środa, 25 czerwca 2014

The Only Hope For Me Is You/Part 2

No witam, witam :D
Dziś dedykuję następną część dla szanownej Fun Ghoul  xD
Moja pierwsza obserwatorka. Ale radość. :D
Tak, miło, że wyłapałaś ten głupi błąd 'swoje długie, ciemne do ramion włosy' xD Sama to zauważyłam, ale hmmm zapomniałam to zmienić.Na następny raz postaram się uniknąć czegoś tak beznadziejnego xD Nie przeciągam dłużej.

ENJOY :D
__________________________________________________
[FRANK]
Ciemno tu. Aż za ciemno, jak na poranek. Idę, niczego nieświadomy. Przecież nie może nic złego stać się w drodze do szkoły, prawda?
Usłyszałem głośny krzyk.
Pomocy.
Zobaczyłem światełko w tunelu. O Boże, ja umieram, czy co? Tylko kto krzyczy pomocy, skoro to moja śmierć? A może to ja sam?
Pomocy!
Nawoływania były coraz silniejsze. Coraz bardziej rozpaczliwe. Szedłem w stronę światła i ujrzałem postać.
Martą postać, a dokładnie martwego chłopaka.
Leżał w kałuży krwi.
Poczułem, jak ktoś oplata mnie ręką w pasie, a drugą przyciska mi nóż do gardła. Ta no świetnie. Idealnie.
-Ty będziesz następny, kochany.- powiedział, jak się domyślam jakiś mężczyzna i podciął mi gardło.
Dusząc się własną krwią upadłem na ziemię.
HAHAHAHAHAHAHAHA
***
Co to miało do cholery jasnej być?
Kolejny głupi sen, bez jakiegokolwiek znaczenia?
ŚWIETNIE. Kocham takie sny!
Dobra, a tak serio. Co on oznacza? Jeśli to jakaś głupia przepowiednia? Nie, nie wierzę w takie bzdety.
Wstałem z łóżka i podszedłem do szafy. Wyciągnąłem z niej czarne rurki, bokserki, podkoszulkę z logiem AC/DC i pobiegłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic, ubrałem się, podkreśliłem lekko oczy czarnym eye-liner'em i poszedłem do kuchni.
Gdy znalazłem się na dole zobaczyłem mamę zaparzającą kawę.
-Hej.- powiedziałem do mamy, po czym ucałowałem ją w policzek. Sięgnąłem po kubek z ciemnym napojem i upiłem łyk.
-Cześć, kochanie. Po pierwsze, bardzo darłeś się w nocy, ale to już pominę, a po drugie będę dzisiaj później w domu. Jadę do nowej pracy, a potem mam jakieś spotkanie. Zamów sobie pizzę, czy coś, jak wrócisz do domu ze szkoły.- powiedziała moja rodzicielka, po czym włożyła czarne szpilki, płaszcz i wzięła torebkę. -Powodzenia, Frankie. Ja już muszę iść. Papa.- pocałowała mnie w policzek i wyszła z domu.
-Okej...- mruknąłem pod nosem. Dzisiejszy dzień zapowiada się po prostu świetnie. Nawet nie mam ochoty na kawę. Odłożyłem więc kubek i powędrowałem na górę po schodach po plecak. Zbiegłem na dół do przedpokoju, założyłem glany, skórzaną kurtkę i wyszedłem z domu, zamykając drzwi na klucz. Wybiegłem na chodnik, po czym skierowałem swoje kroki do szkoły.
Gdy wszedłem do budynku liceum, w którym dzisiaj zaczynałem swoją naukę zobaczyłem grupkę tlenionych idiotek, które piszczały na widok mięśniaków z drużyny koszykarskiej. Chyba nie. Nie tak to miało być. Czuję się oszukany. Znowu. Kilka z nich spojrzało w moją stronę. Patrzyły na mnie swym jakże uwodzicielskim wzrokiem, który na mnie nie robił większego wrażenia niż "spierdzielaj stąd".
W sumie, to te szmaty to jeszcze nic. Gorzej z tymi z drużyny, którzy jak pech chciał kierowali się w moją stronę. Cóż za przypadek.
-Patrzcie ziomki, jakieś spedalone emo przybłąkało się do naszej szkoły.- krzyknął wysoki (głupi, już to wiem) blondyn do swoich kumpli (którzy zapewne są na jego poziomie intelektualnym). Wybuchli śmiechem, a blondyn dodał- Jesteś nowy, emosie?- przyparł mnie, stroną mojej klatki piersiowej, rzecz jasna do ściany i mocno pociągnął moją głową za włosy do tyłu. -Odpowiadaj, jak się pytam, bo będziesz miał problemy.
On chyba sobie ze mnie żarty robi. Ja ledwo przyszedłem do szkoły, nawet mu nic nie robię, a ten przychodzi do mnie i wyzywa od spedalonych emosów.
Poczułem w ustach rdzawy posmak krwi. Świetnie. Przywalił mi z pięści w twarz.
