Witam.
Kolejna część. :)
Frank znowu dostanie po twarzy, ale no cóż, jak się jest takim idiotą jak Simon, to dziwne nie jest... xD
ENJOY :3
______________________________________________________
[GERARD]
I co ja mam mu teraz niby powiedzieć? Że zakochałem się w nim, gdy tylko go zobaczyłem? Bez sensu. Coś ciągnie mnie do tego kurdupla, ale boję się, że on mnie zwyczajnie odrzuci. To by była wielka strata. Tylko co ja mam w ogóle do gadania skoro znam go dopiero 2-3 godziny?
Ten chłopak tak na mnie działa. Jest taki uroczy i śliczny. Nawet jego wzrost dodaje mu uroku. Ma takie cudowne, czekoladowe oczy, bladą cerę, śliczne usta... Ideał. Cholera, wpadłem po uszy.
Dobra, dobra. Stop. Skup się Gerard. Zastanów się, co mu masz powiedzieć...
Z zamyślenia wyrwały mnie jego słowa.
-To o czym chcesz pogadać? Trochę zimno się robi. Mamy przecież koniec października. Chcesz to możemy iść do mojego domu. Nikogo tam nie ma, moja mama jest w pracy.
Zdecydowanie za dużo gada.
Dziesięć myśli na minutę, jak baba.
-Świetnie, Frank.- odparłem z irytacją.
-Coś nie tak?- zapytał.
-Nie, nie. Tylko po prostu zamilcz na chwilę. Za dużo myśli na minutę.
-Okej...- odpowiedział.
-No a więc...
-A więc?
-Frank. Prosiłem cię o coś, daj mi się skupić.
-No dobra, dobra już się zamykam.
-Mam nadzieję.
Spojrzałem na Franka, który teraz siedział skulony, jak małe dziecko i bujał się w tył i przód, jak jakiś człowiek, który uciekł dopiero z psychiatryka. Co mu powiedzieć, co mu powiedzieć?
-Bo ty...
Zawahałem się na chwilę patrząc w jego stronę. Czy ten idiota nie może uraczyć mnie swoją uwagą?
-Frank, ty mnie w ogóle nie słuchasz...- mruknąłem, już nieco wkurzony tą sytuacją. Chłopak bawił się jakimś patykiem.-Frank.
-Co?
-Wysłuchaj mnie, dobra?
-Przecież cię słucham!
-Właśnie widzę...- powiedziałem pod nosem.
Wyrwałem mu patyk z dłoni i rzuciłem go hen, hen daleko. Może teraz mnie ten idiota wysłucha.
-Podobasz mi się.- odparłem.- Nie znam cię, ale widzę coś w tobie, co przyciąga mnie do ciebie i...
-Oh, Gee.- przerwał.- Ty też mi się podobasz.
Posłałem do niego mój firmowy uśmiech.
-Chciałbym cię lepiej poznać. Chciałbym, żebyś przy mnie był.- zauważyłem jak kąciki jego ust wolno wędrują do góry. Cudowny ma uśmiech, muszę przyznać.
Nasze twarze nieco zbliżyły się do siebie. Czułem jego gorący, ciężki oddech na mojej twarzy.
Był TAK blisko.
-Gerard. Czuję, że nie wytrzymam po prostu bez ciebie. Muszę przy tobie być. Przy tobie jest tak... Inaczej. Tak lżej. Cała rzeczywistość odpływa.
Jego twarz jeszcze bardziej się zbliżyła. Brakowało dosłownie kilku milimetrów do pokonania, aby nasze wargi złączyły się w pocałunku.
-Frankie, proszę. Pocałuj mnie. Teraz. Chcę poczuć twoje usta.- szepnąłem.
Patrzyliśmy jeszcze chwile w swoje oczy i...
No szlag by to wszystko trafił!
Ktoś niestety przerwał nam tą cudowną chwilę, odpychając Franka na bok.
Simon...
Musiał za nami tutaj przyjść. Nie dobrze. Oj bardzo nie dobrze.
Rozzłoszczony Simon rzucił się na Frania z pięściami. Ja nadal z niedowierzaniem gapiłem się na zaistniałą sytuację, zamiast pomóc tej kruszynie.
-Simon, przestań!- krzyknąłem i odepchnąłem go od Franka. Chłopak leżał na trawie i zwijał się z bólu. Z jego ust wypłynęła stróżka krwi.- Simon, powiedziałem: przestań! Zostaw go w spokoju. To nie jego wina.
-Coś ty powiedział?! Chcesz mi niby wmówić, że sam z własnej woli prawie go pocałowałeś?!
-Tak...
Simon bez wahania podszedł do mnie. Chwycił mnie za nadgarstki i mocno przyciągnął do siebie. Zbliżył się na niebezpieczną odległość. Wpił się brutalnie w moje usta. Z trudem łapałem oddech. Próbowałem go od siebie odepchnąć, ale Simon był silniejszy. Teraz i tak był dla mnie nikim, po tym co zrobił Frankowi. Kopnąłem go z całej siły z glana w krocze, a ten upadł na ziemię z bólem.
