Poprzedni tydzień minął bez żadnych rewelacji; chodziłem do szkoły, spotykałem się z moim przyjacielem. Tajemnicza postać nie pojawiała się przed moim domem, a Gerard jakby wyparował. Nie wiedziałem co się z nim stało, również mój ojciec na policji nie dostawał żadnych podejrzanych zleceń. Wszystko w gruncie rzeczy było dobrze, ale tylko i wyłącznie do dzisiejszego dnia.
Wracałem właśnie ze szkoły, lecz obrałem inną trasę niż zazwyczaj, ponieważ mama poprosiła mnie abym wstąpił po drodze do drogerii i kupił jej jakiś tusz do rzęs. Quentin doprowadził mnie prawie pod sam sklep, a później powiedział, że musi już iść, bo śpieszy się na jakieś dodatkowe lekcje. Zostałem sam z wybraniem matce odpowiedniego tuszu.
Bez dłuższego namysłu pchnąłem mocno szklane drzwi i wszedłem do budynku. Nienawidziłem takich miejsc. Pełno ludzi, pełno różnych rzeczy na półkach i, cholera, nie szło się zdecydować co wziąć. Całe szczęście, że byłem tutaj dzisiaj sam, bez mamy, gdybym z nią poszedł to bym nigdy stąd nie wyszedł.
Szybko wyminąłem wszystkich ludzi i podszedłem do półki z tuszami do rzęs. I który ja teraz mam niby wziąć? Widok faceta zastanawiającego się, który tusz do rzęs będzie odpowiedni był niemałym ubawem dla innych. Ludzie wymijali mnie z rozbawionym spojrzeniem, ale w sumie to... Nie do końca ich rozumiałem. Przecież nie wiedzieli dla kogo to.
Wywróciłem do góry oczami i wziąłem pierwszy lepszy tusz marki Rimmel. Odszedłem w pośpiechu od stoiska i skierowałem się w stronę kas. Stanąłem w kolejce, a gdy przyszła moja kolej, zapłaciłem za kosmetyk, wrzuciłem go do plecaka razem z portfelem i wyszedłem z drogerii. Skierowałem się w stronę mojego domu.
Po jakiś dziesięciu minutach poczułem się, jakby ktoś mnie obserwował, chociaż nie tyle co obserwował, ale i śledził. Odwróciłem się gwałtownie do tyłu, lecz nikogo podejrzanego nie zauważyłem. Mijał mnie tłum ludzi spieszących się nie wiadomo gdzie. Pomyślałem, że mi się po prostu coś wydawało i nikt mnie nie śledził. Zacząłem iść dalej, aż wkroczyłem na mniej ruchliwą ulicę. Czasem jechały jakieś samochody, ale ludzi nie było w ogóle. Znowu miałem to dziwne przeczucie, że ktoś mnie śledził. Odwróciłem się i zobaczyłem zakapturzoną postać. Wysoki mężczyzna w ciemnym płaszczu, szarej bluzie z naciągniętym na głowę kapturem. Miał czarne spodnie i glany.
Zawiał mocniejszy wiatr. Odgarnąłem grzywkę z twarzy. Mężczyzna nie ruszał się. Stał w odległości około trzech metrów ode mnie z rękami schowanymi do kieszeni szarej bluzy. Zdecydowałem się podejść bliżej. Stanąłem metr przed nim i dokładnie się mu przyjrzałem. Niestety nie mogłem dostrzec jego twarzy. Poruszył się i zbliżył się do mnie. Pochylił się nade mną.
- Znowu się spotykamy, Frank - szepnął do mojego ucha.
Gdy usłyszałem jego głos przeszedł mnie dreszcz.
Wiedziałem już kto to był i nie miałem żadnych wątpliwości. Jego głos skutecznie utkwił mi w pamięci.
- G-gerard? - spytałem drżącym głosem.
Zdjął kaptur, a na jego twarz opadły przydługie, kruczoczarne kosmyki włosów.
- No a niby kto, jełopie? - zapytał kąśliwie.
Zaśmiałem się nerwowo. Na jego twarz wpełzł szeroki uśmiech. Właściwie to nie wiem, czemu dalej tu stałem, ale najwyraźniej coś mną wtedy właśnie kierowało.
