piątek, 3 października 2014

Never Let Them Take The Light Behind Your Eyes ~~ Rozdział XXI

Elo, elo 3 2 0! xD
Hyhy, no to miłego czytania! xD
______________________________________________________________________________
[Gerard]
W pomieszczeniu panowała bardzo niezręczna cisza. Frank cały czas się na mnie patrzył, a ja na niego. Nie wiedziałem, czy wytłumaczenia jego wystarczą, aby mu wybaczyć. Gorzej, jeśli się okaże, że to, co Mikey powiedział rzeczywiście jest prawdą. Wtedy będę musiał się najzwyczajniej w świecie pozbyć Franka jak najszybciej z domu. Nie będę mógł przebywać z nim w mieszkaniu, a co dopiero w jednym pomieszczeniu. Żal by mi go było trochę wyrzucać, tym bardziej, że raczej nie miał gdzie pójść. To znaczy miał, do swojego domu, ale kto to widział, żeby niepełnoletni chłopak sam się utrzymywał? Może nawet dobrze, że mu szukają rodziny zastępczej. Przynajmniej nie będę się musiał o niego martwić, czy żyje, czy też nie. A co jeśli się okaże, że to co powiedział Mikey to... Kłamstwo? Wtedy będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Mikeya wyrzucę z domu, a razem z Frankiem będziemy sobie żyć długo i szczęśliwie. Boże, zabrzmiało to jak koniec jakieś bajki o księciu i królewnie. Wpatrywałem się w bruneta, który spuścił wzrok na podłogę i o czymś myślał. Pewnie układa sobie w głowie to, co ma powiedzieć. Albo układa sobie jakieś perfidne kłamstwo. No nieźle.
-No więc...- odezwał się.
-Co masz mi do powiedzenia, Frank?- spytałem z zaciekawieniem.
-Gerard... To było tak... Kurde...- zaczął się jąkać.- Ty wtedy poszedłeś na te wykłady, prawda?- kiwnąłem głową.- No więc, gdy wstałem przeczytałem sobie kartkę od ciebie i poszedłem do kuchni aby coś zjeść i napić się kawy...
-I co się potem stało?
-No więc, gdy wszedłem do kuchni, zacząłem sobie robić kawę. Wtedy ktoś mnie objął w pasie ramionami i pomyślałem, że to ty, że jednak nie poszedłeś na wykłady. Odwróciłem się i okazało się, że to Mikey... Powiedział mi, że chce się ze mną zabawić. Wystraszyłem się. Przycisnął mnie mocniej do siebie i mnie pocałował... A ja...
-A ty?
-A ja głupi poddałem mu się. Przepraszam...
-Nie przepraszaj, jeszcze przyjdzie czas na przeprosiny. Lepiej mów dalej, co się działo później.- powiedziałem i rozsiadłem się wygodniej w fotelu.
-No więc Mikey jakimś cudem wciągnął mnie do łazienki i... Eh, to było okropne.- ukrył twarz w dłoniach.
Po chwili usłyszałem cichy szloch. Płakał. Nagle i mi zrobiło się przykro. Wstałem ze swojego miejsca i podszedłem do Franka. Usiadłem koło niego na kanapie i go mocno do siebie przytuliłem.
-Frank... Musisz mi powiedzieć, co się działo później.- szepnąłem.
-Gerard, ale to trudne...- wyjąkał.
-Wiem, słońce.- powiedziałem.
Frank wtulił się we mnie. Delikatnie go głaskałem po plecach.
-Gerard... On w-wziął m-mnie sił-łą... Próbowałem się jakoś uwolnić, ale on...- jeszcze bardziej się rozryczał.
-No już, cichutko, Frankie.- ucałowałem go w czubek głowy.
Oddech chłopaka powoli stawał się równy. Leżał na kanapie wtulony we mnie. Nie wiedziałem, co z tym wszystkim robić. Na zewnątrz byłem spokojny, lecz w środku mnie dosłownie wszystko się kotłowało. Byłem niemal jak wulkan, który miał za niedługo wybuchnąć. Zabiję tego gnoja. Jego stopa, nic a nic nie stanie w moim domu już nigdy więcej. Co to, to nie. Nie ma tak dobrze. Niech wraca, skąd przyszedł. Co mnie do jasnej cholery podpuściło, żeby go do siebie przyjmować?! Przecież wiedziałem, jaki jest. Okropny. Biedny Frank na tym najbardziej ucierpiał. Nawet nie chcę myśleć, przez co on musiał przechodzić. Przytuliłem do siebie chłopaka jeszcze mocniej.
-Prze-przepraszam, Gee...- wybełkotał cicho w moją koszulkę.
-Frank, to przecież nie twoja wina...- powiedziałem.
-Ależ oczywiście, że m-moja.- wyjąkał.
-Wcale nie.
Frank usiadł na kanapie i odwrócił się ode mnie.
-Moja i tylko moja...-użalał się nad sobą.- Gdybym wtedy odepchnął Mikeya...
-Gdybyś wtedy odepchnął Mikeya, mogłoby się to gorzej skończyć.- uciąłem mu w połowie zdania.
Frank odwrócił się do mnie przodem. Spojrzałem mu w oczy, które teraz emanowały z siebie bólem i smutkiem. Czerwone, popuchnięte od płaczu. Nagle i mi się zrobiło dziwnie smutno i z moich oczu popłynęło kilka łez, które następnie przetworzyły się w cały wodospad. Chłopak przybliżył się do mnie.
-Nie płacz, Gerardzie.- szepnął.
W żaden sposób nie zareagowałem na jego słowa. Bolało mnie to, że Mikey potrafił go w tak brutalny sposób skrzywdzić.
-Gerard, proszę. Nie płacz już.- jego głos się łamał.
