[Gerard]
Nie mam bladego pojęcia, co tu się stało. Siedziałem w wannie, w łazience, z której przed chwilą wyszedł Frank. Patrzyłem się w punkt na przeciwko siebie oszołomiony zachowaniem chłopaka. Nie wiedziałem co mu się stało, co go drażniło. Miał na plecach mocne zadrapania i siniak na biodrze. Co się mogło stać podczas mojej, niezbyt długiej nieobecności? To pytanie wciąż krążyło po mojej głowie. I ta zapłakana twarz, obraz, który cały czas widnieje w mojej głowie. Wyszedłem z wanny, po czym chwyciłem ręcznik w dłonie i dokładnie się wytarłem. Włożyłem na siebie ubrania, które leżały w łazience i wyszedłem z pomieszczenia, uprzednio gasząc światło. Byłem skołowany. Nie wiedziałem co się stało przez zaledwie dwie godziny w tym domu. Usłyszałem trzask drzwi wejściowych. Ktoś wyszedł z mieszkania i dobrze wiedziałem, że to był Frank. Nie poszedłem za nim, ponieważ dobrze wiedziałem, że potrzebuje trochę spokoju i samotności. Potrzebuje pomyśleć. Myślę, że jak wróci, to wszystko mi wyjaśni. Nic mu się nie powinno stać, to mądry chłopak. Wszedłem do salonu, gdzie siedział Mikey popijający kawę i oglądający telewizję. Usiadłem w fotelu obok kanapy. Byłem zdołowany. Chciałem za wszelką cenę wiedzieć co tu się stało! Oparłem się głową o dłoń i spojrzałem na Mikey'a pochłoniętego programem kulinarnym. Może on mi coś powie.
-Michael?- spytałem.
-Tak?
-Co tu się stało?
-Nic?
No i koniec rozmowy. Nic więcej się nie dowiem. Nie wiedziałem, co dalej począć z tym wszystkim. Frank wyszedł, Mikey siedzi cicho i nic nie mówi. Cholera jasna.
-Mikey?
-Czego ty ode mnie chcesz?!
-Błagam, powiedz mi co tu się stało, no!
-Aż tak bardzo chcesz wiedzieć?- zapytał.- Tylko pamiętaj, żeby potem nie było, że ci to powiedziałem.
-Mikey...- powoli zaczynała mnie irytować ta sytuacja.
-No dobra, dobra. A więc... Frank mnie zgwałcił.- powiedział prosto z mostu.
-Hahaha...-zaśmiałem się histerycznym śmiechem.- Że co?! Weź on ma szesnaście lat, jest niższy od ciebie o co najmniej głowę i miał cię... No ten tego?
-Tak...- po chwili wpatrywania się w moje oczy spuścił wzrok i ukrył twarz w dłoniach.
-To skąd niby się wzięły te zadrapania na plecach i siniak na biodrze?- spytałem.
Mój głos się łamał. Ciężko było mi w to uwierzyć... Mój mały, kochany Frank? Przecież on nie mógł czegoś takiego zrobić. Tylko komu mam wierzyć? Bratu, który mi zawsze pomagał, zawsze był dla mnie oparciem, znam go już tak długo, czy Frankowi, którego kocham nad życie, ale znam go miesiąc...
-Myślisz, że nie próbowałem się bronić?- odpowiedział pytaniem na pytanie.
Wszystko składało się w logiczną całość. Coraz bardziej wierzyłem Michaelowi. Być może to, co on mówił, rzeczywiście było prawdą... Jak Frank mógł mi coś takiego zrobić... Jak on mógł zrobić coś takiego mojemu bratu?! Byłem wściekły, a jednocześnie zrozpaczony. To jest niemożliwe.
-Mikey... Przepraszam.- szepnąłem.
-Gerard, oby tylko nie przeniósł na mnie żadnej choroby, czy coś... Trudno. Co się stało, to się nie odstanie.- przybliżył się do mnie i poklepał po plecach.