- Czemu mnie śledziłeś? - zapytałem po chwili, przerywając uciążliwą ciszę.
- No a czemu nie? - odpowiedział pytaniem na pytanie.
- No bo... To dosyć dziwne i podejrzane? - powiedziałem zirytowany.
- Dla mnie nic nie jest dziwne i podejrzane - rzucił. - Mogę cię odprowadzić do domu? - dodał po chwili.
- Wiesz, no nie wiem...
- W sumie i tak nie masz wyboru, bo albo będę cię śledził albo szedł z tobą.
- Aha - odpowiedziałem.
Czyli ogółem rzecz biorąc miał rację, wyboru nie miałem, a nawet jeśli to i tak źle i tak nie dobrze. Po jakimś czasie ruszyliśmy z miejsca i udaliśmy się w kierunku mojego domu.
- Właściwie to czemu się mnie tak uczepiłeś? - spytałem po chwili milczenia.
- Bo tak... - odpowiedział krótko, a gdy ja chciałem coś odpowiedzieć od razu mi przerwał - bo wiesz, w sumie to mam taki kaprys, bo mogę i nikt mi nie zabroni.
Był bardzo pewny i arogancki w swoich wypowiedziach, ale to mu nadawało specyficznego uroku. Nie wiedzieć czemu, ale podobała mi się w nim ta cholerna pewność siebie. Spojrzałem na niego kątem oka. Był bardzo przystojny, ale miał nieco dziwną i dziewczęcą urodę. W myślach zganiłem się za swoje niezbyt przyzwoite myśli, właśnie stwierdziłem, że Gerard jest bardzo przystojny i nie wiedziałem czy to aby na pewno było normalne, czy też nie.
Po niedługim czasie dotarliśmy pod mój dom. Nie wiedziałem co zrobić, grzecznie się z nim pożegnać, czy też go zaprosić do środka. Staliśmy na przeciwko siebie w odległości mniejszej niż pół metra. Poprawiłem nerwowo plecak i spojrzałem prosto w jego ciemne oczy. Na jego twarzy błąkał się nikły uśmiech.
- No to... Nie wiem... - zacząłem. - Może wejdziesz do środka? -zaproponowałem.
- Nie dzisiaj - powiedział, a w jego głosie można było wyłapać ledwo słyszalny smutek.
- Czemu?
- Po pierwsze to śpieszę się, a po drugie... Twoi rodzice są w domu - uśmiechnął się.
- Skąd wiesz? - spytałem zdziwiony.
Zaśmiał się cicho.
- Mam swoje sposoby - odparł. - Nie zapominaj, że nie jestem człowiekiem.
- Ach, no tak. Ale co z tego, że są w domu?
- Nie zapominaj również, że twój tata jest policjantem - no nie, on wiedział chyba o mnie i mojej rodzinie wszystko - a chyba nie chcesz, żeby mnie złapali, co?
- No nie... - spojrzałem na swoje czarne trampki. - To... Do zobaczenia?
- Mam nadzieję - pochylił się nade mną. - Ładny z ciebie chłopak, Frank - szepnął do mojego ucha i oddalił się ode mnie nieznacznie.
Przybliżył się do mojej twarzy, dzieliło nas tylko kilka centymetrów. Po chwili poczułem jego usta tuż przy swoich. Cholera, on mnie całował, lecz nie trwało to zbyt długo. Jego usta były lodowate i przyjemnie miękkie. Chłopak oderwał się ode mnie szybko, pożegnał się i odszedł. Tak zwyczajnie odszedł zostawiając mnie skołowanego. Nie byłem pewien, czy to działo się naprawdę czy to tylko moja chora wyobraźnia. Odwróciłem się przodem do mojego domu i spostrzegłem stojącą w oknie w kuchni z założonymi rękoma i gapiącą się na mnie ze złością moją mamę. No super, naprawdę super. Było warto.
Zrezygnowany powoli wszedłem do domu, a wierzcie mi lub nie, ale wcale mi się tam teraz nie spieszyło. Już słyszę w głowie teksty mojej matki.
