wtorek, 2 września 2014

Never Let Them Take The Light Behind Your Eyes ~~ Rozdział XVII

A teraz bawcie się i radujcie się!
Wstawiam następny rozdział tak wcześniej, bo... Nudzi mi się xD A po za tym mam wenę, więc tak sobie myślę, czemu by dzisiaj nie napisać kolejnego rozdziału? Jest on podzielony tak jakby na dwie części, znaczy chodzi mi o to, że najpierw jest z perspektywy Gerdzia, a potem Frania (tylko nie narzekać, że tak krótko z jego perspektywy, reszta w następnym rozdziale xD). W ogóle to wydaje mi się, że robię dłuższe rozdziały niż zwykle xD
Tak więc oto jest następny rozdział! :D
ENJOY!
_________________________________________________________________________________
[Gerard]
-Co ty tu do jasnej, kurwa, cholery robisz?!-spytałem ponownie, nie wierząc w to co widzę.
Za progiem drzwi stał on. Żywy człowiek z krwi, skóry i kości. Ten sam chudy, wyższy ode mnie o niewiele chłopak, który mi bardzo pomógł, ale w ostateczności opuścił, bo nie chciał mnie znać. Blondyn, krótkie włosy, postawione do tyłu, lekki zarost i dziwne okulary, które powinien już dawno wymienić na lepszy model. Ubrany w jakiś wieśniacki, modny podkoszulek na ramiączkach, czarne Air Max'y i jeansowe rurki. Ktoś, dla kogo powinienem być wzorem, oparciem, a tymczasem było na odwrót. Mój kochany i dupiaty braciszek- Mikey.
-Stoję?- odpowiedział.
-No zauważyłem, idioto. A tak dokładniej to czemu tu stoisz?
-Bo wróciłem do New Jersey?
-Nie spodziewałem się tego po tobie.
Zmierzyłem go uważnie wzrokiem.
-Gerard, kto przyszedł?- zawołał Frank, który po chwili wszedł do przedpokoju i stanął za mną.
-Mój brat.- mruknąłem.
Frank wyszedł zza mnie.
-Hej, jestem Frank, miło mi.- wyszczerzył się i podał dłoń mojemu bratu.
Mikey od razu podał rękę i odwzajemnił uśmiech.
-Ja nazywam się, Mikey. Jak już wiesz, jestem bratem Gerarda i zatrzymam się tu na jakiś czas.- odwrócił się do mnie i posłał mi szyderczy uśmieszek.
Łapy precz od niego!- krzyczało coś w mojej głowie i kazało Michael'owi właśnie w ten sposób powiedzieć, ale nie miałem na tyle odwagi. Dobrze wiedziałem, że Mikey jest homoseksualny i również wiem, co oznaczało, że zastał u mnie tak przystojnego chłopaka jak Frank. Dla niego było to po prostu siódme niebo... Niech tylko spróbuje dotknąć Franka, to się z nim policzę. Swoją drogą, widziałem z jakim pożądaniem patrzył na mojego chłopaka. I jeszcze ten szyderczy uśmieszek... Aż mnie ciarki przechodzą po ciele. A może by go tak wygonić? Albo po prostu dopilnować, żeby Frank się z nim jak najrzadziej widywał... Wnioskując, musiałbym cały czas z Frankiem z domu wychodzić, co nie za bardzo mu odpowiada, szczególnie w taki upał. Sytuacja bez wyjścia. No to się zrąbało. Co tego idiotę podkusiło, żeby tu przyjechać? Podczas gdy ja stałem zamyślony, Frank zaprosił Mikey'a do środka i poszli do salonu. No ładnie, teraz będą Best Friends Forever and Ever, a potem Bóg wie co z tego będzie. Super. Zamknąłem drzwi wejściowe na klucz i poszedłem do salonu. Ten widok mnie przeraził. Frank i Mikey się świetnie dogadywali, śmiali się i w ogóle. Mam nadzieję, że Frank szybko się dowie, jaki Mikey jest głupi.
Zaraz Gerard, czy ty aby nie jesteś zazdrosny? Nie, skądże. Ja po prostu się martwię, że stracę Franka i to tyle. Każdy by się bał o ukochaną osobę, więc czemu mam być inny? Mam go olać? No chyba nie. Oparłem się z założonymi rękami na klatce piersiowej o framugę drzwi i dokładnie przyglądałem się temu całemu wydarzeniu. To było pewne, że mój braciszek sobie upolował kolejny kąsek do schrupania, zabawi się z nim, a na koniec wypluje. Muszę szybko wyrwać mojego Frania z jego szponów. Inaczej chłopak będzie miał jeszcze gorsze życie niż dotychczas. Odchrząknąłem głośno, a BFFAE spojrzało na mnie z zaciekawieniem wymalowanym na twarzy.
-Przepraszam państwo, czy mógłbym wam przerwać jakże porywającą rozmowę?- zapytałem z ironią w głosie.Frank spojrzał na mnie, jakbym mu co najmniej matkę zabrał.-Frank, proszę. Idź na chwilę do swojej sypialni. Muszę zamienić z Michael'em parę zdań.
Frank spojrzał na mnie ze zrezygnowaniem i grzecznie udał się do swojego pokoju. Gdy usłyszałem trzask drzwi, zasiadłem w fotelu, znajdującym się na przeciwko kanapy, na której aktualnie siedział Mikey.
-Michael, Mikey, Mike. Ty skurwielu.- powiedziałem spokojnym tonem.- Co cię tu sprowadza?
