. :* Będziesz dzisiaj w szkole? C:>
Nie musiałem długo czekać na wiadomość zwrotną.
<Już jestem. :*>
Uśmiechnąłem się do ekranu. Ostatnie kilkadziesiąt metrów pokonałem biegiem, chciałem jak najszybciej dotrzeć do dziewczyny. Przekroczyłem bramę prowadzącą na plac szkoły. Przed budynkiem spotkałem moją przyjaciółkę, Victorię. Uśmiechnąłem się na jej widok. Ubrana była jak zwykle w swoim stylu, czyli na rockowo. Czarne creepersy, czarne zakolanówki, ciemna, jeansowa spódniczka, czarna koszula i czerwony krawat. Jej ręce zdobiły pieszczochy, a szyję obróżka.
Victoria ogólnie jest ładną dziewczyną. Ma bladą cerę. Duże, ciemnobrązowe oczy. Długie, sięgające za łopatki czarne włosy i prosta grzywka. W wardze srebrny kolczyk, a w uszach tunele. Słucha dobrej muzyki. Metalu i oczywiście rocka. Jest wygadana, zabawna i miła. Bardzo ją lubię. Oczywiście moi rodzice twierdzą, że to nie jest towarzystwo dla mnie i dziewczyna sprowadza mnie na złą drogę, ale to gówno prawda. Podbiegłem szybko do dziewczyny i się z nią przywitałem.
- Cześć, Frankie!- krzyknęła rozradowana na mój widok i mnie mocno przytuliła.
- Cześć, Viki.- odpowiedziałem jej z tym samym entuzjazmem i odwzajemniłem uścisk.- Widziałaś gdzieś może Caroline?- spytałem odrywając się od niej.
- Weszła właśnie do szkoły.- powiedziała.- Jak ci minęły wakacje?
- Jak zawsze. Byłem u babci w Los Angeles. A jak tobie?
- Ja byłam w Londynie u cioci.
- Uuu, to na bogato.- zaśmiałem się.
- No a jakby inaczej?- również się zaśmiała.- Chodź, poszukamy twojej miłości.
- Jestem jak najbardziej za.
Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Zaraz wreszcie ją zobaczę. Co jej powiem? Boże, całe wakacje o tym myślałem. Miałem ułożoną rozmowę od początku do końca. Chciałem ją zapytać czy chce być moją dziewczyną. Całe dwa miesiące się na to przygotowywałem i mogę stwierdzić, że już jestem gotowy.
- Viki, a co jeśli się nie zgodzi?- spytałem z drżeniem w głosie, gdy weszliśmy do szkoły.
- Boże, Frank. Już nie bądź takim pesymistą, musi się zgodzić.- wywróciła do góry oczami.- Przecież cię kocha, prawda?
- Niby tak, ale cholera no! Boję się.
- Wyluzuj.
Jak mam wyluzować, skoro zaraz mam zapytać Caroline o chodzenie? Czy Victoria nigdy przez coś takiego nie przechodziła? A, no fakt. Nie, ona jest dziewczyną. No ale myślę, że gdyby była na moim miejscu też by się bała i to jeszcze jak. Niecodziennie o takie rzeczy prosisz dziewczynę. Moi rodzice mnie zabiją, gdy się dowiedzą, że Caroline to moja dziewczyna. Oni jej nie lubią. Nawet jej nie znają, ale pomińmy już ten fakt.
Rozejrzałem się po nie za dużym, korytarzu, który był pomalowany na mdły żółty kolor. Duże okna dawały mnóstwo światła. Na ścianach wisiało w gablocie dużo nagród, dyplomów, różnych ogłoszeń. Zaraz przy wejściu do szkoły po lewej stronie znajdował się pokój nauczycielski i dwie sale lekcyjne, a po prawej świetlica i gabinet dyrektora- pana Edwarda Desmond. Przebrnęliśmy przez tłum uczniów, aż do drzwi sali gimnastycznej, w której to miało odbyć się uroczyste rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Wtedy ujrzałem właśnie Caroline. Zatrzymałem się, Victoria również. Na jej twarzy pojawił się szelmowski uśmieszek. Zmierzyłem Caroline od stóp do głów. Włosy miała jak zwykle delikatnie pokręcone. Uśmiechała się. Koleżanka coś do niej mówiła. Ubrana była w białą, lekko rozkloszowaną, koronkową sukienkę, a na stopach miała białe balerinki. Spojrzałem znów na jej twarz, a następnie na jej koleżankę, która spojrzała na mnie i powiedziała coś do Caroline. Momentalnie dziewczyna mnie zauważyła i się szeroko uśmiechnęła. Podeszła do mnie.