Otworzyłem drzwi powoli i już chciałem się przemknąć z przedpokoju od razu na piętro do swojej sypialni, ale mama mnie zauważyła. Sądząc po jej minie, nie zbierało się na ciekawą rozmowę. Kątem oka zauważyłem tatę czytającego gazetę i siedzącego w fotelu w salonie. Odgarnąłem włosy do tyłu i spojrzałem na mamę. Było czuć na odległość, że się w niej gotuje, była nieźle wkurzona.
- Zapraszam do kuchni - powiedziała stanowczo.
Westchnąłem zrezygnowany i poszedłem za nią do pomieszczenia. Usiadłem na krześle przy stole, a mama zawołała tatę.
- Kto to był? - zapytała nadzwyczaj spokojnie, aż za spokojnie, ale ja wiedziałem, że zaraz wybuchnie istny wulkan, a dom zamieni się w piekło.
- Kolega - odpowiedziałem powoli i ostrożnie.
- Kurwa, co to za kolega, z którym się całuje na pożegnanie?! Nie wciskaj mi tu kitu! - podniosła głos.
Znacie uczucie, kiedy macie ochotę rozpłynąć się w powietrzu albo zapaść się pod ziemię i nie pojawiać się na czyiś oczach? Tak właśnie się czułem, nie miałem bladego pojęcia jak gustownie wyjść z całej tej niezbyt przyjemnej sytuacji.
- Ale... - zacząłem.
- Żadnych ale! Zakaz wychodzenia z domu!
Spojrzałem na mojego tatę błagalnym wzrokiem, a on spojrzał na mnie rozbawiony całą tą sytuacją.
- Ale...
- Nie będzie mi tutaj żaden cholerny, podejrzany typ demoralizował syna! - krzyknęła.
Widziałem, że tata już po prostu nie może wytrzymać i zaraz wybuchnie śmiechem. Ciekawe, czy by mu było tak do śmiechu, gdyby to on był na moim miejscu. To nie on tutaj teraz dostawał opierdol od mamy za takie bzdety.
Nie odpowiedziałem jej nic. Po cichu wstałem od stołu i udałem się do swojego pokoju na piętrze. Trzasnąłem drzwiami i rzuciłem plecak pod biurko. Z plecaka wyjąłem słuchawki i telefon. Skoczyłem na łóżko i ułożyłem się wygodnie na nim, wkładając słuchawki do uszu i włączając swoją ulubioną muzykę. Poczułem się dużo lepiej.
***
Jego młodszy brat spojrzał na niego z rozbawieniem, wiedział bowiem, że prędko to nie nastąpi, ponieważ chłopak nie preferował kobiet.
- Mówisz już tak od miesiąca - wtrącił się.
Wstał z fotela.
- Chcę ją najpóźniej poznać w niedzielę - rzucił ojciec, gdy chłopak wychodził z pokoju.
Za nim wyszedł jego brat.
Młodszy z nich zamknął drzwi od salonu.
Kiedy Frank leżał na łóżku, na drugim końcu miasta, w ciemnym lesie spacerował chłopak ubrany w czarne ubrania. Zbliżał się do miejsca, w którym tak bardzo nie chciał się znaleźć, ale musiał. Musiał stanąć przed swoim ojcem i zapewnić go, że za niedługo pozna jego wybrankę. Bycie wampirem, który miał przejąć władzę po ojcu nie było takie proste, a jeszcze trudniejsze było to, że on wcale nie zamierzał mieć dziewczyny. Owszem, uważał, że kobiety to nadzwyczaj piękne istoty, ale one do niego w ogóle nie trafiały. Wolał mężczyzn i wcale nie chciał tego ukrywać lecz musiał, bo co powiedziałby na to wszystko jego ojciec? Byłaby to hańba dla całego ich rodu, wtedy jedyne co by mogli z nim zrobić to spalić go na stosie, taki syn to wstyd.
