Dzisiaj krótko i w ogóle beznadziejnie i przesłodzone to wszystko, ale mam nadzieję, że się spodoba. xD Może w następnym rozdziale będą jakieś seksy, bo dawno nie było xD
Jeszcze żyję wczorajszym dniem i wiadomością o koncercie Gerarda i kupnem jego płyty xD
A no i przepraszam, że tak długo musieliście czekać, ale mojemu kochanemu bratu zepsuł się komputer, więc uprowadził mojego laptopa. :D Dziś dopiero się dorwałam do niego :)
Enjoy :)
________________________________________________________________________
[Frank]
Zamknąłem za sobą drzwi wejściowe i pędem ruszyłem do kuchni, aby zapobiec gorszej kłótni, niż wyzywanie się od debilów, idiotów, i tak dalej, i tak dalej. Stanąłem w progu pokoju i automatycznie spojrzałem na Gerarda, który właśnie wymierzał cios w twarz swojego brata. Podbiegłem szybko do niego i zatrzymałem jego rękę w połowie wykonywania czynności. Gerard spojrzał na mnie z wściekłością wymalowaną na twarzy i puścił Mikeya. Popchnął go na krzesło. Usiedli przy stole, a ja usiadłem na blacie. Spojrzałem na swoje buty, których nie ściągnąłem. Następnie przeniosłem wzrok na Mikeya, a potem na Gerarda. Mierzyli się zawzięcie spojrzeniami. A więc, to będzie taka bitwa na spojrzenia? Zapowiada się ciekawie.
Przez dłuższy czas panowała cisza w pomieszczeniu, gdy ci dwaj idioci toczyli bitwę na spojrzenia. Postanowiłem przerwać to wszystko, więc głośno odchrząknąłem. Mężczyźni spojrzeli na mnie złowrogo, a ja się odezwałem.
-Zamierzacie teraz tak siedzieć, nie rozmawiać, ani nic?- spytałem.
-Frank, wyjdź na chwilę, dobrze?- powiedział Gerard.
-Nie, Gerard. Nigdzie nie pójdę, tym bardziej, że sprawa dotyczy mnie!- krzyknąłem.
Gerard przewrócił oczami i spojrzał na Mikeya, który aktualnie wstał od stołu.
-Gdzie się wybierasz?- zapytał Gerard i również wstał od stołu.
Błyskawicznie podszedł do swojego brata, złapał go mocno za nadgarstek i popchnął na krzesło.
-No co ty odpierdalasz?!- krzyknął Mikey.
-Chcę z tobą porozmawiać, a ty się zabierasz i gdzieś idziesz!
-Gerard...- powiedziałem cicho.
-Tak? A może ja ci nie mam nic do powiedzenia, cioto?!- znów krzyknął Mikey.
-Jesteś pewny?! A to jak potraktowałeś Franka, myślisz, że jest w porządku?!
-Gerard...- próbowałem im przerwać, lecz bezskutecznie.
-Tak, jest kurwa w porządku, bo nic mu kurwa nie zrobiłem!
-Jasne, a to, że go wykorzystałeś i to w tak bestialski sposób to dla ciebie nic?!- wrzasnął.
Zatkałem sobie uszy, nie chciało mi się słuchać tych krzyków. Patrzyłem na nich. Gerard zawzięcie gestykulował rękami, Mikey również. Krzyczeli na siebie. Mikey coś mówił. Dużo mówił. Nagle Gerard wstał z krzesła. Podszedł do Mikeya i przywalił mu z pięści w twarz. Odetkałem uszy. Otworzyłem szeroko ze zdumienia oczy i buzię. Chciałem coś powiedzieć, ale tak naprawdę to nie wiedziałem co. Młodszy Way trzymał się za bolący policzek, a Gerard patrzył z przerażeniem to na niego to na swoją pięść.
-Boże, Mikey przepraszam.- szepnął i kucnął przy swoim bracie.
Odciągnął od jego twarzy ręce i spojrzał na cały czerwony policzek.
-Ja... Ja nie chciałem.- powiedział zdławionym głosem.- Nigdy w życiu bym cię nie uderzył.
-Właśnie widzę.- wymamrotał.
Do ich oczu zbierały się łzy. No nie, ja nie wytrzymam. To ja tu jestem najbardziej poszkodowany, a tu Gerard przywalił z pięści bratu i teraz bezgraniczna, braterska miłość. No po prostu nie wierzę! Co za idioci.
