niedziela, 7 grudnia 2014

Never Let Them Take The Light Behind Your Eyes ~~ Rozdział XXV

       Dzisiaj krótko, mam nadzieję, że nie będzie to wam przeszkadzać.
Mam jutro egzamin w szkole muzycznej, więc nie za bardzo miałam czas, żeby cokolwiek pisać, więc dzisiaj dodaję krótki rozdział, czyli to co udało mi się do tej pory napisać.
      Następny rozdział będzie dłuższy, obiecuję!
      No i pozostaje jeszcze jedna sprawa. Ostatnio (tak, pewnie teraz strzelicie tak zwanego facepalm'a i pomyślicie- "Przecież nie ma czasu na pisanie tego opowiadania, więc czemu bierze się za następne?") zaczęłam pisać nowe opowiadanie! Tak, nowe. Napisałam już krótki wstęp i prawie trzy części, więc chcę się poradzić. 
Wolicie, żebym najpierw skończyła to, a potem sukcesywnie publikowała tamto, czy chcecie żebym wstawiła już te kilka części nowego (oczywiście nie wszystkie na raz)? Tak więc piszcie ;_;

      ENJOY!
________________________________________________________________________


      -Frank, pośpiesz się, bo się spóźnimy.- powiedział Gerard w pośpiechu wkładając buty.
Wziął swoje wszystkie dokumenty z komody w przedpokoju, a następnie wrócił się do salonu po telefon.
-Idę, już idę.- odpowiedział mu Iero.
      Gerard zobaczył Franka, który szedł korytarzem zapinając guziczki od koszuli w czerwonoczarną kratkę. Poszedł za nim do przedpokoju. Frank zakładał swoje podniszczone trampki, a on uważnie mu się przyglądał. Wyglądał pięknie. Czarne rurki, koszula i te jego ciemne, długie włosy. Byłoby świetnie, gdyby szli do kina, a nie do sądu. I tu zaczynał się cały problem. Do kogo trafi Frank? A może jednak zostanie z Gerardem? Nie wiedzieli, czego mogą się spodziewać po dzisiejszej rozprawie. Gerard jednak wolał myśleć, że wszystko pójdzie dobrze i Frank zostanie u niego.
      Gdy Frank był już gotowy, wyszli z domu. Szli powoli w stronę sądu, nie śpieszyło im się, choć wiedzieli, że nie mogą się spóźnić. Gerard złapał Franka za rękę, widząc przygnębienie na twarzy chłopaka.
- Ej, Frank. Nie smuć mi się tutaj, dobra?- odezwał się starszy, na co Iero tylko westchnął.
      Znów zapanowała między nimi cisza. Nie była to przyjemna cisza, bo oboje chcieli ze sobą porozmawiać, cokolwiek. Rozmowa nie nadchodziła. Zbliżali się do budynku. Franka przeszedł dreszcz. Przystanęli na chwilę, a Gerard mocno przytulił do siebie chłopaka. Odchylił jego głowę, aby móc złożyć na jego ustach pocałunek, który trwałby krótko, gdyby nie to, że Frank przyciągnął do siebie Gerarda jeszcze bliżej, jeśli było to w ogóle możliwe. Wplótł palce w czerwone włosy mężczyzny, a drugą rękę umiejscowił na jego gładkim policzku. Gerard objął chłopaka wokół talii.
      Ich namiętny pocałunek mógłby trwać i trwać, gdyby ktoś nie szturchnął Gerarda mocno w ramię. Oderwał się od czarnowłosego, aby zobaczyć, kto śmiał im przerwać pocałunek. Doktor Shidley. Stał koło nich z odrazą wymalowaną na twarzy. Obok niego stała młoda kobieta, być może była w wieku doktora, czyli jakieś trzydzieści kilka lat. Była naprawdę ładna. Długie blond włosy, delikatnie spadały falami na jej ramiona. Oczy miała naprawdę duże, niebieskie, jak większość blondynek. Rzęsy umalowane tuszem, na powiece czarna kreska wykonana eye-linerem. Nos wręcz idealny, jakby przeszedł masę operacji plastycznych- prosty, lekko zadarty do góry. Pełne usta, podkreślone krwistoczerwoną szminką, Blada cera. Ubrana była w białą koszulę, która opadała na czarną spódnicę, podkreślającą jej piękne, kobiece kształty. Na ramiona miała zarzuconą marynarkę w kolorze spódnicy, a na nogach czerwone szpilki na wysokim obcasie. Gerard był zachwycony ową kobietą. Był zachwycony jej idealnymi kształtami i idealną twarzą. Była piękna, doktor miał naprawdę dobry gust. Dziewczyna zauważyła, że Gerard się w nią wpatruje. Uśmiechnęła się przyjaźnie, na co Gerard, lekko speszony odwrócił wzrok. Spojrzał na doktora.
- Może byśmy już poszli na rozprawę? - warknął doktor.
- Kochanie, ale mógłbyś być milszy dla pana...- odezwała się dźwięcznym głosem jego towarzyszka.
- Way. Gerard Way jestem.- uśmiechnąłem się i podałem kobiecie rękę, którą lekko uścisnęła, swoją drobną dłonią.
- Dla pana Waya. Tak na marginesie to nazywam się Margaret Shidley. Jestem żoną Maxa.
- Współczuję pani tak beznadziejnego męża.
Gerard spojrzał z jadem na doktora i pochwycił dłoń Franka, oddalając się razem z nim w stronę sądu. Był zły.
***
     Była przerwa w rozprawie. Gerard poinformował Franka, że idzie zapalić papierosa. Wyszedł z budynku. Czuł się obserwowany. Odwrócił lekko głowę. Kątem oka spostrzegł panią Margaret, która szła w jego kierunku. Rzucił na ziemię niedopałek i zdeptał go trampkiem. Wsadził ręce do kieszeni spodni. Poczuł czyjąś rękę na swoim ramieniu, która przesuwała się w dół jego pleców. Spojrzał na kamienny chodnik i ujrzał czerwone szpilki. Z przerażeniem strzepnął rękę z swoich pleców. Nie wiedział, jakie zamiary ma kobieta, ale nie wróżyło to nic dobrego. Spojrzał na nią z zdziwieniem, a ona uśmiechnęła się zalotnie. Nie do końca wiedział, co to miało oznaczać. Kobieta ponownie się do niego przybliżyła. Ich twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów. Margaret wpiła się w jego usta, lecz Gerard skutecznie ją od siebie odepchnął.
- Co ty odwalasz, kobieto?- syknął jej w twarz.
- Nic. Zupełnie nic- urwała.- Wiem, że tego pragniesz.
- Że co?- wyjął z paczki czerwonych malboro kolejnego papierosa, wsadzając go pomiędzy wargi. Podpalił go, dalej przyglądając się z zaciekawieniem kobiecie.
- Zrobię wszystko - powiedziała, gdy Gerard zaciągał się papierosem.- Tylko przyjedź dziś do mnie do domu. Tylko na jedną noc. Max idzie na nocną zmianę. Mogę zrobić co zechcesz.
Mężczyzna zakrztusił się dymem papierosowym.
Co ona sobie wyobraża? - pomyślał.
- Nie dzięki, nie skorzystam z twojej propozycji.- uśmiechnął się do niej z obrzydzeniem i wyrzucił na ziemię niedopałek, rozdeptując go.
- Nie wiesz, co tracisz.
Gerard oddalił się od Margaret, wracając do sądu. Za sobą słyszał stukot butów na obcasie kobiety. Wiedział, że prędzej czy później go dopadnie.