Poczułem, że moje nogi nagle stały się jak z waty, całe ciało zaczęło mocno drżeć, serce jeszcze mocniej zaczęło bić, a w żołądku mi się wszystko przewracało do góry nogami.
- Hej, Frank.- odezwała się dziewczyna.
- Hej, Caroline.- odpowiedziałem.
- To może ja was zostawię samych, gołąbeczki.- powiedziała Victoria.
Spojrzałem na nią miną a'la zbity pies. Niestety na nią to ani trochę nie podziałało. Dziewczyna tylko uśmiechnęła się chytrze i kopnęła mnie w dupę.
- To na szczęście.- szepnęła mi do ucha i odeszła.
Heh, no to zrobiło się niezręcznie. Caroline się mocno do mnie przytuliła. Odwzajemniłem uścisk. Od jej ciała biło przyjemne ciepło. Z łatwością wyczułem, że jej serce biło równie szybko co moje. Poczułem od niej zapach bardzo ładnych perfum. Piękny zapach. Dziewczyna oderwała się ode mnie. Ciepło jej ciała znikło, a ja znowu musiałem powrócić do rzeczywistości. Co ja miałem jej powiedzieć teraz? Nagle zabrakło mi języka w buzi. Pomiędzy nami zapanowała bardzo niezręczna cisza. Caroline się we mnie wpatrywała, a ja spuściłem głowę.
- C-caroline...- zacząłem.- Bo mam p-pytanie.- wyjąkałem,
- Tak, Frankie?- spytała z zaciekawieniem na twarzy.
- Czy ty... Czy ty...- nie no, masakra, przecież jej nie dam rady dzisiaj o to zapytać.- Albo, nie ważne.- dodałem.
Z twarzy dziewczyny zszedł uśmiech.
- Eee, no to chodźmy na salę gimnastyczną.- powiedziałem.
No i poszliśmy. Stanęliśmy koło siebie, a po chwili dołączyła do nas Victoria. Spojrzała na mnie podejrzliwie. Łatwo było wyczytać z mojej twarzy, że nie poszło coś tak jak powinno. Rzuciła mi nieme pytanie "Udało ci się?", a ja pokiwałem głową w lewo i w prawo w geście zaprzeczenia. Jej mina zrzedła. Poklepała mnie po ramieniu.
Staliśmy chwilę w ciszy, aż nagle podskoczyliśmy, gdy usłyszeliśmy pisk Caroline. Odwróciliśmy się w jej stronę. Stał za nią wysoki, przystojny brunet o zielonych oczach. Mocno oplatał ją rękoma w pasie. Dziewczyna odwróciła głowę do niego i uśmiechnęła się. Chłopak odwzajemnił uśmiech i pocałował ją w policzek. Coś mnie zakuło w okolicach serca. Ona ma chłopaka? Przecież pisała, że mnie kocha i chciałaby ze mną być. Nagle zrobiło mi się smutno. Caroline odwróciła się do mnie.
- Frank, to mój przyjaciel James.- przedstawiła mi bruneta.
- Car, a więc to jest ten cały Frank?- spytał z kpiną w głosie. Na jego twarzy wymalowała się odraza.
Chłopak dalej obejmował ją w pasie. Posłałem mu złowrogie spojrzenie. Teraz zauważyłem, że chłopak był sporo wyższy ode mnie, jak i od dziewczyny. Był wysportowany. Włosy miał postawione do góry. Ubrany był w białą koszulę i czarne spodnie. Na nogach miał trampki. Cóż tu dużo mówić, był dużo przystojniejszy ode mnie i nie miałem z nim szans. Caroline na pewno go wybierze. Trudno, bywa i tak.