-Co, już nie mogę przyjechać w odwiedziny do brata?- zapytał zaskoczony, słychać było w jego głosie ten przebrzydły, wymiotny ton.
-Nie po tym, jak mnie olałeś i stwierdziłeś, że nie chcesz mnie znać.-oznajmiłem, dalej zachowując się kulturalnie.- Co, coś ci nie wyszło w Niemczech? Zgaduję, że tak, skoro cię tu widzę.
-Owszem, nie wyszło, więc wróciłem tu.
-Wiesz? Powinienem zasadzić ci, kurwa, porządnego kopa z laćka w dupę i wyrzucić na ulicę, ale tego nie zrobię, ponieważ jesteś moim bratem i nie jestem tobą.- wstałem z fotela i podszedłem do niego.
Mikey już nie był taki pewny siebie. Patrzył na mnie z przerażeniem w oczach.
-Spróbuj go tknąć choćby jednym palcem, to się policzymy.- syknąłem mu prosto w twarz.
Uśmiechnął się tylko głupkowato, a ja rzuciłem mu spojrzenie pełne grozy, na co mina mu znacznie zrzedła. Odszedłem od niego i skierowałem się w stronę korytarzu.
-Zajmiesz moją byłą sypialnię, teraz jest ona Franka. Ja i Frank będziemy spać u mnie w pracowni. Kuchnia i łazienka jest do twojej dyspozycji. Zrozumiano?
-Och, Gerard. Bardziej chłodnego tonu nie było? Zrozumiałem.- zaśmiał się i wstał z kanapy.
Poszedłem po Franka do sypialni. Otworzyłem drzwi i wślizgnąłem się do pomieszczenia, gdzie Frank leżał na łóżku, z głową w poduszkach.
-Frank...? Wszystko w porządku?- odezwałem się.
-Ta.
-Widzę, że coś cię gryzie.
-Nie, Gerard. Wszystko okej.-mruknął i usiadł na łóżku.
-Weź piżamę, dzisiaj śpimy w mojej pracowni. Mam nadzieję, że Mikey za niedługo wyjedzie.- westchnąłem i podszedłem do mojego ukochanego. Chwyciłem jego twarz w dłonie i spojrzałem w jego miodowe oczka.- Na pewno wszystko okej, misiek? Nie wydaje mi się.
-Gerard, na pewno. Chodźmy już spać, zmęczony jestem.
-Dobrze. Kocham cię.- musnąłem czule jego usta.
-Ja ciebie też, Gee.
Wyszliśmy z pokoju i  udaliśmy się do mojej pracowni, gdzie spędzimy najbliższą noc, na nie za dużym łóżku, a raczej rozkładanej kanapie, wśród moich prac. Zastanawiam się, co go gryzie. Odkąd przyszedł Mikey, jego dobry humor prysł. A może to przeze mnie? Mam nadzieję, że nie. Frank poszedł się umyć i przebrać w piżamę, a ja rozłożyłem łóżko. Pościeliłem je, a kiedy Frank wrócił, ja poszedłem do łazienki. Gdy wróciłem do pokoju, światło było zgaszone, a Franio leżał w łóżku, wtulony w kołdrę. Delikatnie ułożyłem się koło niego, aby go nie zbudzić i przykryłem nas szczelnie kołdrą. Przyciągnąłem do siebie chłopaka i przytuliłem go.
Niedługo potem oddałem się w objęcia dzisiejszej nocy...
***
Następny dzień, poranek.
[Frank]
Obudziłem się dosyć wcześnie, nie wiem która była godzina, ale jak dla mnie było wcześnie. Gerarda już nie było w łóżku. Odkopałem się spod kołdry i usiadłem. Na stoliku nocnym ujrzałem kartkę złożoną na pół z napisem Frankie. Chwyciłem kartkę do rąk i otworzyłem ją. Była tam zapisana wiadomość, bardzo ładnym pismem, jak się domyślam od Gerarda.
"Wybacz skarbie, wypadły mi dzisiaj jakieś wykłady na uczelni. Musiałem na nie iść. Obiecuję, że jak wrócę to gdzieś razem pójdziemy. :)
                                                                                                                                           Gerard"
No i super. Zostałem sam. Znowu. A nie, przepraszam. Nie sam. Z bratem Gerarda, który wczoraj... No cóż, zrobił na mnie wrażenie. Jest przystojny i mamy nawet takie same tematy do rozmów... Jest miły i w ogóle. Nie rozumiem, czemu Gerard go tak nie cierpi. On jest fajny. Wstałem z radością z niezbyt wygodnego łóżka i powlokłem się do kuchni. Potrzebuję kawy. Wyjąłem z szafki cukier i kawę, wstawiłem wodę na palnik. Gdy zagotowała się, wsypałem kawę rozpuszczalną do kubka, dosypałem cukier i zalałem wrzątkiem. Nagle poczułem, jak ktoś mnie obejmuje w pasie. To Gerard jednak nie poszedł na wykłady?
-Cześć skarbie, myślałem, że jesteś na wykładach.- powiedziałem i odwróciłem się.
O mój Boże. To wcale nie był Gerard, tylko Mikey. Stałem zaskoczony i nic nie mówiłem.
-Mrr, Gerarda nie ma, może się zabawimy.- powiedział.-Co ty na to, skarbie?- szepnął mi do ucha.
Następnie zaczął mnie całować po policzku, a potem w okolicy ust. Ostatecznie wpił się brutalnie w moje usta, od razu wpychając swój ciepły język wgłąb moich ust. Oddałem zachłannie pocałunek.
Kurwa, co ja wyprawiam?!


