Nie, ja po prostu tak nie mogę, to już podchodzi pod chorobę niespokojnej ręki i palców xD
Boże w ogóle, to jak ja Mikey'a tutaj za takiego brutala zrobiłam ;_;
Pliiss, wybaczcie za ten rozdział, pewnie niektórzy będą chcieli mnie znaleźć i zabić, przez to, co tu się wydarzy XD
Albo może i nie. xD
Ogółem, rozdział beznadziejny xD
_________________________________________________________________________________________
[Frank]
Usiadłem na blacie kuchennym, o mały włos nie rozlewając na siebie wrzącej kawy. Mikey obejmował mnie mocno w pasie. Przesuwałem swoje ręce wzdłuż jego nagich pleców, od czasu do czasu zadrapując je. Pocałunek przybierał na sile. Nie był pełen miłości i czułości, tak jak z Gerardem. Po prostu był bardzo brutalny i okropny. Nie wiem czemu to zrobiłem. To było naprawdę nie w porządku i nie w moim typie, lecz i tak się oddałem. Jakby Gerard się o tym dowiedział to... Ręka, noga, mózg na ścianie, oko na widelcu, lub mniej makabrycznie- wywalenie z domu. Właśnie sobie uświadomiłem, że zdradzam mojego chłopaka z jego bratem. No ładnie, Franklinie. Matka by cię na pewno za to nie pochwaliła. Poczułem, że tracę pod dupą miejsce stabilne. Mikey przenosił mnie, nie wiem gdzie. Miałem zamknięte oczy i byłem zbyt pochłonięty pocałunkiem, który wcale mi się nie podobał. Wmawiaj sobie dalej.- coś zaskrzeczało w mojej głowie. Michael oderwał się ode mnie i zaczął obcałowywać moją szyję, czasem ją przygryzając. No świetnie. Spojrzałem na aktualną sytuację, w której się znajdowałem. Szliśmy korytarzem w stronę... Łazienki? Po co mu do cholery łazienka? Otworzył drzwi jedną ręką, drugą dalej mnie niosąc i weszliśmy do pomieszczenia, które zalało mdłe światło znajdujące się koło lustra. Po chwili pomieszczenie bardziej się rozjaśniło, a Mikey zamknął drzwi na klucz. Usadził mnie na brzegu wanny, odkręcając kurek z ciepłą wodą i nalewając trochę płynu do kąpieli. Wanna napełniała się cieczą, podczas gdy mężczyzna zaczął ze mnie ściągać poszczególne części mojej garderoby, a było ich niewiele, ponieważ byłem w piżamie. Wtedy właśnie zapaliła mi się w głowie czerwona lampka. Nie, nie będę nic z nim robił. Skutecznie odepchnąłem go od siebie.
-Co ty robisz?- zapytałem przerażony.
Mikey nie odpowiedział tylko podszedł do mnie i kontynuował rozbieranie mnie.
-Kotku, przecież mówiłem, że się zabawimy.- szepnął mi do ucha.
Zaczął majstrować przy moim pasku.
-Ale ja nie chcę!- krzyknąłem jak rozhisteryzowana nastolatka.
W sumie tak jakby to jestem nastolatkiem, mam w końcu szesnaście lat. Mikey coraz bardziej zaczynał mnie przerażać. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Nie uda mi się go odepchnąć, jest zbyt silny.
-No to masz, że tak powiem problem. W takim razie, wezmę cię siłą.- powiedział ze spokojem w głosie, a na jego twarz wpłynął wróżący niezbyt dobre rzeczy uśmieszek.