-Tak, jestem nowy. A wy, jak się domyślam, zapewne jesteście góru tej szkoły.- odparłem plując krwią. Blondyn puścił moje włosy. No wreszcie. -Jestem Frank Iero.
-A czy ktoś pytał, szanownego frajera, jak się nazywa? Coś mi się przypomina, że chyba nie.- kolejny cios. Tym razem w oko. -Ja jestem Jason Whitelow i lepiej sobie mnie zapamiętaj, kretynie.
Powalił mnie na ziemię, kopnął w brzuch, jego koledzy też sprzedali mi kilka, jakże drogocennych kopniaków i odeszli.
Auć.
Nie ma co, miłe przywitanie. Godne takich idiotów, jak on. Dosyć normalna szkoła, pomijając fakt, że gdy jesteś nowy, ubierasz się na czarno i nosisz glany, to wiedz, że od razu dostaniesz po ryju i zostaniesz zwyzywany od pedałów, emosów, i tak dalej, i tak dalej.
Chwilę pozwijałem się z bólu, po czym wstałem i udałem się to sekretariatu po plan lekcji i kluczyk do szafki.
Nie zeszło długo, bo sekretarka patrzyła na mnie, jakby chciała mi powiedzieć "Masz ten kluczyk, plan i idź stąd i nie wracaj." Miło, naprawdę miło.
Wyszedłem z sekretariatu i podszedłem do mojej szafki.
Wyjąłem z mojej kostki niepotrzebne książki i już miałem zamykać szafkę gdy nagle ujrzałem ICH.
Czterech chłopaków.
Wszyscy ubrani na czarno.
WSZYSCY MIELI GLANY.
Szczyt marzeń. Już wiem z kim się zaprzyjaźnię. Aż mi się morda cieszy na sam ich widok (:D).
Jeden z nich był nie za wysoki, był tak około mojego wzrostu, może minimalnie wyższy. Miał blond, krótkie włosy, lekki zarost i kolczyk w wardze.
Drugi- wysoki, na oko 180 centymetrów. Na głowie miał sterczące, brązowe afro.
Trzeci był niewiele niższy od tamtego z afro. Miał krótkie, blond włosy z grzywką, która opadała na jego okulary. Powędrowałem spojrzeniem niżej. Podkoszulka. Czarna, jak czarna, ale to co na niej było. Czy on jest głupi? Cofnął się w rozwoju, czy co? Jednorożec i napis- I BELIEVE IN UNICORNS. Dobra, nie czepiam się.
Czwarty chłopak powalał z nóg. Jezu jaki on jest przystojny. Czarne włosy do ramion. Drobny, lekko zadarty do góry nos. Malinowe małe usta i blada cera. Ideał. Jego nogi idealnie opinały czarne, skórzane rurki. Miał na sobie równie dobrze dopasowaną czarną podkoszulkę, skórzaną kurtkę i glany. Jego oczy są szmaragdowe. Cudowny kolor. Mógłbym patrzeć na nie bardzo długo, ale czar prysł, gdy zauważyłem, że on również się na mnie patrzy.
Kurde.
Speszony odwróciłem wzrok. No super. Ten chłopak, zauważył, że się na niego gapię, jak jakiś psychopata, domagający się jego śmierci.
Z moich rozmyślań wyrwał mnie dzwonek na lekcję. Zamknąłem pospiesznie szafkę i popędziłem w stronę klasy. Spojrzałem na plan lekcji.
MATEMATYKA.
O nope, nope, nope, nope, nope, nope, nope, nope, nope.
_______________________________________________
KONIEC części drugiej, hie hie hie. :D
Nie wiem, kiedy następna część, ale pewnie za niedługo.
Nancy :)








2 komentarze:

  1. Hm...poprzedni się nie dodał czy co.. nieważne xd
    Dziękuję za dedykację ;D Przed rozdziałem, w którym pojawia się Gee, tyle wygrać ;D
    Fajny motyw z jego snem, mam nadzieję, że będziesz ich pisac więcej. Podoba mi się też fakt, że chyba będziesz zmieniać narrację :)
    Szkoda, że ktoś obił tak piękną twarzyczkę, ale pewnie za to dostanie... najlepiej glanem..w twarz xd
    Weny życzę i czekam na kolejne ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 1. Tak, w następnym rozdziale pojawi się Gee (ale też Jamia, spokojnie do niczego pomiędzy nimi nie dojdzie, na razie, nie wiem co dalej, bo na dzień dzisiejszy mam łącznie napisane 8 rozdziałów, ale muszę popoprawiać trochę, bo za szybko się wszystko dzieje xD).
      2. Tak, będę zmieniać narrację, bo trzeba też postawić jasno sytuację w domu państwa Way.
      3. Frank w następnych dwóch rozdziałach dostanie chyba jeszcze z trzy razy po twarzy, więc xD
      4. A co do dostania z glana to się jeszcze zastanowię. :D

      Usuń