- Frank, kolacja na stole! - krzyknął ojciec, który najprawdopodobniej stał pod zamkniętymi drzwiami do mojego pokoju.
- Nie jestem głodny! - odpowiedziałem mu, a następnie usłyszałem oddalające się kroki.
Wstałem z łóżka z zamiarem odrobienia lekcji, bo przecież jutro znowu trzeba było iść i wysiedzieć siedem godzin w tej cholernej budzie. Nie to, że nie lubiłem tam chodzić, bo niektórzy nauczyciele byli naprawdę mili i mogłem się spotkać z moim przyjacielem, ale był maj, było coraz cieplej i odechciewało mi się na samą myśl, że jutro będę musiał wyjść na ten upał i siedzieć w szkole, gdzie wcale zimniej nie jest.
Odsunąłem krzesło od biurka i usiadłem na nim. Przysunąłem się z powrotem i z szafki wyjąłem zeszyty i książki. Zapowiada się nudne półgodziny.
Z kubka znajdującego się na biurku wyjąłem pierwszy lepszy długopis i otworzyłem zeszyt od angielskiego. Na szczęście okazało się, że nauczycielka zadała tylko jakieś durnowate ćwiczenia. Otworzyłem zatem podręcznik i zabrałem się za odrabianie ćwiczeń.
Po jakimś czasie usłyszałem huk, jakby coś rąbnęło w moje okno. Pomyślałem, że to jakiś ptak i w ogóle się tym nie przyjąłem, ale po chwili usłyszałem kolejny huk.
Odłożyłem długopis na biurko, wstałem zaniepokojony i podszedłem do okna. Na pierwszy rzut oka nic podejrzanego nie zauważyłem, ale gdy spojrzałem w dół zobaczyłem go.
To był dosłownie ułamek sekundy, gdy nasze spojrzenia skrzyżowały się, a ja upadłem na ziemię, jakbym chciał się przed tym obronić. Jego spojrzenie było lodowate i przepełnione nienawiścią. Jakby chciał wykrzyczeć całemu światu, jak bardzo go nienawidzi i jak bardzo nie chce tu żyć.
Przez chwilę miałem nikłą nadzieję, że może mnie nie zauważył.
Podniosłem się z ziemi i znów wyjrzałem przez okno. Moje serce stanęło na chwilę, a następnie zaczęło szybciej bić, gdy ujrzałem go po drugiej stronie szyby na parapecie.
Otworzyłem pospiesznie okno, aby go w puścić, bo na dworze nieźle lało.
Wszedł do pomieszczenia, a z jego ubrania zaczęła spływać woda. Ruszyłem do łazienki po ręcznik i suszarkę.
Zastanawiałem się, po co ja to wszystko właściwie robię. Gerard był wampirem, a ja zwykłym śmiertelnikiem. Czego tak naprawdę ode mnie chciał? Co chciał przez to wszystko osiągnąć? Dlaczego zwrócił na mnie uwagę; na nic nieznaczącego Franka Iero?
Nagle oprzytomniałem, pytania, które mi się narzucały były całkowicie bez sensu. To zrozumiałe, że chce mnie dopilnować; nie chce, żebym komukolwiek powiedział prawdę. Jest przecież ścigany przez policję. A policja to mój tata.
Zamknąłem cicho za sobą drzwi od łazienki i wszedłem do mojego pokoju. Czarnowłosy stał i wpatrywał się w jakiś nieznany mi punkt za oknem. Podszedłem do niego i wystawiłem przed siebie ręcznik i suszarkę. Usiadłem na swoim łóżku. Spojrzałem na chłopaka. Wzrokiem śledziłem każdy jego ruch.
- Mógłbyś mi wytłumaczyć, po co właściwie tu przyszedłeś? - odezwałem się po chwili.
- Bo mogę - odpowiedział chamsko.
I w ten oto sposób zakończyła się nasza niesamowicie porywająca wymiana zdań. Patrzyłem podejrzliwie na czarnowłosego, który chodził po moim pokoju i z zaciekawieniem przyglądał się każdej najmniejszej rzeczy. Odwrócił się do mnie przodem i parsknął śmiechem.
- Co się tak gapisz? - zapytał, wycierając ręcznikiem włosy.
- Bo mogę - dopiero po chwili zorientowałem się, że użyłem jego słów i wyszedłem na totalnego kretyna.
Gerard zbliżył się do mnie w ekspresowym tempie i usiadł na łóżku. Spojrzałem w jego czarne jak noc oczy i utonąłem w nich. Wydawało mi się, że mówi do mnie coś ważnego, ale nawet go nie słuchałem. Czułem się jak w transie, z którego nie mogę wyjść. Jego oczy były takie niesamowite, jakby bez dna.