-To koniec, Simon.- wypowiedziałem odważnie te słowa i posłałem mu złowrogie spojrzenie.- Mam dość ciebie, twojego zachowania wobec mnie i innych ludzi.
Simon spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
-Dobrze, ale nie myśl, że ja się od ciebie odczepię. Jeszcze się z tobą policzę.- powiedział groźnie. Wstał i od nas odszedł.
-Ger... Gerard.- powiedział, albo raczej starał się powiedzieć Frank.
-Spokojnie. Zajmę się tobą.- odparłem. Podszedłem do niego i wziąłem go na ramiona.
Usadziłem go na moim Harley'u.
-Proszę, Gee, zawieź mnie do domu.- wyszeptał.
-W takim stanie? Oszalałeś?
-Proszę.
Spojrzał na mnie swoimi czekoladowymi oczami pełnymi bólu i rozpaczy.
Uległem.
-Dobrze.
-Spokojnie, Gerard. Nie mam dwóch latek. Dam sobie radę sam.
-Sam? Teraz to już totalnie coś ci odbiło. Przecież zostanę z tobą w domu.
Frank cicho zachichotał i wtulił się w moje plecy.
Odpaliłem silnik.
***
Wkrótce dojechaliśmy pod dom Franka. Zszedł z pojazdu, ale od razu się wywrócił. Był cały obolały. Ten dupek Simon nieźle go zlał.
-Boże Frank, nie mogłeś zaczekać?- powiedziałem, po czym do niego podszedłem.
Wziąłem go na ramiona. Frank wtulił się we mnie a głowę oparł na moim ramieniu.
-Gdzie masz klucze?- zapytałem, gdy staliśmy pod drzwiami.
-W plecaku.- odpowiedział.
-A gdzie masz plecak?
-Nie wiem, ty gdzieś go włożyłeś...- mruknął. Na szyi poczułem jego ciepły oddech. Moje ciało przeszedł lekki dreszcz. Odstawiłem go na ziemię i oparłem o ścianę domu.
-No to czekaj, królewno. Idę po twoje rzeczy.
Podbiegłem do mojego motoru i wziąłem plecak Franka. Odwróciłem się i skierowałem kroki do domu mojego przyjaciela.
Gdzie on do cholery jest.
Zobaczyłem go leżącego na ziemi koło domu.
Spał.
Ta, teraz muszę sam znaleźć te przeklęte klucze i wnieść szanowną Śpiącą Królewnę do jej komnaty.
Przetrząsłem całą kostkę, a kluczy jak nie było, tak nie ma. Zgubił? Nieee.... Na jego tylnej kieszeni spodni zobaczyłem coś odstającego. Klucze. A to mały kłamczuch. Chciał, żebym go po dupie pomacał.
Otworzyłem dom i wziąłem Frania na ręce. Właściwie to Królewnę Franczeskę. Mruknął coś cicho pod nosem i się we mnie wtulił. Znowu przeszedł mnie dreszcz. Tym razem mocniejszy. Boże, czemu ten człowiek tak na mnie działa? Przecież to pierwszy lepszy chłopak w szkole, a na niego akurat zwróciłem swoją uwagę.
Zamknąłem za sobą drzwi wejściowe i wszedłem po schodach na górę. Otworzyłem pierwsze drzwi na korytarzu. Oślepiło mnie jasne światło i ściany o kolorze majtkowo-różowym. To z pewnością nie jego pokój. To wychodzimy.
Po chwili zastanowienia doszedłem do wniosku, że ten pokój w sumie by do niego pasował.
Kruszyna powoli zaczęła ciążyć.
Stanąłem na korytarzu i otworzyłem drzwi do drugiego pokoju. No, ciemno tu jak w dupie. To na pewno pokój Franka. Ciemne zasłony odcinały dopływ światła dziennego. Ściany ciemne, wszystko ciemne. Pełno plakatów, syf (burdel, brakowało tylko jakiś dziewczyn). Koło łóżka stała biała gitara elektryczna. Że co? Nazwał ją? Pansy? Dobra, nie wnikam.
Ułożyłem go na łóżku i opatuliłem kołdrą. Ale słodko wygląda, jak śpi. Tak niewinnie.
Muszę go narysować. Chwyciłem jakąś kartkę i ołówek leżący na biurku. Usiadłem na krześle i zacząłem kreślić pierwsze linie na kartce.
____________________________________________________
To tyle z tej części :)
Mam nadzieję, że się podobała.

Cóż... ogólnie dalej się podoba, ale wszystko się dzieje strasznie szybko. Rozumiem miłość od pierwszego spojrzenia itp, niestety jednak jakoś mnie to nie kupiło.
OdpowiedzUsuńPoza tym wszystko okej... Simon dostał z glana w jaja fuck yeah.
Nie lubię też przerabiania imion chłopaków, ale przyznam, że się zaśmiałam czytając o Królewnie Franczeszce ;)
Czekam na dalszy ciąg :)
Wiem, że się dzieje trochę za szybko, ale jakoś nie umiałam tego za bardzo zmienić xD Może coś jeszcze w następnym rozdziale spróbuję pozmieniać, ale nie obiecuję xD
OdpowiedzUsuń