-Przepraszam, Mikey.- szepnął Gerard i mocno przytulił brata.
-Ja też przepraszam Gerard.
Patrzyłem na to całe zdarzenie i po prostu nie dowierzałem. Ot tak się przeprosili? Że co? Czy to się dzieje naprawdę, czy to jakiś chory sen...
-Przepraszam, że wam przerywam jakże cudowną chwilę pojednania, i tak dalej, ale JA też tu jestem.- powiedziałem.
Gerard coś szepnął na ucho do Michaela. Mężczyzna wstał z krzesła i podszedł do mnie. Popatrzyłem na niego z obrzydzeniem. Mikey rzucił się na mnie i mnie mocno przytulił. Co? Nie wiedząc co zrobić, odwzajemniłem uścisk. Oderwał się ode mnie.
-Ciebie również przepraszam, Frank... Teraz sobie zdałem sprawę, że bardzo źle postąpiłem. Bardzo przepraszam.
-I ja mam tobie teraz wybaczyć, tak?
Pokiwał głową. Odepchnąłem go od siebie i udałem się do pokoju Gerarda. Co to, to nie. Ze mną nie ma tak łatwo. Myśli, że przytuli mnie i przeprosi, to ja mu wybaczę. Niech sobie tak lepiej nie myśli. Za coś takiego, jak on mi zrobił to do więzienia się idzie. Dupek. Zatrzasnąłem drzwi i rzuciłem się na kanapę. Patrzyłem się w sufit, gdy usłyszałem kroki pod drzwiami. Szarpanie za klamkę, lecz bezskuteczne. Zamknąłem drzwi na klucz. Pukanie.
-Frankie, otwórz. Proszę.- powiedział błagalnym tonem Gerard.
-Ani mi się śni!- krzyknąłem.
-Frank... Skarbie, proszę cię.- nie dawał za wygraną.
-NIE!- krzyknąłem stanowczo.
-Weź się nie obrażaj, jak jakaś nastolatka podczas okresu dojrzewania!
-Chcesz to możemy pogadać właśnie tak, jak teraz.
-Przez drzwi?- spytał.
-Tak.
-A kurwa siedź sobie tam sam. My wychodzimy.
-No i bardzo dobrze. Tylko żeby cię twój braciszek gdzieś nie zgwałcił po drodze.- wymamrotałem.
-Dobrze, ale pamiętaj, że jak wrócę to sobie pogadamy!- krzyknął, po jego głosie było słychać, że jest już mocno wkurzony.
-Będę pamiętał, Gerardzie.- powiedziałem najsłodszym tonem, przepełnionym jednocześnie jadem.
Po chwili usłyszałem trzask drzwi i przekręcanie klucza w zamku. Wstałem z łóżka i powoli wyszedłem z pokoju, aby upewnić się, że rzeczywiście nikogo nie ma w mieszkaniu. Chciałem być teraz sam. Wyślizgnąłem się zza drzwi i poszedłem do salonu. Podszedłem do szafki z tak dobrze mi znaną zawartością. Paczka petów i zapałki. Teraz tego potrzebowałem. Otworzyłem drzwi balkonowe i usiadłem na betonowej posadzce. Wyjąłem z opakowania jednego papierosa i wsadziłem go do ust. Podpaliłem i zacząłem się rozkoszować, drażniącym moje płuca, dymem. Przed kamienicą ujrzałem Gerarda i Mikeya. Pospiesznie wstałem i przyjrzałem się im. Mikey trzymał w ręce wielką torbę. Oświeciło mnie. Wyjeżdża. Nareszcie. Mimowolnie kąciki moich ust uniosły się do góry. Mężczyźni stanęli przy dużym, terenowym samochodzie, marki nie widziałem, ponieważ stał za daleko. Gerard uścisnął Michaela, który następnie wsiadł do samochodu. Wypuściłem z ust dym. Czerwonowłosy jeszcze przez chwilę stał i patrzył jak odjeżdża jego brat. Gerard zaczął wracać. Spojrzał na górę i cóż, ujrzał mnie. Jego mina z wesołej momentalnie zrzedła. Zaczął iść szybciej. No to super, teraz jeszcze mi się oberwie za to, że znowu palę. Zgasiłem papierosa i wyrzuciłem go przed siebie. Z ziemi zebrałem pudełko zapałek i papierosy. Wszedłem do środka mieszkania i zamknąłem pospiesznie balkon. I już chciałem odłożyć do szafki pudełka, gdy do salonu wpadł Gerard i wyszarpał mi je z rąk. Wybiegł do kuchni i wyrzucił je do kosza.