***
      Rozprawa dobiegała końca. Shidley wygadywał takie rzeczy na temat Franka i Gerarda, że w głowie się to nawet nie mieściło. Gerard czuł się zażenowany. Był pewien na dziewięćdziesiąt pięć procent, że Frank u niego nie zostanie. Siedział na krześle w sali sądowej, obok niego Frank. Co jakiś czas patrzył na cholernie dumnego doktora, do którego twarzy był przyklejony butny uśmieszek. Gerard miał ochotę wstać, podejść do niego i przypierdolić mu porządnie w ten krzywy ryj. Z trudem się powstrzymywał.
      Frank zaciskał palce na dłoni ukochanego, widząc jak w nim wzbiera się złość. Uważał, że gdy go tylko puści, może dojść do bójki. Spojrzał na Gerarda, który nerwowo przeczesywał włosy co jakiś czas. Spuścił głowę. Kurde, nie chciał nowych rodziców. Z Gerardem mu było dobrze. Kochał go. Spojrzał w teraz już smutne oczy Gerarda i uśmiechnął się smutno. Gerard spuścił wzrok, ściskając mocniej drobną dłoń Franka
      Sędzia, czyli szczupła, wręcz wychudzona brunetka, głośno odchrząknęła. Zdjęła kocie okulary z nosa odkładając je przed sobą.
- Pełnoprawną opiekę nad Frankiem Anthonym Iero przejmuje pan Max Shidley wraz z małożonką Margaret Shidley.- powiedziała znudzonym głosem.
      Gerard aż podskoczył na siedzeniu, gdy kobieta wymówiła nazwisko doktora, jako nowego opiekuna Franka. Spojrzał na chłopaka z przerażeniem. Widział, że Frank jest w stanie zaraz się rozpłakać. Mówiąc krótko, Frankowi stały świeczki w oczach.
       Mężczyzna przyciągnął do siebie chłopaka i mocno go przytulił. On sam z trudem powstrzymywał łzy cisnące mu się do oczu.
      Przegrał.
   


6 komentarzy:

  1. Oj będzie się działo:3. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Pisz, pisz! Bo chcę wiedzieć, jak się będzie żyło
    Frankowi u nowej rodzinki.

    A jeśli idzie o opowiadania, to... Ja po prostu lubię mieć co czytać, więc wybieram oba ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapowiada się interesująco :) Gdzieś w pewnym momencie przeszło mi przez myśl, że Frank trafi właśnie do doktora, ale to była tylko cicha myśl, a tu proszę! Mam nadzieję, że nie będzie mu u nich źle :/ Shidley z żoną są trochę podejrzani ;~;
    A opowiadania jak wolisz ;) Chętnie oba poczytam c:

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie są podejrzani. A w mojej głowie zdążyły się wykreować co najmniej dwa czarne scenariusze ;_; Pierwszy, że będą Frankiego po prostu gnębić i za każdym razem będą wypominać mu, że jest "jebanym pedałem". Drugie; że żona doktorka ma jakieś dziwne fetysze; zamknie Iero w piwnicy, zwiąże go i zgwałci XD Kobita ogólnie wydaje się być mściwą suką 3:)

      Usuń
    2. Amia, serio? XD
      Kurde, ale żeście mi pomogły z tymi opowiadaniami :/ Serio. Jesteście bardzo pomocne. xD

      Usuń
    3. Dobrze wiedzieć ;) Ta kobieta jest szczególnie niebezpieczna :( Ale nie gnęb za dużo Frania, ma przeżyć xD

      Usuń
    4. Spokojnie, raczej nikt nie zginie, bo nie jestem fanką smutnych endów.

      Usuń