Biegiem pokonał ostatnie kilkadziesiąt metrów dzielących go od ogromnego domu. Pchnął żelazną bramę bez większego wysiłku i wszedł na plac przed domem. Posiadłość jego rodziców przyprawiała o dreszcze, a zwykli śmiertelnicy omijali ją szerokim łukiem. Z trudem udał się w stronę ogromnych, drewnianych drzwi prowadzących do środka. Otworzył je i zniknął w środku. Dom był wielki, a pomieszczenia były urządzone w wiktoriańskim stylu. Czuł wstręt do tego domu, ale i tak w nim musiał mieszkać. Może i nie przebywał tu jakoś często, ponieważ całe dnie spędzał praktycznie po za nim, ale i tak go nienawidził. Wolałby się oderwać od tego chorego układu cudownej rodzinki wampirów i wyjechać. Zacząć nowe życie.
Udał się do dużego pomieszczenia, w którym siedzieli jego rodzice oraz młodszy brat. Z niechęcią usiadł w jednym z starych foteli i spojrzał na ojca.
- Synu, kiedy wreszcie mi przedstawisz swoją narzeczoną? - spytał go, popijając przy tym herbatę z pięknie zdobionej drobnymi kwiatami filiżanki.
- Zapewniam cię ojcze, że niedługo to nastąpi - odpowiedział po raz któryś z rzędu w tym miesiącu.
Jego młodszy brat spojrzał na niego z rozbawieniem, wiedział bowiem, że prędko to nie nastąpi, ponieważ chłopak nie preferował kobiet.
- Mówisz już tak od miesiąca - wtrącił się.
- Siedź cicho, durniu - syknął do niego.
Wstał z fotela.
- Chcę ją najpóźniej poznać w niedzielę - rzucił ojciec, gdy chłopak wychodził z pokoju.
- Oczywiście, ojcze - mruknął pod nosem.
Za nim wyszedł jego brat.
Młodszy z nich zamknął drzwi od salonu.
- Ja nie chcę nic mówić, Gee, ale ojciec chyba nie będzie zadowolony, gdy przyprowadzisz tutaj faceta - zaśmiał się, ale widząc minę swojego brata spoważniał.
Czarnowłosy posłał mu złowrogie spojrzenie.
- A spierdalaj - mruknął i poszedł do swojego pokoju na piętro.
Wszedł do ciemnego pomieszczenia, w którym okna były pozasłaniane ciężkimi zasłonami. Jak każdy wampir nienawidził światła, kochał przebywać w ciemności zupełnie sam. Usiadł na podłodze w najciemniejszym zakamarku swojego pokoju i skulił się, obejmując swoje nogi ramionami. Oparł głowę na kolanach. Nie miał żadnego pomysłu na dalszą egzystencję. Nie pasowało mu już takie życie, jeśli w ogóle można było go nazwać żywym, przecież był wampirem. Wiedział, że ojciec nie żartował, że chciał jak najszybciej poznać jego ukochaną, ale on jej nie miał. Ponad to spodobał mu się zwykły śmiertelnik. Zakochał się w śmiertelniku. Ten związek byłby skazany na potępienie, on nie miał prawa istnieć. Ale zakochał się w nim, od pierwszego wejrzenia. Doznał czegoś, czego nie doznawał przez długi czas. Gdy wtedy zobaczył go w tym zaułku nocą, poczuł coś, czego dawno już nie czuł. Poczuł motylki w brzuchu, to było niesamowite uczucie. On był taki delikatny, taki drobny i z niczego niezdający sobie sprawy. Chciał go wtedy zabić, przecież zobaczył za dużo. Widział, jak zabijał Jane. Mógł go wydać. Gerard mógł już siedzieć w więzieniu, mógł zostać potępiony na wieki. Ale on go nie wydał i Way wiedział, że go nie wyda. Zakochał się w cholernym śmiertelniku.
Niskim, czarnowłosym chłopaku o imieniu Frank.
Bez dłuższego namysłu wstał z podłogi i podszedł do okna. Gdy odsłonił zasłony uderzyło go niezwykle jasne światło. Syknął ze złości, nienawidził światła dziennego. Czuł się podle w swojej skórze, wolałby być już cholernym człowiekiem. Bycie wampirem owszem, ma swoje zalety ale ma także wiele wad. Spojrzał na okno, o które uderzały maleńkie kropelki deszczu, które z sekundy na
sekundę przybierały na sile. Chwycił za klamkę od przestarzałego okna i przekręcił ją. Otworzył okno na roścież. Wspiął się na drewniany parapet i usiadł na nim. Spojrzał w dół i przez chwilę zastanawiał się, czy wyskoczyć przez okno, czy wyjść kulturalnie drzwiami. Zdecydował się jednak na skok przez okno. Stanął na parapecie i przygotował się do skoku. Niezbyt gustownie wylądował na mokrej ziemi, tocząc się przez chwilę po niej. Czuł, jak jego ubranie oraz włosy powoli nasiąkają wilgocią.