-Frank, czy ciebie już do reszty popierdoliło? Miałeś nie palić!- nakrzyczał na mnie.
-Przepraszam...
-A co mi po twoich przeprosinach... - powiedział zrezygnowany i usiadł na kanapie.
Podparł się ręką. Powoli do niego podszedłem i usiadłem mu na kolanach. Gerard spojrzał na mnie. Przeczesał ruchem dłoni moje włosy, które opadały mi na twarz. Spojrzał na mnie pewnie, ze skwaszoną miną.
-I co ja mam z tobą zrobić?- spytał.
-Nie wiem.- szepnąłem.
Wstałem z niego, ale on chwycił mnie za nadgarstek.
-Chodź tu, głupku.- westchnął.
Pociągnął mnie mocno za rękę, a ja wylądowałem z powrotem na jego kolanach. Przytulił mnie mocno do siebie, ja wtuliłem się w jego powoli unoszącą się klatkę piersiową. Głaskał mnie po plecach. Oparłem się brodą o niego, aby móc patrzeć prosto w jego oczy. Pocałował mnie w czoło.
-Kocham cię, wiesz?- szepnął.
-Wiem. Ja ciebie też kocham.- odszepnąłem.
-To dobrze.
Pocałował mnie.
Gerard jest idiotą. Oficjalnie to stwierdzam XD No i co z tego, że uderzył brata? Należało mu się XD Swoją drogą, czy mogłoby go coś rozjechać? Rosyjski czołg, rowerzysta, albo staruszka chodząca o kulach? Cokolwiek? XD Tak na wszelki wypadek.
OdpowiedzUsuńAle najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło i na koniec rozdziału dałaś takie rzyganie tęczą, które ostatnio bardzo kocham XD <3
Życzę weny i czekam na kolejny rozdział :D
Ja wiem, że Gerard to idiota... Po części to było zamierzone xd Po za tym wiesz, on kochał swojego brata (tam gdzieś na samym dnie dna serca XD) i się wystraszył, że go uderzył i w ogóle... Ja nie wiem co do Mikeya, albo go zostawię w spokoju, albo go coś rozjedzie jak będzie wracał tam skąd przyszedł XD Cieszę się, że ci się spodobało to rzygnięcie tęczą na koniec xD
UsuńNie zaszkodziłby fragment w stylu "Kiedy Mikey wracał do domu, niefortunnie rozjechała go Demolition Puppy, jadąc na swoim jednorożcu." XDDD
UsuńSwoją drogą, bardzo mnie ciekawi co się będzie działo dalej, więc nie zwlekaj z dodawaniem rozdziału XD :D
Wiesz co? Zrobię specjalnie dla ciebie (jak mi się będzie chciało) bonus z fragmentem w stylu "Kiedy Mikey wracał do domu, niefortunnie rozjechała go Demolition Puppy, jadąc na swoim jednorożcu." XDDD
UsuńNajpierw Mikey z Gerdziem się kłócą i wgl, a za chwilę są to najlepsi bracia na świecie. A podobno to Frankowi zmieniają się nastroje jak kobiecie w ciąży xD
OdpowiedzUsuńNo najwidoczniej Michaelowi i Gerdziowi też :D
UsuńJa skomentuję to jednym słowem: AbSTRAKCJA!!! XD
OdpowiedzUsuńKurde no, nawet moja koleżanka wchodząca do kuchni na wycieczce klasowej, wyciągająca z zamrażalki widelec i przykładającą go sobie do czoła, wydaje się bardziej normalnym widokiem.
Gerard nie jest idiotą, on jest obłąkany XD Jakby miał schizofrenię albo rozdwojenie jaźni, albo jedno i drugie XD Oni wszyscy w tym opowiadaniu są tak uroczo popieprzeni XDDD
Haha, no nieźle xD To miało być inaczej, oni mieli być normalni, mądrzy xD Chciałam dobrze, a wyszło jak zwykle XDDDD
Usuń