Ukryłem twarz w dłoniach i wybuchłem głośnym płaczem. Mikey wstał z kanapy i wyszedł z pokoju. Następnie usłyszałem trzask drzwi. Zostałem sam z wielkim problemem na głowie. To jest coś niewybaczalnego... Najgorsze jest to, że i tak go kocham. Właśnie, gdzie on jest?
***
[Frank]
Tyle czasu spędzonego pod tym jebanym drzewem. Zrobiło się ciemno i zimno. Musiałem wracać już do domu. Podniosłem się z ziemi. Wszystko mnie bolało. Czułem się źle. Podle. I jeszcze dużo określeń mojego okropnego nastroju. Oczy popuchnięte od łez, zapłakana twarz. Oparłem się o drzewo. Jedyne o czym teraz myślałem, to ramiona Gerarda, łóżko i gorąca herbata. Bałem się o wszystkim powiedzieć czerwonowłosemu. Gorzej, jeśli Mikey już to zrobił za mnie, dlatego postanowiłem biegnąć, może jeszcze nie jest za późno. Uznałem, że pójdę na skróty, będzie szybciej. Stąpałem po nieoświetlonej dróżce i zbliżałem się do bocznego wyjścia z parku. Usłyszałem za sobą głosy, pijackie rozmowy. Odwróciłem się za siebie i ujrzałem pięciu, kompletnie pijanych mężczyzn. Schowałem ręce do kieszeni spodni. Przyspieszyłem nieco kroku, aby szybciej znaleźć się przy wyjściu z parku. Moje serce zaczęło mocniej bić, gdy głosy mężczyzn stawały się coraz głośniejsze. Zbliżali się do mnie. Zamknąłem mocno powieki i starałem się nie zwracać na siebie ich uwagi. Minęli mnie- pomyślałem, gdy wszelkie odgłosy ucichły. Rozchyliłem powieki i ujrzałem przed sobą jednego z pijanych mężczyzn. Obróciłem się dookoła. Wszyscy tu byli.
-Hej malutka, może chcesz się zabawić?- powiedział jeden, na co jego towarzysze głośno się zaśmiali.
Zacząłem płytko oddychać. Bałem się. Zauważyli to. Jeden z nich wykręcił mi ręce do tyłu i przycisnął do swojej piersi. Patrzyłem na nich wystraszonym wzrokiem. Było się nie ruszać z domu, albo wrócić wcześniej. Tak, bardzo teraz żałuję swojej decyzji. Dostałem mocny kopniak prosto w brzuch. Zgiąłem się w pół. Uścisk rozluzował się, a ja opadłem bezwładnie na chłodny beton. Drugi mężczyzna przywalił mi pięścią w twarz, a następnie wszyscy zaczęli mnie kopać po twarzy, po moim już zbyt obolałym ciele. Z ust wyciekała strużka krwi, która spływa po mojej brodzie. Ostatni kopniak. Skuliłem się.
-Ej, chłopaki, chodźcie już. Żona mnie zabije za to, że znowu wracam późno. Zostawcie już go w spokoju.- powiedział najbardziej trzeźwy z nich.
W myślach dziękowałem mu, że jako jedyny myślał rozsądnie i powstrzymał swoich kolegów przed dalszym biciem mnie. Nic im w końcu nie zrobiłem. Popatrzyłem, jak mężczyźni oddalają się chwiejnym krokiem, a gdy zniknęli mi z pola widzenia, powoli wstałem i trzymając się za bolący brzuch poszedłem w stronę wyjścia. Teraz tylko dojść do domu. Splunąłem krwią na chodnik. Spojrzałem przed siebie i ujrzałem kamienicę. Już niedaleko. Jeszcze tylko kilkanaście metrów. Wlokąc za sobą nogi doszedłem do kamienicy i otworzyłem drzwi, które gwałtownie pod wpływem przeciągu otworzyły się na roścież, powodując mój upadek. Zwlokłem się z podłogi i zacząłem czołgać się po schodach w górę. Gdy wreszcie ujrzałem upragnione drzwi do mieszkania Gerarda, podparłem się o ścianę i otworzyłem drzwi. Nie były zamknięte na klucz. Zamknąłem za sobą drzwi i zacząłem zdejmować glany. No właśnie, glany. Że też ja ich nie wykorzystałem do samoobrony. Frank, geniusz zła. Teraz bym nie był poobijany. Gdy skończyłem zdejmować buty, chwiejnym krokiem ruszyłem do salonu, gdzie siedział Gerard i oglądał coś w telewizji. Nawet mnie nie zauważył. Jego twarz nie wyrażała nic. Podszedłem do niego i uklęknąłem przy fotelu, w którym siedział.