Chwycił moją twarz w dłonie i delikatnymi ruchami kciuka gładził mój policzek. Spojrzałem głęboko w jego oczy i niemal zatopiłem się w tym cudownym, czekoladowym kolorze. Nasze twarze coraz to bardziej przybliżały się do siebie. Nie wytrzymałem i objąłem chłopaka w talii mocno przyciskając do siebie. Pocałowaliśmy się. Pocałunek na początku był delikatny. Po prostu ot taki sobie zwykły całus, bez żadnej brutalności, czy zbędnych czynów. Delikatny, acz nadzwyczaj czuły. Męczyliśmy powoli swoje wargi, jakby cała rzeczywistość gdzieś wyparowała. Z oczu przestały mi płynąć łzy. Myślę, że jakby teraz miały jakiekolwiek łzy wypłynąć z moich oczu, czy z jego, byłyby to łzy szczęścia. Frank oderwał się ode mnie na chwilę.
-Kocham cię.- szepnął wprost w moje wargi i z powrotem wpił się w moje usta.
Tym razem pocałunek przybierał na sile. Frank, jak również i ja wkładałem w niego coraz to więcej zaangażowania. Rozsiadłem się wygodniej na kanapie. Chłopak powoli przenosił się na moje kolana. Przejechał językiem najpierw po mojej dolnej wardze, a później po górnej. Nieznacznie rozchyliłem moje wargi, pomiędzy którymi natychmiast znalazł się język Franka. Moje usta otwierały się coraz szerzej, a on nie czekając ani chwili dłużej wepchnął tam swój język. Połączyłem mój język z tym jego, rozpoczynając walkę o dominację. Nasze narządy smaku plątały się w pięknym tańcu. Ręką zaczął przenosić się wzdłuż mojego ramienia, poprzez policzek, aż wplątał ją w moje czerwone, poplątane włosy. Odczepił się ode mnie.
-Prze...-znów mnie pocałował.-...praszam.
-Frank, już przestań. Każde twoje przeprosiny są dobre, szczególnie takie jak te.- uśmiechnąłem się do niego uwodzicielsko i musnąłem czule jego wargi.
Frank odwzajemnił uśmiech. Teraz już żadne słowa się nie liczyły. Wystarczyła cisza i spokój, oraz wzajemna obecność. Z błogością na twarzach wpatrywaliśmy się w swoje oczy. Gładziłem go po udach, a on bawił się moimi włosami. Boże, był teraz taki piękny... Nawet mi nie przeszkadzało to, że jego oczy były opuchnięte. Na twarzy widniały zdrowe rumieńce. Uśmiechał się szeroko. Oczy iskrzyły się od szczęścia. Był idealny.
-Jesteś taki piękny.- szepnąłem.
Frank wtulił się we mnie.
***
-Gerard, proszę cię, nie! Później będzie, że to ja ci powiedziałem...- jęknął.
-Frank, nie zostawię przecież tak tego!- krzyknąłem, zamaszyście gestykulując rękami.
Tak, nie ma to jak kłótnia na środku chodnika. Niewielu było przechodniów, ale gdy już jacyś znaleźli, patrzyli się na nas, jak na psychopatów, którzy świeżo co uciekli z wariatkowa. Wcale im się nie dziwię. Dwóch facetów, kłócących się o tak naprawdę nie wiadomo co, gdy ty sobie idziesz spokojnie ulicą. Przyciągnąłem go do siebie i objąłem ramieniem. Teraz zgrywamy normalnych ludzi i idziemy spokojnie.
-Czy ciebie do reszty popierdoliło, żeby to tak zostawiać?- szepnąłem mu na ucho.
-Nie, ale...- spuścił wzrok.- Boję się.
-Czego się boisz? Nic ci się przecież przy mnie nie stanie.- powiedziałem i spojrzałem przed siebie.
-Wiem, ale...
-Ale co?
-Nic.
-No właśnie.
Pocałowałem go w czoło. Frank się do mnie delikatnie uśmiechnął, a ja do niego. Jakaś kobieta z synkiem spojrzała na nas z pogardą.
-Mamusiu, a czemu ci dwaj panowie się obejmują tak, jak ty i tatuś?- zapytał chłopczyk.
-Bo to zwykli zboczeńcy, chodź Philip.- rzekła matka i pociągnęła go za rękę i z prędkością światła nas wyminęła.
Poszliśmy dalej kilka metrów, a Frank przerwał ciszę panującą pomiędzy nami.
-Nienawidzę takich ludzi.- mruknął pod nosem.
-Frank, ich nie zmienisz.
Zbliżaliśmy się do kamienicy. Ujrzałem zapalone światło na ostatnim piętrze, w mojej kuchni. Mikey się tam krzątał i coś podśpiewywał pod nosem. Niedługo zniknie ten uśmieszek z jego twarzyczki. Oj, już się nie mogę doczekać. Pchnąłem mocno drzwi wejściowe, a następnie weszliśmy na górę po schodach. Wyjąłem z kieszeni klucze i wsadziłem je do zamku. Spojrzałem na Franka, który zaczynał się powoli denerwować.
-Ej, co jest?- spytałem i przyciągnąłem go do siebie, mocno obejmując w pasie.
-Nic.- odpowiedział i spuścił wzrok.
-Ja nie wiem czemu ty się tak denerwujesz, przecież twoja dziewczyna nie rodzi. Ba, nawet nie masz dziewczyny.- zaśmiałem się i odgarnąłem włosy opadające na jego twarz. Złapałem go za policzki i uniosłem jego twarz do góry. Spojrzałem prosto w jego oczy. Przymknąłem powieki i złożyłem pocałunek na jego wargach. Frank się słabo uśmiechnął.- Wszystko będzie dobrze, skarbie.- przytuliłem go i się od niego oderwałem.
Przekręciłem klucz w drzwiach i je otworzyłem. Natychmiastowo rzuciłem klucze Frankowi do rąk i pobiegłem, nawet nie trudząc się zdejmowaniem butów do kuchni. Już u progu krzyknąłem:
-Mikey, ty bezlitosny draniu!! Jak mogłeś do jasnej cholery coś takiego zrobić?!- szczerze, to nie wiedziałem, jak w ogóle zacząć temat, więc krzyknąłem do niego to, co mi ślina na język przyniosła.
Rzuciłem się na niego i chwyciłem go za podkoszulkę unosząc go lekko do góry. Mikey tylko się głupio zaśmiał i przybrał twarz największego skurwiela, jakiego znam.