Cholerny deszcz, pomyślał.
Podniósł się z ziemi, otrzepał ubranie z niewidzialnego brudu i skierował swoje kroki do domu młodego Iero.
Czarnowłosy posłał mu złowrogie spojrzenie.
- A spierdalaj - mruknął i poszedł do swojego pokoju na piętro.
Wszedł do ciemnego pomieszczenia, w którym okna były pozasłaniane ciężkimi zasłonami. Jak każdy wampir nienawidził światła, kochał przebywać w ciemności zupełnie sam. Usiadł na podłodze w najciemniejszym zakamarku swojego pokoju i skulił się, obejmując swoje nogi ramionami. Oparł głowę na kolanach. Nie miał żadnego pomysłu na dalszą egzystencję. Nie pasowało mu już takie życie, jeśli w ogóle można było go nazwać żywym, przecież był wampirem. Wiedział, że ojciec nie żartował, że chciał jak najszybciej poznać jego ukochaną, ale on jej nie miał. Ponad to spodobał mu się zwykły śmiertelnik. Zakochał się w śmiertelniku. Ten związek byłby skazany na potępienie, on nie miał prawa istnieć. Ale zakochał się w nim, od pierwszego wejrzenia. Doznał czegoś, czego nie doznawał przez długi czas. Gdy wtedy zobaczył go w tym zaułku nocą, poczuł coś, czego dawno już nie czuł. Poczuł motylki w brzuchu, to było niesamowite uczucie. On był taki delikatny, taki drobny i z niczego niezdający sobie sprawy. Chciał go wtedy zabić, przecież zobaczył za dużo. Widział, jak zabijał Jane. Mógł go wydać. Gerard mógł już siedzieć w więzieniu, mógł zostać potępiony na wieki. Ale on go nie wydał i Way wiedział, że go nie wyda. Zakochał się w cholernym śmiertelniku.
Niskim, czarnowłosym chłopaku o imieniu Frank.
Bez dłuższego namysłu wstał z podłogi i podszedł do okna. Gdy odsłonił zasłony uderzyło go niezwykle jasne światło. Syknął ze złości, nienawidził światła dziennego. Czuł się podle w swojej skórze, wolałby być już cholernym człowiekiem. Bycie wampirem owszem, ma swoje zalety ale ma także wiele wad. Spojrzał na okno, o które uderzały maleńkie kropelki deszczu, które z sekundy na
sekundę przybierały na sile. Chwycił za klamkę od przestarzałego okna i przekręcił ją. Otworzył okno na roścież. Wspiął się na drewniany parapet i usiadł na nim. Spojrzał w dół i przez chwilę zastanawiał się, czy wyskoczyć przez okno, czy wyjść kulturalnie drzwiami. Zdecydował się jednak na skok przez okno. Stanął na parapecie i przygotował się do skoku. Niezbyt gustownie wylądował na mokrej ziemi, tocząc się przez chwilę po niej. Czuł, jak jego ubranie oraz włosy powoli nasiąkają wilgocią.
Cholerny deszcz, pomyślał.
Podniósł się z ziemi, otrzepał ubranie z niewidzialnego brudu i skierował swoje kroki do domu młodego Iero.
Hej ho!
Ludzie, ponad 10000 wyświetleń bloga! Jesteście wielcy! Strasznie Wam dziękuję, jestem niesamowicie szczęśliwa!
Dziękuję, że wchodzicie na bloga i czytacie moje wypociny, to wiele dla mnie znaczy.