Przeraziłem się, gdy usłyszałem z jego słów ostatnie zdanie. Siedziałem przed nim już prawie nagi, jedyne co pozostało na moim ciele to bokserki, które zapewne zaraz zostaną zdjęte z mojego tyłka. Podczas gdy Mikey się rozbierał, ja postanowiłem uciec. Stanąłem szybko na podłodze i w tempie ekspresowym podbiegłem do drzwi. Klucza nie było w zamku. W momencie, w którym szarpałem się nerwowo z klamką, półnagie ciało chłopaka przylgnęło do mnie i bardzo szczelnie zamknął mnie w swoim objęciu. Całował moją szyję. Uległem pod wpływem pocałunków i zaprzestałem szarpaniny z klamką. Mikey delikatnie zsuwał z mojego ciała bokserki, na co próbowałem reagować, lecz nie za bardzo mi to wychodziło. Za każdym razem, gdy próbowałem je z powrotem naciągnąć na moje ciało, blondyn gryzł moją skórę szyi. Proszę, Gerard, weź tu teraz wejdź do tego domu i mnie uratuj! Niestety, moje prośby nie zostały wysłuchane. Mikey mnie podniósł i włożył do wanny z ciepłą wodą. Patrzyłem bez przerwy na jego poczynania. Nie dałem po sobie zdradzić, że się kurewsko boję, lecz i tak moje ciało było całe sparaliżowane, pod wpływem tego, co miało się za chwilę stać. Mikey chciał mnie wykorzystać. Ja wcale nie chciałem z nim uprawiać seksu i to do tego w wannie*, cóż to w ogóle za głupi pomysł?! Seks w wannie? Czyli mogłem to zaliczyć prawie pod gwałt. Blondyn zdjął z siebie swoje spodnie razem z bokserkami i wszedł do wanny. Usiadł na przeciwko mnie i zakręcił kran. Pojedyncze krople spadały do zbiornika z wodą. Mikey przybliżył się do mnie i usiadł okrakiem na moich nogach. Na brzuchu poczułem jego nabrzmiałą męskość. Wpił się moje usta i zaczął pocierać swoim kroczem o moje, co wcale nie wywołało na mnie dużego wrażenia. Michael, gdy zauważył, że mnie w ogóle nie podnieca, wbił swoje paznokcie w moje plecy i przejechał po nich, tworząc długie, piekące ślady. Oderwał się od moich ust i obrócił mnie na brzuch. Bez żadnego przygotowania wszedł we mnie cały i zaczął się szybko ruszać. Co chwilę wydawałem z siebie krzyki bólu i rozpaczy. Po mojej twarzy zaczęły płynąć gorzkie łzy. Zacząłem się wiercić, przez co chłopak przywalił mi z całej siły w biodro. Na szczęście nie trwało to długo. Spełnił się we mnie i tak po prostu wyszedł z wanny. Siedziałem w wodzie, w niezbyt dobrym nastroju. Cały obolały, obróciłem się na plecy i ułożyłem się wygodniej. Mikey wytarł się ręcznikiem i ubrał w ubranie. Otworzył drzwi, a ja usłyszałem, że na korytarzu ktoś otwiera drzwi wejściowe. Zatrzasnął szybko drzwi od łazienki, a ja zostałem tu sam i wykorzystany. Muszę powiedzieć o tym Gerardowi, ale co jeśli uzna to za zdradę i nie będzie chciał mnie znać? Usłyszałem głosy pod drzwiami.
-Gdzie Frank?- zapytał Gerard.
-W łazience.- odpowiedział Mikey, jak gdyby nigdy nic się nie stało.
Tak Gerard, proszę wejdź tu i mnie ratuj. Nagle klamka opadła w dół.
-Mogę?
-Tak...
Do środka wślizgnął się Gerard i zamknął za sobą drzwi. Spojrzał na mnie z zaskoczeniem wymalowanym na twarzy.
- F... Frankie?- wydusił.-Co się stało, kochanie?
-Nic.-powiedziałem pod nosem.
-Przecież widzę, że płakałeś.
-Gerard, wszystko w porządku.-oznajmiłem.
Podszedł do mnie i uklęknął przy wannie, chwytając moją dłoń, którą delikatnie pocałował. Spojrzał w moje oczy, a ja spuściłem głowę. Nie miałem odwagi spojrzeć w jego oczy. Bałem się, że zauważy, że coś serio jest nie tak.
-Co się stało?- spytał ponownie i chwycił mnie za podbródek, zmuszając do spojrzenia na niego.
-Nic, naprawdę. Tęsknię za rodziną.- skłamałem.