-Gerard?- wyszeptałem.
Odpowiedziała mi cisza, zakłócana przez odgłosy telewizora.
-Gee...?
-Czego, durniu?
-Co ci się stało?
-Ty już sam dobrze wiesz co.- odpowiedział chamsko.
Wstał z fotela.
-A, i dzisiaj śpisz tutaj.
-Co?
-To co słyszałeś.
Rzucił mi złowrogie spojrzenie. Zniknął gdzieś na korytarzu. Trzask drzwi. Ale co ja mu do cholery zrobiłem?! Będę musiał się dzisiaj zadowolić twardą kanapą i kocem. Super. Nawet nie zauważył dupek, że jestem pobity. Poszedłem do łazienki, aby się wykąpać i obmyć rany. Zamknąłem za sobą drzwi. Odkręciłem kurek z ciepłą wodą. Wanna powoli napełniała się ciepłą cieczą, a ja dolałem trochę płynu do kąpieli. Zdjąłem z siebie podkoszulek i zobaczyłem kilka dosyć wielkich rozmiarów siniaków. Rozcięta warga i zaczerwieniony lewy policzek. Na brodzie widniała zaschnięta krew. Zdjąłem spodnie razem z bokserkami i skarpetkami. Rzuciłem to wszystko na podłogę i wszedłem do wanny. Nareszcie chwila relaksu. Nie wiedziałem i nawet nie próbowałem się domyślić co czeka mnie jutro. Umyłem się i wytarłem w ręcznik. Założyłem na siebie podkoszulkę i bokserki. Zgasiłem światło w łazience i poszedłem do salonu, gdzie miałem spędzić najbliższą noc. Ułożyłem się na kanapie, która okazała się naprawdę niewygodna. Kto tworzy takie kanapy? Przykryłem się szczelnie kocem pozostawionym na kanapie i ułożyłem się do snu, który tak szybko nie nadejdzie. Obróciłem się na drugi bok z myślą, że zaraz wtulę się Gerarda i zasnę. Jestem tępy.
To będzie długa noc...
_________________________________________________________________________
Nie jestem w pełni usatysfakcjonowana rozdziałem, bo jest krótki i zawsze mógł być lepszy, ale przynajmniej jest. xD
Obiecuję, że nad następnym bardziej się postaram...
Jest jedna rzecz, która mi się nie podoba, to, że oni wszyscy podchodzą do wykorzystania na tle seksualnym, jakby nie było w tym niczego strasznego ;_;
OdpowiedzUsuńA poza tym, jest dobrze :3
Oj tam oj tam :P
UsuńAhaha wyobraziłam sobie, że w tej alejce to Mikey czeka na Franka i jeszcze raz go tam zgwałci xd nie wiem czemu, ale mnie to w ciul śmieszyło xd
OdpowiedzUsuńGee, szczerze powiedziawszy, mógł się bardziej wkurzyć, a nawet wywalić go z domu, ale no ok. Jestem ciekawa jak Frankie mu to wszystko wytłumaczy :3
Czekam na daaaalej ;3
Dopiero teraz przeczytałam ten rozdział, za co przepraszam!
OdpowiedzUsuńNoo, a ogółem to jezuuu.. Gerard! Otwórz oczy, ocknij się! Czemu nie porozmawiałeś nawet z Frankiem?!
Ugh, ale mnie takie podejście wkurza XD Biedny Franio :(
Ejejej, już 11 dni minęło! Nowy rozdział chcę!! XDD
No dalej, bo mnie zżera ciekawość ;-;
Nie będzie na razie następnego rozdziału, ponieważ jutro jadę na biwak integracyjny z moją nową klasą, a rozdziału mi się nie chce teraz kończyć XD
Usuń