8 komentarzy:

  1. Ta... Najpierw działam, później myślę xD Cały Frank! :D
    Ja coś mam przeczucie, że Gerard się nieźle wkur... wkurzy jak się o wszystkim dowie, bo rzecz jasna się dowie 3:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, nie wiem xD Ale wyobrażasz sobie stopień wkurzenia Gerarda, gdy się dowie? XD

      Usuń
  2. Ahahaha Frikey na 100% xD
    Ale tak na serio...wtf Frankie? Mikeya jestem w stanie zrozumieć, bo kto by sie tam nie dobierał do Franka, ale co on oddaje..
    W każdym razie ciesze się, że drugi Way się pojawił i czekam na ciąg dalszy :)
    xoxo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurde, miał to być Frerard, wyszedł Frikey'o Frerard XD To nie było wcale zamierzone XD

      Usuń
    2. Grunt, żeby nie było Waycestu do tego xd

      Usuń
    3. Nieeee xD To już by było... Dziwne xD Za bardzo xD już wystarczy Frikey'o Frerard XD

      Usuń
  3. Nie! Mikey spierdalaj! Nieee, nieee nieee ;-; Mikey idź ruchać tostery, jednorożce, cokolwiek. Zostaw Frania zboczuchu jeden.
    Rozdział jak zawsze ciekawy, no i oczywiście czekam na dalsze losy Franka i Gee :D No i Mikey'go .-.
    Dużo weny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha, nope. Mikey nie pójdzie ruchać tosterów, jednorożców...
      No to mogę już od razu stwierdzić, że następny rozdział nie za bardzo ci się spodoba xD

      Usuń