Gerard od razu wyczuł, że coś jest nie tak, lecz nic już nie mówił. Wstał z podłogi i zdjął z siebie ubrania, a następnie usiadł na przeciwko mnie w wannie. Pokazał gestem dłoni, że mam usiąść koło niego, więc jako grzeczny chłopak wykonałem polecenie. Usiadłem wygodnie na jego nogach, a on objął mnie ręką w pasie. Wtuliłem się mocno w jego klatkę piersiową, która równomiernie unosiła się i opadała. Drugą ręką machinalnie głaskał mnie po moich długich włosach. Patrzył tępo w przeciwległą ścianę.
-Co to za zadrapania na plecach?
Moje serce zabiło mocniej. Zacząłem się denerwować. I co mu teraz odpowiedzieć? "Słuchaj, Gerry. Pieprzyłem się z twoim bratem, ale naprawdę tego nie chciałem. Można to zaliczyć pod gwałt."?
-Franklinie Anthony Iero. Albo mi powiesz co się stało, albo idziemy na mega długi spacer, a wiesz przecież, że jest upał.
-Szantażysta głupi.- mruknąłem i wyrwałem się z jego objęć.
Wyszedłem z wanny i wyciągnąłem z szafki jeden ręcznik. Obwinąłem się nim wokół bioder.
-A ten ładny siniak na biodrze to skąd?- odezwał się.
Wyszedłem z łazienki po drodze zatrzaskując drzwiami. Wpadłem do sypialni, gdzie na szczęście nikogo nie zastałem i mogłem w spokoju się ubrać. Wyjąłem z szafy siwe rurki, podkoszulek z logiem zespołu Metallica i wrzuciłem na siebie bieliznę oraz ubrania. Wyszedłem z pokoju. W salonie zastałem tylko Mikey'a, który cicho się śmiał pod nosem. Znalazłem się w przedpokoju i zwinąłem Gerardowi glany, które włożyłem na stopy i wyszedłem z domu, głośno trzaskając drzwiami. Pierdolę ich wszystkich.
***
Nie wiem, ile tak łaziłem bez celu po mieście i po parku, ale wiem, że któryś raz z rzędu mijałem alejkę, a w dodatku było już popołudnie. Nie wziąłem telefonu, kasy, nic. Byłem sam, nikt mi nie przeszkadzał i było dobrze. W końcu zatrzymałem się pod wysokim drzewem, tam gdzie jeszcze wczoraj przed pojawieniem się per Michael'a Dupka Wykorzystującego Niewinnych i Nieletnich Chłopców Way w naszym domu. Usiadłem na ściółce i oparłem się o pień drzewa, przyciągając do siebie nogi. Nie chcę tam wracać. Nie, gdy jest tam Mikey. Boję się go. Ale jeszcze bardziej boję się Gerarda, który tak naprawdę nie wiem co zrobi, gdy się dowie, a pewnie już się dowiedział, że jego chłopak jest niewierny. Chciało mi się ryczeć. Jedyne co teraz w ogóle mogłem to ryczeć. Tak więc pojedyncze łzy zaczęły mi spływać po twarzy, a ja nie wiedziałem co robić dalej. Jak żyć? Rozpłakałem się na dobre, jak małe dziecko, któremu zabrano ulubioną zabawkę. Z bezsilności położyłem się na ziemi i patrzyłem w zachmurzone niebo. Zbierało się na deszcz, lecz i tak miałem to gdzieś. Teraz już tylko marzę, aby zasnąć i więcej się nie budzić. Czuję się podle.
Czy znowu muszę szykować się do strat?
_________________________________________________________________________________
*Amia, jesteś geniuszem zła... Pisałam ci to już?

Hah :D Rozmowy ze mną takie inspirujące xD Rysunki zresztą też *śmiech*
OdpowiedzUsuńTak, bardzo xD *śmiech*
UsuńMikey, znajdę cię i zabiję. Nożem, widelcem, nawet kotletem!
OdpowiedzUsuńWiedziałam, że tak będzie! Po prostu wiedziałam.
Niech Gee zabije Mikey'go, a wszyscy będą szczęśliwi XD Szczególnie Frank :D
Weny życzę i żadnych gwałtów na moim biednym Franiu ;-;
Buahahaha, jestem taka złaaa! >:D
Usuń