Mam nadzieję, że druga część short story Wam się spodobała.
xoxo
Nancy
Gerard ty pieprzony wampirze! Nie wiem czemu, ale po przeczytaniu tego odrazu pomyślałam o Zmierzchu Xd. Robi się coraz ciekawiej^^ Ciekawe jak to się dalej potoczy. Może Gee zmieni Franka w wampira?:D Życzę dużo weny'k
OdpowiedzUsuńNieeee, tylko nie Zmierzch XD Wszystko, ale nie Zmierzch. xD Zmierzch, szczególnie ostatnia część to najbardziej sztuczny film o wampirach, jaki widziałam xD Chociaż książka byłaby całkiem spoko, gdyby nie ta ich cudowna miłość XD
UsuńJak zobaczyłam, że dodałaś drugi rozdział short story, zdziwiłam się. Gdzie jest pierwszy? Ale przeczytałam jeszcze raz poprzednią część i już wszystko wiem :-D.
OdpowiedzUsuńMam nadzieję, że następna część niebawem?
Gratuluję 10000 wyświetleń (nie wiem czy dobrze napisałam, gubię się po trzech zerach ;_;).
No i oczywiście, rozdział mi się podobał :-).
No wiem wiem, że rozdział pierwszy się pojawił już bardzo dawno temu no ale.
OdpowiedzUsuńNastępna część... no niestety nie jestem w stanie tego przewidzieć. xD
Dziękuję i dobrze napisałaś 10000 xD
Super, że się podobało! ^^
OMG, jakie to cudowne! Kocham wampiry!
OdpowiedzUsuńIdealne trafiłaś w mój gust.
Teraz jeszcze bardziej będę wyczekiwać rozdziałów ^^
Gerard wydaje mi się tu jeszcze bardziej seksowny niż jest normalnie.
Błagam, pisz jak najszybciej!
Czekam i życzę weny!
Bardzo się cieszę, że się podobało c:
UsuńCiekawie się to wszystko zapowiada :) Ja również bardzo lubię wampiry, i nie mogę się już doczekać następnej części :)
OdpowiedzUsuńDużo weny życzę i z niecierpliwością czekam na następny wpis^^
Cieszę się, że się podobało! c:
UsuńAww, naprawdę strasznie podoba mi się ten short story.
OdpowiedzUsuńCzyta się go bardzo przyjemnie, masz świetny styl pisania oraz nie wylapalam żadnego błędu.
Nie mogę się doczekać co będzie dalej, czy Gerard jakoś zmieni/ucharakteryzuje Franka na kobietę i przedstawi ojcu? XD Może to dziwny pomysł, ale od razu wpadł mi do głowy.
Wszystko jest tu idealne, kocham wampiry, dłuższy czas siedzę w wampiryzmie i trochę wstyd przyznać, ale zaczęło się to od Zmierzchu; -; No ja wiem, ze on jest denny i przeslodzony ale i tak sentyment do niego mam: 3
Czekam z niecierpliwością na następne części ^^
Spoiler alert!
UsuńNie, nie będzie żadnych przebieranek, to by było zbyt... absurdalne i zabawne? xD
Dobra, nie zabiję za ten Zmierzch, ale serio, film to jakaś jedna wielka pomyłka. xD
Bardzo cieszę się, że Ci się podoba i dziękuję za miły komentarz! ^^
Obserwuję Cię już od dłuższego czasu i, cholera, mam tyle do nadrobienia :o
OdpowiedzUsuńRozdział świetny, ogólnie podoba mi się kierunek, w którym zmierza opowiadanko^^
I słodki Jezu- gdzie z tym Zmierzchem, niee, nie, nie, nie porównujcie tej książki-filmu-whatever-bez-jakiegokolwiek-przekazu-z-głowną-bohaterką-która-jest-stuprocentową-i-więcej-ciotą pliska ;; XDDDDD
xo, weny i jeszcze więcej weny!
Dzień dobry. Wpadłam tu tylko na moment. Chciałam poinformować Cię o II rozdziale u mnie. Ale jak już jestem, to od razu mogę się zapytać KIEDY NOWY ROZDZIAŁ?
OdpowiedzUsuń*CHAMSKA REKLAMA*
OdpowiedzUsuńWpadłam Ci powiedzieć, że u mnie nowy rozdział. Zapraszam.
A ja nadal czekam na 3 u Ciebie... Kiedyś coś napiszesz? Większość blogów, które czytałam zakończyło swoją działalność po 5 rozdziałach
Smutno trochę. Ty nie zakończyła, prawda?