Kolejny rozdział...
Trochę krótki, ale mam nadzieję, że się spodoba :)
__________________________________________________
[FRANK]
TY BĘDZIESZ NASTĘPNY.
O co znowu chodzi?
Za plecami usłyszałem śmiech. Zdezorientowanym wzrokiem patrzyłem dookoła siebie. Wszędzie ciemność. Nic więcej. Upadłem z głośnym jękiem na ziemię. Poczułem pod sobą czyjeś ciało. O mój Boże. Gerard.
Leżał sztywno. Nie ruszał się. Był bledszy niż zwykle.
-GERARD!- krzyczałem głośno. Przejechałem ręką po jego twarzy. Wybuchłem płaczem. Krew.
-Widzisz do czego doprowadziłeś?- powiedział ktoś za mną.
No właśnie, kto to był?
Odwróciłem się.
Simon.
-Zaraz zakończę twój równie nędzny żywot.- zaśmiał się. Wbił mi coś ostrego w plecy.-Hahahahahaha....
Dotknąłem dłonią swojej klatki piersiowej. Ujrzałem krew. Obraz śmiejącego się Simona zamazał mi się i upadłem koło Gerarda na ziemię.
***
Obudziłem się. Moje ciało było całe pokryte zimnym potem.
Usłyszałem huk. Gerard leżał na podłodze, a pod nim krzesło. Jedną ręką trzymał się za głowę, lekko ją masując a w drugiej trzymał jakąś kartkę i ołówek.
Zerwałem się szybko z łóżka i do niego podszedłem. Wszystko mnie bolało.
-Nic ci się nie stało?- zapytałem.
-Nie, nic. Tylko mnie głowa boli. Czemu tak nagle się obudziłeś? Wystraszyłem się...- mruknął.
-Koszmar, ale to nic takiego.- zadrżałem.
-Nic takiego, tak?- zapytał z ironią w głosie.
-Zupełnie nic.- zaśmiałem się.- Co to jest?- wskazałem na kartkę w jego ręce. Złożył ją na pół, a potem zgniótł w dłoni.
-Nic, nic.- szepnął.
-Ta, jasne!- rzuciłem się na niego. Rozpoczęła się bitwa o jakiś kawałek papieru. Świetnie... Gerard długo walczył, ale się poddał. -Mam!- krzyknąłem triumfalnie i otworzyłem kartkę.-Yyyy...
Patrzyłem w osłupieniu na rysunek. To ja?
Jezu, arcydzieło. Idealne.
-O wow.- szepnąłem. - To jest...
-Beznadziejne?
-Cudowne! Masz wielki talent...
-Dzięki, to tylko bazgroły.- mruknął pod nosem. Nie patrzył na mnie. Zakrył twarz włosami. Ta, myślał, że ukryje przede mną rumieńce?
Wpatrywałem się niego jak głupi.
-Ekhm.- odwróciłem wzrok. Jego twarz przybrała normalny kolor.
-Tak?
-To ja już może pójdę.- wstał z podłogi i wyrwał rysunek z mojej ręki. Wyszedł z pokoju, a ja ruszyłem za nim.
-Gerard, czekaj!- krzyknąłem i zbiegłem schodami w dół. Usłyszałem tylko trzaśnięcie drzwiami.
Przekręciłem zamek i udałem się do kuchni, aby zaparzyć sobie kawę.
***
[GERARD]
Boże, co ja sobie w ogóle wyobrażam? Zachowuję się tak, jakbym znał Franka.
Nie znam go, a już się do niego kleję. Muszę trochę wystopować.
Wsiadłem na Harley'a i ruszyłem w stronę mojego domu.
***
-Wróciłem!- krzyknąłem. Moja mama siedziała z tatą i Michael'em w kuchni. Jedli kolację.
-Spóźniłeś się, Gerardzie.- powiedziała mama.- Dlaczego?
-Byłem u kolegi.- odparłem zdejmując buty.
-Jakiego kolegi?- zapytała.
-U takiego nowego Franka Iero! Chodzi ze mną do klasy, widziałem, jak się całowali w parku.- naśmiewał się Mikey. Jezu, czemu on zawsze musi kłamać?