- Frank, słuchasz ty mnie w ogóle? - powiedział, gdy zauważył, że kompletnie nie dociera do mnie to, co mówi.
- Eee, nie... - mówię i pospiesznie odwracam głowę, żeby nie zobaczył jak się rumienię.
Działał na mnie źle. To znaczy, nie mówię o tym, że gdy na niego patrzyłem to zbierało mi się na wymioty, czy coś... Działał jak narkotyk. Czułem, że jak patrzę w jego oczy to nie mogę przestać. Był cholernie przystojny. Nie wiem, czy to jego wampiryzm sprawiał, że mnie do niego ciągnęło, czy po prostu jego urok osobisty... Siedział, wyjęty jak z obrazka, ale cholera, dlaczego akurat tutaj? Co go akurat zainteresowało w zwykłym śmiertelniku o imieniu Frank. Nawet jakoś specjalnie przystojny nie jestem... Ale zaraz! Co ja w ogóle myślę, przecież nie jestem jakimś gejem! W jaki ja sposób myślę, o nim? To, że mnie raz pocałował nie zrobiło od razu ze mnie geja, bez przesady. Nie, nie, nie. Nie jestem gejem.
Poprawiłem nerwowo włosy i spojrzałem w stronę czarnowłosego.
- No więc, o czym mówiłeś? - spytałem.
Chwilę się zawahał. Nabrał ze świstem powietrza.
- Pytałem, czy może chciałbyś poudawać mojego chłopaka...
- Że co?! - przerwałem mu wpół zdania. - Chyba sobie żartujesz!
- Nie - on to mówił śmiertelnie poważnie. W jego twarzy, ustach, oczach nie dostrzegłem ani grama ironii.
No chyba go opuściło! Może od razu przebiorę się za dziewczynkę, żeby było tak bardziej miło i w ogóle. Byłem bardzo zdenerwowany. Zamknąłem na chwilę oczy, może to tylko głupi sen? Może Gerard nie jest prawdziwy i zniknie on i ta cała głupia sytuacja, jak zamknę oczy na trzydzieści sekund, a potem z powrotem je otworzę? Nie? Dzięki.
Przysłoniłem twarz rękami, dokładnie to przemyślałem.
- Na jaki czas? - spytałem po chwili zastanowienia.
- Jeszcze nie wiem, to zależy - wstał z łóżka i podszedł do parapetu.
- Zależy od...? - dopytywałem się.
- Od mojego cholernego ojca - warknął, jakbym go czymś uraził. Widocznie drażliwy temat.
- Okej, nie wtrącam się - odpowiedziałem szybko. Kiedyś się dowiem, o co chodzi. Kiedyś.
Spojrzał na mnie złowrogo. Jakby spojrzenie mogło zabijać to na pewno leżałbym już martwy.
- Dobra... Eh, no więc... Niech ci będzie - odzywam się. No cóż, czasem trzeba pomóc. Czasem trzeba być dobrym dla innych, co prawda to, co teraz robię jest strasznie głupie, ale teraz już nie mogę cofnąć czasu. Gdybym tylko wtedy nie wszedł do tego głupiego zaułka.
- Naprawdę? - w jego oczach dostrzegłem małą iskierkę. Podbiegł do mnie i podniósł mnie na ręce. - Dziękuję! - zaczął mnie całować po twarzy.
Czułem się dość skrępowany.
- Dobra, dobra, ale bez takich mi tu. Zachowujesz się idiotycznie - skarciłem go. Chłopak natychmiastowo odstawił mnie na podłogę. - Ale pamiętaj, to tylko umowa. Ja nie jestem gejem, rozumiesz? - pokiwał głową, a następnie podszedł do okna i przez nie wyskoczył na zewnątrz.
Właściwie, co złego może się stać, prawda? To tylko przez jakiś czas. Tylko.
***
Wpadł do ogromnego pomieszczenia. Ten niski chłopak zdecydowanie polepszył mu dzisiaj nastrój. I nie tylko dlatego, że jak go zobaczył to w duchu się uśmiechał. Uratował mu tyłek. Jest tylko jedno ale, Frank to chłopak, nie dziewczyna, w sumie dalej był w dupie. Kiedyś niestety musiał powiedzieć ocju,że nic z tego wszystkiego nie będzie, bo jest homoseksualistą.