Caroline pokiwała potwierdzająco głową na jego pytanie i oderwała się od niego. Podeszła do mnie i objęła mnie ramieniem.
- Tak, James. To jest ten cały Frank. Kocham go i pewnie za niedługo będziemy razem.- stwierdziła i ucałowała mnie w policzek. Zrobiło mi się gorąco.
James był zirytowany całą tą sytuacją. Liczył na to, że Caroline wybierze jego, a nie mnie. Niestety, jednak woli niskiego, niezbyt przystojnego Franka Iero. Ma się to coś. Chłopak był wkurzony, co z łatwością zauważyłem. Zaśmiałem się nerwowo i rozpiąłem jeden guzik przy szyi od koszuli. Objąłem Caroline w pasie i przyciągnąłem do siebie. Teraz albo nigdy.
- Caroline...- szepnąłem jej do ucha.- Czy chciałabyś być moją dziewczyną?
- Och, James. Właściwie to już jesteśmy razem.- powiedziała i znowu mnie pocałowała w policzek.
Zgodziła się! Byłem chyba najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. James był wkurzony. Zacisnął ręce mocno w pięści.
- Szczęścia.- rzucił krótko i poszedł w bliżej nie znanym mi kierunku.
Spojrzałem na Caroline, która teraz się szeroko uśmiechała. Przytuliłem ją mocno do siebie. Spojrzałem na Victorię, która była uradowana faktem, że już jesteśmy razem. Oderwałem się od swojej dziewczyny i pocałowałem ją w policzek. Po chwili w sali zapanowała cisza, a do środka wszedł dyrektor i wicedyrektorka. Akademia się zaczęła.
_____________________________________________________________________________
Hah, ale mi to długie wyszło xD
Mam dobrą wiadomość! Następna część "Never Let Them Take..." aktualnie się pisze, więc jeśli dobrze pójdzie to pojawi się ona za tydzień, bądź dwa, a jeśli źle pójdzie to pojawi się ona za miesiąc, albo nie wiem kiedy xD Niestety, mam teraz tak strasznie mało czasuuu... Ciągle jakieś wyjazdy i nie wyrabiam z wszystkim. ;_;
No, to komentujcie, bo komentarze są bardzo ważne. :D
xoxo
Hej, dopiero co trafiłam na tego bloga i jak na razie zaczyna się świetnie.
OdpowiedzUsuńPiszesz ciekawie, tekst jest bardzo wciągający i już jestem ciekawa co wydarzy się w następnym rozdziale!
Wybacz, że komentarz raki krótki, ale teraz lecę nadrabiać rozdziały Twojego poprzedniego opowiadania c:
Życzę dużo weny Xo
Haha, bardzo dziękuję za miły komentarz :D Bardzo się cieszę, że Ci się spodobało :)
UsuńNo ciekawie się zaczyna. Fajnie się czyta, tak lekko. Jest troszkę niedopracowań, ale myślę, że w następnych rozdziałach będzie lepiej :)
OdpowiedzUsuńWidząc imię Caroline już mi się jakoś niedobrze zrobiło. Czytałam już naprawdę dużo opowiadań i zraziłam się do związków damsko - męskich w ff. No ale widząc, że wcisnęłaś tam Gerarda i Mike'a mam cichą nadzieje, że będzie z tego Frerard. Jakoś lepiej mi się je czyta. No ale oczywiście nie mogę wpływać na Twoje decyzję, to Twój blog.
Tak czy inaczej, życzę Ci weny i mnóstwa pomysłów.
Pisz szybko, bo się niecierpliwie
Papa xx
Och, cieszę się, że Ci się (chyba) spodobało. :)
UsuńSpokojnie, będzie z tego Frerard, ale na niego będziesz musiała sobie jeszcze trochę niestety poczekać, jeśli w ogóle się zabiorę z powrotem do tego opowiadania. Jest ono pod wielkim znakiem zapytania. :/
Oh podobało mi się i naprawdę czekam aż wznowisz pisanie :D
Usuń