-Mikey, idioto!- wydarłem się. Rzuciłem się na niego.
-Dzieci, przestańcie!- krzyknęła Donna. Usiadłem na krześle obok małego frajera i popatrzyłem na niego wrogo.
-Synu, jesteś gejem?- zapytał tata. No tak. Nic nie wie o mnie, bo jak ma wiedzieć skoro nigdy go w domu nie ma? Wyjeżdża tylko cały czas na jakieś "delegacje służbowe" i puszcza się z jakimiś laskami, które lecą na jego kasę. Jednym zdaniem- ma nas w dupie.
Nie odpowiedziałem mu. Otworzyłem usta, bo chciałem mu odpowiedzieć, ale mama mnie wyprzedziła.
-Tak, nasz syn jest gejem. Masz jakiś problem z tym?
-Co?! Nasz syn to jakiś pedał?! Nie tak cię wychowałem, Gerardzie Way! - zbulwersował się tatuś. Boże, jaki on nietolerancyjny.
-To moje życie i nie będziesz decydował o tym, jaki jestem!- krzyknąłem. Poczułem jak po policzkach spływają mi gorące łzy.
-W takim razie ja nie będę utrzymywał spedalonego geja!
-Jimmy!- powiedziała zszokowana mama.- Przegiąłeś...
-Nie przegiąłem, tylko tak będzie.
-Skoro ty nie zamierzasz go utrzymywać to po prostu wynoś się z tego domu.
-Co?!
-No to. Ja nie będę dłużej znosiła ciebie i twoich "delegacji". Co myślisz, że nie wiem o twoich zdradach?
Tata patrzył z niedowierzaniem na mamę. Mikey wstał od stołu i pobiegł na górę. Chyba on ma już dość wysłuchiwania tej kłótni. W sumie to ja też. Postąpiłem tak samo, jak on. Otworzyłem drzwi do swojego pokoju. Rzuciłem telefon na biurko. Na podłogę spadła kartka. Podniosłem ją i rozłożyłem. Frank.
Mam nadzieję, że chociaż on mnie teraz nie odrzuci...
Otworzyłem okno na roścież.
Na półce z książkami stało zdjęcie taty ze mną. Wyrzuciłem je przez okno.
Nienawidzę go.
Zamknąłem okno i położyłem się na łóżku.
Spuchnięte powieki od płaczu szybko opadły w dół i zasnąłem.
-To moje życie i nie będziesz decydował o tym, jaki jestem!- krzyknąłem. Poczułem jak po policzkach spływają mi gorące łzy.
-W takim razie ja nie będę utrzymywał spedalonego geja!
-Jimmy!- powiedziała zszokowana mama.- Przegiąłeś...
-Nie przegiąłem, tylko tak będzie.
-Skoro ty nie zamierzasz go utrzymywać to po prostu wynoś się z tego domu.
-Co?!
-No to. Ja nie będę dłużej znosiła ciebie i twoich "delegacji". Co myślisz, że nie wiem o twoich zdradach?
Tata patrzył z niedowierzaniem na mamę. Mikey wstał od stołu i pobiegł na górę. Chyba on ma już dość wysłuchiwania tej kłótni. W sumie to ja też. Postąpiłem tak samo, jak on. Otworzyłem drzwi do swojego pokoju. Rzuciłem telefon na biurko. Na podłogę spadła kartka. Podniosłem ją i rozłożyłem. Frank.
Mam nadzieję, że chociaż on mnie teraz nie odrzuci...
Otworzyłem okno na roścież.
Na półce z książkami stało zdjęcie taty ze mną. Wyrzuciłem je przez okno.
Nienawidzę go.
Zamknąłem okno i położyłem się na łóżku.
Spuchnięte powieki od płaczu szybko opadły w dół i zasnąłem.
Oo Gerard się ogarnął ;D
OdpowiedzUsuńZnowu sen... jeju jak ja lubię takie rzeczy czytać. Rozbroiła mnie matka Gee, żeby każdy rodzic tak bronił dziecka... Mogę marzyć dalej. Szkoda, że nie ma akceptacji od dwojga rodziców, ale chociaż będą go mieć z głowy :)
Czekam na dalsze losy!
xoxo.