6 komentarzy:

  1. Mikey, ty kurwo! XD
    Dobrze, że Gee i Frank wszystko sobie wytłumaczyli. Bałam się, że Gerd nie uwierzy biednemu Frankowi ;(
    No, ale teraz wszystko jest zajebiście dobrze i pozostało tylko wywalić Mikey'ego z domu :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta, TYLKO pozostało wywalić Mikeya idiotę z domu XDDD

      Usuń
  2. Haha :D Eh Mikey, Mikey... Trzeba było durnia zgrywać, że ty niby nie wiesz o co chodzi xD Teraz Gerard już na pewno wsadzi go do akwarium z piraniami XD
    PS. - To są zwykli zboczeńcy, chodź Filip. Nie wiem dlaczego, ale rozbawiło mnie to ;) Tak, ja i te moje dziwne poczucie humoru :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, ty i to twoje dziwne poczucie humoru :P XD
      Nie wiem, czy Mikey ze swoimi nogami zmieści się do jakiegoś akwarium ( ͡° ͜ʖ ͡°)

      Usuń
  3. Ohoho ciekawie :D Mam nadzieję, że teraz Mikey wkręci mu swoją wersję i powstanie istny MindFuck <3 oczywiście jak zaplanowałaś to w inny sposób to też dobrze xd
    Czekam z niecierpliwością na więcej :)
    xoxo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie powinno być totalnego MindFuck'a, ale Mikey na pewno będzie się bronił czy coś xD

      Usuń