W salonie zastał swojego ojca, siedzącego jak zwykle przy jakiejś bardzo starej książce. Podszedł do niego rozradowany. Opanował swoje wszystkie emocje, uspokoił nieco oddech.
- Witaj, Gerardzie - odparł znudzony ojciec, nawet nie podnosząc na chłopaka wzroku. - Co cię do mnie sprowadza tym razem?
- Mam dziewczynę - skłamał, bo oczywiście, że to nie było prawdą.
Ojciec spojrzał na niego bardzo podejrzliwie, wyczuwał, że coś jest nie tak, ale jeśli jednak była to prawda to był zadowolony. Nareszcie zmądrzał i dorósł do odpowiedzialności, jaka na niego czekała. Jonathan był wampirem, ale czuł się zwyczajnie staro. Chciał w końcu odpocząć od tego wszystkiego. Móc usiąść wygodnie w fotelu przy herbacie i nie musieć przejmować się tym, że kolejny durny wampir nie mógł się zahamować i zabił człowieka. Brzmi beznadziejnie. Jego praca była beznadziejna, ale chciał, żeby wszystko znowu było jak dawniej, żeby nikt o nich nie wiedział.
- Cieszę się, synu - na jego twarzy pojawił się nikły uśmiech.
Gerard zadowolony skierował swoje kroki w stronę wyjścia z pokoju.
- Przyprowadź ją tu, może jutro? - spytał ojciec.
Gerard zatrzymał się i wypuścił ze świstem powietrze.
- Oczywiście, tato - powiedział i wyszedł z salonu trzaskając drzwiami.
_______________________________________________________________________
I'M BACK <3
No, a tak serioooo.... Macie rozdział, jest beznadziejny i pewnie Wam się w ogóle nie spodoba, ale coś się zaczyna dziać, nie? Po za tym jest dzisiaj 22 marca i tak najarałam się My Chemical Romance, i pomyślałam, że napiszę rozdział, bo czemu by nie? Tak więc oto jest tu takie gówno, może nie jest aż tak źle? O Jezus. Mam jednak jakąś super malutką nadzieję, że Wam się spodobało. Dziękuję, że tyle czekaliście, jeśli w ogóle ktoś na to czekał. Dziękuję.
Tak więc, to chyba tyle z mojej strony, jeszcze raz dziękuję i no... Do następnego, za pół roku (haha, żart, nieśmieszny), ale może jednak wcześniej xD
Boże, czuję, że ten rozdział jest super mega beznadziejny. Idę się schować do szafy.


Zmartwychwstałaś jej! Bardzo mi się spodobał ten rozdział. Na początku trochę zawiało tu Zmierzchem. Gee ty wampirze karzesz Franiowi udawać swojego chłopaka a ojcu mówi że ma dziewczynę xD
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i weny życzę:)
Tak, zmartwychwstałam, jej! Dobrze powiedziane xD Tak, w pewnym momencie tak piszę, piszę i "Jezus, ale to mocno zajeżdża zmierzchem" xD
UsuńHeej, witaj z powrotem:]
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział, wychodź z szafy i pisz następny :P
Nie rozumiem postępowania Gerda, skoro potrzebuje dziewczyny, to dlaczego zdobywa udawanego chłopaka? Chyba kieruje się jakąś pokrętną logiką a'la ten nieszczęsny, wyżej wspomniany Zmierzch.
Mimo tego, bardzo podoba jak go przedstawiasz, z jednej strony taki mroczny i krwiożerczy,a z drugiej młody człowiek męczący się oczekiwaniami rodziców.
Aj, Franuś, nie bądź taki skromniuśki, jesteś trochę przystojny, nawet trochę bardzo. Ta fałszywa skromność jest kompletnie niepotrzebna.
Hej ho, tak dzisiaj jestem taka super milusia dla wszystkich XD Ja nie wiem, co się stało, ale coś się najwidoczniej stało XD
UsuńGerard to taka wiesz, rozchwiana emocjonalnie (jak zwykle) nastolatka, która nie do końca wie, czego chce i nie do końca ma logiczne myślenie. xD Typowe dla nastolatki XD
Kurde, teraz będę musiała się zastanowić, jak nie zrobić z tego do końca Zmierzchu, bo będzie totalna klapa.
Oj tak, Franiu przystojny, tylko szkoda, że taki niski xD
Bardzo bardzo cieszę się, że Ci się podobało! :D
Nie jest aż taki niski, nawet z dwa cm wyższy ode mnie :P. Wogóle moim celem życiowym było urosnąć do jego wzrostu ale już chyba za późno :D
OdpowiedzUsuń